Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Najsztub: Patrzymy na ręce władzy, ale tylko na niektóre Drukuj
Z Piotrem Najsztubem rozmawia Jaś Kapela   
20.06.2010

Jaś KapRęce władzyela, Krytyka Polityczna: Szyfrant Zielonka był widziany w Moskwie i w Singapurze, ale ostatecznie jego ciało odnaleziono w Wiśle. Dlaczego Chińczycy porwali i zamordowali naszego szyfranta? 

  

Piotr Najsztub: To, że go porwano, przydawało nam niesamowitej wagi. Z drugiego końca świata, rodzące się - jak słyszymy - mocarstwo porywało nam szyfranta. Człowieka, który zna szyfry. To znaczy, że jesteśmy państwem liczącym się na mapie świata. Oczywiście w przypadku Zielonki pomogli nam francuscy koledzy, którzy opublikowali malutki tekst na ten temat. Może jakiemuś stażyście w jakiejś gazecie wydało się to ciekawą pseudoinformacją, a myśmy to z przyjemnością - jako że pobudza to nasze poczucie mocarstwowości - przedrukowali i zabawiali tym opinię publiczną.
Media oprócz walki obozów - dwóch wielkich obozów, do których należą dziennikarze - zajmują się przykuwaniem uwagi. To legendarne działanie, które leży u podstaw dziennikarstwa, czyli patrzenie na ręce władzy, ma też wymiar przyciągania uwagi publiczności. Bo za uwagą w internecie idzie klikalność, w gazecie cytowalność, a za tym wszystkim - pieniądze. Więc pewnie dlatego tak się dzieje. 

  

A ja chciałbym dalej podywagować: dlaczego układowi tak bardzo zależało na śmierci Olewnika, a potem kolejnych postaci zamieszanych w tę sprawę?

  

Najprostsza i najgłośniejsza teoria wyjaśniająca śmierć Olewnika i wszystkie późniejsze wydarzenia, teoria o układzie - zaspokaja większość oczekiwań, jakie człowiek ma wobec rzeczywistości. Mamy potrzebę dowiedzenia się, że za czymś przerażającym i nie dającym się wyjaśnić stoi coś, co jest tajemnicze, wszechwładne, zakorzenione, bo wtedy nielogiczność tej tragedii łatwiej przyjąć jest do wiadomości. To samo dzieje się ze Smoleńskiem. Głupota tej tragedii jest ogromna. Aby ją zrozumieć, wielu ludzi ma potrzebę ustalenia, że głupota nie mogła się zdarzyć, a w rzeczywistości za tragedią stoi szereg ciemnych, tajemniczych mocy. 

  

Niedawno pod pałacem prezydenckim można było spotkać ludzi trzymających transparent: „Niemieccy eksperci potwierdzają - to był zamach.” 

  

Takie interpretacje, zachowania to nie jest domena tylko naszych czasów. Przypomnę trzydziesty dziewiąty rok, najazd Niemców na Polskę. Zdarzały się lincze na ludziach, którzy byli posądzani o to, że latarkami mrugają do nadlatujących, niemieckich samolotów wskazując im cele. To było dokładnie to samo. Ta sama potrzeba wyjaśnienia klęski wrześniowej. 

  

W tym kontekście interesujący był tekst, jaki ukazał się na stronie biura prasowego Jasnej Góry, tłumaczył on powódź przelotami niezidentyfikowanych samolotów. Autor żądał wyjaśnienia, kto tymi samolotami kieruje. Osobiście podejrzewam, że mogły to być bobry. 

  

Niezmienne jest w ludziach szukanie wyjaśnień tego rodzaju idiotycznych tragedii w rzeczach pozarozumowych. Wydaje im się niemożliwe, żeby człowiek, zdobywca świata, mógł ginąć w sposób okrutny i bezsensowny, żeby potem inni ludzie, zdobywcy świata, w mundurach policjantów albo prokuratorów, nie byli w stanie dowiedzieć się, dlaczego tak się stało, albo nawet wspomagali to okrucieństwo. Wszystko to jest nie do przyjęcia dla człowieka wychowanego w antropocentrycznym świecie. Żeby to zrozumieć, musi sobie wymyślić działanie innych ludzi - jeszcze okrutniejszych, jeszcze sprytniejszych, którzy jeszcze bardzie pragną złego i dlatego, póki co, wygrywają te wojny. I nazywają się układ”. 

  

Ciekawe, że nawoływania do racjonalizmu, uczciwego procesu, poznania nieznanych faktów często wychodzą ze strony środowisko kościelnych czy prawicowych, które przecież z definicji zakładają, że istnieje transcendencja, a wola Boga jest niepojęta. Wola Boga jest niepojęta, ale musimy badać każdy kamyk, czy przypadkiem nie kryje się pod nim spisek. 

  

Oczywiście badanie każdego kamyczka pod tytułem: sprawdźmy, czy nie ma tam spisku, poczucie spisku wzmaga. Czy przybliża nas do odkrycia spisku? Bardzo rzadko tak bywało w historii różnych dociekań ludzkich. Z drugiej strony to nawoływanie Kościoła i części środowisk prawicowych do sprawiedliwości bawi mnie, bo wcale nie chodzi o sprawiedliwy proces. Chodzi o to, żeby sprawiedliwość była taka, jakiej chcemy. Kościół i osoby o konserwatywnych czy bardzo konserwatywnych poglądach mają  ukształtowany światopogląd, jasną hierarchię wartości, w związku z tym łatwiej im, czując się uczciwym wewnętrznie, ferować wyrok, który z góry jest sprawiedliwy. I oczekują tylko, że rzeczywistość zewnętrzna, państwo potwierdzi go. Jeśli nie potwierdzi, to jest niesprawiedliwe.  

  

Tak często było podczas rządów PiS. Posłowie tej partii, jeśli zapadały wyroki nie po ich myśli, uznawali je za niesprawiedliwe. Bo sprawiedliwość jest w nich. To jest element osobowości człowieka konserwatywnego, człowieka Kościoła. Sprawiedliwość jest w nim. Bo on wierzy. Jeśli tacy ludzie nawołują do sprawiedliwości, to oczekują, że rzeczywistość powie: tak, ci panowie mieli racje. 

  

Lubimy się bać, lubimy odkrywać zagrożenia. Ale ma to też odwrotną stronę medalu. Jak w przypadku paniki dotyczącej ptasiej czy świńskiej grypy. Tak bardzo baliśmy się pandemii, że nie starczyło czasu na sprawdzenia realności tych zagrożeń. A potem okazuje się, że naukowcy, którzy straszyli nas świńską grypą, zostali opłaceni przez koncerny farmaceutyczne. 

  

To jest bardzo podobna konstrukcja. Wywołano panikę w nas - konsumentach. Zrobiły to koncerny farmaceutyczne w porozumieniu z organizacjami międzynarodowymi, które zajmują się zdrowiem dla celów zarobkowych. Jako konsumenci daliśmy się wprawić w ten wir strachu. W gruncie rzeczy politycy i media też traktują nas jako konsumentów: konsumentów polityki albo czegoś, co jest podobne do polityki. Wprawiają nas w takie stany, żebyśmy się zachowywali jak spanikowani konsumenci. Media i politycy też kierują się zyskiem, którym w tym przypadku jest siła poparcia albo przyszła władza - nie tylko władza polityczna, biurokratyczna, ale władza nad umysłami. 

  

A istnieje jakiś sposób, żeby konsumentem nie być? 

  

Społecznie nie jesteśmy w stanie się przed tym obronić, możemy się obronić wyłącznie jako jednostki. Lub jako małe społeczności, które wspólnie trenują mózgi; autoironią, wiedzą albo czymkolwiek, co stanowi blokadę wobec tego typu prób zawłaszczania nas. Jako jednostki możemy się bronić zachowaniem dystansu wobec rzeczywistość, samodzielną ciekawości, która będzie nas chroniła. Natomiast społecznie, jako masa, będziemy cały czas takimi latającymi ze strachem w oczach wielkimi grupami, które będą się bały i wietrzyły spisek.  

  

A propos spisków jeden z leadów na Gazeta.pl głosił dziś: Klan pedofilski morduje świadków. Chodziło o historię człowieka nazwanego „mścicielem z Litwy” i jakieś jej dalsze powikłania. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś potężnym klanem? 

  

Jeżeli ten mężczyzna ustalił, że jego córka została zgwałcona przez przedstawiciela władzy i dzisiaj któryś z kolegów tego przedstawiciele mści się za śmierć swojego kolegi, to pisanie o klanie pedofilskim jest oczywiście uzasadnione literacko, ale nie merytorycznie. Mamy tu do czynienia z bardzo prostymi mechanizmami solidarności międzyludzkiej, nawet przestępcy są wobec siebie solidarni. Od tysięcy lat istnieje tendencja do nadawania literackich, szumnych określeń bardzo prostym, ludzkim zachowaniom.  

  

Chodzi na przykład o pedofilię?

  

O pedofilię i na przykład o to, że pedofile się wspierają, jeśli wiedzą o sobie. 

  

Ten lęk przed pedofilią wydaje się bardzo nowoczesny. Jeszcze w 1968 Cohn-Bendit z dużą werwą pisał o tym, że podniecają go małe dziewczynki i nikomu to nie przeszkadzało.

  

To przez ostatnie trzydzieści lat dziecko urosło do fetyszu społecznego. Dziecko jest - może oprócz walki z paleniem - jedną z nielicznych rzeczy, w stosunku do której politycy, straszeni przez media i w poczuciu wielkiej słuszności, są gotowi coraz bardziej zaostrzać kary. Bo dziecko jest najważniejsze, bo dziecko ma prawa. Oczywiście, częściowo jest to sensowne. Powołuje się takie instytucje jak Rzecznik Praw Dziecka,  następują zmiany modelu edukacji. To wszystko ma sens. Ale nie ma sensu czynienie z dziecka fetyszu. A  dziecko właściwie staje się dziś celem społecznym. To się wiąże z nauką Kościoła: walka z prawem do aborcji spowodowała, że dziecko stanęło na podium. Pamiętajmy, że Neron zaspokajał się niemowlętami, bo miały silny odruch ssący. Zostało to opisane w literaturze historycznej. Nie było powszechnego oburzenia. Choć mądrzejsi i spokojniejsi ludzie pewnie to potępiali.
Pedofilia jest idealnym tematem dla tabloidów. Bo na czym polega tabloid? Na pokazaniu zdjęcia ofiary i oprawcy. Nie ma większej dysproporcji na rozkładówce niż pokazanie zdjęcia małego dziecka, najlepiej niemowlaka i dorosłego zapasionego faceta. To jest creme de la creme tabloidu. Oczywiście należy ścigać pedofilię, szczególnie, kiedy towarzyszy jej przemoc, niewiedza albo oszustwo. Ale ja bym radził nie zapominać o tym, że są społeczności, w których obcowanie z dzieckiem poniżej 15 roku życia nie jest czymś nagannym. Żyjemy w różnorodnym świecie i trzeba uważać, żebyśmy nie wprowadzili zasad, które będę jak z kosmosu. Przy czym zaznaczam, że jestem zwolennikiem ustawy, która karze ze seks z dzieckiem poniżej 15 roku życia. Do tego okresu młody człowiek nie jest w stanie rozeznać, co robi. W związku z czym odpowiedzialność spoczywa na dorosłym, a skoro na nim spoczywa, to musi on ponosić konsekwencje swoich czynów. 

  

Z jednej strony czynimy z dziecka fetysz, żeby lepiej piętnować aborcję, a z drugiej, jak w przypadku papieża czy Smoleńska, wynosimy śmierć na piedestały. 

  

Nie po prostu śmierć, tylko śmierć katolika. Wszystkim tym śmierciom - niezależnie, czy zginęły osoby wierzące, czy nie - nadano imprimatur Kościoła: oto umarł katolik, poszedł do nieba, bo był prawym patriotą. To było dosyć bulwersujące. 

  

Słonimski przez osiemdziesiąt lat był ateistą, a też został pochowany w Laskach.

  

Kradzieże odbywają się cały czas, w majestacie Boga. Kościół kradnie dusze. Także te, których właściciele, kiedy żyli, uważali, że ich nie mają. W żałoby po Smoleńsku rozbawiła mnie, i jednocześnie zasmuciła,  powszechność poczucia, wśród moich kolegów i koleżanek dziennikarzy, że są częścią spektaklu. To, że tak długo i rzęsiście płakali, mieli poruszone głosy, to pokazało, że czują się niemal bohaterami tego spektaklu. A od bohaterów wymaga się przeżywana treści, które odgrywają na scenie. I oni je odgrywali, w większości zapewne szczerze, zapominając, że nie są bohaterami spektaklu, a tylko kimś między widownią a prawdziwymi bohaterami.

To pomieszanie ról pokazuje, że dziennikarstwo jest u nas słabe. Zapomniało po co jest i próbuje udawać część tego, czym się miało zajmować w sensie zawodowym. Tradycyjne patrzenie na ręce władzy rzeczywistej, czyli władzy pieniądza i władzy politycznej, skończyło się tym, że patrzymy tylko na określone ręce. Wiadomo z nazwiska i imienia, jaki dziennikarz patrzy na czyje ręce, a czyje ręce ściska. Robi to często z lenistwa, ale też dlatego, że kiedyś za bardzo uwierzył komuś spośród tych, którym miał patrzeć na ręce. Uwierzył i teraz trudno mu wrócić do roli takiego, który wszystkim patrzy na ręce. 

  

Czyli to wiara, a nie cynizm albo obłuda? Mnie na przykład dziwi, gdy dziennikarze pracujący w gazecie będącej w połowie własnością Skarbu Państwa nieustannie gardłują za wolnym rynkiem. 

  

W klasycznym podziale mediów właściciel nie ma nic do tego, co jest drukowane w jego w gazecie. Właściciel jest wydawcą, ma dostarczyć środki na wydawanie tej gazety, ma pilnować kosztów i ma powodować, żeby gazeta mogła funkcjonować jako przedsiębiorstwo. Natomiast za treść odpowiedzialni są dziennikarze - przed czytelnikami, a nie przed wydawcą. Tutaj problemu nie widzę. Większy problem widzę w tym, że podczas przesilenia w 2005 część dziennikarzy uwierzyła Jarosławowi Kaczyńskiemu i metodom Ziobry, niektórzy nawet je aktywnie wspierali, publikując w gazetach czyste stenogramy z podsłuchów czy wycieki z prokuratur, które były sterowanymi przeciekami. Robili to, wierząc, że przyniesie to dobro. A także wierząc w to, w co wierzą tacy ludzie jak Kaczyński czy Macierewicz: że zło, które nas otacza, jest w ludziach. Więc musimy wymienić ludzi na dobrych. Dobrych, czyli na naszych. Nieważne, czy kompetentnych. 

  

W dziennikarzach też zrodziła się ta nadzieja. Że oto nadchodzi czas wymiany elit. Mamy poczucie, że przez wiele lat byliśmy niedoceniani, gnębieni, nie dawano nam szans, więc teraz, kiedy zbliża się czas wymiany elit, to my wejdziemy w ich miejsce. Dlatego tak chętnie wspieramy lustrację, przecieki, wszelkie podejrzenia czy insynuacje. Bo jeśli uda się nam tamtych złych wypchnąć, to zajmiemy ich miejsce. Więc jakiś merkantylny wymiar tej wojny ideologicznej też jest. Może nie we wszystkich przypadkach, ale unosił się w powietrzu taki zapach. Na przykład w sporze o lustrację dziennikarzy. Ja wypowiedziałem się przeciwko. Oni byli za, bo liczyli na to, że co czwarty dziennikarz okaże się donosicielem. Lustracja minęła. Wcale się tak nie okazało. Ale oni na to liczyli. 

  

Piotr Najsztub* - publicysta, reporter, prowadził wraz z Jackiem Żakowskim program telewizyjny Tok Szok, w latach 2002-2006 był redaktorem naczelnym tygodnika „Przekrój”, obecnie jest związany z tygodnikiem „Wprost”.

  

O tabloidyzacji mediów czytaj też rozmowę Jasia Kapeli z Piotrem Pytlakowskim„Jak mówi nasz informator”.

Komentarze
Dodaj nowy
kot_w_golebniku   |20.06.2010 17:05:17
Następny raz jak zjem coś niestrawnego i będę chciał wywołać u siebie wymioty,
to poszukam na Google wypowiedzi Najsztuba. Może znów coś ciekawego napisze o
rzymskich cesarzach…

Ale żenada, po co to w ogóle publikujecie?
annnmarie  - zgadzam się   |22.06.2010 23:24:52
Całkowicie się zgadzam z oceną postawy dziennikarzy i ich kompetencji. Nie ma to
nic wspólnego z bardzo powściągliwym dziennikarstwem w telewizji francuskiej. u
nas jest to dziennikarstwo plotkarsko - insynuacyjne (wywiady w TVN) Nareszcie
trafna diagnoza.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.01974 Seconds