NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mouffe: Wyzwanie demokracji Drukuj
Z Chantal Mouffe rozmawia Michał Sutowski   
10.09.2011

Michał Sutowski: W swoim tekście rekonstruuje pani poglądy wielu liberalnych teoretyków, z Johnem Rawlsem na czele, dla których myśl Schmitta jest przede wszystkim symptomem odrzucenia demokracji przez elity Weimaru, co mniej lub bardziej pośrednio miało utorować nazistom drogę do władzy. Przez długi czas Schmitt postrzegany był przez dominujących w polskiej debacie publicznej liberałów bardzo podobnie, zablokowało to jego recepcję poza prawicą. Dlaczego pani zdaniem warto czytać Schmitta? Dlaczego powinna go czytać lewica?  

  

Chantal Mouffe: Schmitt pozostaje jednym z najbardziej przenikliwych krytyków demokracji liberalnej – zarówno jej założeń, jak i praktyki. Powinniśmy się uczyć krytyki demokracji od Schmitta, ale nie przyjmując ani jego przesłanek, ani politycznych wniosków. Musimy nauczyć się czytać Schmitta przeciw Schmittowi. Krytykując demokrację z punktu widzenia Schmitta, możemy zrozumieć jej słabe punkty, sprzeczności teorii, na jakich się wspiera, niedostateczność praktyki. A następnie myśleć o tym – już na nasz własny rachunek – jak ją wzmocnić i uczynić „bardziej demokratyczną”.


Książka Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności ukazała się po raz pierwszy pod koniec lat 90. W naukach politycznych dominowała wtedy teoria demokracji deliberatywnej, praktykę demokracji określało w tym czasie swoiste napięcie między pewnym konsensusem w centrum i wybuchami populistycznymi (Heider i jego partia są tu być może najlepszym przykładem). Na populizm centrum reaguje moralną paniką – z populistami nie można rozmawiać, populizm wymaga wykluczenia i moralnego potępienia. Czy ten deliberatywny model ciągle dominuje? W Polsce i Stanach ja dziś w ogóle nie widzę tego konsensualnego podejścia do polityki.

  

Trzeba tu rozróżnić kilka rzeczy. Demokracja deliberatywna tak naprawdę nigdy nie istniała w praktyce. Model deliberatywny był reakcją na teorię demokracji agregacyjnej. Dominującym modelem była bowiem zawsze właśnie demokracja agregacyjna, oparta na negocjacji różnych, uznanych za prawomocne społecznie (przede wszystkim ekonomicznych) interesów i tożsamości. Dominuje on do dzisiaj, zyskał dodatkowo szczególnie wyrafinowaną pojęciowo podbudowę w teorii racjonalnego wyboru. Ten model demokracji jako procesu negocjacji interesów Schmitt także bardzo pryncypialnie krytykował. Zarzucał mu, że zapoznaje to, co polityczne, że próbuje mówić o polityce językiem ekonomicznym. Na tym polegał zresztą główny punkt sporu Schmitta z doktryną liberalną. Jego zdaniem liberalizm o polityce potrafi mówić wyłącznie językiem ekonomicznym lub moralistycznym. Moralność wkracza do polityki zawsze wtedy, gdy polityczne różnice nie są w stanie wyrazić się w sposób polityczny. Wtedy spór, wypchnięty ze sfery politycznej przenosi się na obszar moralności – zobaczmy, jak wyglądała afera Clinton-Lewinsky w Stanach. Clinton odebrał tak wiele pomysłów Republikanom, że nie byli w stanie w żaden sposób politycznie go atakować, odróżnić się od niego. Polityczne przeciwieństwo left/right [lewica/prawica] zmienia się w takiej sytuacji w moralną opozycję wrong/right [zły/dobry].


Ja w opozycji do obu tych modeli próbowałam zbudować agonistyczny model demokracji, taki, który rozpoznawałby i zawierał w sobie to, co Schmitt nazywa politycznością. Model agonistyczny zakłada, że wewnątrz każdej politycznej wspólnoty istnieją przeciwieństwa, które nie dają się pogodzić, rozwiązać w drodze racjonalnego sporu. W okresie dominacji socjaldemokracji, do lat 70., politykę określało przekonanie, że istnieją dwie podstawowe wartości – wolność i równość. Gdy zaczął dominować neoliberalizm, równość wyparły różne formy wolności: nie tylko wolność na rynku, ale także wolności związane z ideami praw człowieka itd. W ciągu ostatnich lat zaczynają kruszyć się jednak także te liberalne ideały wolności. Odpowiada za to przede wszystkim tzw. wojna z terrorem. I to rzeczywiście jest najważniejsza zmiana. Wymaga to nowych teorii, ja nazwałam to ładem postpolitycznym, Jacques Ranciere mówi o wypieraniu polityki przez policję.

  

Tacy teoretycy jak Ulrich Beck, czy Anthony Giddens, mówiący o końcu podziału na prawicę i lewicę, o drugiej nowoczesności, to po prostu ideolodzy postpolityki. Giddens mówi co prawda o konieczności wymyślenia na nowo politycznosci, ale w efekcie prowadzi do jej całkowitej prywatyzacji, rozpadu na szereg oddzielonych od siebie projektów życiowych – polityka staje się postpolityką. Żyjemy dziś w społeczeństwach, które ciągle nazywają się demokratycznymi, ale tak naprawdę z demokracji została w nich tylko nazwa. Naszym zadaniem jest ponowne przywrócenie wolności i równości do debaty politycznej. W postpolitycznej sytuacji konieczne jest przywrócenie podziału na lewicę i prawicę, tylko to może ożywić demokratyczną debatę, rozbić konsensus panujący w centrum postpolitycznych społeczeństw. Ten konsensus jest fałszywy, nie wynika bowiem z żadnego procesu deliberacji, ale z faktu, że lewica skapitulowała przed neoliberalizmem. 


Gdzie Pani widzi najważniejsze czynniki kształtujące ład postpolityczny? Uważa Pani, że problem leży raczej po stronie ideologii, czy obiektywnych procesów ekonomicznych?


Oba odgrywają istotną rolę. Uważam jednak, że w tej sytuacji lewica ponosi wyjątkową odpowiedzialności. Lewica nie może przyjąć deterministycznej filozofii, uznać, że „tak po prostu wyglądają pewne obiektywne procesy ekonomiczne”. Tymczasem lewica w całej Europie akceptuje anglosaski model kapitalizmu. Lewica nie wykorzystała okazji, jaką dawał kryzys finansowy. Odpowiedzi na niego zmonopolizowali ci sami ludzie, którzy byli odpowiedzialni ze jego wywołanie. Jeśli lewica miałaby jakąkolwiek alternatywę, to wtedy właśnie powinna ją przedstawić. Nie zrobiła tego, bo jest do końca częścią tego systemu.


David Dyzenhaus pisze w pani książce, że w latach 90., podobnie jak w Weimarze, mamy do czynienia z potężnym kryzysem moralnych podstaw państwa. Dyzenhaus pisze jednak, że w przeciwieństwie do Weimaru nie mamy kryzysu gospodarczego i nie grozi nam wojna domowa. W Europie ciągle nie. Ale oto mamy właśnie kryzys gospodarczy, który każe postawić pod znakiem zapytania twierdzenia o moralnym kryzysie państwa – okazało się, że państwo jest niezbędne.


Uważam, że bardziej niż z kryzysem moralnych podstaw państwa mamy do czynienia z kryzysem reprezentacji. Coraz więcej grup ludności czuje, że ich żądania i interesy nie są reprezentowane w sferze politycznej. Nie chodzi już tylko o to, że populistyczna prawica przejmuje głosy plebejskiego elektoratu lewicy, który czuje, że jego dawne partie zaczęły mówić głosem klas średnich. Teraz w podobny sposób czuje się wykluczona potężna grupa młodych ludzi. Reagują na to wybuchami przemocy, które nie mają żadnej politycznej formy i żadnych politycznych celów. Są polityczne tylko o tyle, o ile mają polityczne przyczyny. Inaczej to wygląda w przypadku ruchu indiganos w Hiszpanii, ale zobaczymy na wybuchy przemocy na przedmieściach francuskich miast. By ci ludzie zaczęli się być reprezentowani, potrzeba radykalnego przeformułowania obecnego modelu ekonomicznego.


Sformułowała Pani ideę krytyki jako zaangażowania. Pani zdaniem ruchy społeczne muszą zaangażować się w istniejące instytucje. Weźmy państwo. Czy oznacza to, że ruchy społeczne mają uznać prawomocność systemu partyjnego, zaangażować się w niego, próbować go zmienić na zewnątrz przez NGO-sy, łączyć obie formy działania?


Tacy teoeretycy jak Virno czy Negri, wszyscy ci włoscy marksiści autonomistyczni, uważają, że klasa kapitalistyczna stała się zbędna, a wielość może doskonale sama zarządzać swoją produkcją. Stąd strategia dezercji: dezercji od współczesnej formy kapitalizmu, ale także państwa, które postrzegają jako narzędzie akumulacji kapitału. Uważają, że nie powinniśmy próbować zmieniać istniejących instytucji, gdyż w ten sposób możemy się z nimi tylko zlać.

  

Strategia, jaka próbuję rozwijać razem z Ernesto Laclauem, odkąd razem pisaliśmy Hegemonię i strategię socjalistyczną, jest zupełnie inna. To strategia hegemoniczna. Zakłada, że powinniśmy starać się demontować istniejące relacje hegemoniczne i artykułować nowe. Uważamy, że czysta demokracja, bez relacji hegemonicznych, bez suwerenności, bez alienacji władzy, wreszcie bez państwa jest niemożliwa. Mamy do wyboru tylko między różnymi projektami hegemonicznymi. Z tym, że ta strategia nie może rozgrywać się wyłącznie przy pomocy partii politycznych, kanałami partyjnej polityki: walkę hegemoniczną należy toczyć także poza parlamentem, na poziomie społeczeństwa obywatelskiego. Uważamy, że to, co dzieje się w Afryce Północnej, potwierdza nasze teorie. Nie wystarczy obalić totalitarną władzę, by ustanowić czystą demokrację – trzeba na nowo zawiązać hegemoniczną artykulację, to długa, uciążliwa praca.       

  

idee28_okladka-spivak_300px.jpg Skrócony zapis dyskusji o książce Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności, która odbyła się 9 września 2011 w House of Change we Wrocławiu.

  

W sobotę, 10 września, o godz. 16.00 zapraszamy na spotkanie z Giannim Vattimo i premiera jego autobiografii Nie być Bogiem.

  

  

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
wolf  - Wreszcie ktoś z lewicy mający trochę realizmu w gł   |10.09.2011 14:11:34
Wypisz wymaluj opis stanu także i polskiej lewicy - bezhołowie i w zasadzie
totalna bezradność nie tylko w działaniu, ale przede wszystkim w diagnozowaniu
sytuacji.
Pani Moffe ma rację, potrzeba solidnej pracy u podstaw i ludzi
świadomych, że nie idzie o kariery ani o majątki. No ale to już nie z pięknym
Grzesiem i jego kamandą takie rzeczy…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03529 Seconds