NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Miller: Siły ugrupowania nie można odbudować na kolanach Drukuj
Z Leszkiem Millerem rozmawia Cezary Michalski   
21.10.2011

Cezary Michalski, „Krytyka Polityczna”: Pańska formacja osiągnęła najgorszy wynik od czasu, kiedy jako SdRP, a później SLD startuje w ogóle w wyborach. Korzystając z tego, Donald Tusk i Janusz Palikot sięgają po wasz elektorat i aparat. Oferta którego z nich wydaje się panu ciekawsza, a którego groźniejsza? Nie tylko z pana osobistego punktu widzenia, ale z punktu widzenia przyszłości lewicy czy lewicowego programu?


Leszek Miller: Za bardziej niebezpiecznego uważam Tuska, dlatego, że to jest dzisiaj pierwszoplanowy gracz, który ma najsilniejsze karty w ręku i może narzucać różne scenariusze. Wcale się nie zdziwię, jak zacznie się odpływ ludzi od Palikota do Tuska. Większość klubu Palikota to przedstawiciele drobnego i średniego biznesu, o bardzo zdecydowanych poglądach liberalnych, przy nich nawet Leszek Balcerowicz jest socjalistą. Bardzo łatwo będzie ich skłonić do przyłączenia się do Platformy, ponad głową Palikota, a tym bardziej, jeśli Palikot będzie próbował czynić jakieś programowe umizgi w stronę lewicy.

  

Pańska troska o Palikota jest unikiem w stosunku do mojego pytania. Tusk i Palikot, wzmocnieni przez ostatnie wybory, sięgają po pańską formację. Który jest groźniejszy, a z którym można się układać i na jakich warunkach? 

  

Pan mi nie pozwolił dokończyć odpowiedzi. Pytanie brzmiało, kto z punktu widzenia SLD jest groźniejszy jako „oferent”. Otóż ja się z panem zgadzam, co do siły Tuska i właśnie dlatego uważam, że on będzie groźniejszy, tym bardziej, że przewiduję dekompozycję obozu Palikota. Część odpłynie do PO, a część odpłynie do nas. A przez cały ten czas my będziemy celem zabiegów ze strony Tuska. Choć jednocześnie nie sądzę, aby jakieś poważne transfery miały miejsce z naszych szeregów.

  

Skąd ten optymizm? Jeśli SLD to dzisiaj formacja tak spójna i samowystarczalna, to skąd przedstawiona kilka dni po wyborach diagnoza Aleksandra Kwaśniewskiego, że ewidentnie konieczne jest stworzenie szerokiego ugrupowania centrolewicowego, w którym on by widział – z ugrupowań ściśle politycznych – zarówno Ruch Palikota, jak też SLD. A ze środowisk pozapartyjnych np. „Krytykę Polityczną”. Towarzyszyło temu  pesymistyczne stwierdzenie, że bez takiego poszerzenia frontu mogą to być w ogóle ostatnie wybory, po których SLD wchodzi jeszcze do Sejmu.

  

To jest propozycja zdecydowanie przedczesna. Wywołana impulsem chwili. A przedczesna dlatego, że nikt jeszcze nie wie naprawdę, kim są ludzie Palikota, czy to jest  lewica. Ja sądzę, że ludzi, których można u Palikota zaliczyć do jakkolwiek rozumianej lewicy, jest bardzo niewielu. I Aleksander Kwaśniewski trochę się pospieszył.

  

Palikot proponuje podatek liniowy, nawet jeśli nieco złagodzony poprzez zwolnienie z płacenia podatku dochodowego osób najbiedniejszych, panu też hasło podatku liniowego nie było obce. Mówił pan też wielokrotnie, że choć sam nie uprawiał pan polityki w stylu Zapatero, bo potrzebna była neutralność Kościoła przy wchodzeniu Polski do Unii, to teraz można już bardziej zdecydowanie stawiać postulaty świeckości państwa. Palikot je stawia. Zatem, czy chodzi o różnice programowe, czy o nieufność byłego lidera SLD wobec innego silnego lidera, który chce przejąć jego formację?

  

Problemem Palikota już jest, a będzie w jeszcze większym stopniu wiarygodność.

  

Wie pan, że ten sam problem – problem wiarygodności – część środowisk lewicowych w Polsce zgłasza wobec Pana?

  

Nie pamiętam, żeby jakikolwiek poseł SLD – łącznie ze mną – przywoływał „Boga” w czasie poselskiego ślubowania. Nie pamiętam, żeby jakiś polityk SLD, łącznie ze mną, wydawał ultrakatolickie pismo. Palikot to robił. Poza tym za chwilę Palikot zacznie być pytany przez swoich zwolenników, dlaczego jego liczne, bardzo daleko idące obietnice nie są przez niego realizowane. Dlaczego nie można zalegalizować marihuany, dlaczego nie można usunąć religii ze szkół, a nawet dlaczego nie można usunąć krzyża z sali sejmowej.

  

Tak jak pytano pana i pańską formację.

  

Palikot będzie oczywiście mówił, że nie można, bo mu ktoś inny przeszkadza, ale wówczas bardzo szybko zostanie postawiony znak zapytania nad skutecznością Palikota. On się okaże zaledwie kapłanem kontrkultury, kapłanem słowa, który za pomocą słowa uwodzi, ale nie potrafi przemienić tego słowa w ciało.

  

I wówczas znowu przyjdzie czas na takich realistów jak pan?

  

Podstawowym testem dla idei i haseł jest test rządzenia, a jeśli rządzić nie można, to przynajmniej test cząstkowej realizacji najpiękniej nawet brzmiącego radykalnego programu. 

  

SLD ten test pana zdaniem przeszło?

  

Moja formacja temu testowi była poddawana przez dwadzieścia lat. Przeszła go nienajgorzej, bo to jest test o wiele trudniejszy, niż się wydaje tym wszystkim, których Palikot porwał radykalizmem słowa.

  

Pana sceptycyzm wobec „szerokofrontowej” propozycji Kwaśniewskiego nie jest niczym nowym. Pan musi w tym widzieć odpowiednik LiD-u, odpowiednik czegoś, co pan zawsze nazywał „lewicą koncesjonowaną” i co pan zawsze odrzucał na rzecz budowania – znów mówiąc pana słowami – „lewicy niekoncesjonowanej”. Czy rzeczywiście uważa pan, że SLD w swoim obecnym stanie, działając w pojedynkę, może jeszcze stanowić ośrodek tworzenia skutecznej lewicy?

  

My będziemy mieli ważny argument – że liczyliśmy się z realiami i obiecywaliśmy, że można zrobić tylko to, co rzeczywiście można zrobić. Tymczasem Palikot rozbudzi bardzo daleko idące oczekiwania, których nie zaspokoi. Okaże się, że w sposób brutalny żerował na politycznej naiwności sporej części elektoratu PO, szczególnie młodszego, bo stamtąd bierze się największa część jego głosów, a wcale nie z elektoratu SLD. Moim zdaniem wynik Palikota to jest miernik politycznej naiwności. A spośród środowisk wymienianych przez Aleksandra Kwaśniewskiego w jego propozycji szerokiego frontu lewicy ja widzę jedno, które w takich rozmowach również SLD musiałoby uwględnić.

  

To znaczy?

  

„Krytykę Polityczną”. Dla mnie samego „Krytyka Polityczna” to byli przez długi czas tylko młodzi naiwni radykałowie. Ale widzę, że jeśli ktoś wykonywał intelektualną pracę polityczną na lewicowych zapleczu, to właśnie oni. Potencjału tego środowiska dziś już nie można pomijać ani lekceważyć. Tym bardziej, że SLD w ciągu ostatnich lat straciło zaplecze intelektualne, które kiedyś Sojusz posiadał. Więc jeśli można przerzucić jakąś nić porozumienia, trzeba to robić.

  

„Krytyka Polityczna” ma akurat najwięcej zastrzeżeń wobec pana praktyki rządzenia. Wobec propozycji podatku liniowego, wobec fatalistycznej akceptacji różnych neoliberalnych dogmatów gospodarczych. Nawet kiedy Napieralski po program ekonomiczny lewicy poszedł w kampanii do Business Centre Club, szedł trochę pana śladem.

  

Uważam, że lewica powinna ze środowiskami biznesowymi rozmawiać, ale to nie znaczy, że kiedy byłem liderem Sojuszu, one pisały nam program. A co do krytyki mojej praktyki rządzenia ze strony środowiska „Krytyki Politycznej”, to pamiętam, że uczestniczyłem na Rozbrat w dyskusji o Blairze i był tam Maciej Gdula z KP. Wydaje mi się, że jakaś możliwość zrozumienia się tam zarysowała. Nawet jeśli moje argumenty i racje nie są przez KP podzielane, to niech chociaż będą podzielane intencje. Jestem przez środowisko „Krytyki Politycznej” rozliczany jako człowiek, który nawrócił SLD na podatek liniowy. Tymczasem ja postulat podatku liniowego podałem pod dyskusję, ale go nie wprowadziłem.

  

A liniówka dla samozatrudnionych?

  

Ale nie w podatku dochodowym. Nad tym mieliśmy się zastanawiać, oceniać funkcjonalność takiego rozwiązania. O ile dawna lewica system podatkowy oceniała wyłącznie przez pryzmat sprawiedliwości społecznej, o tyle nowa patrzy na system podatkowy jako na czynnik stymulujący lub osłabiający wzrost gospodarczy. I jeśli okazałoby się, że podatek liniowy stymuluje wzrost gospodarczy, to czemu nie. Jeśli nie stymuluje, to ja bym go nie bronił. Z tych obliczeń, którymi ja dysponuję i do których jestem dzisiaj przekonany, wynika, że podatek liniowy nie stymulowałby wcale wzrostu gospodarczego w Polsce. Więc nie ma czym mówić. W tej konkretnej sytuacji nie jestem zwolennikiem podatku liniowego.

  

Rezygnacja z „nawracania” lewicy na podatek liniowy to ważna deklaracja. Ale kryterium, którego pan przy tej okazji używa, jest nadal „blairowskie” – nie ze „sprawiedliwości społecznej”, ale z „racjonalności ekonomicznej”.

  

Bo nadal bliskie mi jest kryterium, czy lewica potrafi tworzyć bogactwo, które następnie musi być sprawiedliwie dzielone. Jak nie ma bogactwa, to można dzielić wyłącznie biedę. A podstawowa konstatacja natury programowej dla lewicy w Polsce powinna być dzisiaj taka: o ile w pierwszych 20 latach transformacji myśmy koncentrowali się na państwie, mniej myśląc o społeczeństwie – i ja się zgadzam ponieść za taki wybór priorytetów współodpowiedzialność, nawet jeśli wcale nie SLD było „rynkowymi radykałami” w tamtym okresie – o tyle teraz musimy się skoncentrować na społeczeństwie. Dlatego, że wszystkie podstawowe przekształcenia polskiego państwa w demokrację parlamentarną, w państwo prawne – zostały dokonane. Teraz kluczową rolę zaczynają odgrywać kwestie społeczne dotyczące nierówności czy sytuacji młodych ludzi z zablokowanymi szansami. Także emancypacji obyczajowej i kulturowej, ale zwłaszcza dostępu do pracy czy dostępu do edukacji. Sądzę, że SLD potrzebny jest zwrot idący w tym kierunku, nie możemy zamknąć oczu na to, co dzieje się z kapitalizmem. I tu gotowi bylibyśmy współpracować z Tuskiem, jeśli on byłby na takie postulaty otwarty. A z kolei środowisko „Krytyki Politycznej” wyrasta dzisiaj na jedyne w Polsce, które diagnoz prospołecznych może dostarczać i takich diagnoz może kompetentnie bronić w dyskusjach publicznych.

  

Podsumujmy pańską wizję przyszłości SLD. Sojusz mimo wyborczej porażki powinien odbudować się jako całkowicie samodzielne środowisko. I dopiero później negocjować albo z Palikotem, albo z Tuskiem, przesuwając się społecznie na lewo.

  

Dokładnie tak, tyle że powinniśmy negocjować raczej z Tuskiem, bo negocjować powinno się z najsilniejszym, z tym, kto posiada realne narzędzia realizowania polityki państwowej. Jemu warto zgłaszać ofertę i od niego żądać ustępstw programowych, cały czas z pozycji suwerennego środowiska. Jeśli przekonamy do czegokolwiek Palikota, to nadal nie mamy większości w Sejmie. Jeśli przekonamy do czegoś Tuska, możemy to zrobić, tym bardziej, że mamy tylko o jeden mandat mniej niż PSL. Więc ja nie zawracałbym sobie głowy Palikotem, ale jeśli chciałbym coś przeforsować, to przekonywałbym, kłóciłbym się o to z Platformą. Ale dzisiaj zarówno Palikotowi, jak też Tuskowi chodzi o inkorporację, zmajoryzowanie SLD. I dlatego, kiedy wielu moich kolegów jest w powyborczym szoku, nie można tego dialogu prowadzić, bo on by był całkowicie nierównoprawny. 

  

Czy może pan sobie poradzić bez poparcia Aleksandra Kwaśniewskiego, Jerzego Urbana, przy wyraźnym dystansowaniu się wobec pana „Gazety Wyborczej”?

  

Dla mnie najważniejszym i jedynym celem jest odbudowanie siły Sojuszu. Będę to robił we współpracy ze wszystkimi, którym bliski jest ten sam cel. Nie chcę też mojej partii przysparzać wrogów. Ale jak już mówiłem, siły żadnego ugrupowania nie można odbudować na kolanach.

  

W takim razie, jak chce pan odbudować siłę suwerennego, „niekoncesjonowanego” SLD? Napieralski znokautowany, Kalisz zdystansowany, Olejniczaka sam pan krytykuje. Pan wrócił do Sejmu, ale wlecze za sobą ogon „sprawy Rywina”, jest pan uważnie obserwowany i dyscyplinowany przez strony tamtego konfliktu. Jakie są realne aktywa Sojuszu pozwalające mówić o perspektywie nawet nie jakiejś ekspansji, ale samodzielnego przetrwania? Nie tylko wynik wyborczy, ale sytuacja formacji gorsza jest nawet niż w 1990 roku, kiedy bezpośrednia bliskość PRL-u symbolicznie obciążała, jak faktycznie wzmacniała.

  

Zgadzam się, że sytuacja jest najtrudniejsza od 1990 roku. Każdy nowy szef SLD będzie musiał sobie zarzucić na plecy worek z kamieniami, a nie worek ze złotem. Ale jednocześnie nie widzę konieczności „wyniesienia sztandaru”. Kluczem do uzdrowienia sytuacji jest właściwa diagnoza. Bardzo niewielka część elektoratu lewicowego zagłosowała na Palikota. Prawie połowa jego wyborców to jednak ludzie głosujący wcześniej na PO. O wiele większa część dawnego elektoratu SLD pozostała w domu. Moim zdaniem, zdolność lewicy i SLD do politycznego odrodzenia się zależy właśnie od tych ludzi. A dlaczego wyborcy lewicy nie dostrzegli u nas atrakcyjnej oferty? Otóż po pierwsze, zdemobilizował ich wizerunek kierownictwa SLD jako ludzi pozbawionych prestiżu i nie budzących respektu. Nasz twardy elektorat jest na to wrażliwy. Chętnie poddaje się sugestiom ludzi, którzy nie tłumaczą się przed innymi, nie wstydzą się własnej tożsamości, własnej historii. Otóż w tym przypadku tak nie było. Drugi czynnik – być może zabrakło wyraźnego zaadresowania się do elektoratu postPRL-owskiego, który po raz pierwszy zobaczył, że nikt po niego nie sięga, nikt się do niego nie zwraca. A ci ludzie przecież żyją i są gotowi pójść do urn, jeśli się ich o to poprosi. 

  

Ale tymi ludźmi można było wygrywać wybory w latach 90. Dziś to jest elektorat starszy, częściowo przejęty przez Kaczyńskiego grającego nostalgią za bezpieczeństwem socjalnym PRL-u. Może elektoratem postPRL-wskim można wejść do Sejmu, ale to oznacza bardzo głęboką defensywę lewicy.

  

Kaczyński raz gra nostalgią, a raz tych ludzi obraża. Widać, że on zarówno nostalgię za PRL-em, jak i antykomunizm traktuje całkowicie instrumentalnie. Dzisiaj wszyscy ścigają się o młody elektorat, bez względu na jego niestabliność ideową i polityczną. My się też wyłącznie o młody elektorat ścigaliśmy, a do tych wyborców lewicy, o których ja tu mówię, nikt się w ogóle nie zwrócił. Elektorat postPRL-owski jest szalenie niemodny z punktu widzenia PR-u, ale ma taką samą siłę głosu jak różne wędrujące frakcje elektoratu najmłodszego. Poza tym nie zgodzę się, że elektorat postPRL-owski nie ma kontynuacji. To się przenosi w wielu rodzinach z ojca na syna. Ja to widziałem, spotykając się z naszymi wyborcami, także w tej kampanii.

  

Ale co się właściwie przenosi, bo przecież nie zachwyt gospodarką całkowicie administrowaną przez państwo, nie fascynacja dla politycznych represji i zależnego od ZSRR systemu jednopartyjnego. Pan sam z tego rezygnował – od czasów rządu Rakowskiego, aż po moment, kiedy z autentyczną satysfakcją podpisywał pan traktat wprowadzający Polskę do Unii.

  

W rodzinach, gdzie tradycje PRL-owskie pozostały silne, nie wyrażają się one wrogością do demokracji wielopartyjnej czy niechęcią wobec Zachodu. One wyrażają się dumą z dokonań ojców czy dziadków. To są środowiska wrażliwe na sygnał, że pamięć o wysiłku, trudzie ich rodziców z okresu PRL będzie szanowana. A nie będzie z jednej strony wyszydzana, a z drugiej strony będzie się tym rodzicom groziło jakimiś rozliczeniami. My nie złożyliśmy wystarczająco wyraźnej oferty tym ludziom, że stoimy po ich stronie. Nasz język dotyczący historii nie był tak wyrazisty, jak język naszych przeciwników – język PiS-u, język prawicy, język IPN-u – odwołujący się bardzo mocno do historycznych emocji, mobilizujący tamten elektorat.

  

Mimo wszystko wydaje się to wariantem zachowawczym. Mającym utwardzić 8 procent obecnego stanu posiadania, tyle że na całkowicie suwerennych warunkach – wobec Tuska, wobec Palikota.

  

Sam pan powiedział, że plan Tuska polega na transferach i próbie rozbicia SLD. A ja odpowiadam, że nawet przystępując do odpowiedzialnych programowych negocjacji z Tuskiem lepiej to robić jako zwarta formacja, niż jako wyłuskiwani pojedynczo politycy, którzy w rzeczywistości nie reprezentują w oczach Tuska żadnej siły. Bo żadnej siły nie mają.

  

Pan często powtarza, że jako ostatni lider silnego SLD i premier rządu uosabiał pan prestiż i budził respekt. Jest pan też jednym z najbardziej konsekwentnych obrońców PRL-u wśród liderów Sojuszu. Czy powyższa diagnoza oznacza zatem, że będzie pan znowu walczył o przywództwo SLD? Nie tylko o przywództwo klubu.

  

Nie przewiduję tego w tej chwili. W dalszym ciągu uważam, że w SLD powinny zostać przeprowadzone prawybory, na sposób francuski. Wśród wszystkich członków SLD.

  

Zgłosi pan swoją kandydaturę w takich prawyborach?

  

Należę do starszego pokolenia liderów Sojuszu i sądzę, że pokolenie młodsze będzie potrafiło wyłonić takiego lidera.

  

A jeśli nie będzie potrafiło?

  

Zastanawiałbym się nad zgłoszeniem własnej kandydatury w ewentualnych prawyborach tylko wówczas, gdyby okazało się, że naprawdę nie pojawił się nikt, kto dla naszych członków i naszych wyborców uosabiałby nadzieję na obronienie i odbudowę autorytetu SLD. Ale sądzę, że w szeregach Sojuszu tacy ludzie są.

  

Czytaj też:

Aleksander Smolar, Antyklerykalizm to za mało

Janusz Palikot, Nazwę i program możemy zmienić na bardziej lewicowe  

Włodzimierz Cimoszewicz: Nauczmy się ufać, ale nie Palikotowi  

  

W najbli‬ż‪szych dniach zapraszamy do lektury‬ powyborczych‪ rozm‬ó‪w o przysz‬ł‪o‬ś‪ci lewicy, m.in. z A‬gnieszką ‪Graff, A‬nną‪ Grodzką, R‬yszardem‪ Kaliszem, A‬leksandrem ‪Kwa‬ś‪niewskim, W‬andą ‪Nowicką, K‬azimierą Szczuką. ‬     

Komentarze
Dodaj nowy
artym666  - Palikot-Miller 0:1   |21.10.2011 02:23:00
Znajac Millera od strony staroswieckiego szowinizmu i potkomunistycznego
neoliberalizmu (z ktorego - znowu - wycofuje sie w wywiadzie dla KP), trzeba
powiedziec, ze wiecej w nim godnosci, stalosci w pogladach i honoru niz w calym
Ruchu Palikota. Miller ma szanse utrzymac przy zyciu SLD, w przeciwienstwe do
Kalisza, ktory po pierwszej podrozy w teren, zapisalby wszystkich do Palikota.

Miller ponizej pewnego poziomu honoru, czyli tam, gdzie przebywa stale Palikot,
nie zejdzie. Palikot przedstawiajacy dzis Kopycinskiego jako wielkiego ideowca,
ktorego twarz i lamana polszczyzna zdradzaja mafijno-prymitywna aparycje, znowu
wyszedl na polityka, ktorego stac na zlamanie kazdych zasad.
Jesli nawet Ruch
Palikota jako twor calkowicie postpolityczno-nihilistyczny moze byc lepsza na
dzisiejsze czasy tuba dla Waszych idei, to SLD Millera takze nalezy pchac w
lewo. Olanie Millera niczemu sie nie przysluzy i szybciej
"zeskansenizuje" te partie.
W kazdym razie, kto nie traktuje polityki
jak potyczki kieszonkowcow na bazarze, da dzis punkt Millerowi za odwage, a nie
Palikotowi za spryt kieszonkowca.
kot   |21.10.2011 11:44:41
A więc zwyciężyła linia Sierakowskiego,że
wcale nie trzeba wchodzić do
parlamentu,aby mieć wpływ na rzeczywistość i kształt polityki. Skoro dwie partie
szukają tutaj poparcia, a pozostałe bacznie i czujnie się przyglądają.
Co do
Millera to można mu pogratulować odwagi bo jest ponownie blisko momentu:
sztandar wyprowadzić, jeśli nie zmieniając poglądów zmieni je radykalnie,jeśli
nie stracił zdolności uczenia się nowej rzeczywistości innej od tej
Blairowskiej.
Czegoś wszystkich powinny nauczyć wypadki w Arabii
-"wszystkie ręce na pokład", bo tych rąk nie za wiele, a destrukcja robi
się sama.
wiiedźma  - to ja już wolę Palikota   |21.10.2011 11:58:54
Miller właśnie proponuje jakiś upiorny postpolityczny skansen w stylu ‘Goodbye
Lenin’. Wolałabym żeby SLD próbowało orientować się na przyszłość zamiast ciągle
odwoływać się do niezbyt udanej przeszłości. No i przydałyby się jakieś realne
propozycje co do tu i teraz (gospodarka, edukacja, służba zdrowa, świeckie
państwo też) zamiast kolejnej wojny kulturowej o interpretację historii.
daras1983   |21.10.2011 12:03:54
Towarzysz gada jakieś fantasmagorie. Sygnały dla rodzin czułych na dorobek
dziadków i pradziadków w PRL-u wysyłał będzie, buahahahha.
A Afera Rywina
towarzyszu to nie ważna. Uosobieniem tej SLD-owskiej zgnilizny jesteście.
O tak
Towarzyszu Leszku, suwerenie na ruinach SLD, jesteście wymierającym gatunkiem.
Ulther  - Lepszy Miller niz Napieralski   |21.10.2011 12:14:33
Miller merytorycznie jest o niebo lepszy niz Napieralski czy Olejniczak. Martwi
jednak jego nieustajaca nostalgia za PRL-em - krajem, ktorego ustroj polityczny
i gospodarczy doprowadzil do zapoznienia cywilizacyjnego i duktatury ciemniakow.
Tam gdzie Miller widzi sposcizne i dokonania ja widze b. PGR-y z bezradnymi,
bezrobotnymi bylymi robotnikami rolnymi i zdewastowane miasta monokultury - jak
Walbrzych czy szkody gornicze na Gornym Slasku. Ot tyle w temacie dokonan.
kot   |21.10.2011 12:18:08
Mój poprzedni wpis -może zbyt ekumeniczny. Do dyskusji. Czy na pewno
można
sprawy fundamentalne rozwadniać w stylu Oleksego. Czy ludzie nie mają tego dość.
Czy ostrość stawiania problemów przez Palikota nie była tym, co pozwoliło mu na
spektakularny sukces?
krokodyl  - Samoobrona   |21.10.2011 13:22:43
A dlaczego Michalski, ten sam Michalski pytający Palikota o Ozon, nie zagadnie
Millera o alians z Samoobroną i o rzeczy które wtedy wygadywał na temat
ugrupowania, do którego teraz odnosi się z ojcowską troską?
daras1983  - @ Kot   |21.10.2011 13:25:42
Masz rację. Palikot dostał premie za odwagę w głoszeniu haseł, które lewica
SLD-owska bała się głosić lub głosić w ogóle nie chciała bo tak na prawdę SLD to
obyczajowa konserwa!!!
konrad_fr  - re: Palikot-Miller 0:1   |21.10.2011 14:09:37
artym666 napisa?:
Znajac Millera od strony staroswieckiego szowinizmu i potkomunistycznego
neoliberalizmu (z ktorego - znowu - wycofuje sie w wywiadzie dla KP),
trzeba powiedziec, ze wiecej w nim godnosci, stalosci w pogladach i honoru
niz w calym Ruchu Palikota. Miller ma szanse utrzymac przy zyciu SLD,
w przeciwienstwe do Kalisza, ktory po pierwszej podrozy w teren, zapisalby
wszystkich do Palikota.
Miller ponizej pewnego poziomu honoru, czyli
tam, gdzie przebywa stale Palikot, nie zejdzie. Palikot przedstawiajacy
dzis Kopycinskiego jako wielkiego ideowca, ktorego twarz i lamana
polszczyzna zdradzaja mafijno-prymitywna aparycje, znowu wyszedl
na polityka, ktorego stac na zlamanie kazdych zasad.
Jesli nawet Ruch
Palikota jako twor calkowicie postpolityczno-nihilistyczny moze
byc lepsza na dzisiejsze czasy tuba dla Waszych idei, to SLD Millera
takze nalezy pchac w lewo. Olanie Millera niczemu sie nie przysluzy i
szybciej "zeskansenizuje" te partie.
W kazdym razie, kto nie
traktuje polityki jak potyczki kieszonkowcow na bazarze, da dzis punkt
Millerowi za odwage, a nie Palikotowi za spryt kieszonkowca.


Miller stały w poglądach, i pełen godności? Wolne żarty, Polska Lewica
coś przypomina, Samoobrona (!!!) coś przypomina?

Miller
jest inteligetny, fajny facet, troche skurczybyk, ale dlatego go lubię
bo ma podobny charakter do mnie. Ale wybó Millera na przewodniczącego klubu
to totalna porażka SLD. 6% max w następnych wyborach - przy odrobinie
szczęścia, inaczej 4-5%, i to głosujących nie na SLD tylko na PZPR.
Eddy  - Naiwny młody wyborca:)   |21.10.2011 17:04:21
Moim skromnym zdaniem pan Miller nie docenia młodych ludzi, przecież wiadomo, że
nie od razu wszystkie te hasła Palikota będzie można wprowadzić w życie(Czy oni
wszyscy myślą, że chodzi tylko o natychmiastową legalizacje marihuany?
ehh…dlatego młodzi na nich nie głosują). Ciekaw jestem czy jego partia
zrealizuje jakiś postulat wyborczy…
Palikot przynajmniej wprowadza je do
dyskusji publicznej, czego SLD nie robiło, trzeba stopniowo oswajać
społeczeństwo. Jeśli nie robi się nic, to nic się nie osiągnie:) Mimo wszystko
powodzenia życzę;)
kacper  - promyk nadziei   |21.10.2011 19:47:40
Wybór Leszka Millera na przewodniczącego klubu parlamentarnego jest promykiem
nadziei, na to, że SLD zamiast ciągle słabnąć wreszcie się wzmocni. Przez kilka
przegranych z rzędu wyborów struktury zostały poszarpane, a najbardziej wygasła
nadzieja na powrót do możliwości sprawczych by nie tylko rozmawiać o programie,
ale by przede wszystkim go realizować.

W poszukiwaniu ułamków procenta
hipotetycznego poparcia części będących u partyjnych sterów kolegów wypadły
opozycyjne szczęki. Często poszukiwali wsparcia i nadziei w konfesjonałach. Czas
pójść do dentysty, czas obnażyć kto w konfesjonale siedzi. Mam nadzieję, że
takim dentystą Leszek Miller będzie. Wiary szukajmy nie w konfesjonałach. a w
ludziach i tą wiarę starajmy się zaszczepić.

Ostatnie dni to była kolejna próba
rozmontowania struktur SLD, a tak na mój nos to media chciały rozsmarować SLD na
bruku.

Niepojętym jest, że to co innym uchodzi płazem, jest wręcz zaletą
aron   |21.10.2011 19:54:36
SLD to skansen
Rylew  - Palikot kontra Miller 1 : 0   |22.10.2011 15:05:26
Wygląda na to, że to będą główni przeciwnicy rywalizujący o palmę
"lewicy". Stąd umizgi do KP. W końcu prawdopodobnie wciągnie ich
ugrupowania PO. Po przeczytaniu obydwu wypowiedzi stawiam na Palikota, bo wydaje
mi się, ze ma ciekawsze pomysły, jest bardziej konstruktywny.
kot  - Nie zadane pytanie   |24.10.2011 12:39:51
Leszek Miller twierdzi, że lewica powinna dbać o gospodarkę, bo
jak będzie dobra
gospodarka to będzie miała co dzielić.Zwiększenie bogactwa upatruje na drodze
obniżania podatków dochodowych według doktryny realizowanej od dwudziestu lat.

W wyniku tej doktryny wzrosło bogactwo bogatych i bieda nie bogatych.
Dlaczego
ignoruje Pan te fakty?
be  - Miller to Ktoś   |25.10.2011 13:39:43
Lubię Leszka Millera:)
To jeden z nielicznych liderów SLD, który intelektualnie
może się porozumieć z takim dziennikarzem, jak Cezary Michalski. Trzyma
klasę.
Bo to jest "gość", jak stwierdził kiedyś Waldemar
Kuczyński:)
No i mimo 60+ ma wiele uroku, którego brak młodszym liderom.
A
malkontentom, i zbyt młodym, by pamiętać, przypominam, że była afera Rywina, nie
Millera.
Powodzenia mu życzę:)
Swojski  - Lewicowosc w EU zbankrutowala   |25.10.2011 19:05:13
Od Hiszpanii, poprzez Francje, az po Skandynawie.

Projekty ‘reform’ to
defakto projekty przywrocenia zasad kapitalizmu z dodatkowa klauzula:
kapitalizmu panstwowego/Unijnego/Walutowego.

Socjalizm zbankrutowal,
antyklerykalizm nie zniszczyl chrzescijanskiej etyki, zas restaurowanie
betonowych dziadkow czy ich wyrobow czekoladopodobnych - zawsze napawalo mnie
duma, ze zbankrutowali i odeszli.
grand-gitara  - Jestem zdumiony.   |25.10.2011 23:26:13
Pan Miller dał najbardziej wiarygodną analizę przyczyn wyborczej klęski i
jednocześnie najbardziej trafną receptę "rewitalizacji" SLD. Pointujący
kampanię wątek dotyczący po-PRL-owskich wyborców jest dowodem umiejętności
wnikliwej analizy kampanii wyborczej. Takiego przywódcy życzę SLD niezależnie od
tego, czy ostatecznie zostanie nim L. Miller.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.18070 Seconds