Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Mencwel: Samorząd terytorialny to nie wszystko |
|
|
Prof. Andrzej Mencwel w rozmowie z Igorem Strapko
|
|
25.03.2010 |
Czy idea samorządności pracowniczej ma zginąć raz na zawsze?
Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu: W Etosie lewicy rysuje Pan obraz przedwojennej formacji zaangażowanej społecznie inteligencji lewicowej. Co charakterystyczne dla tego środowiska to twórczy stosunek do dziedzictwa marksizmu i – przede wszystkim – to, co eksponuje Pan w podtytule książki, czyli kulturalizm na własny wyrażany sposób. Chciałbym Pana spytać o potencjał intelektualny kulturalizmu. Czy i na ile jest to dla nas perspektywa istotna, konieczna, potrzebna – dla nas, czyli dla środowisk angażujących się w życie społeczne w Polsce w 2010 roku?
Prof. Andrzej Mencwel*: Mógłbym odpowiedzieć, że to Wy powinniście to powiedzieć, ale skoro jestem już pytany, to muszę potwierdzić, że tak, kulturalizm to perspektywa potrzebna. Dlaczego? Dlatego, że to jest filozoficzna podstawa czynnego czy twórczego stosunku do rzeczywistości. Takiego stosunku, który zakłada, że rzeczywistość cała jest dziełem ludzkiej twórczości, a twórczość ta nie może ustawać, to znaczy ona musi być ciągle ożywiana czy ponawiana, w przeciwieństwie do takich postaw adaptacyjnych, jakie się bardzo w Polsce ostatnich lat rozpowszechniły. Przez postawy adaptacyjne rozumiem zarówno postawę adaptacji wobec aktualnych konieczności wolnego rynku i gospodarki na nim opartej, jak i postawę adaptacji do nieselektywnie i niekrytycznie traktowanych zaleceń Unii Europejskiej.
Rozmawiamy na początku roku wyborów samorządowych, a także w dwudziestą rocznicę samorządności terytorialnej w Polsce, wiele lat po przyjęciu przez „Solidarność” programu Samorządnej Rzeczpospolitej. Czy i na ile z Pana perspektywy idea samorządności sprawdziła się w praktyce społecznej? Na ile pokryła nadzieje, które „Solidarność” w 1981 roku artykułowała w związku z ideą samorządności?
Już Pan dokonał pewnego przewartościowania, ponieważ w tej idei samorządności, czy też w tej praktyce samorządności jaką mamy (a jestem jak najdalszy od tego, żeby ją odrzucać), brakuje jednego typu samorządności – samorządności pracowniczej. To zniknęło całkowicie – za wyjątkiem może wyższych uczelni. Tak, jak jesteśmy poddani fetyszowi wolnego rynku, tak też jesteśmy poddani fetyszyzacji prywatyzacji. Otóż bez wątpienia w bardzo wielu dziedzinach prywatyzacja jest korzystna, ale dotychczas żaden europejski kraj, o ile mi wiadomo, nie opiera się tylko na prywatnej inicjatywie gospodarczej. We wszystkich istnieje sektor państwowy, ale istnieją też inne formy: spółdzielczość, samorządność, akcjonariat pracowniczy itp. To całkowicie zostało w Polsce wycofane. Samorządność terytorialna jest bardzo ważna i bardzo dobrze, że ona się tak rozwinęła, jak się rozwinęła – a mam nadzieję, że się jeszcze pogłębi, lepiej zakorzeni wśród obywateli i że będzie bardziej wyłączana z gry partyjnej, bo teraz jest zanadto poddana tej grze – ale czy idea samorządności pracowniczej ma zginąć raz na zawsze? Ja się z tym nie zgadzam.
Jakiś czas temu Jacek Żakowski w „Polityce” zasugerował dosyć mocno, że jedyny sposób na uprawianie polityki jaki dziś pozostał, to tak zwana polityka postideologiczna, czyli polityka eksperckiego odpowiadania na doraźne potrzeby, na problemy rodzące się z dnia na dzień. Czy podziela Pan tą diagnozę? Czy rzeczywiście klasyczny podział na prawicę i lewicę przechodzi na naszych oczach do historii idei? Czy wyczerpała się moc ideologiczna tego podziału?
Gruntownie się z tym nie zgadzam. W Polsce i być może w różnych innych miejscach się wyczerpała lub wyczerpuje. Tylko wszyscy, którzy tak mówią, popełniają popularny błąd rozumowania: widzi się podobieństwa i pomija różnice. Jaka jest różnica pomiędzy Polską a Francją w tej dziedzinie, na przykład? Taka mianowicie, że lewica i prawica we Francji mają dobrze ponad sto lat ciągłości politycznej i organizacyjnej, podczas kiedy w Polsce ciągłość ta była kilkakrotnie zrywana i trzeba się zastanawiać, do czego w ogóle nawiązać, jakie nitki uznać za definitywnie odcięte, a jakie mają być na nowo zawiązane. Trzeba „łapać oczka”, a nie usprawiedliwiać się Europą - to po pierwsze. A po drugie, z tego co wiem, wszędzie w świecie, także w Europie, toczą się debaty tożsamościowe (np. Belgii grozi rozpad, Francuzi walczą z chustami. Szwajcarzy z minaretami itp.). Jest to zatem problematyka żywa w różnych krajach, choć z różnym natężeniem. Także w Polsce ona jest – mówiliśmy głównie o tym dzisiejszego wieczoru, co jest świadectwem tego, jak ona jest żywa! Co znaczy: oddać problematykę tożsamości ekspertom? Co oni z nią zrobią? Statystycznie ustalą naszą tożsamość? Ale może to, co dzisiaj ustalą, jutro czy pojutrze nie będzie już ważne? To jest kompletny nonsens.
Jest jeszcze taki popularny pogląd, który zarówno wśród establishmentu politycznego jak i medialnego się pojawia: lewica jest w kryzysie w całej Europie, poprzegrywała ostatnie wybory itd. itp., to dlaczego ma nie być w Polsce w kryzysie? Adam Michnik tak powiedział w jednej z dyskusji, na co odpowiedziałem: a w 1976 roku w całej Europie podległej Związkowi Radzieckiemu nikt nie miał pomysłu na niezależną, trwałą akcję polityczną, tylko w Polsce powstał KOR! Chciałem przez to powiedzieć, że taka argumentacja, że skoro gdzieś indziej czegoś nie ma nie dowodzi, że tu ma tego nie być jest właściwie słaba. Jeżeli są problemy, które koniecznie należy podjąć, to trzeba koniecznie szukać pomysłu na podjęcie tych problemów! Takim znakomitym pomysłem politycznym w roku 1976 był KOR, który powstał w Warszawie, a nie w Moskwie czy Bukareszcie ani w żadnym innym europejskim mieście. Więc to jest kwestia tylko tego, że brakuje odpowiedniego pomysłu na te czasy i na tą sytuację, a nie ostatecznej konieczności, że wszystko, co polityczne usycha.
Dziękuję uprzejmie za rozmowę.
Rozmowa ukazała się na www.dziennik-wielkopolski.pl.
*prof. Andrzej Mencwel (1940) – kulturoznawca, historyk idei, twórca Instytutu Kultury Polskiej UW, wybitny znawca m.in. twórczości Stanisława Brzozowskiego, a także idei paryskiej „Kultury”, laureat nagrody Polskiego PEN Clubu im. Jana Strzeleckiego. Autor licznych książek, m.in. Sprawa sensu (1971), Stanisław Brzozowski – kształtowanie myśli krytycznej (1976), Spoiwa (1983), Przedwiośnie czy potop (1997), Wyobraźnia antropologiczna (2006), Rodzinna Europa po raz pierwszy (2009).
Na podobny temat
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...