NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Marliere: Narodziny podklasy Drukuj
Prof. Philippe Marliere* w rozmowie z Katarzyną Falęcką, fot. Piotr Apolinarski   
22.08.2011

Katarzyna Falęcka, Krytyka Polityczna: Czy można powiedzieć, że Wielka Brytania jest bardziej narażona na brutalne protesty niż inne kraje europejskie?


Prof. Philippe Marlière: Nie wydaje mi się, żeby Wielka Brytania była bardziej podatna na takie protesty ze względu na jakieś predyspozycje kulturowe lub ludzkie. Do takiego zasięgu i intensywności ostatnich wydarzeń przyczyniły się jednak tutejsze warunki społeczno-ekonomiczne, a także sytuacja polityczna. Łatwo potępiać ten wybuch przemocy, pęd do kradzieży i niszczenia cudzej własności, lecz jeśli chcemy zrozumieć, skąd się ta przemoc wzięła, musimy rozważyć szerszy kontekst i wziąć pod uwagę różne czynniki.

  

W jaki sposób czynniki społeczne i ekonomiczne wpłynęły na brutalizację protestów?

  

Obecne zamieszki w pewnym stopniu przypominają zamieszki w Brixton z początku lat 80., które zbiegły się z ograniczaniem wydatków przez rząd Margaret Thatcher. Cięcia budżetowe, które przeprowadzono ostatnio na dużą skalę we wszystkich obszarach pomocy społecznej, stały się już odczuwalne i szczególnie mocno wpłynęły na osoby znajdujące się w złej sytuacji ekonomicznej. Wymownie zwracano uwagę na to, że niektórzy z uczestników zamieszek pochodzili z klasy średniej, jednak znacząca większość pochodziła z ubogich grup społecznych. Widać tu czytelną zależność pomiędzy cięciami wydatków publicznych a rozruchami. Pracownicy socjalni, którzy najlepiej znają tych młodych ludzi, nieustannie zwracają uwagę na istniejącą zależność pomiędzy ubóstwem i brakiem perspektyw w ich życiu. Jednym z największych błędów obecnego rządu było zamknięcie wielu ośrodków dla młodzieży, które były praktycznie jedynym miejscem, gdzie mogli się oni spotykać, przebywając jednocześnie pod nadzorem pracowników socjalnych. Ale to jest wyjaśnienie krótkoterminowe. Prawdziwym problemem jest pogłębiająca się przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi – zjawisko widoczne we wszystkich krajach zachodnich, ale te podziały są silniejsze w Wielkiej Brytanii, niż choćby we Francji lub Niemczech.

  

Od początku XX wieku Wielka Brytania była postrzegana jako kraj bogaty, ale jednocześnie o wielkich nierównościach społecznych.

  

Anglia ma długą historię jaskrawych podziałów klasowych. To nigdy nie był kraj otwarty na idee socjalistyczne lub republikańskie. Społeczeństwo brytyjskie do dziś pozostaje społeczeństwem klasowym, jest to miejsce gdzie klasy się nie mieszają, a ludzie mają bardzo silne poczucie przynależności do swoich społecznych korzeni. My zawsze sławiliśmy multikulturalizm, który do pewnego stopnia się sprawdza, ale ma również swoje słabości. Londyn jest dobrym przykładem miasta, w którym różne grupy etniczne żyją obok siebie, ale nie wchodzą ze sobą w interakcje. W Londynie często można też spotkać budynki komunalne na końcu spokojnej i zielonej ulicy zamieszkałej przez klasę średnią, tylko że ci „sąsiedzi” nawet nie rozmawiają ze sobą. Taki układ sprawdza się na ogół w czasach wzrostu ekonomicznego, lecz może okazać się zgubny w czasie recesji.

  

Cameron twierdzi, że uczestnicy tych zamieszek nie mają „ani moralności, ani zasad, ani rodziców”, ale unika analizy głębszych przyczyn tych wydarzeń. Czy te cztery dni jeszcze bardziej podważą jego pozycję jako przywódcy, czy raczej wykreują jego bohaterski wizerunek jako obrońcy narodu?

  

Z punktu widzenia Camerona zamieszki są „aktem barbarzyństwa” i „zwykłą przestępczością”. Niektórzy zabrani do aresztu rzeczywiście popełnili poważne wykroczenia, ale niektórzy po prostu głupio dołączyli się do tłumu i ukradli jakieś drobiazgi. Pewien student, wracając w nocy od swojej dziewczyny, ukradł dwie butelki wody warte trzy i pół funta, za co został skazany na 6 miesięcy więzienia. Cameron musi teraz przekonać swój elektorat, że jest w stanie kontrolować przemoc, jednak nikt nie wykazuje zainteresowania, by pochylić się nad prawdziwymi przyczynami pojawienia się tej przemocy. Rząd musiałby wtedy przyznać, że jego polityka jest nieskuteczna i zawiodła część społeczeństwa, a także przedsięwziąć radykalne zmiany.


To bardzo kuszące – nazwać wszystkich zaangażowanych w zamieszki „przestępcami”, zapełnić nimi więzienia i wyrzucić klucze, by już nigdy ich nie zobaczyć. Może faktycznie nie mają zasad moralnych. Może ich rodzice naprawdę nie potrafią ich przypilnować. Rzucało się jednak w oczy, że wielu z nich okradało i niszczyło cudzą własność, nie okazując żadnego strachu, tak jakby nie mieli nic do stracenia. Dla niektórych groźba pójścia do więzienia nie stanowi już czynnika odstraszającego. To pokazuje, jak bardzo wyalienowani stali się niektórzy z tych młodych ludzi.

  

Żyją w społeczeństwie konsumpcyjnym, gdzie są codziennie bombardowani reklamami, jednak większość z nich nie może sobie pozwolić na ten luksusowy styl życia, którym wydają się tak zafascynowani.

  

To zabawne, ale zarówno poprzedni, jak i obecny rząd od lat powtarzają, że świadectwem osobistego sukcesu jest posiadanie różnych dóbr, między innymi tych gadżetów, które młodzi ludzi kradli ze sklepów. Jak wiemy, siła kapitalizmu leży w wytwarzaniu nowych dóbr i usług, których na ogół nikt nie potrzebuje, ale kapitalizm nakłania nas do ich kupna. W tak konsumpcyjnym i materialistycznym społeczenstwie jak nasze, jeśli nie jesteś w stanie kupować, jesteś postrzegany jako wyrzutek i nieudacznik. 
Niektórzy młodzi ludzie dostrzegli w zamieszkach i kradzieżach okazję by „poczęstować się” produktami, których w przeciwnym razie nie mogliby kupić. Protekcjonalny ton klasy średniej, krytykującej rzekomo konsumpcyjną postawę uczestników zamieszek, pokazuje tylko, jak niewiele wiedzą jej członkowie o socjalno-ekonomicznych warunkach, w jakich żyją w Londynie ich biedniejsi sąsiedzi.

  

W jaki inny sposób ci młodzi ludzie mogą wyrazić swoje niezadowolenie?

  

Twierdzi się, że nie można uznać tych zamieszek za „polityczne”, ponieważ nie stała za nimi żadna spójna idea łącząca uczestników. Nie zgadzam się z tym poglądem. Oczywiście nie wydaje mi się, żeby te zamieszki miały jakieś przesłanie polityczne i nie porównałbym ich do protestów studentów i związkowców z wiosny tego roku, jednak brak jasno wyartykułowanych żądań wcale nie oznacza, że były one całkowicie apolityczne. 

  

Oczywiście nie można wymagać od tej młodzieży, która jest w większości źle wyedukowana i pozbawiona możliwości, aby stworzyła nową partię polityczną lub organizowała demonstracje jak studenci z klasy średniej. Oni nie rozumieją politycznego establiszmentu czy nawet wyborów, ani też nie są nimi zainteresowani, bo postrzegają siebie jako wyrzutków pozbawionych swojego miejsca w społeczeństwie. Rozumieją za to, że ten świat nie jest dla nich, ten świat ich nie wspiera. Ktoś może powiedzieć: jesteśmy w Wielkiej Brytani, w bogatym kraju, który pomaga wszystkim swoim obywatelom. Możliwe, ale należy pamiętać, że brytyjskie państwo opiekuńcze dramatycznie się skurczyło przez ostatnie trzydzieści lat, a do tego dochodzą, ujawnione ostatnio, wielkie polityczne skandale.  

  

Czytałem niedawno artykuł mówiący o tym, że Brytyjczycy są narodem złodziei, tylko każdy kradnie na inny sposób. Mamy bankierów rabujących astronomiczne kwoty z publicznych pieniędzy, którym uchodzi to płazem. Mamy też parlamentarzystów wplątanych w skandal z wydatkami, który wybuchł ponad rok temu. To naprawdę zabawne, że niektórzy posłowie nawołujący do surowego ukarania młodych uczestników zamieszek, to ci sami posłowie, którzy nieuczciwie rozliczali się ze swoich wydatków służbowych. Część posłów została ukarana, ale większość uniknęła jakichkolwiek konsekwencji. 


Młodzi ludzie biorący udział w zamieszkach rozumieją, że ten świat, a szczególnie świat polityki, jest im obcy. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że jest przed nimi całkowicie zamknięty.


Iain Duncan Smith, były przewodniczący Partii Konserwatywnej, stwierdził, że Wielka Brytania jest świadkiem powstawania „podklasy”. 

  

Przynależność do „podklasy” nie jest kwestią decyzji, po prostu stajesz się jej członkiem. Oznacza to bycie poza jakimikowiek społecznymi strukturami i formami reprezentacji. Twierdzenie, że osobom biednym po prostu podoba się otrzymywanie zasiłków od państwa, jest oburzające. Należy pamiętać, że ludzie mogą dokonywać wyborów i podejmować próby poprawy swojej sytuacji, ale tylko do pewnego momentu. Wybór jest luksusem zamożnych i wyedukowanych. Trzeba posiadać odpowiednie umiejętności, by dokonywać wyboru między różnymi opcjami. W większości przypadków to majątek pozwala na dokonywanie wyborów, oczywiście tych właściwych.

  

Powstawanie podklasy jest rezultatem dekad zaniedbań ze strony kolejnych rządów. W głośnym wywiadzie dla BBC z 2001 roku Tony Blair stwierdził, że jego rząd poprawił warunki życia zarówno bogatych, jak i biednych. Kiedy prowadzący wywiad zwrócił uwagę na to, że za jego kadencji bogaci stali się niewyobrażalnie bogatsi, a biedni otrzymali tylko odrobinę pieniędzy, Tony Blair odpowiedział, że to nie ma znaczenia, bo przecież nie każdy musi być bogaty!

  

Od czasu rządów Blaira ta przepaść jeszcze się pogłębiła, szczególnie po ostatnich cięciach budżetowych. Osiągneliśmy obecnie stan „zdziczałego kapitalizmu”, w którym bogaci mają pewność, że staną się jeszcze bogatsi, a biedni zdaje się, że nie mają innej opcji niż tylko stać się jeszcze biedniejszymi. Państwo już nie pomaga tym, którzy pochodzą z biednych rodzin lub utknęli w niebezpiecznych dzielnicach. To jest to, co neoliberałowie – zarówno spod znaku Thatcher, jak i Blaira – nazywali „niezależnością jednostek”. Natomiast ja widzę w tym powrót do okrutnego i głęboko niesprawiedliwego społeczeństwa, jakie mieliśmy w wiktoriańskiej Anglii. Dzisiejsi uczestnicy zamieszek to nowa „niebezpieczna klasa”, jak ta z czasów sprzed państwa opiekuńczego. Pojawiła się całkowicie nowa kultura, pozbawiona empatii i sympatii dla tych, którzy dzień po dniu walczą o przetrwanie. 

  

W międzyczasie David Cameron powinien nam wyjaśnić, dlaczego to zawsze w krajach o największych nierównościach społecznych (jak USA lub Wielka Brytania) dochodzi do takich drastycznych i brutalnych form protestów, a nie, na przykład, w krajach skandynawskich. Budowa bardziej egalitarnego społeczeństwa byłaby w tym momencie słusznym wyjściem z sytuacji – jedynym możliwym wyjściem. Niestety nie potrafię wyobrazić sobie tego rządu ani tej beznadziejnej labourowskiej opozycji, podejmujących w najbliższym czasie próby rozwiązania problemu nierówności.

  

przełożyła Magdalena Chojnowska

  

*Philippe Marlière jest profesorem na University College London. Zajmuje się europejską socjaldemokracją, ruchami społecznymi i francuską teorią społeczną. Jest publicystą „Guardiana ”  i bloguje dla Rue89, najważniejszej francuskiej gazety internetowej. 

  

  

 

Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |23.08.2011 09:25:50
Profesor pomija podstawową zasadę metodologii. Korelacja nie dowodzi
przyczynowości. Istotnie większość (nie całość, tylko niejaka większość)
uczestników zamieszek to ludzie nie pracujący na stałych, dobrze płatnych
etatach. Czyli niestałość źródła dochodu i niskie dochody często towarzyszyły
udziałowi w zamieszkach. Ale to nie dowodzi, że to właśnie te czynniki były
przyczyną frustracji i że to ta właśnie frustracja do udziału w zadymie
prowadziła. Można sobie wyobrazić co najmniej dwa odmienne wyjaśnienia.
Pierwsze, że istnieje ten sam czynnik, wspólny dla obu spraw. Czyli zarówno
nieposiadanie stałej pracy jak i udział w zamieszkach wywołane są tym samym
powodem. Takim powodem mogłaby być generalna niechęć do działania w jakichś
strukturach, do przestrzegania prawa, planowania przyszłości, czyli najprościej
mówiąc do "dążenia do czegoś".
Drugie wyjaśnienie łączy te dwa
czynniki, tj. brak stałej pracy i "domu na kredyt" oraz udział w zadymie
inaczej. Człowiek zatrudniony na stałe, na stanowisku, posiadający historię
zatrudnienia, kredyty, zobowiązania i prestiż jest jakoś identyfikowalny.
Człowiek pracujący w McDonalds albo w markecie, lub pobierający zasiłek nie
buduje CV. Nie zależy mu na tym, by unikać kompromitacji, by unikać
sfotografowania czy wpisu o karze do akt. Może brać udział w reality show, może
wypisywać na portalach spolecznościowych dowolne bzdety o tym jak to się w
ostatni wekend nawalił i ile przeleciał albo ilu jego przeleciało, może założyć
videobloga na którym będzie wymiotował i wreszcie może wziąć udział w takiej
zadymie. Bo jego twarz to nie jest coś czym on zarabia. Jest doskonale anonimowy
i nawet po stworzeniu takiego bloga anonimowy pozostanie. W takiej sytuacji on
nie tyle bierze udział w zadymie dlatego, że jest sfrustrowany ile bierze w niej
udział dlatego, że on sobie może na to pozwolić. Obie te teorie mają poważną
przewagę nad teorią profesora. Pozwalają wyjaśnić coś, czego teoria profesora
wyjaśnić nie pozwala. Udział osób, które żadnych problemów ekonomicznych nie
mają, a które z jednej strony przyłączyły się, z drugiej jednak mimo lepszego
przygotowania, wykształcenia itd. żadnych postulatów czy konstruktywnych
propozycji nie sformułowały. Po prostu wzięły sobie po dwie butelki wody, albo
przewróciły jakiś jeden czy dwa śmietniki. Czemu? Bo to fajna zabawa. Nawet
arystokracja lubi czasem posmakować zabaw ludu.
wolf  - Hm…   |23.08.2011 16:09:52
@Spokojny

Fakt, pewnie wśród zadymiarzy byli tacy, którym wcale się tak
źle nie powodzi, i byli tez tacy, co ‘nie dbają o własną twarz’ bo im nie
zależy.
Ale nie odstawiałbym tak szybko wniosków profesora na boczny tor, bo
związek między rozruchami a ostatnimi cięciami budżetowymi i ciągle postępującym
rozwarstwieniem dochodowym [i kulturowym też, jedno z drugim zawsze się łączy]
jest chyba nie do podważenia.
Ostatnie lata [co najmniej od 2008 r.] to ciągłe
życie w cieniu kryzysu, większa niż przedtem niepewność pracy, postępujące
poczucie niestabilności, które staje się chroniczne, codzienne. Paradoksalnie to
ono właśnie jest najbardziej stabilnym stanem wielu ludzi z klas niższych, co
raczej nie wpływa dobrze na ich samopoczucie.

My chyba też będziemy mieli
ten problem, powoli ale konsekwentnie dochodzimy do sytuacji, kiedy nie da się
już zakrywać rzeczywistości łatwymi frazesami ani tyleż widowiskową co i debilną
walką między tą i tamtą partią.
Kto miał stąd wyjechać ten już wyjechał,
emigracja przestaje być wentylem bezpieczeństwa.
Do rozpaczy doprowadza mnie
zbiorowy idiotyzm naszych polityków [z SLD włącznie, niestety], którzy z
niewiarygodnym uporem udają, że żadnego problemu nie ma i że wszyscy w tym kraju
żyją jak w reklamie proszku do prania.
Przebudzenie będzie naprawdę
nieprzyjemne.

Pozdrówka.
Dziewic   |23.08.2011 16:38:40
Jeśli już czepiać się metodologii, to mnie zastanawia ta, która próbuje
wszystkich wrzucić do jednego wora, znaleźć jedną wspólną przyczynę dla działań
danego zbioru jednostek…
Wydaje mi się, że prof. Marli
Spokojny  - @ wolf   |23.08.2011 18:52:42
Nie dalej jak dwa miesiące temu na tym portalu Tomasz Piątek dowodził, jak to
polskie kobiety upośledzane są brakiem polskiego socjalu i dlatego że go nie ma
nie chcą rodzić dzieci. Te same kobiety jako jedyne chyba obecnie
przedstawicielki łacińskiej cywilizacji na świecie przekroczyły magiczną granicę
zastępowalności pokoleniowej, czyli 2,1 dziecka na osobę ale jedynie przebywając
na terenie Wielkiej Brytanii. Rzekomo właśnie dlatego, że tamtejszy socjal jest
wystarczająco dobry by je zachęcić do rodzenia, podczas gdy nasz wystarczająco
dobry nie jest i tutejsze neoliberalne piekło je przeraża. Czyli jak to jest
właściwie? Kiedy mowa o polskich kobietach to angielski socjal jest dość dobry
by je zachęcić do rodzenia, ale kiedy mowa o angielskich wyrostkach to ten sam
socjal jest nie dość dobry by ich powstrzymać przed wybijaniem szyb? Co by się w
takim razie stało gdyby ci ludzie znaleźli się w Polsce?
Żeby zrozumieć tego
rodzaju sytuacje warto być może oderwać się na chwilę od domagań o zwiększenie
socjalu i przyjrzeć się innym statystykom. Na przykład tym dotyczącym
alkoholizmu wśród młodych ludzi. Wielka Brytania ma największą chyba w Europie
ilość młodocianych alkoholików i bynajmniej nie są to ludzie głodujący. To są
dzieci pracujących rodziców. Warto też poznać dane o przemocy wśród młodych
ludzi, przemocy wobec nauczycieli i wobec rodziców. Też nie dalej jak dwa
miesiące temu prasę obiegły informacje o protestach związków zawodowych
angielskich nauczycieli, którzy coraz bardziej boją się już chodzić do pracy i
domagają się, by wreszcie dano im jakiekolwiek narzędzie wpływu które będzie
działać nawet wtedy kiedy młody człowiek jednak nie zechce łaskawie przestać
pluć na podłogę mimo "asertywnych uwag" nauczyciela że on "sobie nie
życzy". Jeśli ktoś naprawdę wierzy w to, że oni przestaną się bać kiedy
rodzice tych dzieciaków dostaną jeszcze wyższe zasiłki to jest po prostu
zaślepiony przez ideologię.
kot   |23.08.2011 19:55:42
Spokojny jesteś wielki.
Jeżeli jakaś chatte zada pytanie to powiem dlaczego.
lastomas  - @spokojny   |23.08.2011 20:50:10
tzw. "zwiększenie socjalu" albo "jeszcze wyższe zasiłki" to
cholernie wygodne wytrychy, do walenia po głowie całej lewicy, zwłaszcza kiedy
przedstawia się je jako naczelny postulat lewicy. A tymczasem "zasiłki"
to jedynie jedna ze składowych AUTENTYCZNEJ POLITYKI SPOŁECZNEJ (będącej jednym
z najważniejszych elementów modelu państwa socjaldemokratycznego), w ramach
której realizuje się cały szereg działań na rzecz zwalczania tego o czym piszesz
- alkoholizmu młodzież, przemocy w szkołach itd.
ubik   |23.08.2011 23:41:01
Całkiem możliwe, że w Polsce czekają nas podobne wielkie cięcia po wyborach. Czy
czekają nas takie zadymy jak w Anglii? Wątpię, my mamy raczej pokolenie JKM,
które będzie potępiało nie za niskie świadczenia (socjal, nauka, szkolnictwo,
zdrowie, emerytury), ale za wysokie podatki, chociaż są obiektywnie niskie,
zwłaszcza dla bogatych.
wojnier  - gratulacje dla "spokojnego"   |24.08.2011 17:12:39
za interesujące wpisy, tym większe, że znalazły uznanie w oczach "kota",
który zwykle pozwala sobie traktować interlokutorów protekcjonalnie czy też
lekceważąco (ostatni wpis o jakiejś chatte).
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.56120 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273