|
Jan Smoleński: Lubisz podkreślać, że zdarza ci się zażywać narkotyki. Masz image skandalisty, który potrafi opieprzyć policjanta.
Maciej Maleńczuk: Opieprzyć to mało. Rzeczywistość jest znacznie gorsza niż to, co publikują gazety. Jestem jeszcze gorszy, dużo gorszy. [śmiech] Po tym, jak wyszła sprawa senatora Piesiewicza, powiedziałeś, że „artyście wolno więcej niż politykowi”. W świat poszło, że artysta po prostu może więcej. Stałem się bezwiednie autorem bon motu. Myślałem, że ostatnim autorem bon motu w tym kraju jest Nelly Rokita mówiąca o Tusku stojącym w rozkroku. Artysta rzeczywiście może więcej? W tym kraju może więcej. Może na przykład brać narkotyki. Tylko artysta? To się zdecydowanie ogranicza do artystów, ludzi, którzy tworzą, którzy potrafią ze swojego mózgu wydobyć rzeczy powyżej wbijania gwoździ. Ludzi, których mózg do pewnego stopnia służy jako młotek. Ale tym młotkiem nie wbijamy gwoździ, chyba że w cudzy łeb. Zdecydowanie artystom więcej wolno. A co z normalnymi ludźmi? Normalnym ludziom nie wolno nic. Nie wolno im kroku zrobić, kurwa, żeby się nie okazało, że przekroczyli jakiś przepis. Twoim zdaniem Piesiewicz jest teraz artystą czy politykiem? Teraz politykiem. Trzeba było pozostać artystą. Nie ma już prawa robić tego, co artyści? Jeżeli ktoś tłumaczy się z tego, że włożył sukienkę, to znaczy, że przekroczył jakąś granicę wyznaczoną mu przez społeczeństwo. No i powiedzmy sobie szczerze, nikt nie wciąga lekarstw nosem. Ale czy to był koks? Musiałoby to stwierdzić laboratorium. Jak patrzyłem na niego, to mi się wydawało, że nie. Kokaina pobudza, a on spał. Nie rozumiem tego. Ktoś, kto wciąga dziesięciocentymetrową kreskę, nie powinien zasypiać, więc był to chujowy towar. A może faktycznie było to lekarstwo… [śmiech]. Piesiewicz jest więc degeneratem? A czy narkotyk degeneruje człowieka? To jest dobre pytanie. Moim zdaniem nie. Właściwie narkotyk zażyty przez właściwą osobę nie degeneruje. Raczej regeneruje: odbudowuje i nadbudowuje. Po zażyciu dobrego narkotyku stajesz się kimś ponad, i chyba o to chodzi. Jesteś high, jesteś wyżej, nie chodzisz już po ziemi. To na pewno pomaga i nie ma nic wspólnego z degeneracją. A jednak Piesiewicza chcieli posadzić za tę kreskę trefnego towaru. Czy to nie jest jakiś polski absurd prawny? Nie tylko polski, to ogólnoświatowy absurd. Robiono obliczenia i wyszło, że na kokainę ludzie wydają prawie tyle samo co na jedzenie. W przypadku alkoholu może nawet więcej. Gdyby to było takie złe, nie byłoby takie drogie. Ale posiadanie w Polsce jest karane. Powiedz mi: czy człowiek, który zażył narkotyk, nadal go posiada? Tak czy nie? Czy nadal możemy go zamknąć? Ale posiadał. Posiadał, ale prawo nie działa wstecz. Dlatego właśnie ci, których łapią, a którzy nie zdążyli ukryć towaru, jaki mieli przy sobie, powinni go czym prędzej wciągnąć, jeśli jest to towar, który można wciągnąć. W momencie, kiedy go wciągasz, przestajesz go posiadać. Za to wódki nie musisz od razu obalać, jak wracasz z monopolowego. Gdybym przyleciał dzisiaj z innej planety, zobaczyłbym rozpowszechniony jeden narkotyk – wódkę – który sprzedaje nam państwo. Państwo ma na niego monopol. Wrzaski o inne narkotyki, zwłaszcza o marihuanę, bo to głównie o nią chodzi, są taką hipokryzją, że chętnie dałbym komuś za to w pysk. Jest szansa, że coś się zmieni po legalizacji marihuany? I czy jest to możliwe w tym momencie? Nie, w tym momencie nie, ale w ogóle jest to możliwe. To kwestia czasu. Tusk tego nie zrobi, bo jest tchórzem. Będzie palił, bo on może, będzie wciągał koks, ale nigdy tego głośno nie powie. Piesiewicz ma więcej odwagi w takim razie? Nie, Piesiewicz też stchórzył. Powinien powiedzieć: tak, wciągałem koks, potrzebowałem speeda, potrzebowałem tych dwóch kurew, żeby je wyruchać na wszystkie otwory. On nie był w stanie tego powiedzieć. Gdyby mnie na czymś takim przyłapano, nie byłaby to żadna sensacja. Rozumiesz? Ja mogę się, kurwa, przejść w sukience po mieście i nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby mnie wytykać palcami. Dlatego, że jestem, kurwa, artystą. Kiedy jeszcze grałem na ulicy, nie było tego mi wolno. Nawet nie było mi wolno grać na tej ulicy – miałem policyjny zakaz. Władza i inni powiedzieli: nie otrzymuje pan licencji na granie tutaj. Myślisz, że zwracałem na to w ogóle uwagę? Jak ktoś mi teraz mówi, żebym nie palił marihuany, nie wciągał kokainy czy nie używał heroiny, to zbywam to śmiechem. Powiedziałeś, że normalnym ludziom tego nie wolno… Nie wolno, bo oni nie mają głowy do tego. A jak się zalegalizuje marihuanę, to będzie im wolno? Tak, sprzedawczyni ze sklepu rybnego zapali sobie jointa przed robotą i zamiast makreli sprzeda ci chleb. Społeczeństwo się rozpierdoli. Poważnie się pytam. Nie ćpałeś nigdy poważnie. Nie. Nie jesteś narkomanem. I może nawet nigdy nie będziesz. Wystarczy, że dostosujesz się do reguł społecznych i staniesz się alkoholikiem, jak wszyscy. Mam nadzieję, że to kontroluję. Nie da się tego uniknąć. Miałeś przygody z policją z powodu posiadania niewielkich ilości? Tak, oczywiście. Policja nie traktuje tego poważnie. Jeśli ktoś ma dwa lub trzy gramy marihuany i go zamykają, to nie za to. On musiał wcześniej podpaść. Chyba żyjemy w innych rzeczywistościach. Nikt przy zdrowych zmysłach, również policjant, nie zamknie człowieka, który ma dwa czy trzy gramy marihuany w kieszeni. Chyba że był bezczelny i rozrabiał. Podpadł. To jest sytuacja, w której zawsze można kogoś udupić. Jeżeli funkcjonujesz normalnie i nie robisz niczego, co narusza prawo – idziesz prawą stroną, przeprowadzasz dzieci po pasach – to nie zrobią ci rewizji. Mam nieco inne doświadczenia. To, że w ogóle u kogoś coś znajdują, jest wynikiem rewizji, czyli taki ktoś musiał podpaść. Ale młodzi ludzie czasami podpadają tym, że mają dredy… Tak, głośno się zachowują… To trzeba siedzieć cicho! Trzeba zamknąć mordę i grzać po bramach. Tak jak myśmy robili. Nas nigdy nie złapali, rozumiesz? Bo wiedzieliśmy, gdzie trzeba to robić. Nie wezmę, kurwa, grama koki do nosa i nie będę biegał po mieście i krzyczał, że jakiś ważny polityk to chuj. Nie będę robił takich rzeczy. Trzeba znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Jeżeli rozrabiasz, awanturujesz się, to ci przeszukają kieszenie. A jak coś znajdą, to cię udupią nie za to, że coś miałeś w kieszeni, tylko za to, że rozrabiałeś, że się wychyliłeś społecznie. Państwo powinno dawać sygnał, że nie będzie ścigać za jointa. I mam wrażenie, że taki sygnał daje. Jeśli ktoś siedzi z powodu marihuany, to niech sobie nie wmawia, że to naprawdę z tej przyczyny. Wielokrotnie byłem drutowany na komendę, wielokrotnie miałem przy sobie marihuanę i wielokrotnie mi mówiono, że to nie jest problem. Jeśli ktoś siedzi, kurwa, w tym kraju za to, że mu znaleźli jointa, to nie siedzi za jointa. Siedzi za prostą bezczelność, za niezrozumienie pewnej sytuacji. Kiedy cię drutują, to masz być spokojny, a jak się awanturujesz, kopiesz w drzwi, to ci znajdą jointa. Jak podniesiesz ręce i powiesz: sorry, faktycznie, palę, to nikt ci nic nie zrobi. A czy twoim zdaniem legalizacja marihuany coś by zmieniła?
Legalizacja marihuany musiałaby uruchomić system sprzedaży. Sama legalizacja to pikuś, wystarczy machnąć piórem na papierze. Ale jak uruchomić przytomny, prawidłowy i społecznie akceptowany system sprzedaży i konsumpcji tego narkotyku, który dawniej nie był niczym regulowany? I to było wspaniałe, paliłem trawę na dancingach. Chodziłem do Dniepru w latach osiemdziesiątych, gdy marihuana była już w Polsce. Wyhodowano pierwsze, naprawdę zajebiste krzaki. To była wielka odmiana po alkoholu, który mieliśmy wcześniej. Oczywiście mieliśmy też różnego rodzaju środki apteczne, także morfinę na czerwoną receptę. Penalizacja sprawiła, że narkomani powrócili do tych spraw aptecznych, do fałszowania recept, wyciągania ich od lekarzy, którzy sami są morfinistami. Jak pójdziesz i powiesz, że cię naprawdę boli, popatrzysz gościowi w oczy, to zobaczysz to samo. Zobaczysz w tych oczach ten sam ból. Na jakiej podstawie to mówisz?
Na podstawie opowieści tych, którzy naprawdę tego lekarstwa potrzebują. Morfinistów heroinistów, ludzi uzależnionych od opiatów. A wiesz, jak wygląda w Polsce sytuacja ludzi uzależnionych od opiatów? Mają ostro przejebane.
Dostają metadon. Trudno jest się dostać na program metadonowy.
Ale możesz go później kupić na czarnym rynku. Jak twoim zdaniem mógłby wyglądać społecznie akceptowany system sprzedaży marihuany?
Gdybym był politykiem i mógł to przeprowadzić, to absolutnie nie uwolniłbym systemu sprzedaży. Tylko hodowlę – pozwoliłbym po prostu hodować marihuanę. Natomiast nadal zabraniałbym handlu. […] — Jan Smoleński pyta znanych artystów o ich doświadczenia, o zagrożenia, o prywatne dramaty i publiczne opinie. Aktorka Renata Dancewicz, filmowcy: Grzegorz Lipiec i Magdalena Łazarkiewicz, muzycy: Łona, Krzysztof Jaryczewski, Pablopavo, Maciej Maleńczuk – odczarowują problem narkotyków. Piętnują hipokryzję populistycznych zwolenników ścigania i zamykania w więzieniu za gram marihuany. Pokazują, że największe szkody przynosi karna represja i „panika moralna” w mediach, a nie tabletka „dopalacza” czy skręt z haszyszu. Potępienie i więzienie zamiast empatii i terapii – oto, co spotyka uzależnionych i co spycha ich na społeczny margines. Odczarowanie – zbiór wywiadów Jana Smoleńskiego to nie tylko opowieści o „grzaniu po bramach” i narkotycznych uniesieniach aktorek i gwiazd rocka czy hip-hopu – to przede wszystkim ostra krytyka obecnego prawa, szkodliwych stereotypów i społecznych przesądów. Publikacja ukazuje się przy wsparciu Open Society Institute w ramach programu Global Drug Policy. Zamów książkę w księgarni internetowej KP! DANE KSIĄŻKI
Tytuł: Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński Projekt okładki: Twożywo Okładka: miękka Format: 145x205 ISBN 978-83-61006-89-3 Seria Publicystyczna, t. 6 Wydawnictwo Krytyki Politycznej Miejsce i data wydania: Warszawa 2010 Cena: 29,90 zł Premiera: sierpień 2010 Zobacz też: www.narkopolityka.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...