|
Karol Domański: W ostatni wtorek Parlament Europejski głosował nad Pakietem
Telekomunikacyjnym [PT]. Co właściwie miała wprowadzić ta regulacja?
Informacje są sprzeczne, jedni mówią o cenzurowaniu Internetu, inni
przeciwnie, o zabezpieczaniu podstawowych praw konsumentów?
Jarosław Lipszyc: PT dotyka wielu rzeczy, Internetu, telefonii komórkowej itd.,
natomiast kontrowersje dotyczą małego wycinka, czyli neutralności Sieci
i możliwości odłączania Internetu bez wyroku sądu. Oczywiście wiele
osób powie, że ten wycinek nie był istotny i pożyteczne zmiany zostały
odłożone w czasie. Ja ten punkt widzenia do pewnego stopnia rozumiem,
ale nie mogę się zgodzić, aby prawo regulujące tak podstawową dziedzinę
życia, jak komunikacja między ludźmi, było przyjmowane w pośpiechu i bez publicznej debaty. Sporne poprawki do PT pojawiały się
już od lipca, a taka debata nawet się nie rozpoczęła. To zaowocowało
protestami, kiedy pod głosowanie miał być poddany
naruszający prawa konsumentów „kompromis”, wypracowany w zaciszach biur, bez
udziału społeczeństwa.
Konrad Niklewicz we wczorajszej „Wyborczej” napisał, że nie ma mowy o
limitowaniu liczby stron, sprzedawaniu dostępu w pakietach. Czy to
prawda?
W toku prac nad PT były proponowane zapisy dopuszczające łamanie
zasady neutralności Sieci, czyli wprowadzania przez dostawców internetu
ograniczeń w dostępie do treści czy usług niektórych dostawców.
Pakietyzacja to tylko jeden ze sposobów naruszania tej zasady. Bez
gwarancji neutralności sieci jest możliwe np. zablokowanie lub
spowolnienie Skypa, bo nasz dostawca Internetu podpisał umowę z
konkurencyjną firmą. Konrad Niklewicz nie ma racji, że tego typu
propozycje nie padały i zagrożenia nie ma. Co więcej, w wersji obecnie
przegłosowanej przez parlament, nie zostały uwzględnione wszystkie
poprawki z pakietu „Citizen Rights Amendements”, i zasada neutralności
sieci nie jest gwarantowana, tylko scedowana na państwa członkowskie.
Nie wiadomo też, czy pakiet w tej - mimo wszystko w miarę korzystnej -
formie zostanie przyjęty przez radę ministrów UE. W Polsce decyzja
należy do ministra infrastruktury Grabarczyka i premiera Tuska. To
oznacza, że nadal mamy o co walczyć.
Niklewicz pisze także, że protesty są wynikiem wielkiego
nieporozumienia, nie było żadnego „zamachu na wolność” a wszystkie
protesty to „strzał kulą w płot”. Co o tym myślisz?
Nie zgadzam się. Niklewicz - a także np. minister Strężyńska z Urzędu
Komunikacji Elektronicznej - mają rację, że brak dostępu do rzetelnej
informacji odegrał dużą rolę podczas protestów. Nie powiedzieli jednak,
że wynika to ze skrajnie nieprzejrzystych procedur UE. Dostępu do
tekstów niektórych poprawek nie mieli nawet posłowie na 4 minuty przed
głosowaniem. To tak ma wyglądać demokracja? Walka toczy się o sprawy
podstawowe - neutralność sieci, dostęp do wiedzy, kontrolę nad
infrastrukturą komunikacyjną, czy wreszcie prawo do procesu sądowego,
oczywiste w każdym demokratycznym kraju. Społeczeństwo ma prawo do
informacji, wyrażenia swojego zdania i obrony swoich podstawowych praw.
Skorzystało z tej możliwości, i bardzo dobrze się stało. Kwestia
podstawowych praw obywatelskich w czasach społeczeństwa informacyjnego
stała się przedmiotem głośnej, publicznej debaty. To bardzo dobry znak
na przyszłość.
Rząd francuski forsuje prawo umożliwiające odcinanie Internetu bez
wyroku sądu. Dlaczego w pracach nad tymi przepisami nie brali udziału
konsumenci, jedynie organizacje dostawców Internetu i twórców?
To jest charakterystyczne dla wszystkich debat i rozstrzygnięć
dotyczących kształtu społeczeństwa informacyjnego. Władze zazwyczaj
konsultują się tylko z biznesem, który najczęściej zainteresowany jest
coraz bardziej restrykcyjnymi rozwiązaniami. Ma to miejsce także w
Polsce, gdzie np. w skład powołanej przez rząd Komisji Prawa
Autorskiego - decydującej w kluczowej dla konsumentów kwestii, tj.
ustalającej wysokość opłat autorskich - nie wchodzą przedstawiciele
konsumentów i organizacji społecznych. Są tylko organizacje zarządzania
prawami, producenci i nadawcy… Sytuacja jest patologiczna, ale to
zasada, a nie wyjątek.
Procedura decyzyjna w PE jest bardzo niejasna, mógłbyś krótko wytłumaczyć co dalej z PT?
Kluczowa poprawka 138 zakazująca odcinania dostępu bez wyroku sądu
wybiegała poza tzw. tekst kompromisowy. To oznacza, że rozpoczęła się
procedura koncyliacyjna, którą może zakończyć zgoda rządów państw
członkowskich na poprawki PE. Powinniśmy teraz wywierać maksymalny
wpływ na rząd, żeby opowiedział się za akceptacją PT w obecnym,
korzystnym dla społeczeństwa kształcie. Jeśli ministrowie UE nie zgodzą
się na zmiany, to nad PT będzie pracował już nowy skład Parlamentu.
Czyli powinniśmy patrzeć na ręce kandydatom w najbliższych wyborach. W
tej chwili np. poseł Dariusz Rosati twierdzi, że głosował w kluczowej
sprawie za, a oficjalne wyniki głosowania mówią, że był przeciw*. Poseł
Ryszard Czarnecki twierdził, że będzie głosował za, a potem nie pojawił
się na sali. Teraz wszyscy się chwalą, że głosowali za prawami
obywateli, ale jak sie popatrzy na inne ważne głosowania, w sprawie
dyrektywy patentowej czy raportu Bono o karaniu za wymianę plików w
sieci, to zaczyna być gorzej…
Kontrowersje wokół PT, procesy rzekomych piratów w Szwecji,
demonstracje w obronie wolności Internetu w całej Europie. Jak
rozwiązać problem własności intelektualnej w Sieci? Twoim zdaniem
powinniśmy iść w stronę restrykcyjnego prawa czy też swobodnego dostępu
do wspólnych zasobów?
Restrykcje to absolutnie ślepa uliczka. Wszystko wokół nas, tysiące
komórek i komputerów, mówi nam „zbieraj, przetwarzaj, rozpowszechniaj
informacje, rób to efektywnie, dziel się z innymi”. Wszelkie regulacje
służące zachowaniu starego modelu biznesowego, opartego na surowych
prawach autorskich, mogą jedynie ten proces opóźnić. W międzyczasie
wychowamy całe pokolenie ludzi, których większość aktywności
komunikacyjnej, będzie nielegalna. Wpływu tej sytuacji np. na
postrzeganie prawa czy stosunek do państwa chyba nie muszę tłumaczyć.
Abstrahując od swobodnego dostępu do kultury, czegoś, co powinno być
elementarnym prawem obywateli w demokracji, takie postępowanie
spowalnia po prostu rozwój gospodarczy, czego dowodzą analizy
ekonomiczne na temat np. efektywnej długości obowiązywania praw
autorskich. Restrykcyjne prawo musi być sukcesywnie liberalizowane,
trzeba zwiększać zakres dozwolonego użytku, zastanowić się czy nie
objąć właśnie dozwolonym użytkiem całej działalności niekomercyjnej. I
przestać wreszcie ścigać dzieciaki, które wieczorami tłumaczą napisy do
filmów, przestać kryminalizować całą generację ludzi młodych po prostu
wymieniających się informacją.
* Już po udzieleniu wywiadu okazało się, że poseł Dariusz Rosati faktycznie zagłosował dwa razy „za”, a złe naliczenie głosu i ogłoszenie tego na stronach PE było efektem błędu, który został już poprawiony.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...