Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Laszuk: Policzmy tych, którzy nie mają na kogo głosować |
|
|
Grzegorz Laszuk* w rozmowie z Katarzyną Fidos
|
|
12.06.2010 |
Jest mnóstwo ludzi, którzy nie mają swojego kandydata i przez to przestają się interesować polityką. Gdyby nie wydarzyła się tragedia smoleńska, mógłby znaleźć się kandydat spoza głównych partii. Ludzie mogliby pójść na wybory, bo pojawia się ktoś nowy. Przykład Obamy pokazuje, że takie rzeczy są możliwe. Rozmowa z Grzegorzem Laszukiem.
Katarzyna Fidos, Krytyka Polityczna: Wiesz już, na kogo będziesz głosować w wyborach prezydenckich?
Grzegorz Laszuk: Nie, nie mam na kogo głosować. Jestem przeciwko prezydenturze. W ogóle nie jestem tym zainteresowany. Obaj główni kandydaci nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Pozostała ósemka w ogóle nie ma szans, więc nawet się nie przykłada do kampanii wyborczej. Skłaniam się ku temu, żeby olać te wybory.
Wciąż mówi się tylko o dwóch kandydatach, tak jakby była tylko druga tura, która jest obsadzona. Czy pierwsza tura wyborów nie mogłaby zostać potraktowana jako sposób wyrażania swoich poglądów politycznych przez obywateli?
Nie wiem, dla kogo tak naprawdę są wybory prezydenckie. Obywatele nie mają tu wiele do powiedzenia. W wyborach parlamentarnych można jeszcze jakoś wpływać na programy, tu wybiera się osoby z klucza partyjnego. Po katastrofie smoleńskiej wszyscy unikają wyrażania poglądów albo tak naprawdę ich nie mają. Kaczyński buduje swój wizerunek i wiedząc, że nie zostanie prezydentem, chce po prostu zdobyć jak najwięcej głosów. Komorowski natomiast chce się po prostu prześlizgnąć do pałacu. Widać, że nie chodzi tu o realną politykę i programy. Nie ma dyskusji o przyszłości państwa. Prezydent może ostatecznie jedynie wetować ustawy, nie może kreować nowych programów.
Powiedziałeś, że albo nie pójdziesz na wybory, albo nie oddasz głosu. Czy taka postawa jest w jakimś sensie polityczna?
Nie. Nie ma to żadnego znaczenia. Politycy już się przyzwyczaili, że liczba osób biorących udział w wyborach nie ma znaczenia. Większość społeczeństwa też wykazuje obojętność wobec tych wyborów. Musiałoby się wydarzyć coś bardziej dynamicznego, żeby Polacy się zainteresowali wyborami. Główni gracze nie są zainteresowani realną debatą, bo mogłoby się okazać, że to, co powiedzą, nie przekłada się na ich elektorat. Starają się sprzedać produkt, jakim są, jak największej liczbie odbiorców.
Ta kampania sprawia, że mam poczucie totalnej obojętności wobec tego, co się dzieje. Z żalem muszę powiedzieć, że nie mam wrażenia, żeby w tej sytuacji jakikolwiek posunięcie miało sens. Jakimś pomysłem mógłby być ruch na rzecz tego, żeby Komorowski wygrał w pierwszej turze, tylko po to, żebyśmy oszczędzili kolejne miliony na drugiej turze. Żałuję, że zabrakło czasu, żeby namawiać np. Magdalenę Środę do startowania. Ale w tej awaryjnej sytuacji po katastrofie trudno było zwoływać pospolite ruszenie.
W obecnej sytuacji dobrym pomysłem byłoby policzenie osób, które nie mają na kogo głosować.
Jest jakaś Polska poza Polską Kaczyńskiego i Komorowskiego? Ci którzy nie mają na kogo głosować?
Mam poczucie, że jest mnóstwo ludzi, którzy nie mają swojego kandydata i przez to przestają się interesować polityką. Gdyby ta tragedia się nie wydarzyła i wybory mogły odbyć się jesienią w normalnym trybie, mógłby znaleźć się kandydat spoza głównych partii i poza stałym folklorem sceny politycznej jak Lepper czy Korwin-Mikke. Kandydat dla wszystkich tych, którzy czują, że obecna sytuacja jest coraz bardziej obezwładniająca politycznie i gospodarczo, i mogliby pójść na wybory, bo pojawia się ktoś nowy. Przykład Obamy pokazuje, że takie rzeczy są możliwe. Szkoda, że u nas nie mogło się to teraz wydarzyć.
W całej tej sytuacji wyborczej zastanawiające jest poparcie dla Komorowskiego przez ludzi kultury, tych samych, którzy popierają zwiększenie wydatków na kulturę. Jak myślisz, z czego to wynika?
Większość ludzi, którzy popierają Komorowskiego ma pewnie w pamięci grozę rządów Kaczyńskiego, a ponieważ nie ma trzeciej osoby, którą mogliby realnie wesprzeć… A może też czują się zaszczyceni tym, że zostali zaproszeni do komitetu honorowego, ludzie chętnie wchodzą w takie układy. W pierwszym momencie, gdy okazało się, ze Jarek Kaczyński startuje w wyborach, część z nich mogła pomyśleć: „O kurde. Trzeba coś z tym zrobić, bo to może być groźna sytuacja”. Ja po tym, jak się rozwalił ten nieszczęsny samolot, też pomyślałem: „Jarek będzie startował. I co gorsza, w sytuacji żałoby, ma szansę wygranej”. Wiele osób poczuło ten dreszcz niebezpieczeństwa - i zapisali się do komitetu Komorowskiego. Myślę, że teraz część z nich chciałaby się wypisać, ale trochę nie wypada ludziom kultury, bo są kulturalni.
Kiedy minie ten czas, gdy poparcie dla PO będzie się brało ze strachu przed rządami Kaczyńskiego?
System partyjny jest tak zatkany przez system finansowania, wchodzenia do parlamentu, że zatrzymuje nawet dobrą energię, która się rodzi w różnych środowiskach. Mam poczucie, że jest duża masa krytyczna osób, które są niezadowolone z tej sytuacji. Ale nie mogą się przebić do realnej władzy. Bez zmiany finansowania i ordynacji wyborczej trudno sobie wyobrażać, że coś się zmieni. Musiałby powstać ruch na miarę Solidarności, jakaś milionowa rzesza ludzi.
Ludzie są zobojętniali, mają swoje małe stabilizacje i trzymają się z dala od polityki, bo jakoś da się z tym żyć. Nie widać na horyzoncie kryzysu – na szczęście dla nas. Kryzys mógłby ludzi zjednoczyć i spowodować odrodzenie związków zawodowych czy powstanie nowej partii politycznej. W dużych ośrodkach żyje się całkiem fajnie i ludzie nie mają potrzeby włączania się w ruch zmiany. Ludzie jakoś się dorabiają…
Co mogą zatem zrobić ci niezadowoleni?
Jesteśmy skazani na sytuację zamrożenia i działania pozytywnego w sferze NGO-sów. Możemy starać się prezentować nasze poglądy na życie społeczne innymi kanałami niż kanały polityczne. Ja w ten sposób działam i jestem bardzo sfrustrowany, że nie mam partnerów po stronie politycznej. Trzeba uważać, żeby nie popaść w zobojętnienie. Czyli cała nadzieja w ruchach oddolnych. Jedyne, co możemy teraz robić, to nie poddawać się. Nie tracić nadziei. Nie przestawać działać tylko dlatego, że akurat w tym momencie nie mamy przełożenia na siły polityczne. Tylko to nam pozostaje.
*Grzegorz Laszuk - współtwórca Komuny Otwock, która obecnie funkcjonuje jako Komuna Warszawa; zawodowo zajmuje się grafiką użytkową, mówi o sobie „były anarchista”.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.06.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...