|
Magda Mosiewicz: Czy jakiś tekst Lipskiego jest dla ciebie szczególnie ważny?
Piotr Laskowski: Chyba nie ma jednego tekstu, raczej mam ulubioną tradycję, do której on nawiązuje. Lubię ten element refleksji Lipskiego, który jakoś jest zakorzeniony w myśleniu Wolskiego i Abramowskiego. On jest właściwie jednym z najważniejszych kontynuatorów specyficznie polskiej myśli nawiązującej do ideału anarchistycznego. Podoba mi się w ich myśleniu pomysł, żeby wyjść z klinczu między imitacją a okropnym, skostniałym tradycjonalizmem. Klinczu, w którym Polska może albo imitować Zachód – dość bezrefleksyjnie i płasko – albo zasklepić się w martwej, trupiej tradycji. A ten duch anarchiczny można połączyć z fajnie pojętym mesjanizmem i powiedzieć, że jak już Polska ma być, to niech będzie naprawdę niezwykła i niech będzie społeczna. Tak czytam Lipskiego i bardzo mi się to podoba – jak Polska, to społeczna i eksperymentująca.
A co z tego myślenia zostało dziś? Gdyby Lipski żył, kim byłby teraz?
Lipski dzisiaj? Byłby chyba śmiałym offowcem. Nie sądzę, żeby się dał zagospodarować przez to, co jest. Nie wiem też, czy miałby dość siły i mocy, żeby to, co jest dzisiaj mainstreamem, wyglądało inaczej. Mógłby być patronem odważnych inicjatyw zupełnie pozasystemowych. To jest zresztą charakterystyczne, że on w dzisiejszej Polsce nie jest patronem niczego systemowego. O ile wiem, jest patronem jednej tylko instytucji, czyli nieformalnej uczelni w Teremiskach i edukacyjnego pomysłu Danuty Kuroń – pomysłu, który radykalnie wykracza poza to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. To coś oryginalnego, bardzo nowego, a jednocześnie bardzo silnie zakorzenionego. Lipski to chyba dobry patron tego typu ruchów.
Ale to raczej pesymistyczna wizja, bo skala tych ruchów jest niewielka.
Ja już może mam w sobie trochę takiej melancholii, która każe mi sądzić, że na razie musimy działać w małej skali. Ale ta skala może się kiedyś powiększyć. Chciałbym, żeby się powiększyła właśnie w tym duchu – żebyśmy stali się świadkami wielkiej samoorganizacji. Takiego ruchu, który byłby całkowicie oddolny, w którym ludzie zabraliby głos i zaczęliby się organizować i wytwarzać warunki własnego życia. Dlatego tak mówię o Lipskim czerpiącym z tradycji Abramowskiego i Wolskiego, że widziałbym go nie jako człowieka wierzącego w polityczną receptę, ale raczej w społeczną organizację.
A na jakie demonstracje by dzisiaj chodził?
Na pewno broniłby wszystkich przestrzeni społecznych obecnie zagrożonych komercjalizacją, prywatyzacją, utowarowieniem – poczynając od mieszkań komunalnych, spraw lokatorskich, przez bary mleczne, ogródki jordanowskie aż po uniwersytet i Akademię Nauk, gdzie wiedza, nauka staje się towarem. Myślę, że byłby też na Manifie, na Paradzie Równości i wszędzie tam, gdzie ludzie upominają się o swoje prawo do zajmowania miejsca tutaj, o prawo do organizowania sobie życia – wspólnie. Tam, gdzie przekraczają barierę wolności sprywatyzowanej i próbują wytworzyć jakąś zmianę – zaczynając od siebie, wychodząc na ulicę, zajmując ulicę i pokazując, że można żyć inaczej.
A nie sądzisz, że to pokolenie było jednak nieczułe na te sprawy?
Bardzo nieczułe. Jeśli chodzi o te tematy, które noszą głupią nazwę obyczajowych – bo to w ogóle nie o obyczajowość tutaj chodzi – czyli feminizm, temat tożsamości seksualnych, to tak, pokolenie bohaterów naszej wolności niewątpliwie miało słuch na nie zamknięty. Ale z czasem ten słuch niektórym się otworzył. Tym, którzy rozpoznali tutaj kolejną istotną sprawę w walce o możliwość dobrego życia.
Natomiast nie otworzył się on tym, którzy przyjęli taktykę polityczną, która w wydaniu polskim po roku 1989 oznaczała, że trzeba ucywilizować Kościół katolicki i z tym Kościołem iść ramię w ramię. Nie sądzę, żeby Lipskiemu model tak rozumianej taktyki politycznej był bliski. Myślę, że on zawsze wolał myśleć o społeczeństwie niż o władzy.
Ale mógłby działać stricte politycznie nie dla jakiejś arogancko rozumianej władzy, tylko dla poczucia sprawczości.
Instytucje władzy dają poczucie sprawczości na wyciągnięcie ręki – takiej szybkiej. Jestem tam i mogę coś zrobić. Myślę, że to jest iluzoryczne, że pojedyncze osoby nic tam nie zmieniają. Moim zdaniem ostatecznie prawdziwa sprawczość, o którą powinno nam chodzić, musi być rozumiana jako społeczna emancypacja. Nadzieja na odgórną, polityczną zmianę mało mnie przekonuje. I chciałbym wierzyć, że Lipski byłby człowiekiem wolnym od pokusy działania czysto politycznego.
I jeszcze jedno w nim lubię bardzo, bo to jest mi bliskie: łączenie temperamentu politycznego z intelektualnym. To jest fajne, żeby czytać literaturę, żeby literatura była ważna i też wytwarzała przestrzeń wolności w życiu.
A gdzie by dziś publikował Lipski?
Niecne pytanie. Nie mam pojęcia. Naprawdę nie mam pojęcia. Nie wiem. Nie wiem, nie wiem. To jest dopiero pesymistyczna odpowiedź!
Zobacz też:
Pisma polityczne Jana Józefa Lipskiego w księgarni internetowej KP
fotorelacja z premiery książki
Posłuchaj nagrania dyskusji Andrzeja Friszke, Agnieszki Graff i Romana Kurkiewicza.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...