|
Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: W styczniu tego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka ukarał grzywnami rządy Belgii i Grecji za złamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w przypadku afgańskiego tłumacza ubiegającego się o azyl. Belgia deportowała Afgańczyka do Grecji w zgodzie z tzw. konwencją dublińską. Reguluje ona, kto jest odpowiedzialny za rozpoznanie podania o azyl. Choć wszystko odbyło się w zgodzie z przepisami unijnymi, ETPC uznał, że doszło do złamania praw człowieka. Konwencja dublińska wymaga poprawek?
Jean Lambert: Ja w ogóle nie zgadzam się z całym uzasadnieniem stojącym za konwencją dublińską. Mówi ona, że za rozpatrzenie prośby o azyl odpowiedzialne jest pierwsze państwo, w którym osoba ubiegająca się o azyl znalazła się po przekroczeniu zewnętrznej granicy unijnej. Jestem przekonana, że osoby starające się o status uchodźcy mają powody, żeby robić to akurat w tym, a nie innym kraju. Należałoby to w końcu uznać, a nie po prostu odsyłać ludzi. Jeśli mamy utrzymać system dubliński, a wydaje się, że Unia Europejska chce go zachować, to wymaga on reform. Rozmowy na temat proponowanych zmian się toczą, ale utknęły w Radzie Unii Europejskiej. Jednym z powodów jest to, że Parlament Europejski chce, żeby Komisja Europejska miała prawo zawiesić transfery osób ubiegających się o azyl do jakiegoś kraju członkowskiego, jeśli w tym kraju prawa osób ubiegających się o azyl nie są przestrzegane. Chcemy też, żeby Komisja miała narzędzia umożliwiające wyegzekwowanie od tych krajów poprawy sytuacji osób ubiegających się o azyl i procedur weryfikacji próśb o azyl.
Państwa członkowskie oponują, bo, po pierwsze, nie lubią, gdy Komisja je ocenia, po drugie boją się, że zawieszenie transferu będzie swego rodzaju nagrodą dla państw, które nie wypełniają swych zobowiązań. My w Parlamencie Europejskim uważamy jednak, że jest to sposób na to, by Komisja mogła zapewnić poprawę sytuacji. To oczywiście tylko jeden z aspektów, który wymaga poprawy.
Czytałem regulację dublińską z 2003 roku i uwagi do zaproponowanych jeszcze w 2008 roku przez KE zmian. Miałem nieodparte wrażenie, że chodzi w niej przede wszystkim o zobowiązania państw członkowskich względem siebie, a nie o zobowiązania względem osób ubiegających się o azyl.
Z pewnością jest w tym trochę prawdy. Z drugiej strony jednak regulacja dublińska jest zgodna z innych regulacjami dotyczącymi azylów. Parlament Europejski pracuje nad swoimi propozycjami zmian. Głównym celem systemu azylowego powinna być poprawna ocena aplikacji o status uchodźcy. Obecnie państwa członkowskie często korzystają z tego, że osoba ubiegająca się o ten status opuściła ich terytorium i nie zajmują się jej podaniem. Naszym zdaniem to nie zdejmuje z nich odpowiedzialności. Państwa członkowskie mają obowiązki względem siebie, ale najważniejsze zobowiązania mają wobec osób ubiegających się o azyl – mają dopilnować, by podania zostały poprawnie rozpatrzone. To jest jeden z powodów, dla których popieramy mechanizm zawieszenia transferów. Nie można wykorzystywać regulacji dublińskiej do wysyłania ludzi do krajów, w których ich podania nie zostaną rozpatrzone albo zostaną rozpatrzone, ale decyzja zostanie podjęta pod wpływem na przykład uprzedzeń rasowych. Najważniejszym zobowiązaniem jest zapewnienie ochrony tym, którzy jej potrzebują.
Skoro nie popiera pani regulacji dublińskiej, to jak w takim razie powinien wyglądać wspólny europejski system azylowy? Czym różniłby się od obecnego?
Należy uwzględniać potrzeby osób, które się przemieszczają – możliwość ich integracji, bezpieczeństwo i szanse na lepszą przyszłość. Nie zapewni się tego, odsyłając ludzi automatycznie do pierwszego bezpiecznego kraju. Nie ma na przykład sensu odsyłać Afgańczyków z Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje społeczność imigrantów z Somalii, do Rumunii, gdzie takiej społeczności nie ma.
Rewolucje w Afryce Północnej i wojna w Libii spowodowały zwiększony napływ uchodźców i imigrantów. Czy pani zdaniem będzie to miało negatywny wpływ na europejski system azylowy?
Już wpływa negatywnie. Mówię to z całą odpowiedzialnością, jako osoba zajmująca się tą sprawą w Parlamencie Europejskim. Kraje członkowskie są bardzo zdenerwowane tym, co się dzieje w Afryce Północnej – liczbą osób, które docierają do Europy, kosztami radzenia sobie z napływem tych ludzi. Martwią się, jak będzie to postrzegane przez rodzimą ludność w sytuacji trudności gospodarczych, zwłaszcza że wiele państw musiało powiedzieć swoim obywatelom, że będzie ciężej, bo trzeba ciąć zasiłki. I to da się odczuć.
Jeden z polskich ministrów powiedział, że są „dobrzy” i „źli” imigranci. „Dobrzy” to ci uciekający z Libii przed wojną. „Źli” to ci, którzy opuszczają Afrykę „tylko” w poszukiwaniu lepszego życia. Oni nie zasługują na azyl czy prawo pobytu. Polska właściwie nie doświadcza imigracji z Afryki, a mimo to pojawiają się pytania, czy „zagraża nam fala uchodźców”.
To ja odpowiem: nie, nie zagraża. Liczby może faktycznie wyglądają dość groźnie, ale trzeba na nie patrzeć w odniesieniu do populacji każdego kraju z osobna. 25 tysięcy osób dla takiego kraju jak Wielka Brytania to nie jest dużo. Ten strach jest w dużej mierze sztucznie napędzany, to wyolbrzymienie niepoparte liczbami. Spójrzmy na Francję. Tam Front Narodowy wyrasta na coraz poważniejszą siłę przed nadchodzącymi wyborami. We Włoszech Berlusconi ma kłopoty z Ligą Północną, która jest bardzo antyimigrancka. Europejskie rządy przejmują antyimigrancką retorykę. To polityczna manipulacja. Oczywiście jest duży nacisk na Komisję, by wprowadzić czasową „dyrektywę napływową”, ale Komisja odpowiada, że w liczbach nie wygląda to strasznie.
Pod jednym względem natomiast wasz minister ma rację – to jest szersza kwestia ludzi przemieszczających się. Mieliśmy spotkanie w Parlamencie Europejskim, którego gospodarzami byli Zieloni i Socjaliści. Głos zabrało kilka osób, które przyjechały z Tunezji, i ani jedna z nich nie starała się o azyl. Mówiły, że przyjeżdżają z kraju, w którym sytuacja gospodarcza była zła, a teraz jest jeszcze gorsza, bo upadła turystyka. Mówiły: chcemy poprawić nasze życie, dlaczego nie możemy tego zrobić?
Pytanie brzmi, jak poradzimy sobie z tą różnorodną grupą ludzi, zapewniając przy tym odpowiednie funkcjonowanie systemu azylowego. Ludzie boją się imigracji niezależnie od liczby przybyszy, ale to nie oznacza, że ci, którzy są zagrożeni prześladowaniami, nie potrzebują ochrony. To jest jedna z rzeczy, która nam umykają przy tym podgrzewaniu atmosfery. W takim klimacie trudno jest usprawniać system azylowy, nie wspominając już o argumentowaniu na rzecz rozluźnienia kontroli na granicach czy dawania szans ekonomicznych ludziom w ekstremalnej potrzebie. To, co robią w tym momencie Berlusconi czy Sarkozy, jest skandaliczne.
Abstrahując od przedwyborczych nastrojów i retoryki – czy nie powinniśmy przyjąć również ludzi, którzy migrują z powodu zmian klimatycznych? To jest jeden z powodów pogarszającej się sytuacji życiowej mieszkańców Afryki subsaharyjskiej i południowych regionów państw Afryki Północnej. Brak wody zwiększa migrację do miast, co z kolei powoduje spadek płac w miastach.
To z pewnością jeden z czynników wpływających na migracje ze wsi do miast, a w konsekwencji do Europy. Ale sama Europa też nie będzie wolna od tego problemu, co widać już choćby na południu Hiszpanii. Nie wiadomo, czy uda się utrzymać tam produkcję rolną – temperatury rosną, wody jest coraz mniej. Myślę, że powinniśmy zrobić wszystko, by rządy, które właśnie się tworzą w Afryce Północnej, utrzymały się i działały demokratycznie. W to wchodzą pewne mechanizmy pomocowe.
Jednym z wniosków ze spotkania w PE, o którym wspominałam, jest to, że ludzie, którzy przyjeżdżają do Europy, najczęściej pragną tak naprawdę szansy na rozwój gospodarczy w miejscu, w którym mieszkają. Nawet jeśli część z nich chce spróbować pracy w innym kraju, to nie chcą być do tego zmuszeni. Jest to jedna z podstawowych kwestii związanych z migracją, z którą musimy się uporać: jak pomóc ludziom zostać w miejscu, w którym chcą żyć, jak rozwinąć rolnictwo czy wiejskie gospodarki, które mogą działać nawet pod dużą presją zmian klimatycznych.
I to rozwiązałoby problem?
Mogłoby, choć nie mam pewności. Mam natomiast pewność, że dałoby to ludziom więcej możliwości wyboru, a to naprawdę ważne. Największym zadaniem, jakie stoi przed Unią Europejską w kontekście tego, co dzieje się teraz w krajach Afryki Północnej, jest taka współpraca przy rozwoju gospodarczym i sprawach związanych ze środowiskiem, która faktycznie daje ludziom możliwość godnego życia tam, gdzie są.
*Jean Lambert – posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia Partii Zielonych Anglii i Walii. W grupie Zielonych zajmuje się kwestiami azylu i uchodźców oraz zmianami klimatycznymi, prawem pracy i prawami człowieka. W 2005 roku otrzymała tytuł „Posłanki roku” za pracę na rzecz praw człowieka i sprawiedliwości.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...