Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kubisa: Polityka rodzinna nie istnieje Drukuj
Z Julią Kubisą rozmawia Maciej Kułak   
14.03.2010

Tylko 60 procent dzieci w Polsce chodzi do przedszkoli. Tak złych wskaźników nie ma żaden kraj w Europie.

A jest znacznie gorzej, niż nam się wydaje. Nie dość, że jesteśmy na szarym końcu, to w dodatku znacznie odstajemy od innych krajów z dołu tabeli.

Jaki wpływ na rozwój dziecka ma wychowanie przedszkolne?

Nie ulega wątpliwości, że ma ogromny wpływ. Co prawda są różne teorie psychologiczne na ten temat, dotyczą one jednak przede wszystkim wieku, w jakim powinno rozpocząć edukację przedszkolną. W Polsce uznaje się wiek trzech lat za optymalny, by rozpocząć socjalizację z innymi dziećmi. We Francji czy Skandynawii uważa się, że już po skończeniu roku dziecko powinno iść do przedszkola. Tam nikt nie poddaje w wątpliwość sensu przebywania z rówieśnikami. Nikt nie kwestionuje przedszkoli jako istotnego narzędzia rozwoju dziecka, dojrzewania do życia w społeczeństwie. Placówki te bowiem nie tylko pełnią funkcję opiekuńczą, ale przede wszystkim edukacyjną. Start bez przedszkoli jest trudniejszy, co potwierdzają specjaliści.

Wielu badaczy uważa też, że bez przedszkoli niemożliwe jest wyrównywanie szans edukacyjnych.

Co więcej, przy tym toku nauki w szkole, konieczności zdawania egzaminów, rywalizacji dysproporcje rosną. To aż nadto widać na przykładzie dzieci z małych miejscowości, gdzie brakuje przedszkoli, i tych z wielkich miast, gdzie miejsc w tych placówkach jest więcej. Oczywiście wiele zależy też od rodziny, od tego, czy i jaką opieką jest otoczone dziecko, jak rodzice dbają o to, by się rozwijało intelektualnie. Jednak nawet najczulsza i najmądrzejsza mama nie wypełni luki po przedszkolu. Nie nauczy dziecka zachowań w grupie. Tego może się ono nauczyć, tylko przebywając z rówieśnikami. Tylko tam może się na własnej skórze przekonać, że są inni ludzie, że się różnią od siebie, mają inne oczekiwania i potrzeby. Niestety w ostatnich latach politycy nie raz udowodnili, że takie myślenie jest im obce. Zauważyły to badaczki z Zachodu, które były zszokowane podejściem byłego ministra edukacji Romana Giertycha do wychowania przedszkolnego. Powiedział przecież bez ogródek, że najlepsze dla dziecka jest jak najdłuższe przebywanie z mamą. Do jakiej epoki chciał nas cofnąć? Takie podejście jest naprawdę przerażające.

A z czego ono wynika? Przecież nie tylko Giertych tak uważa.

To chyba zaszłość historyczna. Proszę zwrócić uwagę, że w naszym regionie upowszechnienie przedszkoli jest znacznie niższe niż na Zachodzie. Tam sięga ono 90 proc., w nowych krajach Unii Europejskiej zaś co najwyżej 60 proc.
W Polsce, ale też w innych krajach byłego bloku komunistycznego, przedszkola państwowe zaczęto budować zaraz po wojnie. Wówczas potrzebowano rąk do pracy, ale ktoś się musiał opiekować dziećmi. Na ten najokrutniejszy politycznie czas w powojennej historii przypada największy przyrost przedszkoli. Później, w epoce Gomułki i Gierka, trend się odwrócił, a pracujących kobiet przybywało. To skutkowało przepełnieniem i gorszymi warunkami. Stąd po części taki odbiór w społeczeństwie właśnie tego typu miejsc. Nadal wielu osobom kojarzą się one (niesłusznie) głównie z ciasnotą i siermiężnymi warunkami. Drugi aspekt upadku wychowania przedszkolnego wiąże się w Polsce z reformami początku lat dziewięćdziesiątych. Przejęcie przez samorządy kosztownych placówek skutkowało ich masowym zamykaniem. Ale likwidacja przedszkoli to tylko jedna z wielu złych decyzji, których efektem jest największy od kilkudziesięciu lat niż demograficzny. Ludzie zaczęli planować i kalkulować. Nie ma żłobków, przedszkoli, płatnych urlopów wychowawczych, a kobieta wypada z rynku pracy, na który bardzo trudno wrócić. Odkładanie decyzji o dziecku w tej sytuacji jest czymś naturalnym.

Becikowe sprawy nie załatwia?

To śmieszne pieniądze, nawet w połączeniu z ulgą podatkową sięgającą tysiąca złotych rocznie.

Jest kryzys, na wszystko brakuje pieniędzy.

Ale na stadiony nie? W Warszawie budowane są dwa duże obiekty za prawie 2 mld zł! Na armię wydajemy prawie 2 proc PKB, a na naukę i rozwój cztery razy mniej. O co więc chodzi? Na to mamy, a przed budową przedszkoli zasłaniamy się kryzysem? Absurdów jest więcej. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że tak dalej być nie może. Dziś na przedszkola stać tylko najbogatsze miasta. Na przykład w Warszawie przedszkola stały się dobrem luksusowym, a przecież wszędzie powinny, tak jak szkoły, być dostępne dla każdego dziecka.

W tej sytuacji wielu rodziców jest zdanych na prywatne przedszkola, jeśli oczywiście ich na to stać…

Prywatne przedszkola stały się usprawiedliwieniem dla polityków. Rynek zareagował i uzupełnił lukę. Tylko co, gdy taki klubik-przedszkole źle funkcjonuje? Gdzie się zwrócić po pomoc? Przecież to nic innego jak firma, która nie podlega tak dalece nadzorowi publicznemu jak placówki samorządowe. To naprawdę niebezpieczne. Trzeba zrozumieć, że przedszkole jest punktem wyjścia, a nie dojścia. To placówka wychowawcza i edukacyjna, a nie przechowalnia czy ochronka. Bez tej świadomości nigdy nie uda nam się zbliżyć do innych państw Europy. Przedszkole to też szansa dla kobiet, które dzięki temu mogą się zastanowić, jak wejść na rynek pracy, wykorzystać swój potencjał.

Szansą na zmiany jest inicjatywa ZNP „Przedszkole dla każdego”.

To naprawdę świetny pomysł, bo traktuje problem wychowania przedszkolnego kompleksowo. Finansowanie w podobny sposób jak szkół, a więc poprzez subwencję, z jednej strony stwarza szansę na odbudowę infrastruktury czy też poprawienie warunków, jakie są w już istniejących placówkach. Z drugiej zaś ma też aspekt psychologiczny. Pokazuje, że przedszkola są w systemie równie ważne jak szkoły. Co więcej, zdejmuje z gminy dylemat decyzyjny – budować chodnik czy utrzymać przedszkole. To naprawdę istotne, bo obecny model finansowania, jak pokazało ostatnie dwadzieścia lat, w zupełności się nie sprawdził. Moim zdaniem już zmiana sposobu finansowania poprawiłaby dostępność infrastruktury przedszkolnej. A to może mieć też znaczący wpływ na decyzję o posiadaniu dziecka. Odpada jedno zmartwienie – gdzie je zapisać? Innym ważnym elementem projektu jest objęcie opieką przedszkolną dzieci od drugiego roku życia. To też warty uwagi pomysł, także w kontekście socjalizacji dziecka, jak i powrotu do pracy mamy.

Sądzi Pani, że uda się przeforsować te rozwiązania?

To niewątpliwie duże wyzwanie. Trzeba odbudować infrastrukturę i jeszcze ją dobudować. Nie mamy jednak wyjścia, bo gorzej to już raczej być nie może. Polityka rodzinna przez ostatnie 20 lat nie przyniosła żadnych efektów, a wręcz była antyrodzinną. I warto to powtarzać i przypominać. Co zrobiono przez dwie dekady? Zlikwidowano żłobki i przedszkola, wprowadzono bezpłatny urlop wychowawczy, skrócono urlop macierzyński, poród w godnych warunkach to nadal fikcja, brakuje dostępu do odpowiedniej opieki w trakcie ciąży. Zamiast tego mamy śmieszne becikowe i ulgę podatkową. Jeśli chcemy mieć dodatni przyrost naturalny, musimy inwestować.
W Polsce politycy „wycierają sobie gęby” rodziną. Mówią, jak jest ważna, jaką rolę pełni i tak dalej. Jednak całość wydatków spada właśnie na te rodziny. Co gorsza młodzi dorośli zaczęli to akceptować. Coraz częściej słychać głosy: „trudno, musimy sobie radzić”. Zawsze próbujemy sami rozwiązywać problemy. Nie ma miejsca w przedszkolu, godzimy się z tym: „Trudno, ty pracuj, ja zostanę w domu”. A tak właśnie być nie powinno. Nie po to płacimy podatki, by później jeszcze dopłacać za przedszkole czy mnóstwo innych usług publicznych. Jednak bez oddolnych działań, podobnych do inicjatywy ZNP, niewiele da się zrobić. To naprawdę dobry moment, by aktywizować społeczeństwo, a z drugiej strony naciskać na rząd. Nie mówić mu „zróbcie coś”, a podsunąć rozwiązanie takie jak projekt „Przedszkole dla każdego”.

Julia Kubisa – mama Róży, socjolożka, wiceprezeska Fundacji MaMa
Wywiad ukazał się w „Głosie Nauczycielskim” nr 8/2010


Czytaj też rekomendacje Fundacji MaMa dla parlamentarzystów dotyczące pracy domowej kobiet i wywiad na temat przedszkoli z Przemysławem Sadurą. Podpisz się pod akcją ZNP „Przedszkole dla każdego”!

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98409 Seconds