|
Patryk Walaszkowski, Krytyka Polityczna: Jaką rolę odegrały kobiety w Stoczni w czasie strajków i powstawania Solidarności?
Henryka Krzywonos*: Mogę rozmawiać na temat Ani Walentynowicz i Aliny Pienkowskiej, bo je najlepiej znałam. Obydwie były wcześniej w Wolnych Związkach Zawodowych. Zarówno Ania Walentynowicz jak i Alinka Pienkowska były kobietami, które zdawały sobie sprawę z ryzyka, które podejmują. Były po prostu „w temacie”, wiedziały co je czeka, jeżeli coś się nie uda i strajk się nie powiedzie.
Dzięki Walentynowicz i Pienkowskiej, i dzięki mężczyznom działającym w WZZ, takim jak Bogdan Borusewicz czy Andrzej Gwiazda, to wszystko powstało – najpierw wybuchł strajk a potem zawiązała się Solidarność. Ja nie mogę się pochwalić taką przeszłością. Nie mogę, ponieważ pochodziłam z innego środowiska, nie miałam o Wolnych Związkach Zawodowych zielonego pojęcia. Znałam je tylko i wyłącznie z ulotek. Bardzo podziwiałam działających w nich ludzi, bo na ulotkach, które dostawałam od obcych ludzi na ulicach, były ich nazwiska, imiona, jeśli ktoś miał telefon, to także numer telefonu. Imponowało mi to. Wiedziałam, że w WZZ są bardzo odważnymi ludzie.
Jak poznała pani Annę Walentynowicz i Alinę Pienkowską?
Obydwie panie poznałam w stoczni. Z Alinką się zaprzyjaźniłam, a z Anią się polubiłyśmy, że tak powiem. Wtedy, kiedy w stoczni kończył się strajk i kiedy stoczniowcy zaczęli już wychodzić, to my we trzy narobiłyśmy szumu. Stoczniowcy przystawali. [Timothy Garton Ash pisał: W komitecie strajkowym w gdańskiej Stoczni panowała niespokojna atmosfera i brakowało jednomyślności(…). W komitecie strajkowym przybywało teraz wielu starszych robotników, którzy gotowi byli poprzestać na pieniądzach. I, mimo całej elokwencji Wałęsy, poprzestali. W sobotnie popołudnie 16 sierpnia większość rozszerzonego komitetu strajkowego przyjęła propozycję dyrekcji zakładów: podwyżkę 1500 złotych. Gniech (dyrektor stoczni-PW) pospiesznie zakomunikował przez radio, że wszyscy pracownicy powinni opuścić Stocznię do szóstej po południu. Jednocześnie Wałęsa musiał stawiać czoła rozwścieczonym delegatom z innych strajkujących zakładów, którzy, jak w Szczecinie w styczniu 1971 roku, zeszli się do największej stoczni. „Jeżeli nas porzucicie, będziemy zgubieni!-krzyczała Henryka Krzywonos, kobieta o męskiej posturze, która przewodziła kierowcom tramwajów i autobusów.-Autobusy nie zwyciężą czołgów!”. Alina Pienkowska, odważna pielęgniarka z WZZ, z grymasem napięcia na szczupłej twarzy, i Ewa Ossowska, działaczka Ruchu Młodej Polski, próbowały zatrzymać potok robotników opuszczających Stocznię, ale głosy ich zagłuszało stoczniowe radio. Niektóre kobiety z tłumu na zewnątrz bramy szydziły z wychodzących mężczyzn. Wałęsa wysłuchał protestów, wyczuł gniew ludzi i szybko zmienił zdanie. Jeżeli robotnicy tego chcą, to strajk będzie prowadzony nadal, tym razem jako strajk solidarnościowy.1] Część ludzi słuchała tego, co każda z nas miała do powiedzenia i byli tacy, którzy wracali. Rola moich koleżanek była nieoceniona.
Pamiętajmy, że strajk rozpoczął się właśnie przez Anię Walentynowicz. Potem nie zakończył się po dwóch dniach, a zmienił się w strajk międzyzakładowy dzięki Alince Pienkowskiej, Ani i dzięki mnie.
A co z kobietami, które pracowały w stoczni, a których nazwiska nie są obecnie tak znane?
W stoczni pracowało bardzo dużo kobiet. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile ich dokładnie mogło być – setki czy tysiące. Pamiętam jednak, że były to bardzo odważne kobiety i ich rola była taka sama jak rola stoczniowców. Też strajkowały, mimo, że w domu czekały na nie rodziny – trzeba było dzieci odebrać z przedszkola, ugotować obiad. O znaczeniu kobiet w Stoczni często się zapomina, niestety.
Strajkujący otrzymali również duże wsparcie ze strony kobiet, które przychodziły pod bramę stoczni.
Ma pan rację. W stoczni nie było jedzenia, więc kobiety, które przychodziły pod Stocznię i odwiedzały swoje rodziny, przynosząc pożywienie, pakowały do toreb zawsze wszystkiego trochę więcej – więcej kanapek, żeby brat, czy ktokolwiek z rodziny mógł podzielić się także z kolegą, więcej herbaty, kawy.
Przed stocznią na początku było niewiele osób, z czasem przybywały kolejne. Zdjęcia pokazują jak dużo ich w końcu było – morze ludzi, prawdziwe morze ludzi. Wszyscy byli bardzo zgrani i odważni. Nie bali się, choć wiedzieli, że są taranami. Wiadomo było, że jeżeli wojsko chciałoby wejść na stocznię, musiałoby najpierw przejść przez całą masę ludzi. Zgromadzeni przed bramą stoczni byli dla nas – strajkujących – tarczą ochronną.
Pamiętam jedno zdarzenie spod bramy, które bardzo mnie wzruszyło. Stałam przy wejściu do stoczni czekając na kogoś, kiedy kobieta, która nie doczekała się swojego męża, oddała mi chleb i powiedziała: „Proszą pani, to dla pani”. Zatkało mnie. Nie zjadłam tego chleba, bo byli inni głodni. Dzieliliśmy się tym, co mieliśmy. Gest tej kobiety był bardzo ważnym gestem prawdziwej solidarności.
1. Timothy Garton Ash, Jesień wasza, wiosna nasza, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009
*Henryka Krzywonos – legendarna tramwajarka, uczestniczka i organizatorka gdańskich strajków w 1980 roku i sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych. Na Kongresie Kobiet Polskich w 2009 roku uhonorowana wyróżnieniem Polki Dwudziestolecia. Już wkrótce nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukaże się książka Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos.
Książka Agnieszki Wiśniewskiej Duża Solidarność, mała solidarność.
Biografia Henryki Krzywonos już we wrześniu!
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...