Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kowalska: Parytet, czyli zwyczajna równość Drukuj
Prof. Małgorzata Kowalska w rozmowie z "Kurierem Porannym"   
09.08.2009
Marta Gawina, „Kurier Poranny”: 50 procent dla pań, 50 dla panów. Podobałyby się Pani takie listy wyborcze?

Prof. Małgorzata Kowalska: Wprawdzie jest to sztuczne i w pewnej sytuacji byłoby niepotrzebne, ale do tej sytuacji, w której byłoby to niepotrzebne, jeszcze nam daleko. Ale żeby przezwyciężyć historyczne zaszłości i stereotypy, że mężczyźni bardziej nadają się do polityki, trzeba sztucznie podziałać. Dlatego jestem za parytetami.

Teraz kobiety na listach wyborczych to rzadkość. To wina mężczyzn, bo nie chcą dopuścić pań do polityki, czy może samych kobiet?

Myślę, że jedno i drugie. Istnieje w literaturze pojęcie samodyskryminacji kobiet. Niewątpliwie panie czują się mniej predysponowane do tego typu działalności, z góry się poddają, z góry uważają, że to nie dla nich. Czyli kobiety same aktywnie podtrzymują ten stereotyp. Ciągle jest podział ról: mężczyźni do spraw publicznych, kobiety do domowych. Więc kobiety się do tego przyczyniają. Ale niewątpliwie, jeżeli są panie, które chcą ten stereotyp przezwyciężyć, mężczyźni im to utrudniają.

Boją się konkurencji?

Jeżeli konkurencja, to na drugim miejscu. Bo ta istnieje też między mężczyznami. Raczej chodzi tu o przekonania kulturowe. Mężczyźni chętniej się zgodzą z pozycją kobiet jako ozdób domowych, opiekunek ogniska i tak dalej. Ciągle mamy tu wyobrażenia o roli płci w społeczeństwie.

Politycy mężczyźni nie mówią o tym wprost. Jednocześnie podkreślają, że kobiety nie potrzebują parytetów. Tak jak nie potrzebują łaski, protezy.

To są dosyć przekonywające argumenty. Nie są bez sensu, ale abstrahują od konkretnej sytuacji. Czyli wyobrażeń kulturowych, realnej sytuacji kobiet w polityce. Dlatego mówienie o łasce w oderwaniu od kontekstu staje się demagogią.

Ale nie ma gwarancji, że parytety naprawią tę sytuację. To wyborcy decydują, kto wchodzi do wielkiej polityki. Czy na przykład kobiety będą chciały głosować na kobiety?

Nie wiem. Sadzę, że to musi być proces, żeby także w polskim społeczeństwie przewartościowały się wyobrażenia o roli płci. Nie od razu to nastąpi. Przypuszczam, że kobiety z powodu jakiejś takiej nieufności, pewnego rodzaju zawiści wcale nie będą chętnie głosowały na kobiety. Może tak być.

I każdy będzie mógł powiedzieć, że przede wszystkim głosuje na najlepszego kandydata. Płeć jest nieważna.

Oczywiście. Tym bardziej że są kobiety, które wyobrażają sobie, że najlepszym kandydatem może być tylko mężczyzna.

Z walką o parytety kojarzą się nam głównie feministki, środowiska lewicowe. Czy kobiety z prawicy też gotowe są o bój o równość na listach wyborczych?

Nie wiem, nie jestem kobietą z prawicy. Nie ma chyba dziś takiej prawicy, która by twierdziła, że kobiety z definicji nie nadają się do polityki. Przypuszczam jednak, że tam wśród aktywnych kobiet dominuje taki pogląd: ja się swojej pozycji dorobiłam bez żadnych przywilejów. Więc jest to możliwe. I to są na swój sposób rozsądne przekonania. Ale raz jeszcze przypomnę: tu chodzi o historyczne zaszłości.

Kobieta polityk, może też kobieta prezydent. Na to jesteśmy gotowi?

Chyba tak. Jeżeli potraktowalibyśmy poważnie te sondaże wyborcze, które dają dobre wyniki Jolancie Kwaśniewskiej, moim zdaniem, z różnych powodów kompletnie się na to stanowisko nienadającej, to Polacy nie mają oporów przed powierzeniem prezydentury kobiecie. Ale sondaże sondażami. Praktyka wyborcza często od nich odbiega.

Przypuśćmy, że kobiet w polityce będzie więcej. Czy wtedy zmieni się jej obraz? Bo jak mówią niektórzy, panie wniosą ze sobą nową jakość, łagodność, większą odpowiedzialność…

Ja pod tym względem jestem bardziej uniwersalistyczna. Uważam, że z natury kobieta i mężczyzna mają takie same predyspozycje. Kobieta może być równie agresywna i niepraktyczna jak mężczyzna. Mężczyzna bywa czasami tak samo praktyczny jak kobieta. Więc nie jest to kwestia płciowa. Ale tu nie chodzi o nową jakość, którą mogłaby wnieść kobieta. Tu chodzi o zwyczajną, demokratyczną równość. Kobiety w sferze publicznej są jakoś dyskryminowane, a na pewno niedostatecznie reprezentowane jako połowa społeczeństwa. To nie jest oczywiście konieczne, żeby kobieta była reprezentowana przez kobietę. Ale są pewne sprawy, które panie rozumieją lepiej. Czyli te związane z życiem rodzinnym, macierzyństwem, funkcjonowaniem kobiety w sferze zawodowej. I stąd ta potrzeba zwyczajnej równowagi.

Teraz też mamy kobiety w polityce. Niektóre są bardzo wyraziste. Czasem tak bardzo, że Polki muszą się za nie wstydzić. Konkretne przykłady każdy potrafi wskazać.

To prawda. Ale parytet, po pierwsze, nie gwarantuje, że wszystkie kobiety z list wyborczych wejdą do parlamentu. Po drugie, fakt, że różne kobiety w naszej polityce bywały i są czasami nieciekawe, być może jest pochodną faktu, że były dobierane na zasadzie kwiatka do kożucha. Wcale nie wybierano ich na zasadzie kompetencji, równego traktowania. Tylko tak: gdzieś się tam doda kobietę, bo ona jest szczególnie gadatliwa, szczególnie emocjonalna i jakąś grupę wyborców przekona. Czyli mówimy o kobietach, które dorwały się do polityki na zasadach specjalnych.

Którą z kobiet polityków podziwia Pani najbardziej?


Trudne pytanie. Spośród aktywnych polityczek, które są w parlamencie czy w rządzie, nie wymienię żadnej, która budziłaby mój podziw i specjalny szacunek. Za to wymienię sporo kobiet, które robią fajne rzeczy, ale aktualnie nie pełnią publicznych funkcji.

Na przykład?

Zacznijmy tak trochę prowokacyjnie i feministycznie. Uważam, że bardzo dobrze swoją robotę robiła Magdalena Środa jako pełnomocnik do spraw równouprawniania. Teraz jest pani Radziszewska, bardzo defensywna i słusznie środowiska kobiece mają pretensje, że ta pani ich nie reprezentuje. Wśród posłanek też były panie niekompromitujące się, na przykład Olga Krzyżanowska. Nie pamiętam, by mówiła coś głupiego. Patrząc na lewicę, mamy Jolantę Szymanek-Deresz. Ale z drugiej strony, jest to raczej mdła postać. Ani nie robi nic złego, ani dobrego. Nie jest specjalnie wyrazista.

Jeżeli spojrzymy na nasze lokalne podwórko?

A jest u nas jakaś kobieta? Żadna nie jest u władzy.

Są panie radne.

Sądząc po emocjach prasowych, jakie wywołują niektóre radne, to są to postacie raczej kontrowersyjne.

Nie wolno też pominąć prof. Barbary Kudryckiej, obecnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Rzeczywiście. Jednak moim zdaniem, pani Barbara Kudrycka nie jest dobrym ministrem. Ale nie dlatego, że jest kobietą. Tylko dlatego, że ma ryzykowne poglądy albo też nie ma wystarczająco samodzielnych poglądów i ulega rozmaitym lobby. Krótko mówiąc, nie ma dostatecznej osobowości. Ale to nie jest kwestia płci. Takich mężczyzn jest na pęczki.

Mamy teraz w Polsce równouprawnienie?

W sensie prawnym możemy powiedzieć, że jest równouprawnienie. W świetle konstytucji wygląda to świetnie. Natomiast w sensie faktów mamy nierównowagę płciową na rynku pracy. Kobiety mniej zarabiają, gorzej awansują. W strefie publicznej wszyscy widzą, ile mamy posłanek, ile jest pań minister, ilu jest panów ministrów.

Wywiad ukazał się w białostockim „Kurierze Porannym”.
Komentarze
Dodaj nowy
glekaktabeton   |10.08.2009 03:14:05
>Myślę, że jedno i drugie. Istnieje w literaturze pojęcie samodyskryminacji
kobiet. Niewątpliwie panie czują się mniej predysponowane do tego typu
działalności, z góry się poddają, z góry uważają, że to nie dla nich. Czyli
kobiety same aktywnie podtrzymują ten stereotyp.

panowie uwazaja, ze maja
wieksza potrzebe uczestniczenia w polityce i dlatego czesciej zakladaja partie
niz panie. Panie uwazaja, ze maja mniejsza potrzebe uczestniczenia w polityce i
dlatego rzadziej w niej uczestnicza. Ale pani profesor zna prawde - wszyscy oni
sie myla i podtrzymuja stereotyp. Pani profesor lepiej zna kobiety niz one same
siebie znaja i wie o kobietach wiecej, niz o nich wiedza mezczyzni. Prawda o
autentycznych potrzebach kobiet i mezczyzn im samym nieznana zostala
najprawdopodobniej pani profesor objawiona w widzeniu mistycznym podczas lesnego
odosobnienia w okolicach Willendorfu, po spozyciu jagód.
nacjonalistka.njn  - Okiem antyfeministki   |10.08.2009 06:04:33
Nie zgadzam się z poglądami tej pani, ale postaram się je uszanować, bo jestem
skrajnie prawicowym intruzem na lewicowej stronie internetowej. ;-)
Thome   |10.08.2009 08:23:55
"Wprawdzie jest to sztuczne (…). Ale żeby przezwyciężyć historyczne
zaszłości i stereotypy, że mężczyźni bardziej nadają się do polityki, trzeba
sztucznie podziałać."

O, i przynajmniej szczerze.

"Istnieje w
literaturze pojęcie samodyskryminacji kobiet".


Seksizm.

"Mężczyźni chętniej się zgodzą z pozycją kobiet jako ozdób
domowych, opiekunek ogniska i tak dalej."

Pomieszanie pojęć i
kwantyfikator "wszyscy".

"Przypuszczam, że kobiety z powodu
jakiejś takiej nieufności, pewnego rodzaju zawiści wcale nie będą chętnie
głosowały na kobiety."

Seksizm nr 2.

Pani Profesor uważa, iż:

"Uważam, że z natury kobieta i mężczyzna mają takie same
predyspozycje."

Zaraz potem dodaje, że:

"Mężczyzna bywa czasami
tak samo praktyczny jak kobieta."

oraz

"To nie jest oczywiście
konieczne, żeby kobieta była reprezentowana przez kobietę. Ale są pewne sprawy,
które panie rozumieją lepiej. Czyli te związane z życiem rodzinnym,
macierzyństwem (…)"

No…….
glekaktabeton   |10.08.2009 10:23:32
"(…)są pewne sprawy, które panie rozumieją lepiej. Czyli te związane z
mieja lepieżyciem rodzinnym, macierzyństwem (&)

ciekawe, czy sa tez pewne
sprawy, ktore panowie rozumieja lepiej.
thomas   |10.08.2009 11:40:02
… u Ciebie z logiką. W zdaniu:

Mężczyźni chętniej się zgodzą z pozycją
kobiet jako ozdób domowych, opiekunek ogniska i tak dalej.

NIE ma żadnego
kwantyfikatora, bo to jest elipsa kwantyfikacyjna. Czyli nie można zarzucać
obecności dużego kwantyfikatora, bo tam nie ma żadnego. I jest oczywiste, że
nikt przy zdrowych zmysłach tam dużego kwantyfikatora nie postawi. Wypowiedź ma
sens przy wstawieniu dwóch małych kwantyfikatorów, jednego małego i jednego
dużego (w tej kolejności - kobiety też nie są skwantyfikowane), a najlepiej
brzmi przy zastosowaniu kwantyfikatora nieklasycznego "większość" i
kwantyfikatora dużego. Można zresztą sprawdzić w badaniach, jaka procentowo, a
współczesna logika sobie z tym dobrze radzi.

Z logiki, Thome, mierny.
Przytaczasz cudze wypowiedzi, ale najwyraźniej o hermeneutyce logicznej to ani
dudu.
krzysia  - parytety i kobiety   |10.08.2009 17:07:17
Prof.M. Kowalska : "żeby przezwyciężyć historyczne zaszłości i stereotypy,
że mężczyźni bardziej nadają się do polityki, trzeba sztucznie podziałać.Dlatego
jestem za parytetami."
W pierwszych zdaniach krótkie, konkretne i
zasadnicze wyjaśnienie.
Tak, po prostu trzeba wreszcie patriarchalne, odwieczne
zwyczaje naszego społeczeństwa zacząć likwidować. I parytety mogą w tym pomóc.

Ale oczywiscie nie jest to sytuacja odpowiadajaca większości mężczyzn i
niektórym kobietom.
glekaktabeton   |10.08.2009 17:43:11
Za jej projektem stoi pewna teoria czlowieka. Zgodnie z nia 97% ludzi na Ziemi
absolutnie i fundamentalnie myli sie co do samej istoty swojej natury. Co do
swojej najbardziej rdzennej częsci. Przy czym ja nieprzypadkowo mowie, ze to
jest dokladnie 97%, bo 3% kazdej populacji stanowia ponoc homoseksualisci, a dla
wyznawcow i wyznawczyn tego projektu samo nawet mgnienie mysli o tym, ze oni tez
mogliby co do tej swojej czesci ktora rozumieja jako najbardziej rdzenna mylic
sie rownie fundamentalnie jak 97% ludzkosci to sama ta mysl jest zbrodnia rowna
wymordowaniu 6 milionow Zydow. Tak wiec 97% ludzi na Ziemi myli sie sadzac, ze
posiadaja plec. Bo plec jest jedynie konstruktem i stereotypem pani profesor to
odkryla. Ona nie jest produktem tej kultury, nie podlega jej stereotypom. Ona
patrzy z gory. Widzi i wie. I teraz nam zrobi dobrze, tak ze sie nawet sami nie
spodziewamy. Ze moze byc tak dobrze. Czy mozna sobie wyobrazic wiekszą butę?
tiphareth  - ble ble ble   |10.08.2009 18:16:28
Od tego gadania o parytetach aż mnie mdli. Zdumiewające, że ani strona
parytetowych apologetów ani przeciwników nie bierze pod uwagę kwestii
podstawowej - wprowadzenie parytetu (albo systemu kwot) nie leży w interesie
żadnej z dwóch prawicowych partii.
Ani Platforma ani PiS nie zrobią nic w
sprawie parytetów. Co najwyżej wywołają je jako problem zastępczy, kiedy nie
będzie czym zagospodarować czasu antenowego w TVN24.
Ku uciesze naiwnych
feministek-koleżanek-Henryki posłanka Mucha pogada trochę o dyskryminowanych
masach kobiet, która aż rwą się na Wiejską, a genialna Nelly powie, że rządzić
powinni starzy mężczyźni. Na tym się skończy.

Kosztem bezsensownego
bajdurzenia o parytecie jest odwrócenie uwagi od poważniejszych problemów -
przemocy domowej, praw reprodukcyjnych, długotrwałego bezrobocia kobiet
wiejskich, nierówności płacowych etc…
krzysia  - wciąż parytety ?   |11.08.2009 03:07:19
O parytetach mówi/pisze się trochę więcej dość krótko - od ok. 1,5 miesiaca (od
KKP ).
Parytety nie są celem samym w sobie, mają służyć właśnie do
rozwiązywania ważnych problemów : przemocy domowej, spraw reprodukcyjnych,
feminizacji biedy itd. Po prostu wiecej kobiet w polityce to większa wrażliwość
i zainteresowanie wymienionymi kwestiami.
A to, ze partie rządzące czy inne,
niespecjalnie sa zainteresowane sprawa parytetu, oczywiscie w żaden sposób nie
przekreśla ważnej roli parytetu w tym naszym zdominowanym przez kulturę
patriarchalna społeczeństwie.
Wręcz przeciwnie, trzeba wciąż o tym mówić/pisać
i dążyć do zmiany.
Thome   |11.08.2009 06:57:18
@ thomas

"Czyli nie można zarzucać obecności dużego kwantyfikatora,
bo tam nie ma żadnego."
Właśnie. Popełniłem nadużycie.


Auć….ostro:) Mierna? W porządku, przyznaję, zapędziłem się w "sugerowaniu
kwantyfikatora" ideologicznie. To niewłaściwe.

"(…) a najlepiej
brzmi przy zastosowaniu kwantyfikatora nieklasycznego większość i
kwantyfikatora dużego".

"Najlepiej brzmi"? :))))) Gorzej niż
ja w zacietrzewieniu.


No właśnie
A jak byś ocenił z logiki Panią
Profesor?
tiphareth  - ad Krzysia   |11.08.2009 09:08:21
1. Tak, o parytetach mówi się od Kongresu Bogatych Kobiet (Głównie) z Warszawy i
przydałoby się zrobić analizę, ile czasu poświęcono na mówienie (w mediach) o
parytecie, a ile w ciągu ostatniego roku o dyskryminacji płacowej chociażby.

Wasz problem polega na pomyleniu słowa parytet ze słowem priorytet.

2.
Parytety są właśnie celem samym w sobie.
Wiara w cudowne moce parytetu jest
tak samo naiwna jak wiara w boga.
Poza tym
- w polskim parlamencie na
przestrzeni ostatnich 20 lat odsetek kobiet wahał się pomiędzy 15% a 25%.
-
najbardziej sfeminizowaną reprezentację parlamentarną w historii miała ulubiona
partia feministek - Liga Polskich Rodzin
- mieliśmy i mamy w Polsce kobietę
premiera, wicepremiera, ministerki, szefową kancelarii prezydenta, kobiety
prezydentów miast etc…
Teraz pytania:
- czy ministrowanie prof. Środy w
jakikolwiek sposób pozytywnie wpłynęło na sytuację kobiet w Polsce?
- czy
premier Suchocka biła się o prawa reprodukcyjne?
- czy minister Gilowska
zrobiła chociaż jeden krok w kierunku poprawy sytuacji ekonomicznej kobiet
wiejskich?
- czy minister Radziszewska robi cokolwiek?

Tak więc proszę nie
wciskać ludziom kitu, że jeśli wprowadzimy parytet, to kobiety będą częściej
wybierane (doświadczenia krajów Europy Zach. pokazują, że różnie z tym bywa),
dalej - proszę nie wciskać kitu o wrażliwych, współczujących kobietach, które
tylko czekają, aby sięgnąć po władzę, bo gdy już to zrobią, to zajmą się
problemami wszystkich. Nie! Zajmą się problemami swojej grupy interesu w sposób
motywowany ideologicznie.
Polityczki pokroju Henryki Bochniarz i Magdaleny
Środy nie uronią nawet kropli atramentu nad ciężkim losem kobiet z nizin
społecznych, bez wykształcenia, pozostającym od lat poza zatrudnieniem.

Agnieszka Graff raczej nie będzie rozwodzić się nad skomplikowanymi relacjami
damsko-męskimi na polskiej wsi.
Parlamentarzystki PiSu i Platformy nie
powiedzą słowa, które mogłoby wkurzyć episkopat.

Kobiety są różne i mają
różne interesy.
Parytet nie jest klamrą spinającą te różności, ale murem, za
którym są istotne problemy polityczne. Murem, zza którego ich nie widać.

Zbudowanie tego muru rękoma lewicowych feministek jest spełnieniem marzeń
kobiet (i mężczyzn) czerpiących korzyści z hegemonii neoliberalizmu.
krzysia  - parytety …   |11.08.2009 11:45:46
ileż emocji budzą parytety, a to przecież zaledwie szansa na zmiany, zaledwie
początek projektowanych zmian…
tiphareth, chyba zaledwie 2 Twoje zdania
uważam za prawdziwe - o parlamentarzystkach PiS-u i PO ( choć nie dotyczy to
wszystkich posłanek PO) oraz, że " Kobiety są różne i mają różne
interesy."
Tylko to, ze są różnorodne nie powoduje, iż nie dostrzegają
pewnych swoich wspólnych spraw i problemów. Właśnie ów Kongres Kobiet Polskich
sformułował ponad 100 istotnych postulatów dotyczących kobiet.
Wymieniasz kilka
funkcji, które w naszym państwie pełniły kobiety - jaki to procent ??? - 1, 2, 3
???
A spróbuj wymienić wszystkie stanowiska państwowe, które zajmują i
zajmowali mężczyźni … jak wygląda to porównanie ? - to jest chyba oczywiste,
po co więc przywoływać te kilka nazwisk kobiet ?
Są oczywiscie kobiety
"kumpelki" mężczyzn, które zawsze będą stać po ich stronie, wiele już
powiedziano i napisano ostatnio o tym ‘syndromie kumpelek facetów’, zostawiam
ten temat.
Ależ to porównanie parytetu do ‘muru’ zupełnie nietrafione :) , jest
to raczej wyrwa w tym murze odwiecznego patriarchalizmu i próba rozpoczęcia
czegoś nowego, sprawiedliwszego i potrzebnego wszystkim.
thomas   |11.08.2009 12:59:54
@Thome:

Wypowiedzi prof. Kowalskiej układają się w spójną całość, nie
widzę ani jednego uchybienia formalno-logicznego. Można im co najwyżej zarzuć
zbytnią zawiłość, bo prosty internauta najwyraźniej nie rozumie ich dosyć
skomplikowanej struktury.
Thome   |12.08.2009 02:33:31
"Kobieta może być równie agresywna i niepraktyczna jak mężczyzna. Mężczyzna
bywa czasami tak samo praktyczny jak kobieta. Więc nie jest to kwestia
płciowa."

Tak, to dosyć skomplikowana struktura.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93079 Seconds