|
Jasiek Smoleński: Dlaczego zdecydowały się panie przyjechać do Warszawy?
Jolanta Konieczny, żona jednego z górników strajkujących w „Budryku”: Chciałyśmy porozmawiać z premierem Pawlakiem, zapytać go, czy coś zamierza zrobić w sprawie „Budryka”. Liczyłyśmy, że się uda. Zawiodłyśmy się, premier odmówił nam. Ale wracałyśmy zadowolone, została podjęta decyzja o wznowieniu rozmów przy współudziale wojewody.
Negocjacje zostały zerwane.
- Niestety. Ale gdy jechałyśmy na Śląsk nie mogłyśmy o tym wiedzieć. Liczyłyśmy, że zakończą się porozumieniem.
Gdy panie czekały na spotkanie z premierem Pawlakiem w Centrum „Dialog”, premier zaapelował do waszych mężów, by nie kryli się za waszymi plecami. Jak panie to odebrały?
- Byłyśmy oburzone! Nasi mężowie nie chowają się za nami, to nie oni nas wysłali do Warszawy. Decyzja o wyjeździe zapadła spontanicznie. Spotkałyśmy się jak co dzień o godzinie 17 przed bramą kopalni i zdecydowałyśmy, że jedziemy.
Też jesteśmy zdesperowane, chcemy mieć mężów przy sobie, spędzać z nimi popołudnia. Chcemy by mogli zobaczyć się z dziećmi, przecież one też tęsknią.
Premier chce zrobić z nas stronę sporu, ale my przyjechałyśmy bez żądań ani postulatów.
Premier Pawlak powiedział też, że zostałyście zmanipulowane przez „Sierpień ‘80”.
- To nieprawda. Panowie z „Sierpnia” nie zostali wpuszczeni na spotkanie z przedstawicielem Ministerstwa Gospodarki. Powtarzam, my przyjechałyśmy bez postulatów ani żądań, więc o żadnej manipulacji nie może być mowy.
Spotkały się panie z Marią Kaczyńską. W jakiej atmosferze przebiegało spotkanie?
- Osobiście na nim nie byłam, ale słyszałam, że atmosfera była miła. Pani prezydentowa nie miała wiele czasu, ale powiedziała, że nas rozumie, obiecała też porozmawiać ze swoim mężem. Niestety nie było do tej pory żadnego odzewu.
Dlaczego zdecydowały się panie na powrót do domu?
- Po pierwsze chodziło nam o to by doszło do rozmów, a wojewoda poinformował o zwołaniu negocjacji. Chciałyśmy też zobaczyć się z premierm Pawlakiem, ale gdy powiedział, że niepotrzebnie przyjechałyśmy, to straciłyśmy nadzieję na spotkanie.
Po drugie, wiele z nas to kobiety pracujące, cząść ma też małe dzieci. Było więc wiele powodów do powrotu.
Jaka była atmosfera, gdy wróciłyście z Warszawy? Co na to wasi mężowie i znajomi?
- Mężowie przygotowali nas brawami i kwiatami, wręczyli podziękowania na piśmie. To było bardzo wzruszające. Znajomi nas wspierali. Część nie wierzyła, że zdecydowałyśmy się na ten wyjazd. Do domu przyjechałyśmy z nadzieją, że rozmowy przy współudziale wojewody zakończą strajk.
Bywa pani regularnie w kopalni. Jak wygląda sytuacja?
- Teraz 27 górników głoduje, 150 strajkuje 700 metrów pod ziemią. Ale ilość głodujących szybko się zmienia. Górnicy są zdesperowani, będą strajkować do skutku.
Czy planują panie dalsze angażowanie się w spór górników z Jastrzębską Spółką Węglową?
- Nie wiem, czy można to nazwać angażowaniem się. Chcemy po prostu, żeby strony wróciły do rozmów, by górnicy mogli wrócić do pracy. Mamy nadzieję, że tak się stanie. Mamy nadzieję, że JSW zaprosi górników do rozmów. Kopalnia traci przecież też na tym strajku, górnicy zadeklarowali, że odpracują straty.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...