NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Klata: Rozmawiajmy z Sienkiewiczem Drukuj
Z Janem Klatą, reżyserem Trylogii w Starym Teatrze w Krakowie, rozmawia Jacek Cieślak   
20.02.2009

RZ: Tylko niech pan nie mówi, że nie zaczytywał się pan Trylogią w dzieciństwie, niech pan nie mówi, że od urodzenia myślał pan jak Gombrowicz, że Sienkiewicz to pierwszorzędny pisarz drugorzędny, uosobienie ciemnogrodu i antysemita!


Jan Klata:
A czy ja tak mówię? Jako chłopiec zaczytywałem się Trylogią, a chłopięctwo jest ważną kategorią wiekową dla czytelników Sienkiewicza. Gdybym go poznał w starszym wieku, albo był dziewczynką, pewnie byłoby inaczej. Ale to się nie zdarzyło. Pamiętam, że Sienkiewicz cieszył się w moim rodzinnym domu wielką estymą. Ważna jest też relacja pomiędzy książkami a popkulturowymi zapożyczeniami z niego. Mam na myśli ekranizacje Jerzego Hoffmana, przede wszystkim „Potop”. Telewizja Polska nadawała go nieprawdopodobnie często, a zawsze było to wydarzenie i odchodziło się od świątecznego stołu. Dziś mogę powiedzieć, że byłem wielbicielem powieści o kresowych Indianach. Zauważam cienie w tej powieści, naszą historię podwodną – relacje wobec kobiet, sąsiadów, mniejszości narodowych i religijnych, spraw wiary, państwa, władzy, pracy.



I dlatego wziął pan na warsztat Trylogię?



Najważniejsza była fascynacja fundamentem polskości, ciągle żywym. Trylogia stała się mitem, którego bohaterowie żyją w naszej zbiorowej świadomości od ponad 100 lat. Dlatego nie możemy odczytywać cyklu tylko w kontekście tego, co Sienkiewicz napisał. Nawet w Starym Teatrze jest sporo osób, które Trylogii nie czytały, ale filmy, kreacje Daniela Olbrychskiego i Tadeusza Łomnickiego każdy widział. Miały wpływ na nasze myślenie o historii, poglądy polityczne, wrażliwość społeczną i estetyczną. Kiedy mówimy o tym popkulturowym doładowaniu Sienkiewicza, trzeba wspomnieć o trójkowym cyklu „Rycerzy trzech” Andrzeja Waligórskiego.



Przyjrzeć się naszym wadom poprzez Trylogię chciał Krzysztof Materna, ale jego spektakl ostatecznie nie powstał.



Można powiedzieć, że w sprawie Sienkiewicza zaczęło dominować podejście skrajnie satyryczne. Ale sam pomysł wydobycia z Trylogii tego, co negatywne, ciemne – do niczego nie prowadzi. Po cyklu Waligórskiego to jest wyważanie otwartych drzwi. Na Trylogię trzeba spojrzeć poważnie, bo jest w naszej historii cyklem bez precedensu. O nagrodzie Nobla dla Sienkiewicza się mówi, że była tylko za „Quo vadis”, tymczasem to karygodne przekłamanie – otrzymał ją za całokształt, a więc również za Trylogię. Nagrodę Nobla! Naród w podziękowaniu podarował mu dworek w Oblęgorku. Bo też odbiór powieści powstającej w latach 80. XIX wieku, jak telenowela w odcinkach z tygodnia na tydzień, drukowanych na łamach warszawskiego „Słowa” i krakowskiego „Czasu”, to osobny fenomen. Ludzie gromadzili się na stacjach kolejowych w oczekiwaniu na kolejny fragment, który był czytany publicznie na głos. Dziś fakt, że powieść powstawała na gorąco, pokazuje prawdziwy stan świadomości Sienkiewicza, a tym samym pozwala zobaczyć podszewkę polskiej rzeczywistości.



Tłumaczył pan już wielokrotnie naszą narodową klasykę na język współczesności. Ostatnio Wiktor Rubin, wystawiając „Lalkę”, zbulwersował niektórych, dopisując współczesnemu Wokulskiemu zdanie skierowane do Rzeckiego: „Sp…. z tym swoim pamiętnikiem! ”. Możemy się spodziewać podobnych dialogów między Kmicicem i Zagłobą?



Każdy – kto tego oczekuje – zawiedzie się. Dokonaliśmy z Sebastianem Majewskim adaptacji, ale nie zmieniliśmy w tekście Sienkiewicza ani jednego wyrazu. Również dlatego, że jego język budzi mój głęboki podziw, choć, jak wiadomo, stworzył odmianę XVII-wiecznej polszczyzny i nie trzymał się realiów. Podobnie jak Karol May, który pisał o Indianach w więzieniu, nigdy nie będąc w Ameryce.



Sienkiewicz żył również w niewoli, tyle że rosyjskiej.



Dlatego wybrał sobie epokę, która doskonale nadawała się na stworzenie mitu szlacheckiego, rycerskiego – czas zachodzącego słońca Rzeczypospolitej, ostatnich zwycięstw w wykonaniu Jana III Sobieskiego, który u Sienkiewicza spóźnił się z odsieczą dla Michała Wołodyjowskiego. Zdążył na pogrzeb, co podkreślało dramatyzm sytuacji.



To jaka jest ta pana podszewka Trylogii?



Musimy mówić o Sienkiewiczowskim micie, ponieważ wiek XVII tak jak go Sienkiewicz opisuje nie wyglądał. Polska nie była wyłącznie szlachecka, homogeniczna narodowościowo i religijnie, co zresztą wykorzystali komuniści pod koniec lat 60., zgadzając się na ekranizację „Pana Wołodyjowskiego” i „Potopu”, a nie dając zgody na „Ogniem i mieczem”, gdzie pojawiał się problem Ukrainy, podówczas w ZSSR. Prawda o Rzeczypospolitej jest taka, że była wielonarodowościowa, wieloreligijna i na tym opierała się jej wyjątkowość w Europie, siła, bogactwo. Tymczasem Sienkiewicz przykrawa ją do standardów końca XIX wieku, kiedy tworzyło się nowe pojęcie narodów, jednorodnych, zamkniętych. Pisze o pobożnej szlachcie, legionach Maryi.



A Ketling?



Co prawda Szkot, a jednak naszą wiarę przyjmuje. O Radziwille mówi się kalwin. Wiadomo, zdrajca.



Ale nie malujmy biało-czarnych obrazków: innowiercy szukali poparcia u ościennych państw, które wykorzystywały to do interwencji aż do rozbiorów. Wiek XVII to czas, kiedy religia była instrumentem w wielu wojnach na kontynencie.



Tak, ale co pisze Sienkiewicz o Radziwille? Że kalwin – źle, ale już to, że Żydków trzyma z daleka od miasta, liczy mu się na plus. Przejawów antysemityzmu jest sporo. Po pierwszej potyczce ze Szwedami Zagłoba ciągnie za pejsy Żyda, by przetłumaczył jeńcowi, co trzeba. Okrzyk Zagłoby „Żydzie, parchu, chleba z pajęczyną” po pojedynku z Bohunem nie należy do najsympatyczniejszych. Z pogardą traktowani są też chłopi, służba. I kobiety. Mężczyźni dostają je w nagrodę za zasługi dla ojczyzny. Dopóki niczego dla Polski nie wywalczą – ukochanej mieć nie będą!



Co w tym dziwnego, że kobiety chcą tylko prawdziwych mężczyzn, bohaterów?



Nic, ale ujęcie jest mocno grottgerowskie. Kobieta wiernie czeka, a nawet jest w stanie urodzić pogrobowca, byle tylko ukochany zasłużył się dla ojczyzny, wyprawił się sam albo z kilkudziesięcioma towarzyszami broni na Wielką Ordę!



Basieńka jest feministką w tym rycerskim stanie?



Sama Tatarzyna guldynką w trzcinach zwaliła i tym ujęła mężczyzn. Ale proszę zwrócić uwagę, ile razy Wołodyjowski uderzał w koperczaki do różnych pań, zanim dostał nagrodę w postaci Basieńki? Kmicic poślubia Oleńkę dopiero po uratowaniu Częstochowy i innych wiktoriach.



Wcześniej był rozrabiaką. Najechał Billewiczów i spalił. Oleńka go kochała, ale kogoś takiego za męża wziąć nie mogła. Zwłaszcza kiedy przeszedł na stronę Radziwiłła i Szwedów.



Tu dochodzimy do sedna Sienkiewiczowskiego mitu – Polski jako permanentnie oblężonej chrześcijańskiej twierdzy, przedmurza chrześcijaństwa. Punktami zwrotnymi każdej części cyklu są oblężenia – Zbaraża, Częstochowy, Kamieńca.



I dziś często przeżywamy oblężenie Częstochowy!



Zwłaszcza w piłce nożnej, a co ciekawe, niezmiennie oblegają nas Niemcy. Podczas szwedzkiego potopu też tak było. To właśnie niemieccy jurgieltnicy, a nie Szwedzi, szturmowali Częstochowę, ale ojciec Kordecki bez kompleksów się z nimi dogadał i oblężenie trwało krótko.



Kordecki był pozytywistą czy kolaborantem?



Zaproponował pracę organiczną, negocjował. Taka była polska rzeczywistość. Tymczasem Sienkiewicz stworzył mit bezkompromisowych rycerzy.



Zbyt wiele było przykładów zdrady, którą również pokazał.



To prawda. Ale skoncentrował się głównie na przedstawieniu zawsze samotnej walki Polaków przeciwko całemu światu. Nie chcę brukać tego, co jest związane z zanikającą postawą poświęcenia życia w imię wyższych idei, ale i tym razem między polską historię a Sienkiewiczowski mit wkrada się znacząca dwuznaczność. Zastanówmy się nad samobójczą ofiarą Wołodyjowskiego i Ketlinga.



To było dla mnie zawsze bez sensu. Mogli dalej walczyć. Ale złożyli śluby, żeby przeciwstawić się planowi poddania Kamieńca, zdradzie. Zrobili z siebie zakładników, żywe tarcze.



Paradoks polega na tym, że Wołodyjowski, walcząc nomen omen z islamem, zachował się jak islamski fanatyk. Był bardziej fanatyczny niż Turcy atakujący Kamień Podolski w imię proroka. Tak sportretował go Sienkiewicz, a dla mnie irytujące jest to, że podobne zdarzenie w historii nigdy nie miało miejsca. To powtórka sytuacji z Ordonem z wiersza Słowackiego, który w rzeczywistości również się nie wysadził.



Skąd się wziął Wołodyjowski?



Jego pierwowzór był nieudacznikiem. Dowodząc obroną Kamieńca, poddał go, co zdarzyło się jedyny raz w historii twierdzy. Wynegocjowano porozumienia na bardzo dobrych warunkach. Wojsko miało opuścić zamek, ludność cywilna dostała gwarancję, że nie dojdzie do gwałtów. Tymczasem, kiedy do Kamieńca przyjechał wysoki dostojnik z Porty Otomańskiej, doszło do wybuchu. Turcy pomyśleli, że to zamach i mało nie doszło do rzezi, bo poczuli się wystawieni do wiatru. Uznali, że doszło…., przekładając na język współczesności, do terrorystycznego zamachu na ich ministra.



Co ma z tym wspólnego Wołodyjowski?


Najprawdopodobniej zaplątał się gdzieś i zginął przypadkowo. Sienkiewicz przerobił historię, z nieudacznika stworzył wzór do naśladowania. Zbudował mit. Iluż konspiratorów, ile oddziałów nosiło w czasie II wojny światowej pseudonimy i nazwy zainspirowane Trylogią? Ilu było Zagłobów, Kmiciców, Wołodyjowskich, Skrzetuskich? Jako chłopak z warszawskiego Liceum Batorego niechętnie myślę o tym, że bohaterowie „Kamieni na szaniec” to samobójcy. Ale dla wielu pójście do powstania na pewno miało wymiar bycia kamikadze. Boskim wiatrem.



Jak pan myśli, czy we współczesnych rozmowach o patriotyzmie musimy popadać w skrajności: wybierać między Sienkiewiczem a Gombrowiczem, stroić się w kostium ofiar, być kamieniami rzucanymi na szaniec albo wyśmiewać takie postawy w imię nowoczesnej Europy? Jest coś jeszcze pośrodku?



Norwid. Niestety, kompletnie zbrukany w PRL, bo lubił go towarzysz Kliszko. Dlatego później, w czasach Gierka „Ojczyzna była wielkim zbiorowym obowiązkiem”, co na wiele lat przestało cokolwiek znaczyć. Z wielkiej mądrości zrobiono kpinę. Generalnie nie mamy wielkiej narracji. Jest Sienkiewicz. Dlatego trzeba z nim rozmawiać. Dlatego nie chcę niczego z założenia wyśmiewać. Też wolę się zastanowić, jak powinien wyglądać patriotyzm XXI wieku. Ale nigdy nie zgodzę się z Rymkiewiczem, który upatruje fundamentu współczesnej Polski w rzezi powstania warszawskiego. Miazmaty rzezi mnie nie podniecają. A źródła jego fascynacji zauważam właśnie u Sienkiewicza, który epatuje wręcz pornografią przemocy. Z lubością opisuje, jak kto kogo zarzezał, jak rozpłatał twarz aż do szczęki, którędy wchodził pal w odbyt Azji i że z początku sprawił mu rozkosz. To jest rodzaj okrucieństwa, jaki można spotkać tylko w najbrutalniejszych grach komputerowych i internetowych „Snuff movies” pokazujących autentyczne morderstwa lub sceny egzekucji.



Biczuje się pan w sprawie Trylogii, tymczasem nasi sąsiedzi używają kina jako narzędzia polityki historycznej. Rosjanie nakręcili „1612”, Niemcy podtrzymują przekonanie, że byli ofiarami barbarzyńskich alianckich nalotów, kręcą nawet komedie o Hitlerze.



Wcale się nie biczuję. Sienkiewicz do mnie też przemówił. Wcale nie noszę indiańskiego lub punkowego irokeza, tylko polską fryzurę kresową. Ale nie wszyscy dostrzegają w Sienkiewiczu pozytywy. Przed aktorami Starego musiałem go bronić. Niektórzy z nich uważają Trylogię” za powieść endecką, szkodliwą, miazmat, który trzeba wykorzeniać z naszej tradycji. Dyskutujmy. Przyjrzyjmy się Sienkiewiczowi jeszcze raz.



Kiedy porównamy powieści Sienkiewicza z Aleksandra Dumasa, możemy podziwiać honorowe i przyjacielskie relacje polskich rycerzy, gdy w postawach D’Artagnana, Portosa, Aramisa i Atosa narasta cynizm. Przeraża nas jeszcze bardziej w działaniach Richelieu i Mazarina. Jednak państwo funkcjonuje. W Trylogii jest fantomem, widmem. Polacy muszą się organizować sami. Dziś też oburzamy się pragmatyzmem obcych rządów, a często możemy zapytać, co robi nasz?



Nie idealizowałbym przesadnie bohaterów Sienkiewicza. Kmicic jest dzielny, sprytny, ale mało inteligentny. To narwaniec, kierowany instynktem życiowym. Co mówi Zagłoba do pana Michała? Gdybyś tak głową robił jak szablą, to byśmy dawno ze Szwedami skończyli. Polscy królowie na pewno byli fatalnymi władcami. Jan Kazimierz czy Korybut Wiśniowiecki to tragedia. Mówiąc językiem współczesnym, nie wiadomo, gdzie był rząd. Gdzieś zaginął albo nie był sprawny. Dlatego znamienny u Sienkiewicza jest syndrom sieroctwa. Wszyscy są sierotami. Przecież Kmicic poszukuje ojca. Najpierw jest nim Radziwiłł, potem Kordecki. Przyjrzyjmy się innej sprawie. Panował raczej specyficzny etos pracy. Czym się wszyscy zajmują? Rzeziami, paleniem wsi, partyzantką. W końcu wszystkich Matka Boska ratuje. W 1920 r. mieliśmy Cud nad Wisłą. Dziś również jest o nim mowa.



Wielu Polaków się cieszy, że weszliśmy do NATO i Unii Europejskiej, bo nie wiadomo, co by z nami było.



I się modli, żeby brukselska biurokracja zrobiła u nas porządek, a Niemcy zbudowali autostrady. Może to jedyne wyjście.



Zaczął pan od spektakli o polskim obliczu kapitalizmu. Co nas czeka w czasach, gdy za euro trzeba będzie płacić więcej niż 5 złotych?



O tym byli „Szewcy u bram”, których większość krytyki odczytała wyłącznie jako spóźnioną satyrę na PiS. Tymczasem Sajetan Tempe ostrzegał, że musimy się przygotować na to, co się zdarzy z naszym turbokapitalizmem. Jaka była reakcja? Pukano się w głowę, mówiono, że to antykapitalistyczna brednia, a nasza gospodarka ma stabilne fundamenty. Cieszono się po wyborach wygranych przez PO, że kończy się wiek ideologii i zaczyna epoka konsumpcji. No i okazało się, że król jest nagi, a my nie wiemy, co mamy robić. Ale kryzysy są potrzebne. W Polsce miał się ziścić amerykański sen na kredyt, a dla mnie to konsumpcjonistyczny koszmar. Nie interesuje mnie społeczeństwo, w którym od piątego roku życia konstruuje się hierarchię społeczną wedle tego, czy tata jest bogaty i czym przywozi dziecko do szkoły. Nie przeraża mnie, że ktoś straci miejsce w zarządzie i służbową limuzynę, tylko czy utrzyma rodzinę. Kiedy opadnie mgła reklam, promocji i wszechobecnego marketingu, zobaczymy, gdzie jesteśmy. Nie stać cię na land rovera? Jeździj rowerem! Powietrze będzie czystsze. Ci, którzy cierpią z powodu utraty zbędnych przywilejów, powinni wziąć sobie do serca obietnicę Niny Terientiew, że oglądając Polsat, w ogóle nie da się odczuć kryzysu. Niech im Lech Janerka zaśpiewa: „Jest jak w niebie, pieniądze tracą sens!”.

{youtube}jGVdlLNWExw{/youtube}

 — 
Jan Klata, ur. 1973, reżyser teatralny i dramaturg. Pierwszą sztukę („Słoń zielony”) opublikował w wieku 12 lat. Studiował w PWST w Warszawie i Krakowie, gdzie pracował z Krystianem Lupą, Jerzym Grzegorzewskim i Jerzym Jarockim. Najbardziej znane jego spektakle to własny „Uśmiech grejpfruta” (2003), „… córka Fizdejki” wg Witkacego (2004), „Fantasy” według Słowackiego (2005). „Szewcy u bram” według Witkacego (2007). „Sprawa Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej (2008).

Wywiad ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 21 lutego 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
Dokurobei  - słowacki o ordonie?   |21.02.2009 04:10:49
Nie chciałbym być drobiazgowy, ale zdaje się, że wiersz (dość znany) o
wysadzającym się Ordonie napisał raczej Adam Mickiewicz. Wiersz nosi tytuł
"Reduta Ordona" czy jakoś tak ;)
borsuk44  - Głos w sprawie patriotyzmu   |23.02.2009 14:43:52
Jestem potomkiem Wilnian i ze strony Matki i ze strony Ojca. Piszę Wilnian bo
bardzo trudno byłoby mi napisać i określić moją przynależność narodową.
Urodziłem się w Polsce i wychowany zostałem w kulturze Polskiej w Polsce ale
mam świadomość, że moimi przodkami byli też Litwini (pradziadek, rdzenny Litwin)
i Rosjanie. W rodzinie byli patrioci każdej z tych narodowości, może nawet
nacjonaliści.
Wiem, ze pradziadek nie chciał nawet mówić po Polsku bo to był
język panów. W okresie międzywojennym rodzinę dzieliła wroga granica, symbolem
może być to, że dzieliła ona nasz majątek w okolicach Trok. Mój ojciec z kolei
walczył w szeregach AK okręgu Wileńskiego. Po wojnie większość rodziny
wylądowała na zesłaniu, nie wszyscy wrócili. Min. jedna moja ciotka, żona
przedwojennego oficera policji Litewskiej. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Żeby
pokazać poplątane kresowe losy, podobne do wielu zamieszkujących nasze ziemie,
właśnie, nasze ziemie.
Bezpośrednio zainspirował mnie do napisania tego tekstu
pobyt w Wilnie drugiego maja na święcie które było świętem Polaków (tzn.
Święcie Flagi). Były festyny, było kolorowo, narodowo, podniośle. Rozmawiałem z
wieloma osobami i ten dzień dał mi powód do głębokich przemyśleń. Dlaczego o
tym pisze w kontekście Wilna i dnia polskiego?, bo to był właśnie najlepszy
moment żeby zobaczyć jak na dłoni różne patriotyzmy, różne postawy.
Festyn był
prawie rok po tym jak polscy kibice piłkarscy a raczej trzeba powiedzieć kibole
pokazali na co ich stać, zapewne w geście swoiście rozumianej przynależności
plemiennej, którą oni uważali za patriotyzm.
Drugiego maja Polacy
zademonstrowali, że są na tej ziemi, że stanowią siłę. Byłem obserwatorem bądź
co bądź z zewnątrz i po uważnym wsłuchaniu się we wszystkie głosy i komentarze
mogę określić jak to było odbierane. Polacy cieszyli się bo pokazali swoją siłę,
Litwini byli zaniepokojeni bo odebrali to właśnie jako pokaz siły, Rosjanie w
skrytości ducha cieszyli się bo ktoś utarł nosa Litwinom.

Wszystko pięknie
tylko, że tak rodzą się nacjonalizmy, tak zaczynało się w Serbii, Chorwacji,
Czarnogórze. Tam obudził się demon nacjonalizmu, tutaj mam nadzieję śpi głęboko,
ale? Ale jak pokazała historia najnowsza obudzić go jest strasznie
łatwo.

Wilno jest miastem kilku narodów i każdy z nich ma jakieś do niego
prawo, choćby przez miejsce urodzenia. To jest gorzej niż z małżeństwem, w
związku dwojga ludzi zawsze ostatecznym wyjściem jest rozwód, tu podobne
rozwiązanie nie wchodzi w rachubę. Więc pozostaje albo lepiej lub gorzej
maskowana wrogość albo współistnienie. Nie ma możliwości pokojowego
współistnienia bez współpracy, szacunku, to są warunki konieczne do tego żeby
żyć razem. Mamy wzajemne rachunki krzywd prawdziwych i nie prawdziwych,
większych i mniejszych, jednak ich wyciąganie nic nie da bo nie da się takich
rachunków zamknąć. Jedyne co można zrobić to odciąć je grubą linią i patrzeć w
przyszłość a nie w przeszłość, bo tylko to daje szansę na rozwój, tylko taka
postawa nie będzie jego hamulcem.

Jesteśmy teraz razem we wspólnej Europie,
czas pomyśleć o takim patriotyzmie, który będzie odpowiadał nowym czasom. Niech
to będzie duma z bycia mieszkańcem Wilna, Łodzi, Wrocławia, duma z tego, że moje
miejsce na ziemi rozwija się, pięknieje a ludziom żyje się lepiej. Duma ze
wspólnych osiągnięć. Zakopmy głęboko dawne urazy i uprzedzenia bo ich
pielęgnowanie niczego dobrego nie przyniesie. Pokażmy Europie jak może wyglądać
europejska stolica kultury, wnieśmy do tej Europy wartość dodaną, pokażmy jak
żyć razem różniąc się i jednocześnie współpracując ze sobą.

Warto zastanowić
się czym jest patriotyzm i jaki on powinien być w XXI wieku. Zaraz zakrzykną tu
ze zgrozą zgodnym chórem patrioci w tradycyjnym tego słowa znaczeniu z trzech
narodów. Przecież oni wiedzą czym jest patriotyzm, to jest to co wyssaliśmy z
mlekiem matki, to jest coś wielkiego i niezmiennego. Czy aby na pewno?, czy
musimy sztywno trzymać się reguł ustanowionych wiele lat temu w innej
rzeczywistości?

Najpierw jednak napiszę o genezie patriotyzmu, a raczej
zachowań grupowych, oczywiście moim zdaniem a jestem z wykształcenia i biologiem
i filozofem. Może to się komuś nie podobać ale uważam, że nasze zachowania
grupowe określają geny a raczej to co utrwaliło się w nich w toku ewolucji. I
tutaj nie ma co odwoływać się do wielkich filozofów, czy socjologów. Dane
płynące z nauk biologicznych są nieubłagane. Wywodzimy się ze świata zwierząt i
nasze zachowania były nagradzane przetrwaniem. Walka o byt wymuszała podział
świata na swoich i wrogów. Ci pierwsi to byli ci którzy nas otaczali, których
znaliśmy, ci drudzy to wszyscy obcy, pozostali, którzy mogli być potencjalnie
zagrożeniem. Trzeba przy tym pamiętać, że 200 tys lat temu nasi
pra,pra,pradziadowie byli wszyscy czarni i podobni do australijskich aborygenów
a 40  50 tys lat w górach Kaukazu powstała rasa jasnoskórych ludzi z której
teraz wywodzą się dumni Polacy, Litwini, Rosjanie, Żydzi czy Niemcy. Tak to
widać okiem naukowca i trzeba podkreślić, że ta koncepcja jest bardzo mocno
udokumentowana. Wystarczy spojrzeć na stadion piłkarski w czasie meczu, żeby
ujrzeć zgraję małpiszonów ( no może nie wszyscy ale pewna część wraca do swoich
korzeni). J

Oczywiście upraszczam tutaj temat straszliwie, ale chodzi mi o
zasygnalizowanie, że potrzeba przynależności grupowej jest tak samo stara
ewolucyjnie jak inne popędy.

Zapewne idąc tym torem myślenia filozof Tomasz
Żuradzki w którymś numerze gazety wyborczej napisał:

Patriotyzm nie ma
żadnego uzasadnienia moralnego - jest zbędnym reliktem przeszłości,
pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne wiodły wojny o terytorium, żywność
i kobiety.

Powiedzmy wprost: fascynacja militariami to smutny relikt naszej
ewolucji i przeszłości plemiennej. Krwawe porachunki między grupami
konkurującymi o terytorium, żywność i kobiety nie są typowe wyłącznie dla homo
sapiens - większość naczelnych jest równie brutalna jak ludzie, a przemoc
stosuje przede wszystkim wobec członków innych grup. To właśnie po małpach
odziedziczyliśmy te cechy, które owocują tak dziś gloryfikowanym przez prawicę
egoizmem plemiennym czy narodowym.

Powinienem mu przyklasnąć bo przecież
potwierdza to co napisałem powyżej. Tylko, że jest to jedna strona medalu. To
tak jakby napisać, że miłość nie istnieje a tylko ze strony mężczyzn jest żądza
a ze strony kobiet wyrachowanie żeby złapać samca który pomoże wychować
potomstwo.

Jesteśmy na tym świecie fenomenem bo mamy dwoistą naturę; z jednej
strony dziedziczymy cały bagaż po naszych zwierzęcych przodkach, cały bagaż
naszej ewolucji z drugiej strony w odróżnieniu od zwierząt mamy świadomość swego
istnienia i co najważniejsze kreujemy świat myśli, idei i wartości.

W naszym
święcie istnieje miłość, która jest nadbudową do zwierzęcych instynktów i
istnieje patriotyzm, który jest racjonalizacją naszych potrzeb życia w grupach.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że miłość matki do dziecka to tylko
instynkt. Jak wszystkie rzeczy na Ziemi nie są one niezmienne i nie mają stale
takiej samej wartości, stale ewoluują i dostosowują się do rzeczywistości. Inna
była miłość w starożytności, inna w średniowieczu a inna jest teraz. Może być
miłość mądra, twórcza a może być też zaborcza i destrukcyjna. Tak samo
patriotyzm, co innego znaczył dla rzymian co innego dla poddanych Mieszka, co
innego dla żołnierzy walczących w czasie II wojny światowej. Pamiętajmy, że
państwa takie jakie istnieją dzisiaj wykształciły się nie więcej niż trzysta lat
temu. Przedtem nie było patriotyzmu państwowego w naszym rozumieniu tego
słowa.

Ale wracam do swojego pytania, wobec tego czym jest patriotyzm? Czy
jest poczuciem dumy z języka, flagi, tradycji, osiągnięć naukowców, czy
sportowców? Czy jest wywyższaniem swoich za wszelką cenę, deprecjonowaniem
innych, poczuciem wyższości, brakiem krytyki własnych błędów, ba
niedopuszczeniem do świadomości możliwości popełniania błędów? Czym patriotyzm
różni się od nacjonalizmu, od opisywanego powyżej plemiennego widzenia
świata?

Czy rację mają ci którzy twierdzą, że nacjonalizm jest najgroźniejszą
chorobą bo przyczynił się do śmierci większej liczby ludzi niż wszystkie inne
choroby razem wzięte?

Czym wobec tego powinien być patriotyzm XXI wieku?
Znany współczesny filozof, przedstawiciel nurtu ekologicznego Singer
napisał:

Żyjemy w świecie, w którym mamy tylko jedną atmosferę, jedną
ekonomię, jedno prawo i stanowimy jedną wspólnotę.

Czyż nie jest to podobne
do przesłania jakie dał nam przed ponad dwu tysiącami lat pewien Żyd - wszyscy
jesteśmy braćmi. Nie zawężał On tego przesłania w żaden sposób, nie mówił, że
braćmi są ci co mówią w tym samym jeżyku, mieszkają na tej samej ziemi, czy
wierzą w ten sam sposób. Dał On absolutnie jasną wykładnie, wszyscy jesteśmy
braćmi, ci co próbują majstrować przy tym przesłaniu zaprzeczają Jego nauce,
koniec kropka.

Wracam do Wilna, wspólną Europę widać słychać i czuć. Jechałem
z Polski fantastycznym krajobrazowo skrótem przez Berżniki i Kapciamiestis.
Drogi prawie nie ma, żadnej kontroli a widoki zapierające dech w piersiach. W
Wilnie masy turystów, słychać cała wieżę Babel języków. Czy jednak w naszych
sercach też zniknęły szlabany graniczne? Bardzo wątpię.

Dlatego wzywam,
usiądźmy razem i zastanówmy się jak chcemy dalej żyć, popatrzmy za próg swojego
domu, przecież tam za progiem żyją inni ludzie, spójrzmy na nich tak jak kazał
nam nasz wielki Nauczyciel, to są nasi bracia, jeżeli oni też tak spojrzą na nas
to nie trzeba będzie budować murów wokół naszych domów i tych prawdziwych i tych
w naszych sercach. Na początku było słowo wymyślmy więc nasz mały świat w
którym chcielibyśmy żyć i zacznijmy go budować. Czy to się uda?, nie wiem wiele
zależy od tych, którzy teraz oficjalnie deklarują przyjaźń i braterstwo ale w
sercu noszą urazy. Można zacytować komedię Sami swoi sąd sądem ale
sprawiedliwość musi być po naszej stronie powiedział bohater tego filmu biorąc
granaty od swojej żony, kiedy jechał na sprawę sądową. My tu też tak trochę
podchodzimy do naszych problemów i mówię to o wszystkich nacjach.

Dlaczego
nie może być po staremu?, dlaczego nie możemy myśleć i żyć jak nasi dziadowie?
Ano dlatego, że świat się zmienia, to co było dobre 100, 50 lat temu teraz może
wpędzić nas w kabałę. Rzymianie mieli sławne powiedzenie dzięki któremu ich
imperium przetrwało tak długo, na nowe wyzwania szukaj nowych odpowiedzi (nie
pamiętam jego brzmienia po łacinie  proszę mi wybaczyć).

Świat się
straszliwie kurczy i globalizuje i na dodatek te zmiany przyspieszają. Już nie
konkurujemy tak naprawdę ze sobą, naszą konkurencją są robotnicy i firmy
chińskie, indyjskie. Zagrożeniem staje się Islam i filozofia którą on ze sobą
niesie. Gdzieś za rogiem czai się kryzys paliwowy, przecież paliwa się kończą,
drożeje żywność, te tendencje będą się niestety nasilać. Osobno nie damy rady
nowym wyzwaniom. Wspólnie całą Europą może poradzimy, ale do tego musimy zmienić
swoją mentalność, przestać patrzeć w kategoriach przeszłości a spojrzeć do
przodu, bo przyszłość niesie niestety nowe ogromne zagrożenia. Musimy poczuć, że
mieszkamy w jednym wspólnym domu, dlatego usiądźmy razem jak domownicy, pokłóćmy
się, pospierajmy ale wstańmy od stołu jako jedna wielka zgodna
rodzina.

Juliusz Sumorok
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.60249 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273