NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kerski: Europejskie Centrum Solidarności to nie jest tylko muzeum Drukuj
Basil Kerski* w rozmowie z Katarzyną Fidos, Klub KP w Trójmieście   
18.03.2011

solidarno_2.jpgKatarzyna Fidos: Dlaczego wziął pan udział w konkursie na dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności?

Basil Kerski: Po pierwsze jestem gdańszczaninem, od wielu lat zawodowo związanym z rodzinnym miastem. Polskie biuro redakcji prowadzonego przeze mnie „Magazynu Polsko-Niemieckiego Dialog” znajduje się w Gdańsku. Po drugie jestem członkiem Rady ECS-u i biorę udział w procesie budowania tej instytucji. Miałem wrażenie, że debaty programowe w Radzie są prowadzone rzeczowo i na wysokim poziomie merytorycznym. Nastawiało mnie to - mimo publicznych sporów - optymistycznie do przyszłości tej instytucji.

Jako członek rady ECS wiedział pan więc, w co się pakuje.

Powiem wprost: wchodząc do Rady ECS-u, obawiałem się odzwierciedlenia publicznych konfliktów i byłem zaskoczony, że za kulisami, bez dziennikarzy, ludzie o różnych poglądach mogą ze sobą tak spokojnie i rzeczowo rozmawiać. Bez tego doświadczenia bym nie wystartował i nikogo nie zachęcał do kandydowania.
ECS nie chce być tylko muzeum i archiwum. Chcemy zakorzenić się w Gdańsku jako instytucja kultury, stać się trójmiejską czy pomorską agorą. Poza tym ECS zamierza omawiać zagadnienia historyczne i współczesne nie tylko w zamkniętym gronie Polaków, ale także z obcokrajowcami - w Polsce i za granicą. Jeśli chodzi o tę zagraniczną działkę, to jestem optymistą, bo widzę, jak konstruktywnie zachowuje się większość polskich polityków, reprezentując Polskę. Często obserwowałem, że poza krajem polskie elity polityczne są bardziej powściągliwe, ponieważ zdają sobie sprawę, że podziały i polemiki mogą szkodzić wszystkim Polakom.

Pisał pan w jednym ze swoich tekstów, „że trudno jest być człowiekiem niezależnym i poruszać się w kilku kulturach jednocześnie i że kosmopolita bywa często traktowany jak obcy, gdyż wnosi nową perspektywę, która może kwestionować dominujący punkt widzenia w danym obszarze kulturowym”. Czy nie tak samo będzie z panem w ESC?

Ryszard Kapuściński krótko przed śmiercią napisał piękny esej Spotkanie z innym jako wyzwanie XXI wieku. Zwracał w nim uwagę, że globalizacja oznacza proces permanentnego spotykania się z Innym. Zakorzenieni w narodowych, etnicznych tradycjach nie jesteśmy kulturowo gotowi do tego spotkania. Kapuściński zachęcał do zastanowienia się, co byśmy zrobili, gdybyśmy spotkali tego obcego. Nastawmy się na obcość, odmienność, starajmy się dostrzec w tym spotkaniu szanse dla nas, wtedy unikniemy wielu konfliktów. Zawsze boimy się tego doświadczenia, mimo że chwalimy się ciekawością Innego. Często są to niestety deklaracje, pierwsze spotkanie z Innym zawsze jest trudne.
W ostatnich dniach w polskiej prasie pojawia się taki obraz mojej osoby, jakbym był człowiekiem z innej planety, jakbym przez to, że żyję ze swoją rodziną w Berlinie, kompletnie nie znał polskiej rzeczywistości. Trochę mnie to dziwi, ponieważ od lat zawodowo zajmuję się analizą rozwoju politycznego i kulturalnego Polski, piszę na temat Polski i promuję ten kraj, nie tylko w Niemczech.

Jako gdańszczanin w Berlinie…

…biorę udział w budowaniu opowieści o tym, skąd się wzięła ta wspólna, demokratyczna Europa. Historia Polski, dziedzictwo, które demokratyczna Polska wniosła do Unii Europejskiej, są naprawdę bardzo ważne. Uświadamianie tego to główny element działania ECS-u. Nie wiem, czy ubiegałbym się o to stanowisko, gdyby taka instytucja funkcjonowała w Warszawie czy w Krakowie. Specyficzne doświadczenie historyczne Gdańska i „Solidarności” wskazuje, że z miejsc położonych na peryferiach może wybuchnąć coś ważnego dla świata czy wspólnot narodowych. Nikt nie spodziewał się kilka miesięcy temu rewolucji arabskich, zwłaszcza w Tunezji. Owszem, w dużym Egipcie, w takim miejscu jak Kair - tak, ale nie przypuszczaliśmy, że punktem zapalnym będą młodzi ludzie w Tunezji. To przypomina mi gdańskie losy, pokazuje uniwersalny wymiar doświadczenia gdańskiego.
Istotnym doświadczeniem w moim życiu zawodowym były rozmowy na temat politycznej topografii świata przed 1989 ze starszymi przedstawicielami elit politycznych w Niemczech. Z ich perspektywy w czasach zimnej wojny klucz do zjednoczenia Niemiec, do wszelkich przemian na kontynencie, był w Waszyngtonie i w Moskwie. Kompletnie nie uwzględniano innych czynników. Nawet w 1978 roku, gdy wybrano Karola Wojtyłę na papieża, nawet w 1980 roku, kiedy wybuchła „Solidarność”, nie myślano, że to, co się dzieje w Polsce, może całkowicie zmienić Europę i wpłynąć na los Niemców.
Chciałbym wprowadzić historię „Solidarności” w tę wielką opowieść europejską. Nie tylko ze względów patriotycznych. Wydaje mi się, że tam jest zakodowane uniwersalne doświadczenie, które uczy pokory. Pokory elit w dużych metropoliach, w dużych państwach. Uczy innej wrażliwości.

Czy nie jest trochę tak, że Europejskie Centrum Solidarności wyrasta z kompleksów i lęków Polaków?

Proszę mi pokazać naród, który nie ma kompleksów. Poznałem zaskakujące kompleksy Niemców, nie tylko ze względu na ich fatalną przeszłość, ale też na przykład wobec Amerykanów, Francuzów. Nawet takie imperia jak Rosja mają z różnych względów kompleksy.

Zastanawiamy się teraz w Polsce, jak można promować nasze doświadczenia. Wśród wielu ekspertów rośnie przekonanie, że promocja kraju to nie PR i nie jest to kwestia tylko dużych pieniędzy, reklam itd.; to bardzo złożony proces. Bardziej skuteczne są mniej spektakularne akcje, na przykład spotkania z ludźmi. Sam od wielu lat obserwuję, jak skuteczne mogą być stypendia dla studentów, naukowców, artystów czy dziennikarzy, jak skuteczna jest strategia budowania sieci kontaktów ludzi zaangażowanych na rzecz demokratycznych wartości. To ważniejsze niż kolorowa wkładka do dużego czasopisma czy dziennika w Europie Zachodniej. Najlepiej kiedy inni o nas mówią pozytywnie, gdyż odkrywają te wartości czy te rozdziały historii, te doświadczenia, które dla samych Polaków są ważne.

Ma pan jakiś chytry plan, jak osiągnąć to, żeby inni mówili o nas pozytywnie?

To złożony proces. Przez spotkania lub stypendia budujemy grupę ludzi, którzy o nas opowiadają w swoim społeczeństwie, dla których nasze doświadzenia są inspiracją do refleksji nad ich doświadczeniami. Naukowcy, elity polityczne państw sąsiednich znają „Solidarność”, polską rewolucję lat 80. – mówię oczywiście o „elitach starszych” – wielu z nich jest w stanie opowiedzieć, na ile polskie doświadczenia miały wpływ na środkowoeuropejskie rewolucje 1989 roku. Do takiej narracji powinniśmy ich zachęcać. Natomiast nowa generacja, ta poniżej trzydziestki, nie zna już tych procesów. Żyje ikonografią przełomu ‘89, w której dominuje upadek muru berlińskiego. Tę ikonografię trzeba zmienić. Częściowo to już się udało, solidarnościowe domino zaprezentowano nie tylko w Polsce, ale także 9 listopada 2009 roku w Berlinie.
Warto pamiętać, że do nowej generacji nie dotrze się promocyjnym monologiem, typu „jeśli tego nie poznasz, to będziesz miał ograniczoną wiedzę historyczną”. Potrzebna jest bardzo żmudna praca edukacyjna, pokazująca, jak znaczęce były ruchy demokratyczne, szczególnie „Solidarność”, dla dzisiejszej Europy, jak aktualne są takie zagadnienia jak solidarność Europejczyków, demokratyczne państwo czy sprawiedliwość społeczna.
Jestem optymistą, jesli chodzi o pracę z młodszymi ludźmi. Chciałbym zwrócić uwagę na badania profesora Ireneusza Krzemińskiego na temat pamięci zbiorowej Polaków, zatytułowane Solidarność – doświadczenie i pamięć, które ECS wydało w ubiegłym roku. Media tej publikacji nie zauważyły. Z badań Krzemińskiego wynika, że młodsza generacja Polaków ma pewien dystans do historii ruchu „Solidarności”, ponieważ kojarzy się jej ona z kłótniami politycznymi z ostatnich lat. Ale za to młodzi są przekonani, bardziej niż świadkowie, że doświadczenia tamtych lat, wartości, o których się tyle mówi, są dla naszego życia dzisiaj, dla współczesnej Polski i Europy, niezmiernie ważne.

Czy zamknięcie „Solidarności” w muzealnym budynku może oznaczać koniec tego ruchu? Co z tym, co stało u podstaw powstania „Solidarności”, czyli walką o prawa robotnicze?

Trzeba wprowadzić rozróżnienie między „Solidarnością” jako doświadczeniem historycznym i zamkniętym, a dzisiejszą „Solidarnością” – to jest związek zawodowy, który walczy o prawa pracowników. I bardzo dobrze, bo to jest w społeczeństwie demokratycznym bardzo potrzebne. Budując ECS, powołano nie tylko muzeum i archiwum. Stała ekspozycja oraz archiwum będą oczywiście ważne, ale ta instytucja w dużej mierze ma inspirować badania nad doświadczeniem transformacji – nie tylko historyczne, także porównawcze, socjologiczne, politologiczne. To ma być miejsce edukacji obywatelskiej. Demokracja, niestety, nie jest systemem oczywistym. Demokracja jest skomplikowanym systemem politycznym, podział władzy utrudnia szybkie decyzje. Demokracja zawsze jest niewygodnym modelem, może być kwestionowana, ograniczona, zagrożona.
W Europie dużo mówi się o wartościach chrześcijańskich i solidarności, a mimo to pojęcie braterstwa, poczucie odpowiedzialności za słabszego czy idea państwa socjalnego są często kwestionowane lub relatywizowane. Dlatego tak ważna i aktualna jest edukacja obywatelska. Tu nie chodzi o propagandę polityczną, tu chodzi o wrażliwość na kluczowe zagadnienia otwartego społeczeństwa. Przecież demokracja, tak samo jak nowczesny naród, to nie są dane przez Boga formy współżycia ludzi. Ernest Renan, słynny francuski filozof i badacz historii chrześcijaństwa, sto lat temu trafnie powiedział, że „naród to jest właściwie codzienne referendum powszechne”, to jest codzienne głosowanie za tym modelem tożsamości zbiorowej. Takie codzienne referendum odbywa się także na rzecz demokracji.

Mocno odżegnuje się pan od określania ECS-u mianem instytucji politycznej.

Pani mnie źle zrozumiała. Chodziło mi o to, że wielu osobom słowo „polityka” kojarzy się z partyjniactwem, z ograniczoną perspektywą. Nie w tym rzecz. Każda instytucja powołująca się na wartości, które są ważne dla współżycia ludzi, zajmuje się polityką. Przypomnę słowa Arystotelesa, który określał politykę jako sztukę organizowania współżycia ludzi.
Jeśli chodzi o zamknięte doświadczenie historyczne, to oczywiście zdaję sobie sprawę, że każda generacja historyków czy obywateli będzie je na nowo interpretowała. Będzie widziała te aspekty, które ją interesują. Trzeba być na to otwartym, to naturalny proces.

Czy „Polskę solidarną” można przeciwstawiać „Polsce liberalnej”, jak czynią to politycy powołujący się na spuściznę „Solidarności”?

Liberalizm i solidarność społeczna nie są ideami, które się wykluczają. Mam sympatię dla liberalizmu, który jest wierny pojęciu braterstwa, dla liberalizmu z dużą wrażliwością społeczną. Przed wojną taki liberalizm reprezentowali Stanisław i Jerzy Stempowscy, dwie postacie polskiej kultury, które podziwiam. Ta forma liberalizmu jest dzisiaj w Polsce i w Europie Środkowej raczej słabo obecna, lecz jestem przekonany, że powróci. Widać to na przykład we Francji, gdzie bestesellerem jest dziś manifest 93-letniego Stephane’a Hessela Indignez-vous!. Hessel, urodzony w Berlinie syn słynnego pisarza niemieckiego Franza Hessela, podczas wojny członek antyniemieckiego ruchu oporu, więzień obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, dyplomata francuski po wojnie, jeden z autorów Deklaracji Praw Człowieka ONZ, trafił swoim esejem w odczucia obywateli europejskich, pisząc: „owszem, wolność, liberalizm, ale liberalizm nie może funkcjonować bez poczucia braterstwa, bez wrażliwości społecznej, socjalnej”. Hessel stara się przypomnieć, że po wojnie zniszczoną Europę Zachodnią odbudowano nie tylko na bazie zasad kapitalizmu, ale też ideałów społecznych. W tym duchu narodził się między innymi kapitalizm reński, dzięku któremu nie tylko odnowiono zachodnioniemiecki przemysł, ale także otwarto milionom Niemców możliwość awansu społecznego, poprzez państwowy system edukacji i prawa pracownicze. Podobnie było, jak przypomnia Hessel, po wojnie we Francji.

Oczywiście trzeba uważać, aby nie idealizować tych powojennych lat odbudowy. Trudno też w obliczu dzisiejszej sytuacji demograficznej i racjonalizacji pracy sięgać bezpośrednio po recepty polityki gospodarczej powojennej Francji czy Republiki Federalnej. Ale warto, tak jak czyni to Hessel, przypomnieć, że tamtą demokratyczną Europę budowano na ideałach humanistycznch. Politycy marzyli o tym, aby tworzyć lepsze społeczeństwa niż te, które były przed wojną. Te społeczeństwa i gospodarki narodowe zostały niestety osłabione w ostatnich trzydziestu latach, nie tylko przez wyzwania globalizacji, zły stan finansów publicznych czy problemy demograficzne, ale także przez źle rozumiany liberalizm.
Prymitywny kapitalizm to na przykład działanie bez zastanowienia się nad społecznymi czy ekologicznymi skutkami inwestycji. Jeśli mówimy o mądrym kapitalizmie, to nie mamy na myśli tylko problemu bezrobocia, wykluczenia i biedy, ale też inteligentne inwestowanie pieniędzy, które nie jest skoncentrowane na krótkofalowych zyskach.
Te zagadnienia są dziś - szczególnie po kryzysie finansowym - dyskutowane w Europie, powoli wkraczają też do Polski. Polska nie jest już klasycznym państwem postkomunistycznym, doświadczenia Polaków stają się coraz bardziej podobne do innych gospodarczo rozwiniętych społeczeństw. To są ważne zagadnienia dla pracy ECS-u.

Muszę zapytać o Lecha Wałęsę - co tutaj się wydarzy?

Nie wyobrażam sobie ECS-u bez Lecha Wałęsy. Przypomnę, że za rozwój ECS-u odpowiadają nie tylko pracownicy Centrum, ale także miasto, województwo pomorskie i ministerstwo kultury. Jestem przekonany, że prezydent będzie kontynuował współpracę z miastem przy budowie ECS-u.

To co konkretnie zrobi pan z tym wielkim budynkiem?


Sercem ECS-u będzie stała wystawa, archiwum i biblioteka. Ważna też będzie infastruktura dla badaczy z całego świata pogłębiających swoją wiedzę na temat „Solidarności” i innych ruchów antytotalitarnych w Europie. Głównym zadaniem ECS-u będzie właśnie inspirowanie i wspieranie młodych badaczy i intelektualistów. ECS nie ma być twierdzą, tylko miejscem otwartym. Bardzo chciałbym, aby stał się miejscem dla organizacji i inicjatyw obywatelskich, które nie mają własnej infrastruktury albo pieniędzy. Z całą pewnością nie będzie to instytucja, która chce wszystkim udowodnić, że wie wszystko najlepiej i tylko ona ma receptę na każdy problem społeczny.

*Basil Kerski - polsko-niemiecki dziennikarz, politolog i eseista, od marca 2011 roku dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09769 Seconds