Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czerwińska: Bieda jest kobietą Drukuj
Anna Czerwińska w rozmowie z Igorem Strapko (Klub KP w Kaliszu)   
23.04.2010

maria_d.jpg

Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu: Jesteś współautorką raportu „20 lat – 20 zmian”. Jakie są według Ciebie największe osiągnięcia i porażki transformacji ustrojowej w Polsce, oceniając ją z kobiecej perspektywy?

Anna Czerwińska*: Porażką jest na pewno restrykcyjna ustawa antyaborcyjna z 1993 roku, która została przeforsowana przez radykałów wbrew woli większości społeczeństwa. To był pierwszy krok, a potem było już tylko gorzej, jeśli chodzi o zdrowie reprodukcyjne Polek. Przez te niecałe 20 lat zmieniło się całkowicie myślenie o tym, czy kobieta może decydować o swoim zdrowiu. Mam tu na myśli nie tylko decyzje o usunięciu ciąży, ale także edukację seksualną, której w Polsce nie ma, antykoncepcję, do której nie ma dostępu (na co składa się brak wiedzy o antykoncepcji, jak i brak refundacji – całych rzesz Polek i Polaków na antykoncepcję nie stać), ale też dycyzji o porodzie: czy cesarskie cięcie, czy znieczulenie itp. Te same dyskusje, które dotyczyły aborcji na początku lat dziewięćdziesiątych toczą się dziś wokół kwestii uregulowania zapłodnienia in vitro. O badaniach profilaktycznych, takich jak cytologia i mammografia, mają decydować teraz inni: pracodawcy, urzędnicy, lekarze, księża – wszyscy wiedza lepiej co dla kobiety jest lepsze, niż sama kobieta. Z kobietami o ich ciele i zdrowiu się nie rozmawia. Przyzwolenie na to, milczenie kobiet, „milczenie owieczek” - jak pisała o tym Kazimiera Szczuka, to największa porażka ostatnich 20 lat.

W tym roku wyświetlany jest bardzo dobry film, który milczenie kobiet przełamuje. „Podziemne Państwo Kobiet” w reżyserii Claudii Snochowskiej-Gonzales i Anny Zdrojewskiej, w którym wypowiadają się kobiety, które usunęły ciążę w polskim podziemiu aborcyjnym – to pierwsza od 20 lat próba oddania głosu kobietom i powiedzenia głośno o tym, że prawodawcy sobie, a społeczeństwo sobie. Bo trzeba zaznaczyć, że dostępność do aborcji jest w tej chwili wyłącznie kwestią ekonomiczną, w zasadzie wszystko, co dotyczy zdrowia kobiet, decydowania o swoim ciele, jest tylko i wyłącznie kwestią ekonomiczną. To znaczy: bogate kobiety stać zarówno na in vitro, na antykoncepcję, na poród w bezpiecznym miejscu, z miłymi lekarzami, ze znieczuleniem, z cesarskim cięciem, itd. itd., bądź na zrobienie aborcji, jeśli zachodzi taka potrzeba. I nie mają tu znaczenia zakazy, nakazy, ustawy i gardłowanie polityków. Masz kasę – wszystko jest osiągalne.

Restrykcyjność prawa uderza w biedę.

Absolutnie tak, czyli, powiedzmy sobie szczerze, w jakieś 70% kobiet w Polsce. Kobiety zaciągają pożyczki, żeby sobie zrobić aborcję! To prawo nie jest przestrzegane i nie służy absolutnie nikomu. Chyba tylko politykom, którzy nie potrafią zaistnieć inaczej, jak przez zajmowanie się brzuchami kobiet, bo tak to trzeba nazwać.

Jeszcze przez chwilę pozostańmy przy kwestiach ekonomicznych. Jak w świetle raportu wygląda rynek pracy?


Kwestia ekonomii jest tą drugą ważną sprawą, o której się głośno, przynajmniej do tej pory, w Polsce nie mówiło, a o czym niemal od samego początku – mniej więcej od połowy lat dziewięćdziesiątych – mówił ruch kobiecy. Podkreślał on, że koszty transformacji spadły głównie na kobiety i to głównie kobiety były w grupie bezrobotnych. Były lata, kiedy kobiety stanowiły 90% osób bezrobotnych w Polsce, mimo to nie zostały do nich skierowane żadne programy pomocowe. Pomoc państwa skupiła się na przemyśle ciężkim, w którym kobiety nie były zatrudnione, zresztą nadal tak jest. Jakiekolwiek zawirowania na rynku pracy zawsze uderzają w kobiety jako w te osoby, których koszty pracy są najwyższe, bo to one chodzą na urlopy macierzyńskie, to one biorą zwolnienia na dziecko itd. itd., w związku z czym kobiety pierwsze z rynku pracy wylatują. To najmocniejsze i najbardziej powszechne doświadczenie tych ostatnich 20 lat.
Najbardziej straciły na transformacji kobiety „40+” i całe te pokolenia, które w zasadzie zostały wykasowane z rynku pracy i które nie otrzymały żadnej oferty w zamian, to znaczy nic kompletnie nie było dla nich w urzędach pracy, nic nie było dla nich na nowym rynku pracy. Od niedawna jest im oferowane samozatrudnienie i zakładanie firm, co też może być pułapką i wcale nie jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
Kobiety są zatrudniane w najniżej płatnych zawodach. Feminizm zawsze powtarzał, że bieda jest kobietą. To pielęgniarki, nauczycielki, sprzątaczki zarabiają najmniej. Na kasach w supermarketach, czyli na najgorzej wynagradzanych stanowiskach pracy, pracują głównie kobiety. Jeśli sytuacja jest bardzo zła, to możemy zobaczyć na kasach mężczyzn, bo wtedy kobiety są nawet z tych miejsc zwalniane. W normalnych warunkach mężczyźni nie chcą pracować za takie stawki.



Mówiłaś dzisiaj o historii kobiet, a w zasadzie o jej nieobecności; o próbie odbudowania czy zbudowania od podstaw feministycznego dyskursu historycznego. Mam wrażenie, że to jest dla nas w Polsce, dla ruchów emancypacyjnych, zupełnie świeżej daty refleksyjność: waga, jaką przywiązujemy do historii, na której budowane być mogą nasze działania. Mam wrażenie, że jeszcze jakieś 10 lat temu historia była tylko balastem.

  

Nie do końca. W ruchu feministycznym już wcześniej mówiło się o tych pierwszych działaczkach (my je na swój użytek nazywamy prababkami), o tej pierwszej fali feminizmu w Polsce. Były seminaria, konferencje, publikacje, ale dosyć niszowe. Historyczki, tak jak i teraz, nie przebijały się ze swoimi książkami do „głównego nurtu”. To było czytane, ale nie dyskutowane, nie upowszechniało się tej wiedzy, jak teraz, ale ten ruch dopiero się tworzył. Na przełomie XIX i XX wieku myśl społeczną, myśl emancypacyjną – książki, broszury, gazety – przywoziło się z zagranicy. Dokładnie tak samo to działało w Polsce w latach osiemdziesiątych, kiedy powstawały pierwsze kółka kobiece, pierwsze spotkania feministyczne. Tak zwaną bibułę, czyli wszystko co się czytało, wszystko co się omawiało, przywoziły kobiety, które studiowały za granicą, były na stypendiach, bądź wyemigrowały w którymś momencie, czy po 1968, czy po 1981 roku, i stąd miały całą tą wiedzę. Dużo brało się z ruchu amerykańskiego, czy z francuskiego. Teraz, przy okazji cyklu seminariów w Krytyce Politycznej, który się nazywa „Główne nurty feminizmu”, mówimy dużo o polskich emancypantkach i na to położyłyśmy nacisk, jako Feminoteka. Ale przecież odbywają się seminaria i na temat ruchu sufrażystek w Wielkiej Brytanii, Agnieszka Graff odkrywa przed nami feminizm amerykański, Magdalena Środa – francuski. To jest bardzo fajne, że możemy się od siebie nawzajem uczyć. To są ciągłe inspiracje. Dla mnie szczególnie ważne jest międzywojnie, odzyskanie niepodległości i uzyskanie praw wyborczych przez kobiety. To moment, kiedy ruch kobiecy był najsilniejszy. Warto do tego wracać. To jest ciekawe, że dyskusje, które toczyły się w międzywojniu między awangardą (Boy, Krzywicka) a konserwatystami, toczą się w polskim życiu publicznym dokładnie na te same argumenty. Trudno się nie porównywać, nie szukać jakichś wyjść, czy nie porównywać działań, nie czerpać inspiracji z tej działalności, która wtedy była podejmowana. Mniej więcej od połowy lat 90-tych XX wieku zaczęło się takie poszukiwanie źródeł dla budowania tożsamości.

  

Upierałbym się przy tym, że jesteśmy świadkami zwyżki świadomości historycznej w ruchach emancypacyjnych.

  

Tak, ale to dlatego, że jest więcej publikacji na ten temat. No i jest internet :)

  

Jak zatem wygląda feministyczna produkcja historyczna w tej chwili?


Jest kilka nowych, ciekawych inicjatyw. W 2007 roku założyłyśmy (jako Feminoteka) Wirtualne Muzeum Historii Kobiet. Wcześniej robiłyśmy kilka spotkań wokół historycznych książek, wydałyśmy cykl kartek z prababkami: Orzeszkową, Konopnicką, Pauliną Kuczalską-Reinschmit, Krzywicką, Nałkowską, Dulębianka etc., zbierałyśmy od naszych czytelniczek historie o ich babciach, które w Dzień Babci były publikowane na naszej stronie. Udało nam się zarazić tą „historyczną” zajwką kilka osób. W Krakowie np. Fundacja Przestrzeń Kobiet realizuje projekt dotyczący Żydówek i emancypantek, wydały „przewodniczkę” po Krakowie śladami kobiet. My się też kilka razy do tego przymierzałyśmy. Sylwia Chutnik nawet została przewodniczką po Warszawie i prowadziła wycieczki śladami kobiet, być moze w tym roku uda się jej wydać „przewodniczkę” po Warszawie. Archiwistki i historyczki założyły Feministyczny salon Historyczny, od ponad roku odbywają się w Warszawie (i nie tylko) spotkania dyskusyjne i debaty o róznych okresach hisotrii: i o kobietach w PRL-u, i o strajkach kobiecych itp. Historia kobiet ma wiele białych plam. Zawsze ważna dla nas była edukacja historyczna. Monitorowałyśmy podręczniki szkolne, pod kątem, m.in. nauczania o kobietach na lekcjach historii. Są podręczniki do historii Polski do gimnazjów, w których nie występuje ani jedna kobieta! Pisałyśmy do Ministerstwa Edukacji narodowej, w sprawie zmian w podstawach programowych do historii, itp. Współpracujemy z historyczkami, z archiwistkami, z pedagożkami, nawet ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego (który, swoją drogą, także zaczął odkrywać historię kobiet, w ubiegłym roku była w ZNP na ten temat wystawa). Nie chodzi tylko o to, że kobiet w podręcznikach nie ma (chociaż to jest skandal! Z kim mają się utożsamiać dziewczęta? Z Kościuszką? Z Piłsudskim? To o Aleksandrze Piłsudskiej dwóch zdań nie można napisać? Przecież to była wielka bohaterka! Chwalimy się noblistką Marią Curie-Skłodowską, to może warto jednak uświadomić dziewczęta, ze w Polsce to się ona nie mogła uczyć, że z płaczem stąd wyjeżdżała, ale że upór jej i innych kobiet w końcu wyważy bramy uniwersytetów…), ale nie ma w ogóle historii społecznej. Uczymy się dat, wojen, polityki. Nie uczymy się tego, co się działo w społeczeństwie, jakie zachodziły zmiany społeczne, jak się emancypowaliśmy. Przecież to buduje zupełnie inną świadomość społeczeństwa, jak uczysz się na historii tylko o bitwach, jak uczysz się, że jak się komuś coś nie podobało, to pisał listy, petycje, wychodził na ulice. Większa by była świadomość obywatelska, śmiałość w podejmowaniu działań teraz, gdybyśmy mogli wzorować się na bohaterach i bohaterkach z przeszłości.
Niesamowite jest, że na konferencji, na której byłam ostatnio w Pałacu Prezydenckim, szef Kancelarii Prezydenta przyznał się, że odkrył, że w II Rzeczpospolitej kobiety uczestniczyły w polityce i że było tyle kobiet znamienitych, senatorek itd. Swoją drogą było ich wtedy strasznie mało, ale to jest wyraźna zmiana, że ktoś ten temat zauważył i nie wstydził się powiedzieć, że Polska była w awangardzie, przyznając w 1918 roku prawa wyborcze kobietom.

  

Jak w historii ruchu kobiecego zapisała się, związana biograficznie z Kaliszem, Maria Konopnicka?

  

Maria Konopnicka była niesamowitą kobietą. Nieprzeciętną, odważną i bardzo, bardzo ciężko pracującą. Także na rzecz praw kobiet. Ten aspekt jej działalności jest kompletnie pomijany! A przecież znamy fakt, ze Konopnicka zabrała głos w sprawie dzieci z Wrześni, nie wiemy tyko, że dzięki jej zaangażowaniu w światowy ruch kobiecy zbierała podpisy pod listem po całej Europie. W jej zamyśle to miał być międzynarodowy protest kobiet. I tak się stało. Kobiety niemieckie nawet głos w tej sprawie zabrały! I to dzięki Konopnickiej. To było chyba pierwsze, przynajmniej z polskiej inicjatywy, działanie międzynarodowego ruchu kobiecego. I to nie jest tak, jak my teraz robimy: siadamy i rozsyłamy e-maile, jest internet i mamy sprawę załatwioną w trzy dni. Ona pisała listy nocami, załatwiała kurierów, żeby te listy przewozili, ktoś jej później musiał odpisać i to musiało trwać miesiącami, zanim zebrała podpisy do sejmu pruskiego w sprawie Wrześni. Ona wtedy faktycznie zmobilizowała kobiety w całej Europie. To pokazuje, że bardzo dobrze się orientowała w tym, jak wygląda, jak się buduje europejski ruch kobiecy.
Oprócz tego była bardzo zaangażowana (przez Elizę Orzeszkową) w walkę o prawa kobiet, w walkę o prawa zarówno do edukacji, jak i do pracy, a także o prawa wyborcze. W ostatnim okresie życia była najbardziej zaangażowana w walkę o prawa wyborcze kobiet, także za sprawą jej wieloletniej partnerki Marii Dulębianki, która również była niesamowitą działaczką niepodległościową, autorką licznych spektakularnych akcji konspiracyjno-dywersyjnych.
Ruch kobiecy bardzo Marię Konopnicką w jej działaniach wspierał. Konopnicka była obecna na wielu zjazdach kobiet, także na zjazdach trójzaborowych, na których często zabierała głos, gdzie bardzo ważne były jej przemówienia, wygłaszane z ogromną pasją, na temat praw kobiet i miejsca kobiet w świecie.

Na trzy dni przed swoją śmiercią Konopnicka złożyła podpis pod petycją do sejmu galicyjskiego w sprawie równouprawnienia kobiet (1910). Jej podpis był pierwszy.


O szczegółach piszę na stronach Muzeum Historii Kobiet. Zapraszam: www.feminoteka.pl/muzeum.


Rozmowa, przeprowadzona po wykładzie „HERstoria, historie kobiet”, zorganizowanym z inicjatywy Uniwersytetu Trzeciego Wieku „Calisia”, Stowarzyszenia „Żywa” oraz Klubu Krytyki Politycznej w Kaliszu, ukazała się na portalu dziennik-wielkopolski.pl.


 — 
*Anna Czerwińska - wiceprezeska fundacji Feminoteka. Od 2001 roku pracowała w Fundacji Ośka, w której zajmowała się m.in. bazą danych organizacji kobiecych, programem grantowym Fundusz dla Kobiet i akcjami, m.in. bezpieczną taksówką dla kobiet. Była członkinią Porozumienia Kobiet 8 Marca i innych grup nieformalnych, organizujących akcje uliczne, w tym Manify. Od 2005 roku pracuje w Fundacji Feminoteka jako współkoordynatora projektów: „Gendermania – równościowy monitoring”, Gender Index i innych. Jest współredaktorką wydanego w tym roku raportu 20 lat – 20 zmian. Kobiety w Polsce w okresie transformacji 1989-2009. Rok temu otworzyła Wirtualne Muzeum Historii Kobiet (wraz z Sylwią Chutnik i zespołem Feminoteki). Prowadziła zajęcia „Jak być feministką w Polsce i przetrwać” w ramach Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim i zajęcia „Feminizm w praktyce” na Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki przy IBL PAN.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.01504 Seconds