Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Janion: Romantyczny mit wojenny wciąż żyje Drukuj
Maria Janion w rozmowie z Kazimierą Szczuką   
03.09.2009

Kazimiera Szczuka: Ma pani jakiś swój wrzesień ‘39?

Prof. Maria Janion: Wojnę przeżyliśmy w Wilnie, tam mieszkaliśmy z mamą i bratem. W ‘39 Litwini wchodzą do Wilna i są traktowani przez Polaków jako okupanci. Litwini uważają, że to jest po prostu odzyskanie Wilna. Stale wybuchają konflikty polsko-litewskie, ale pamiętam je tylko z opowieści. Wtedy nie było jeszcze trupów na ulicach ani pogromów. Ale potem była okupacja sowiecka, a po niej nastąpiła niemiecka.

A czy pani emocjonalna pamięć coś szczególnego przechowuje?

Tak, sporo. Panował szalony niepokój. Niepokój i lęk. Dorośli nieustannie mówili o wojnie. Z samego września pamiętam tylko okropne przerażenie klęską. Szybko się wtedy zorientowałam, że w czasie wojny najgorsza jest taka szczególna dezorientacja. Nie wiadomo, gdzie są nasi i co nasi robią. Są jakieś bombardowania, jakieś wiadomości o tym, że tu Niemcy weszli, a tam odstąpili, ale nie wiadomo, co to wszystko znaczy i czym się dla nas skończy. Więc to chyba było najgorsze. Chłonęłam rozmowy dorosłych w wielkim napięciu, a rozmawiali wszyscy ze wszystkimi. W 1939 roku nastąpiła absolutna demokratyzacja, już nie było tych ostrych podziałów klasowych. Opisuje to Karol Irzykowski w swoich dziennikach, jak on i jego służąca nagle byli na tym samym poziomie zainteresowania rzeczywistością, wymieniali opinie i naradzali się, co robić.

Trwała też jakaś codzienność, zwyczajność?

Tak, poszłam we wrześniu do gimnazjum. Kiedy zaczęła się okupacja litewska Wilna, gimnazjum Piotra Skargi stało się szkołą, do której mógł się dostać każdy. Potem uczestniczyłam w kompletach, należałam do harcerstwa, przeżywałam silne poruszenia patriotyczne. Nauczyciele z wileńskich kompletów raczej jednak starali się nas ochraniać. Ale mój brat poszedł do partyzantki, był ciężko ranny.

Czy myśli pani profesor, że wojna nas czegoś nauczyła?

Jak wynika z badań, dosłownie tych najnowszych, świeżo publikowanych w „Gazecie Wyborczej”, wojna nauczyła nas niewiele. Większość Polaków uważa, że po pierwsze - byliśmy bardzo bohaterscy, a po drugie - że bardzo cierpieliśmy, bardziej niż wszyscy, bardziej nawet niż Żydzi. Romantyczny mit wojenny, heroiczny i martyrologiczny, trwa dalej w najlepsze, bez żadnego opamiętania. Zresztą to Muzeum Powstania Warszawskiego i jego imprezy walnie się przyczyniają do podtrzymywania mitotwórczej potęgi wojny. Ale to jest też kwestia dominanty kulturowej. Naszą jest mit bohaterski, podstawowy mit polski. Trudno się z niego wyzwolić. Żadne książki nic tu nie pomagają, żadna wiedza historyczna.

W książce Płacz generała. Eseje o wojnie przedstawiła pani pisarzy, którym udało się jakoś przekroczyć tę dominantę, również jako konwencję literacką.

No właśnie. Kampanii wrześniowej poświęciłam takie studium Legenda i antylegenda wojny. Bardzo ważny był dla mnie Jan Józef Szczepański, pisarz, który podobnie jak Miron Białoszewski, choć zupełnie innymi metodami, podejmuje wielki wysiłek antymityczny. Starałam się go pokazać na tle Wojciecha Żukrowskiego czy Melchiora Wańkowicza, bo to dobrze tłumaczy, o co tu chodzi. Polska jesień Szczepańskiego jest właściwie rodzajem reportażu na temat kampanii wrześniowej, bardzo realistycznym opisem ze zdecydowanymi antyheroicznymi akcentami. Są tam nawet wprost takie wypowiedzi, że nie dało się „w gnojówce, w czerwonych twarzach kolegów ani w huku granatów doszukać się owego patosu, którym grać winien spełniony nurt dziejów”. Szczepański jest też autorem opowiadania Buty, o własowcach, którzy przeszli na stronę oddziału partyzanckiego i zostali przez ten oddział wymordowani. W ogóle debiut Szczepańskiego Buty i inne opowiadania przedstawia partyzantkę od strony dosyć okrutnej. W pewnym momencie jest mowa o tym, że to nieprawda, że Polacy nie są okrutni, bo do każdej egzekucji zgłaszało się dwa, trzy razy więcej ochotników, niż było potrzeba.

Szczepański jest pisarzem raczej już dzisiaj zapomnianym, podobnie jak inni, których pani profesor ceni jako depozytariuszy żołnierskiego doświadczenia: Czapski, Międzyrzecki, Broniewski. Nawet Nałkowska, Borowski czy Różewicz, jeśli są czytani, w szkole przynajmniej, to jednak bez większego zrozumienia.

Zaraz po wojnie było inaczej, ale z upływem lat w naszym myśleniu o wojnie wzięły górę romantyczne, mesjanistyczne i heroiczne klisze. Teraz polityka historyczna zmierza do ustanowienia narodowej tożsamości jako tożsamości kombatanckiej właściwie. Co gorsza, to ma oddziaływać i podobno oddziałuje również na młodzież. To moje studium o Szczepańskim pochodzi z 1975 roku! Wtedy sądziłam, że on jest pisarzem pokolenia, które nadchodzi, pokolenia, które wyzbędzie się już tej mitotwórczej potęgi wojny ze swojej wyobraźni. Może w pewnym momencie nawet tak się stało, ale znów zaraz przeżyliśmy mit Solidarności jako powstania polskiego, strajk robotników zyskał tego typu heroistyczny charakter. A teraz prezydent Lech Kaczyński oświadczył, że wreszcie Powstanie Warszawskie wchodzi w sferę mitu i że to jest bardzo dobrze. Usiłowano nawet z tym polemizować, jak słyszałam.

Prezydentowi chodziło właśnie o coś, co scementuje narodową wspólnotę.

No tak, ale jednocześnie przerobienie w mit uchyla prawdę. Nie pozwala do niej dotrzeć w ogóle. Kończy się to szerzeniem wśród młodzieży przekonania, że Powstanie Warszawskie było wielkim zwycięstwem, co jest, jak wiadomo, zwykłym kłamstwem, czymś przerażającym właściwie. Tak że wszystkie te nasze wysiłki, można powiedzieć, idą na marne. Zapanowała ogromna moda na śpiewy powstańcze i partyzanckie, „w partyzantce nie jest źle” i temu podobne.

A Andrzej Wajda? Pisała pani o nim jako o romantycznym mitotwórcy.

Owszem, Wajda jest mitotwórcą, ale bardzo świadomym tragedii. Dziś Kanał Wajdy jest filmem zdecydowanie zbyt trudnym i gorzkim dla ludności upojonej propagandą powstańczą. Katyń za to jest już znacznie prostszy jako film, jako dzieło sztuki.

Często pisze pani o ironii tragicznej w dziejach Polski. Oddaje pani honor ofiarom, czci pamięć poległych, ale właśnie za sprawą tej kategorii estetycznej zastosowanej do historii. Co to takiego, ta ironia tragiczna?

To jest rozmijanie się, rozbieżność, heterotelia, kiedy co innego się zamierza, a co innego się osiąga. W tym wypadku rozbieżność między szlachetnymi ideałami a spełnieniem ich na ruinach i zgliszczach, w klęsce. Trudno w tym żyć, ale jest to konieczne. Walczę o to, aby tragedię traktować jak tragedię. Klęskę jak klęskę. W roku 46, może 47, przyjechałam po raz pierwszy do Warszawy, która była wtedy kupą straszliwych ruin. To było coś absolutnie przerażającego. Nie wiem, jak można dziś opowiadać takie rzeczy o Powstaniu Warszawskim, po tym, kiedy się oglądało Warszawę tak zrujnowaną i upadłą. Stefan Kisielewski pisał, że młodzi ludzie, którzy rozpoczęli powstanie i je prowadzili, w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że skazują na zagładę miasto i wszystkie jego pomniki kultury. Stanęłam wtedy na tych ruinach i zrozumiałam, że stało się coś strasznego, niewyobrażalnego. Ruiny były szare i kurz stale się nad nimi unosił. Tak wyglądało całe miasto. Śmierdziało tym typowym zapachem ruin, który mnie przez lata dręczył, kiedy wchodziłam na przykład do mieszkania, w którym był przeprowadzany remont. Czułam wtedy smród tynku i tych rozpadających się trzewi domu, jakiejś kanalizacji, ścieków, betonu. Musiałam po prostu opuszczać te mieszkania, bo wracał tamten obraz, to trwało we mnie przez całe życie właściwie. W ruinach Warszawy były i zwłoki ludzkie oczywiście, ciągle przeprowadzano jakieś ekshumacje. Ale trupa wojennego widziałam po raz pierwszy w Wilnie w 1944 roku. Zwłoki niemieckiego żołnierza leżały w bramie. Myślałam wtedy o tym okrutnym paradoksie; ja wiem, gdzie ten żołnierz padł, a jego bliscy nie wiedzą i pewnie nigdy nie będą wiedzieli. Wtedy jakoś nie miałam żadnych mściwych myśli.

W Płaczu generała znajduje się taki frapujący fragment cytowany z Mirona Białoszewskiego, w którym mowa o tym, że podczas powstania wśród ludności cywilnej w ruinach zapanował matriarchat. Królowały matki, bo cywile na wojnie muszą ochraniać swoje życie.

O tak, matki myślały ciągle o tym, jak zebrać wszystkich do kupy, jak ochronić dzieci przed osypywaniem się gruzów, jak jakieś jedzenie zdobyć i przede wszystkim, jak przechytrzyć ślepy traf, to znaczy, jak przeżyć po prostu. Parokrotnie przetrwaliśmy jakieś straszne bombardowania w Wilnie i moja matka w piwnicy tak właśnie się zachowywała. Zagarniała nas pod siebie, w razie jeśli coś uderzy, to w nią, a nie w dzieci. Jedną z rzeczy, które mnie wyjątkowo już denerwują, jest figura małego powstańca. To jest coś przerażającego. Dziecko przebrane za żołnierza z karabinem. Życie ludzkie, nie w postaci parę razy podzielonej komórki, ale w postaci prawdziwego dziecka, mającego nawet niespełna dziesięć lat, przestaje być najwyższą wartością, kiedy indoktrynujemy takie dziecko, że nic na świecie nie ma wspanialszego niż udanie się na śmierć w powstaniu czy w ogóle gdziekolwiek na wojnie. Muzeum Powstania Warszawskiego takie rzeczy wyrabia z dziećmi, że śmierć całkowicie się odrealnia, staje się rodzajem wielkiej przygody. Tu konserwatyści mogą sobie podać ręce z producentami kultury masowej. Dotarcie do młodzieży i dzieci odbywa się właśnie za sprawą zamazania granicy między zabawą a traumatycznym doświadczeniem historycznym. Zdziecinnienie kombatantów i zmilitaryzowanie dzieci to powszechne zjawisko, zdecydowanie nieprzynoszące nam chluby. Zwłaszcza w XXI wieku. Muszę przyznać, że jestem tym dosyć załamana.

Wywiad ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 29-30 sierpnia 2009 r.

Komentarze
Dodaj nowy
neoconstantine  - Mity wojny.   |04.09.2009 05:55:03
Młodzież powinna mieć jakieś ideały, za które warto poświęcić życie. Pani Maria
Janion powinna to dobrze rozumieć, bo odebrała w domu rodzinnym, jak mniemam,
solidne, patriotyczne wychowanie. Bo jeśli wmówimy młodzieży, że nie warto za
nic umierać, to po pierwsze pójdą sobie owi młodzianie do sekt, a po drugie i
ważniejsze - nie będą również chcieli umierać za takie wartości jak np.
tolerancja, otwartość społeczeństwa, wielokulturowość, czy … zjednoczona
Europa. Taki bezideowy młody człowiek, to najlepszy materiał na radykalnego
fanatyka - obojętnie, jakiej barwy ideowej. Przykład paryskich przedmieść, niech
będzie tu dla nas przestrogą.
Inna sprawa, to sposób wykorzystania owego
patriotycznego zapału młodzieży. Ale w tym miejscu, dotykamy zagadnienia
odpowiedzialności, za podejmowane decyzje wojskowe i polityczne. Niestety, utarł
się w środowiskach wielbicieli decyzji, o wybuchu powstania warszawskiego
zwyczaj, obarczania szeregowców odpowiedzialnością za błędy, popełnione przez
generałów. Że niby generałowie Pełczyński i Okulicki nie mieli innego wyjścia,
jak tylko zmusić Bora-Komorowskiego, aby ten podjął decyzje o wybuchu powstania,
bo inaczej patriotyczna młodzież sama rzuciłaby się na Niemców. Bzdura!!! Armia
Krajowa to była ARMIA!!! W armii obowiązuje rozkaz przełożonego. Młodzi,
niekiedy czternastoletni powstańcy, nie rzucili się samowolnie na Niemców.
Zrobili to dopiero, na wyraźny rozkaz przełożonych.
Tak więc uważajmy, aby nie
wylać dziecka z kąpielą. Nie wybrzydzajmy, na patriotyczne wychowanie młodzieży.
Nie obarczajmy tego wychowania odpowiedzialnością, za błędne decyzje polityków,
czy wojskowych. Dbajmy o to, aby owo wychowanie odpowiednio ukierunkować dla
pożytku ojczyzny.
maciej  - Przerażony.   |04.09.2009 06:29:33
@neoconstantine, chyba nie chcesz wychować kolejnego pokolenia samobójców?
Ginących w imię słusznej sprawy? Kolejne 20tyś. wykształconej młodzieży do
piachu? Chyba przesadziłaś.
"Młodzież powinna mieć jakieś ideały, za które
warto poświęcić życie"
"Bo jeśli wmówimy młodzieży, że nie warto za nic
umierać"
Tak się jakoś głupio składa, że politycy i dowódcy zawsze zdążą
uciec, np. Do Rumunii. Odpowiadają przed Bogiem i historią, albo ponoszą
odpowiedzialność polityczną.
kot   |04.09.2009 08:14:58
Warto przypomnieć sobie czym jest patriotyzm.
Działaniem na rzecz wspólnoty
narodowej!
Może to być poświęcenie życia, ale jeżeli jest czymś więcej niż
umieraniem i kultem umierania wówczas trzeba się zastanowić, czy kult umierania
pielęgnowany w sytuacji braku zagrożenia nie jest szkodliwy?
Znakomitym
przykładem takiej szkodliwości jest kacza polityka historyczna, skierowana w
przeszłość, która nie pozwala wspólnocie skupić się na problemach życia
powszedniego, na przyszłości innej niż skonfliktowanej zbrojnie. Koncentrując
się na konflikcie zaniedbuje w stosunkach z sąsiadami consensus i wspólnotę
interesów.
Kultywowanie wspomnień o umieraniu i przygotowywanie do umierania,
gesty, wspomnienia, pieśni. Ograniczanie patriotyzmu do umierania za
ojczyznę, to stawianie wysokich wymagań, na czas wojny i rezygnowanie z
czegokolwiek poza rytuałem na rzecz wspólnoty na czas pokoju.
tiphareth  - ad neoconstantine   |04.09.2009 10:57:06
Człowieku!
Za co ty byłbyś gotów umrzeć?
 
Jaki trzeba mieć tupet,
ignorancję i pogardę dla człowieka mówiąc, że "młodzież powinna mieć jakieś ideały, za które warto poświęcić
życie."

Dlaczego młodzież, a nie starcy?
Albo, dlaczego młodzież, a nie
dorośli w pełni wieku i z pełnym portfelem?
Nie wiem neoconstantine, czy jesteś ojcem albo czy masz młodsze rodzeństwo, ale koniec końców to
nieważne.
Ja nie mam potomstwa, ale nigdy w życiu nie pomyślałbym
nawet o tym, że dobrze by było, aby mój syn, moja córka ginęła dla ideałów.

Ba! Jestem przekonany, że w obliczu zagrożenia, posunąłbym się do
najobrzydliwszych nawet metod, aby uratować życie własne i moich
bliskich. 
Kiedy chodzi o przeżycie, wszystkie idee,
cały światopogląd i namiętności można sobie włożyć w buty. Pozostaje
instynkt, wola przetrwania.
 
A schodząc z cokolwiek patetycznego
tonu (naprawdę twoja wypowiedź mnie oburzyła), odpowiedz mi, proszę,
na pytanie: Jaką wartość dla idei ma trup, nawet najpiękniejszy? Czy to
nie powinno być tak, że dla ideałów się żyje, a nie umiera?
kot   |04.09.2009 20:07:33
Jak to teraz łatwo być patriotą kilka gestów: kilka pieśni, orzełek, symbol,
kwiaty złożone, łącząca nas uroczystość; jakie to miłe przyjemne podniosłe i
rozgrzeszające z poczynań życia codziennego.
A może patriotyzm czasu pokoju to
dbałość o to aby przynależny nam kawałek planety stał się jak najlepszym
miejscem do życia.

Jakie są nasze instytucje, które określają w dużej mierze
jakość życia.
Jak działa system prawny, służba zdrowia, system edukacyjny ,
emerytalny. Poziom bezpieczeństwa socjalnego, brak różnych form opresji,
możliwości rozwoju jednostki.
Czy jakiś rząd na odchodne mógł z dumą
powiedzieć: ta a ta instytucja za naszej kadencji zaczęła działać ku
zadowoleniu mieszkańców. Kolejne wielkie reformy niszczyły struktury
dotychczasowe i stwarzały okazje do obsadzania swoimi ludźmi stanowisk w
administracji.
Instytucje rosną ewolucyjnie. Wielkie reformy jak się
przekonaliśmy to wielkie destrukcje, które prowadzą do ich degradacji.
Ceny
lekarstw w Polsce najwyższe w Europie, marżę spożywcze w detalu, jak twierdzi
ekonomista, cukiernik, Blikle zamiast 30% urastają krotnie. Rząd obecnie
panujący mówi, to nie my, to rynek ma załatwić. Rynek nie jest regulatorem i w
tych sprawach nic nie załatwi,
instytucji nie naprawi. No tak, ale to zbyt
przyziemne! Gdzie tu patriotyzm?
Gdy byłem we Francji, a nie w żadnej Szwecji,
to odnosiłem wrażenie, że ktoś tu chce zrobić możliwie najlepsze miejsce do
życia.
Lorraine   |05.09.2009 09:09:57
@neoconstantine

Zbuntowana młodzież z paryskich przedmieść (chodzi Ci
zapewne o zamieszki z listopada 2005 roku) to nie byli żadni "radykalni
fanatycy", żadni zagorzali islamiści, jak zdajesz się sugerować. Przyczyny
tych zamieszek (a także późniejszych zamieszek na francuskich przedmieściach,
choćby z sierpnia tego roku, wywołanych śmiercią uciekającego przed pościgiem
policyjnym Yacou Sanogo) tkwią w głębokich nierównościach etnicznych i rasowych
oraz (niestety uzasadnionym) przeświadczeniu mieszkańców przedmieść o tym, że
policja traktuje czarnych i Arabów znacznie gorzej niż białych Francuzów. Z
ideologią islamistyczną te rozruchy nie mają nic wspólnego: porównywać
należałoby je raczej do rozruchów, do których dochodziło w amerykańskich
miastach, np. do słynnych rozruchów w Los Angeles z 1992 r. Mechanizmy tego
rodzaju rozruchów świetnie pokazuje, moim zdaniem, Spike Lee w "Rób co
należy" (1989).
kot   |05.09.2009 20:33:21
Podczas uroczystościach na Westerplatte demonstrowano patriotyzm, który nie
wiele kosztuje.
-System prawny jest kośćcem nowoczesnego społeczeństwa, na jego
stabilności i sprawnym funkcjonowaniu opiera się funkcjonowanie państwa, jego
struktur- instytucji.
Kaczyńscy przedstawiający się jako patrioci
uzależniając awanse prokuratorskie od polityki dopuścili się działania
korupcyjnego.
Dla Tuska mówiącego o patriotyzmie ministerstwo sprawiedliwości
jest drugorzędnym ministerstwem, któremu nie poświęca nadmiernej uwagi i nie
widzi braku profesjonalizmu u swojego ministra. Obiecanego oddzielania
prokuratury nie realizuje, bo ma na głowie dziurę budżetową i wybory
prezydenckie i nie ma w tym ministerstwie nic co by można by sprywatyzować.

Czy to wynik głupoty, braku głębszej myśli państwowej, interesu własnego i
partyjnego, czy brak patriotyzmu?
maciej  - Żądza pieniądza   |06.09.2009 03:28:06
Obecnie patriotyzm polega na wysyłaniu najemników do Afganistanu i urządzaniu im
państwowych pogrzebów. Ministrowie mają być posłuszni a nie inteligentni.
Kiedy
się przestanie być politykiem trzeba gdzieś pracować, a aktywne ministerstwo
Sprawiedliwości może spalić wiele mostów.
maciej  - Tupać i krzyczeć   |06.09.2009 04:04:38
A tu link do art. T. Lisa
http://www.polskatimes.pl/opinie/odredakcji/1590
82,dluga-lista-skarg-bez-wnioskow,id,t.html
odnoś nie patriotyzmu
kot   |07.09.2009 03:30:23
,,Beria nie stworzył polskim jeńcom odpowiednich warunków do tego żeby mogli
wymrzeć na tyfus,, z aktualnego felietonu Bronisława Łagowskeigo.
maciej   |07.09.2009 07:41:13
@kot podasz link do art.? Nie mogę znaleźć w internecie. Albo chociaż tytuł.
neoconstantine  - Wojenny mit - ad vocem.   |07.09.2009 07:44:01
Cóż, jestem "stary komuch", wychowany w poprzednim systemie. Zaręczam,
że wychowywano mnie do miłości ojczyzny (nie tylko w domu, w wojsku też), nawet
jeśli była to PRL.
Jeśli nie warto narażać i poświęcać życia, to po co w takim
razie uczestniczyć w manifestacjach na rzecz np. walki z rasizmem, na rzecz
tolerancji, otwartego społeczeństwa, równości płci, itd. Przecież można dostać w
głowę od jakiegoś skina. Czy nie lepiej wobec tego zostać w domu i pić piwo (tak
podobno podczas wojny robili Czesi)?
Właśnie to miałem na myśli pisząc, że
młodzież powinna mieć jakieś ideały, za które gotowa będzie (w ostateczności,
oczywiście) oddać życie.
A całkiem inną sprawą jest, czy gotową do poświęceń
młodzież, przywódcy narodu potrafią poprowadzić do zwycięstwa. Dowódcy Armii
Krajowej nie potrafili - ale to nie znaczy, że szeregowi powstańcy mieli odmówić
wykonania rozkazu! Oni nie wiedzieli, że jeden karabin przypada na ich
dziesięciu. Oni nie wiedzieli, że KG AK nie nawiązała żadnego kontaktu z
dowództwem Armii Czerwonej. Wobec tego nie ponoszą żadnej winy, za klęskę
powstania. Ale dlaczego do tego powstania ruszyli (na rozkaz, oczywiście, nie
samowolnie!)? W Polsce chyba nie trzeba tego nikomu tłumaczyć? Hitlerowska
okupacja, była dla Polaków bardzo uciążliwa (delikatnie mówiąc). Zresztą - czemu
dzisiaj lewicowa młodzież chadza na "manify", skoro (jak już
wspomniałem) można dostać po głowie? Bo ma jakieś ideały, warte nawet ciosu
"bejsbolem" w głowę! Tak, czy nie!?
I per analogiam. To, czy walka np.
o równouprawnienie kobiet zakończy się sukcesem, zależy nie tylko od poświęcenia
manifestantów, ale w głównej mierze od polityków, którzy organizują te
manifestacje. Bo jak ci politycy nagle zmienią front, obrócą się o 180 stopni,
to na nic guzy i siniaki, odniesione podczas manifestacji.
Oczywiście dałem
tylko taki przykład, dla porównania. Walka o wolność ojczyzny, a walka o
równouprawnienie, to rzeczy nieporównywalne.
P.S.
Środowiska fundamentalistów
islamskich, rekrutują sobie "partyzantów", właśnie wśród arabskiej (i w
ogóle muzułmańskiej) młodzieży wielkich miast zachodniej Europy. I ci młodzi
ludzie, chętnie idą na lep tej propagandy. Zamachowcy, którzy podłożyli ładunki
wybuchowe w Londynie, w roku 2005 TO BYLI BEZ WYJĄTKU PODDANI BRYTYJSKIEJ
KORONY!!! To zjawisko nosi nazwę "Nowonarodzeni Muzułmanie".
kot   |07.09.2009 09:13:12
-Maciej niestety nie ma go w internecie. W felietonie przeprowadza analizę
logiki czarne jest białe i jak zwykle u tego wybitnego intelektualisty
znajdziesz szereg smakowitych sformułowań. Cytat pochodzi z Przeglądu numer
36
Pismo ledwie dyszy i swojego wybitnego felietonisty nie zamieszcza w
internecie. To,że nie ma go w internecie w telewizji, że tylko czasami drukowała
go także ,,Euriopa,, to skandalicznie znamienne.
Lorraine   |07.09.2009 09:35:03
@ neoconstantine

Poprzestanę na polemice z tym, co piszesz o islamizmie.
Po pierwsze, z tego, że, jak piszesz, "Środowiska fundamentalistów
islamskich, rekrutują sobie partyzantów, właśnie wśród arabskiej (i w ogóle
muzułmańskiej) młodzieży wielkich miast zachodniej Europy", bynajmniej nie
wynika fakt, że paryskie zamieszki 2005 roku zostały wywołane przez
fundamentalistów islamskich. Przyczyny tych zamieszek nie miały nic wspólnego z
fundamentalizmem i to nie tylko moje zdanie ( w razie czego chętnie służę
licznymi linkami do artykułów na ten temat). Po drugie, na imigranckich
przedmieściach we Francji mieszka bardzo wielu młodych, którzy nie wywodzą się z
muzułmańskich rodzin. Po trzecie, nawet sami francuscy muzułmanie w większości
nie są żadnymi fundamentalistami. Bardzo ciekawe badania na ten temat zrobił
ostatnio Francuski Instytut Opinii Publicznej, Ifop (raport z tych badań:
www.ifop.com/?option=com_publication&type=publicat ion&id=48). Wynika z nich na
przykład, że tylko 1/3 osób wywodzących się z muzułmańskich rodzin uważa się za
wierzących i praktykujących muzułmanów, że tylko niecała 1/4 muzułmanów chodzi w
piątki do meczetu, ponad 40 % muzułmanów płci męskiej zdarza się pić alkohol, a
ponad 40 % praktykujących muzułmanek uznaje, że konkubinat jest czymś
dopuszczalnym, wreszcie niemal 70 % praktykujących muzułmanek nigdy nie nosi
chusty. Jak widać, przynajmniej we Francji (a najprawdopodobniej także w innych
krajach zachodnich) muzułmanie są znacznie bardziej liberalni niż to się
obiegowo twierdzi. Po czwarte, z faktu, że sprawcami zamachów terrorystycznych
bywają wychowani w Wielkiej Brytanii młodzi muzułmanie, nie można wyciągać
wniosku, że wychowani w krajach Europy Zachodniej młodzi muzułmanie to w
większości czy choćby w znacznej części fundamentaliści.
marrak  - Pani profesor Marii Janion dziękuję bard   |10.09.2009 04:02:47
Carl Philipp Gottlieb von Clausewitz (1780-1831), pruski generał i teoretyk
wojskowości twierdził, iż wojna jest kontynuacją polityki, prowadzoną jedynie za
pomocą innych środków. Jeśli tak to zarówno kampanię wrześniową jak i tym
bardziej powstanie warszawskie trudno ocenić pozytywnie. Kampania 1939r. to
bardzo szybka klęska państwa, które miało pretensje bycia regionalnym
mocarstwem, natomiast powstanie warszawskie, to już autetyczna tragedia. Jak
można było wysłać prawie bezbronnych ludzi przeciwko, świetnie wyposażonemu i
wyszkolonemu przeciwnikowi realizując jeszcze politykę antyrosyjską? Skutek
-zagładzie uległo miasto jak i znaczna część jego ludności. Oddając cześć
bohaterstwu żołnierzy, należałoby jednak rozliczyć przywódców i to nie tylko
politycznie. To generał Anders na wieść o powstaniu warszawskim powiedział, to
nie głupota to zbrodnia. Neoconstatin wyraża sięlekceważąco o Czechach. Bardzo
ostroznie z takimi opniami. To naród i państwo, z którego moglibyśmy, gdyby nie
trujący romantyzm i heroizm, brać przykład. Polecam wyjazd do Pragi. To nie
atrapa, jak Warszawa. A Pani profesor bardzo dziękuję, bo słuchając propagandy
jaka leje się z naszych środków masowego przekazu, człowiek ma watpliwości czy
rzeczywiście to co myśli (wbrew obiegowym opiniom)ma w ogole sens.
krzysia  - tragiczna ironia naszej historii   |10.09.2009 10:55:36
Interesujacy wywiad z prof. Janion o ironii tragicznej w naszej przeszłosci i
budowaniu polityki historycznej przez współczesnych dla realizowania swoich
politycznych celów.
Zgadzam się z wieloma komentarzami na kanwie tej rozmowy z
prof. Janion.
neoconstantine  - Czesi i muzułmanie.   |10.09.2009 12:46:39
Ci czescy zamachowcy, którzy zabili Reinharda Heydricha, nie wywodzili się
spośród miejscowych konspiratorów, tylko przylecieli z Anglii. Jakiś ruch oporu
w "Protektoracie Czech i Moraw" na pewno istniał, ale jakoś głucho o
jego spektakularnych sukcesach. Już prędzej można by coś znaleźć na Słowacji. To
o czymś świadczy, aczkolwiek Czesi potrafią czasem zadbać o interes własnego
kraju lepiej, niż my - patrz twarde i zdecydowane stanowisko Vaclava Klausa,
wobec unijnych urzędników, tudzież jego jasne stwierdzenie, że Traktat
Reformujący z Lizbony, ograniczy suwerenność Czech. Od naszego superpatrioty
Lecha Kaczyńskiego, trudno doczekać się takiej postawy i takich słów. Nie ten
format polityka. I może rzeczywiście uczmy się od Czechów tego realizmu w
polityce. Że w stosunkach międzynarodowych nie ma braterstwa, jest tylko twarda
gra interesów.
Co do francuskich muzułmanek (a jest wśród nich coraz więcej
rodowitych Francuzek), to wymyśliły sobie one fantastyczny strój kąpielowy, w
którym przychodzą na basen: "burkini", stanowiący połączenie bikini z
burką; i mimo zakazów, za diabła nie chcą go zdejmować.
Zgadzam się, że to nie
islamiści stali za rozruchami w podparyskich przedmieściach; ale taka bezideowa
młodzież, to najlepszy materiał do urobienia przez rozmaitych radykałów. A ze
względu na pochodzenie, to najbliżej tej młodzieży do islamu. A wiadomo, jak to
jest ze świeżo nawróconymi. Są bardziej papiescy od papieża. A laickie państwo
francuskie, nie ma im nic do zaoferowania. Nawet pracy.
kot  - polski patriotyzm   |18.09.2009 01:36:40
Jak łatwo zapadają w nicość dobre inicjatywy i instytucje.
Nikt nie krzyczy,
nie płacze nie słychać protestów!
Od kilku lat mówiono i mówiono o potrzebie
dyskursu publicznego. Tygodnik ,,Europa,, -właśnie tym się zajmowała i właśnie
w tej formule przestała istnieć. Była miejscem wypowiedzi dla najlepszych
światowych umysłów, badaczy, opisywaczy, teoretyków współczesności i zostawiała
przestrzeń dla polskich tematów, głosów wprawdzie mizernych ale szanse
otwierała, co tydzień, a więc dyskursywnie. Podniosła poziom sobotniej
,,Wyborczej,, , w której zaczęły się ukazywać wprawdzie chaotycznie ale także
ciekawe teksty i autorzy.
Niezbyt udany ale ambitny ,, Dziennik,, tworząc
konkurencje dla Wyborczej obniżył jej cenę (przez chwilę) dwukrotnie! Teraz
konkurencja znikła cena pójdzie w górę poziom się obniży.
Resztówka Europy
została skomercjalizowana i taki mamy kolejny koniec czegoś co było fajne i
zdechło. W to miejsce wdziera się gotowa jak zwykle do jej wypełnienia polska
głupota, podjudzanie i szum polityczny: siedemnastego września, nowe wydawnictwa
IPN , pełne relacje ,,Wyborczej,, która znów temu patronuje. Nie potraficie nic
sensownego zrobić, a co dobre niszczycie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.56309 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273