NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Arns, de Ruyter: Co się stało z przemysłem? Drukuj
Z Inke Arns* i Thibaut de Ruyter** rozmawia Joanna Erbel   
13.10.2011
Joanna Erbel: Przez ostatnie kilka dni jeździliście po Polsce, śledząc, w jaki sposób są wykorzystywane przestrzenie postindustrialne. Byliście w Gdańsku, Tarnowie, Bytomiu i Krakowie. Teraz spotykamy się w Łodzi. Dlaczego wybraliście akurat te miasta?

Thibaut de Ruyter: Ważne było dla nas, żeby odwiedzić różne przestrzenie postindustrialne, ale w wyborze konkretnych miast zdaliśmy się sugestie Daniela Muzyczuka. Jego obecność, tak samo jak Michała Libery, była bardzo ważna w naszym projekcie. Przez te kilka dni podróżowaliśmy w pięcioosobowym zespole: Inke, Daniel, Michał, Jim Campbell i ja.

Chcieliśmy, żeby te miejsca znacznie się od siebie różniły. W Gdańsku odwiedziliśmy stocznię, w Tarnowie – zakłady chemiczne, w Bytomiu – kopalnie. Tutaj, w Łodzi –   dawne zakłady tekstylne. Każde z miast całkiem inaczej odnosiło się do tych przestrzeni. Wczoraj w Bytomiu mieliśmy na przykład wrażenie, że chodzimy po ruinach i nasz spacer jest bliski archeologii. Teraz z kolei siedzimy w dawnej manufakturze, w pięknie wyremontowanym budynku Muzeum Sztuki w Łodzi, obok jest centrum handlowe, a całość wygląda trochę jak Disneyland.

Mam wrażenie, że w tych pięciu miastach obejrzeliśmy prawie wszystkie typy przestrzeni postindustrialnych. Nie trafiliśmy jedynie do dawnego browaru czy rzeźni.

Czym się różniły te miejsca od tych, które znacie z Niemiec czy Francji?

Inke Arns: Jeśli chodzi o różnice strukturalne, takie jak typ relacji fabryki do miasta, to praktycznie ich nie było. Tym, co różni Polskę od Niemiec, jest moment historyczny, w który zaczęła się dezindustrializacja i ponowna adaptacja budynków. Szczególnie ciekawe jest to, jak ten proces przebiegał.

Punktem odniesienia, gdy mówię o „Zachodzie”, jest dla mnie oczywiście Zagłębie Ruhry jako największy zindustrializowany obszar w Europie Zachodniej. Niegdyś Zagłębie Ruhry można był scharakteryzować za pomocą trzech haseł: „produkcja stali”, „warzenie piwa” i „piłka nożna”. Obecnie dwa pierwsze nie są już aktualne. Została tylko piłka nożna. Ten proces dezindustrializacji rozpoczął się tam około pięćdziesięciu lat temu. Zamykano kopalnie, sprzedawano fabryki stali. Elementem naszego programu jest film Przegrani i zwycięzcy (reż. Ulrike Franke, Michael Loeken, 2006), opowiadający o losach koksowni, która została sprzedana Chińczykom, rozłożona na części i przewieziona do Chin, żeby tam zostać znowu złożona, a następnie zreplikowana. Powstało w ten sposób pięć identycznych koksowni.

Dezindustrializacja jest procesem ewolucyjnym i nawet jeśli robotnicy byli zwalniani, to istniała pewnego rodzaju sieć nastawiona na to, żeby o nich zadbać. To, co widzieliśmy tutaj, w Polsce, ma dużo większą dynamikę. Dezindustrializacja rozpoczęła się tu później, bo około dwudziestu lat temu, i jest też bardziej brutalna. Co więcej, nie ma tutaj tych sieci społecznych, które pozwoliły amortyzować negatywne skutki transformacji. To jest właśnie główna różnica, która przekłada się również na odmienne doświadczanie transformacji jako takiej.

W jaki sposób przebiega wasza wizyta w Polsce? Czego szukacie?

Thibaut de Ruyter: Mamy bardzo intensywny program. Co dwa, trzy dni jedziemy do innego miasta, gdzie pokazujemy filmy. Poza Przegranymi i zwycięzcami jeszcze trzy inne: Balet żurawi (2007) Jacka Niegody, Robotnicy opuszczają fabrykę (1995) Haruna Farockiego oraz Linię (2010) Niny Fisher i Maroana el Sani. Po filmach jest koncert Jima Campbella. Poza tym zwiedzamy miasta i zbieramy materiał do naszej wystawy, która odbędzie się w 2012 roku. Planujemy też wydać książkę. Zanim to nastąpi, część materiałów można oglądać na blogu.

Próbujemy w miarę szeroko podejść do tematu dezindustrializacji. Szukamy nie tylko pięknych ceglanych fabryk, ale również tych wielkich, jak fabryka cementu w Bytomiu, które są brzydkie. Ich forma architektoniczna sprawia, że bardzo trudno je zaadaptować na lofty czy centrum handlowe, bo na przykład ich głównym elementem jest ogromny silos, wysoki na kilkadziesiąt metrów. Trudno cokolwiek z nim zrobić.

Rozmawiamy również z ludźmi. Jedno spotkanie było szczególnie poruszające – w Bytomiu chodziliśmy wokół fabryki, która została zamknięta jakieś pięć, sześć lat temu, i spotkaliśmy kobietę, która w niej pracowała przez dwadzieścia lat, a obecnie nadal mieszka tuż obok. Zaproponowała, że nas oprowadzi.

Inke Arns: Kiedy weszliśmy do środka, natrafiliśmy na stertę papierów porozrzucanych po podłodze. Na części z nich był jej charakter pisma. Kiedyś to były ważne dokumenty, a teraz to jedynie śmieci. Bardzo ją to zmartwiło. Dwadzieścia lat jej życia, które zmieniło się w stertę makulatury.

Czego możemy się spodziewać po waszej końcowej publikacji?

Thibaut de Ruyter: Na pewno nie będzie to książka socjologiczna. Nie będzie danych ilościowych, wywiadów. Raczej seria wypowiedzi na temat tych przestrzeni, ich alternatywnego wykorzystania. Dominującym spojrzeniem, jakie przyjmuję, jest perspektywa architekta. Przestrzenie postindustrialne można odnawiać, zachowując ich bryłę, ale można również je rozebrać i na ich miejscu wybudować coś innego. I takie głosy nie pojawią się tylko wśród osób spoza danej okolicy. Nasza bytomska przewodniczka, mimo że miała duży sentyment do fabryki, powiedziała, że należy ją zburzyć, a na jej miejscu postawić supermarket z centrum handlowym.

Nasza publikacja nie będzie rodzaj instrukcji obsługi „co zrobić z przestrzeniami poprzemysłowymi”, ale nagromadzony materiał bez wątpienia będzie pokazywał, że losy takich miejsc mogą być bardzo różne.

W Polsce w pewnym momencie zaczęło uchodzić za oczywiste, że istnieją tylko dwa scenariusze: centrum handlowe albo przestrzeń dla tak zwanych „przemysłów kreatywnych”. Ale biorąc pod uwagę, że coraz więcej mieszkanek i mieszkańców zmaga się z poważnymi problemami ekonomicznymi, nie jest to rozwiązaniem.

Inke Arns: To prawda. „Przemysły kreatywne” to tak bańka stworzona po to, by stymulować przepływ kapitału. Obietnica wzmocnienia miasta przez ściągnięcie do niego „przemysłów kreatywnych” to pewnie kłamstwo.

Thibaut de Ruyter: To, czy „przemysły kreatywne” będą służyć miastu, zależy od bardzo wielu czynników: jego miasta, struktury społecznej. Mają szanse przyjąć się w miejscu, gdzie jest dużo młodych ludzi skupionych wokół jakiegoś ośrodka akademickiego, ale nie tam, gdzie jest duże bezrobocie wynikające likwidacji jedynego zakładu przemysłowego zatrudniającego wcześniej większość mieszkanek i mieszkańców. Nie bez znaczenia jest również to, w jaki sposób dane miasto jest skomunikowane z innymi miejscami, czy da się łatwo i szybko do niego dojechać, czy nie.

W swoim projekcie śledzicie też losy przenoszonych fabryk.

Inke Arns: Tak. Chcemy pokazać, że nie do końca jest tak, że przemysł „wyparował”. Fabryki nie zniknęły, ale się przeniosły. Do innych państw, często azjatyckich – Indii czy Chin, jak wspomniana wcześniej koksownia. Nie chodzi nam jednak o to, żeby mówić, że konieczny jest powrót przemysłu do Europy. Przy tak dużej różnicy kosztów pracy jest to obecnie niemożliwe. Ale chcemy pokazywać te mechanizmy i trasy relokacji.

Jest oczywiste, że nie wszędzie w pustych przestrzeniach po przemyśle można zrobić centra handlowe i muzea sztuki współczesnej. Nie ma dla nich wystarczająco dużo odbiorców czy konsumentów. Czasami można nic nie robić. W Dortmundzie jest miejsce, które się nazywa Kokerei Hansa, działające jako otwarte muzeum. Nieczynna koksownia nie została przekształcona w obiekt o innych funkcjach, a jedynie zabezpieczona, aby odwiedzającym nie stała się krzywda. Jednocześnie nie jest to ten rodzaj pomnika, który ma zostać na zawsze, bo obiektu nikt nie odnawia, aby zachować go w niezmienionym stanie.

Thibaut de Ruyter: Trochę na tej zasadzie działa projekt Alternatif Turistic w Bytomiu.

Inke, mówiłaś, że zamierzacie podążać za przemysłem. Jak daleko chcecie go śledzić? Również do Chin?

Inke Arns: Tak. Chiny też będą przedmiotem naszej wystawy. Interesuje nas nie tylko zmieniające się miejsce, ale również warunki pracy.

Chiny są ciekawym przykładem, bo może się okazać, że niedługo same będą na tyle szybko się rozwijać, że nie będą chętne do eksportu koksu i stali. I konieczne stanie się wtedy znalezienie innego źródła surowców dla Europy. Może wtedy część fabryk powróci? Chociaż pewnie w mniejszej skali. Jest to mało prawdopodobny scenariusz, ale chodzą plotki, że fabrykanci z Zagłębia Ruhry go rozważają.

Thibaut de Ruyter: Wystawę poprojektową chcemy właśnie rozpiąć między tymi scenariuszami przyszłości a historią obszarów przemysłowych w Europie. Jej ważnym elementem będzie połowa lat 70. Jest to okres, w którym w Wielkiej Brytanii powstała muzyka industrialna, z silnym hasłem: „Muzyka industrialna dla ludzi przemysłu”. Ludzie, którzy ją tworzyli, to były głównie dzieciaki z biednych miast, z rodzin, w których rodzice są bezrobotni, a dziadkowie umierali w kopalniach. Przed ich domami rozpościerały się ogromne przestrzenie, ogromne „place zabaw”, po których można było się szwendać albo znaleźć dwa kawałki metalu i, uderzając nimi o siebie, wydobywać dźwięk. To był dla nich jedyna szansa na tworzenie muzyki, bo klasyczne instrumenty były za drogie. Jednocześnie powstaje legendarna scena „Madchester” wywodząca się z wytwórni Factory Records, która, paradoksalnie, nie powstała w fabryce, ale w pubie.

Jest to też okres działania Bernda i Hilli Becherów, autorów nurtu koncepcyjno-industrialnego w fotografii, zwanego „szkołą düsseldorfską”. W latach 60. zaczynają fotografować i dokumentować zanikającą architekturę przemysłowej, tworząc dość duże archiwum.

I to wszystko dzieje się równocześnie – oddolne, undergroundowe działania i zajęcia w düsseldorfskiej akademii sztuki. To ma być punkt wyjścia naszej wystawy – ta zmiana stosunku do przestrzeni poprzemysłowych. Będziemy również mówić o modzie na mieszkanie w lofcie, która zaczęła się w latach 80. I pewnie by się nie pojawiła, gdyby nie te wcześniejsze działania.

Thibaut de Ruyter: Wtedy też zaczyna się traktować budynki poprzemysłowe jako dziedzictwo architektury. Nie tylko w Niemczech, także w okolicy portowej w Londynie. To trochę inna opowieść, bo dotyczy ochrony zabytków, ale jest to bez wątpienia ważny wątek, który pojawia się obok opowieści o kulturze alternatywnej.

Z alternatywności wielu z tych miejsc mało co dziś zostało. Są czyste, spokojne, ładne i chętniej odwiedzane przez klasę średnią niż robotniczą.

Thibaut de Ruyter: Tak, na przykład tutaj, w kawiarni w Muzeum Sztuki w Łodzi. Jest to bez wątpienia elitarna przestrzeń.

*dr Inke Arns – od 2005 roku dyrektorka artystyczna Hartware MedienKunstVerein w Dortmundzie. Od 1993 roku niezależna kuratorka i krytyczna sztuki zajmująca się sztuką mediów i jej teorią, kulturami sieci oraz Europą Wschodnią. Wykładała na uniwersytetach i akademiach sztuk pięknych w Berlinie, Lipsku, Rotterdamie, Zurychu i Dortmundzie. Autorka wielu artykułów na temat sztuki nowych mediów i kultury sieci, a także redaktorka katalogów wystaw.

**Thibaut de Ruyter – architekt, krytyk sztuki i kurator. Mieszka i pracuje w Berlinie. Regularnie pisze do magazynów takich jak „Art Press”, „Il Giornale dell’Architettura”, „Particules” i „Zitty”. Jest również autorem esejów do wielu katalogów.

Projekt Industrial on Tour odbywa się w ramach Sezonu Kultury Nadrenii Północnej-Westfalii Tam’Tam 2011/2012.
Sezon Kultury objęty jest patronatem Krytyki Politycznej.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.49759 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273