NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Grzybek: „Zielona” polityka prędzej czy później dotrze do Polski Drukuj
Z Agnieszką Grzybek* rozmawia Jaś Kapela   
14.11.2011
wybor.jpgMieliśmy nadzieję, że po latach zmagania się z zabetonowaną sceną polityczną uda nam się wprowadzić do parlamentu posłanki i posłów, którzy mówiliby o „zielonych” tematach. Tak się nie stało. Ale z punktem widzenia Zielonych zgadza się już 25 proc. Polaków. Z Agnieszką Grzybek z Zielonych 2004 rozmawia Jaś Kapela.

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Jak nastroje w partii Zielonych po wyborach?

Agnieszka Grzybek: Trudno o euforię. Mieliśmy nadzieję, że po latach zmagania się z zabetonowaną sceną polityczną uda nam się wprowadzić pierwsze osoby do parlamentu, posłów i posłanki, którzy mówiliby o „zielonych” tematach: konsekwencjach budowy elektrowni atomowych, przestawieniu polskiej gospodarki wysokowęglowej na niskowęglową i tworzeniu warunków dla rozwoju energetyki odnawialnej, skutkach uwolnienia do środowiska roślin GMO. Tak się nie stało.

wybor.jpgA w ogóle były na to realne szanse? Dariusz Szwed na przykład dostał „jedynkę” w okręgu chrzanowskim, gdzie SLD nigdy nie było silne.

Szanse były. Beata Maciejewska miała drugie miejsce w Gdańsku, a Krystian Legierski czwarte w Warszawie, co przy dobrych notowaniach listy, na poziomie 15-17 procent, dawało nadzieję na sukces. Oczywiście z perspektywy wyniku wyborczego można powiedzieć, że popełniliśmy błąd i należało iść z Palikotem, ja jednak będę broniła naszej decyzji, opartej na racjonalnych przesłankach. Mało kto pamięta, że na początku sierpnia Palikot miał notowania w okolicach jednego procenta. Wystrzelił, gdy listy były już zarejestrowane i zaczęła się kampania wyborcza, i właściwie nie było odwrotu.

Czym się kierowaliście, decydując się na start z SLD?

Przede wszystkim była to kontynuacja współpracy, choć zarazem pragmatyczny wybór. W 2010 roku startowaliśmy z list SLD w wyborach samorządowych i wówczas zdobyliśmy pierwsze w historii Zielonych mandaty radnych: Krystian Legierski w Warszawie, Beata Kubica w Opolu, Małgorzata Tkacz-Janik w sejmiku śląskim, Ewa Koś w sejmiku zachodniopomorskim i Sebastian Kotlarz w radzie w Kątach Wrocławskich. Wtedy na naszym wyborze zaważyły względy programowe – w czasie kampanii prezydenckiej przeanalizowaliśmy według zielonego indeksu programy wszystkich kandydatów na prezydenta i wyszło nam…

Że jednak Napieralski?

Powiedzmy, że wypadł najlepiej. Przed wyborami parlamentarnymi długo dyskutowaliśmy, czy kontynuować współpracę z SLD, ale wydawało się, że nie ma żadnej realnej alternatywy. Liberalno-lewicowe i centrowe media przez lata powtarzały jak mantrę, że – co prawda – jaki jest SLD, każdy widzi, ale poza nim nie uda się zbudować nowej lewicy.

I uwierzyliście mediom?

Nie, ale wiedzieliśmy, że sami jesteśmy jeszcze za słabi. Poza tym z SLD startowała także Partia Kobiet i Unia Pracy, działaczki i działacze OPZZ.

Palikot nie składał żadnych propozycji?

Rozmawialiśmy i z SLD, i z Palikotem, ale ani jedni, ani drudzy nie dawali nam umowy koalicyjnej, a było bardzo prawdopodobne, że Palikot nie przekroczy progu wyborczego.

Start z Palikotem wydawał się nieracjonalny tylko dlatego, że miał niskie notowania?

Istotne dla nas były różnice programowe. Palikot miał dość liberalny, żeby nie powiedzieć neoliberalny, program ekonomiczny: podatek liniowy, wprowadzenie 18-procentowego VAT-u, co uderzyłoby w osoby mniej zamożne i biedne, odpłatność za studia humanistyczne. Nie bez kozery premier Tusk liczy, że Ruch Palikota poprze w Sejmie ustawy wprowadzające „konieczną deregulację”. Będę się upierała, że z punktu widzenia naszej tożsamości – grupy, która do polityki szła ze względów ideowych, żeby walczyć o nowe tematy i nową jakość polityki – nasza decyzja była racjonalna.

Poza tym zaważył też brak wiarygodności. Gdy wiał wiatr ze strony konserwatywnej, Palikot wspierał PO czy zakładał „Ozon”, w który wpakował dwadzieścia milionów. Teraz nagle poczuł, że serce mu bije z lewej strony.

Wiarygodność ideowa SLD to też sprawa dyskusyjna.

Była szansa na odklejenie tej łatki – w wyborach prezydenckich w 2010 roku na Napieralskiego głosowały osoby, które nie pamiętały starego SLD i szukały alternatywy dla prawicowej hegemonii. Tymczasem w tej kampanii znowu postawiono na żelazny elektorat, ponoć dość konserwatywny. Spychanie na dalekie miejsca na listach Wandy Nowickiej i Roberta Biedronia mieściło się w tej logice.


Sprawę podchwyciły media, które ze strachu przed ewentualnym powrotem PiS do władzy zrobiły wszystko, aby SLD stracił status partii drugiego wyboru, która mogła odebrać głosy PO. Nagle wszyscy przypomnieli sobie o braku wiarygodności SLD, zapominając, że w poprzedniej kadencji – jako partia opozycyjna – niewiele mógł w Sejmie zrobić. Projekty zgłaszane przez klub z reguły lądowały w zamrażarce u marszałka. Niektóre przez całą kadencję nie zostały dopuszczone do procedowania.

Faktem jest jednak, że w czasie kampanii SLD sam sobie strzelał w stopę, czego najlepszym przykładem jest porozumienie z BCC. Do jego negocjowania i podpisania nie zaproszono przedstawicieli pracowników. Należało też otworzyć się na młodych, na ruchy społeczne, dostrzec gigantyczną zmianę mentalności, jaka się dokonała.

I co teraz? Jakie macie plany?

Przede wszystkim wyciągamy z tych wyborów wniosek, że ważne postulaty, które głosiliśmy od samego początku, mogą się przebić i można dzięki nim uzyskać mandaty. To jest kwestia praw osób LGBT, związków partnerskich, praw kobiet czy liberalizacji zakazu przerywania ciąży, refundacji in vitro, świeckości państwa. Wcześniej wszyscy nam doradzali, że jeżeli chcemy robić politykę, to powinniśmy przytępić nasze ostrze ideologiczne albo schować gdzieś te kwestie, które mogą się nie spodobać w konserwatywnym społeczeństwie. Sukces Palikota pokazał, że jest inaczej.

Udało mu się zaistnieć w dużej mierze dzięki sprytnym posunięciom PR-owym.

Styl, w jakim Palikotowi udało się przebić, nie jest nam najbliższy.

Może jednak Zieloni powinni się trochę zradykalizować i postawić na happeningi?

Jesteśmy do bólu radykalni (śmiech). My też prowadziliśmy działalność happenerską, mamy takie środki w arsenale. Na przykład podczas wizyty prezydenta USA w Polsce, kiedy planowano instalować w naszym kraju elementy tarczy antyrakietowej, przeprowadziliśmy na Helu akcję „Bush go to hell”.

Powstaliśmy jednak po to, by wnosić do polityki nową jakość. Dla nas równie ważny jak kwestie obyczajowe jest zrównoważony rozwój, łączenie kwestii bezpieczeństwa ekologicznego z socjalnym. Chcemy się bliżej przyjrzeć się gazowi łupkowemu. Zostały wydane koncesje na poszukiwanie złóż, na czym zresztą budżet państwa stracił około 60-70 mln zł, ale stosowana technologia może być niebezpieczna dla środowiska. Do rozszczelniania łupków używa się substancji chemicznych, których składu nie znamy, bo są tajemnicą handlową firm.

Jest jeszcze kwestia elektrowni atomowych. Decyzję o ich budowie rząd podjął ponad głowami społeczeństwa, bez przeprowadzenia rzetelnej debaty czy konsultacji społecznych. A przecież to najbardziej nieefektywna ekonomicznie technologia pozyskiwania energii, do tego ryzykowna. Jednocześnie rząd nie był w stanie przygotować ustawy o promowaniu odnawialnych źródeł energii, do czego był zobowiązany dyrektywą UE z 2009 roku. Komisja Europejska już skierowała sprawę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jeśli przegramy, będziemy płacić dotkliwe kary. Podatnicy poniosą koszty niefrasobliwości rządu.

Na świecie „zielone” tematy są coraz mocniej obecne. Dlaczego w Polsce nie widać tej koniunktury?

U nas też tak będzie. W społeczeństwie jest coraz większe zrozumienie dla kwestii ekologicznych, choć na pewno dużym utrudnieniem jest przekaz medialny, pokazujący ekologów jako hamulcowych postępu. Nie ma też zrozumienia wśród polityków, czego przykładem raport Polska 2030, opierający się na pomyśle rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego - wspierania wyłącznie silnych ośrodków po to, żeby bogactwo skapnęło w dół. Wiadomo, że nie skapnie.

Jak chcecie to przełamać?

Jesteśmy nastawieni na współpracę z ruchami społecznymi, związkami zawodowymi, chcielibyśmy razem z nimi zorganizować cykl debat wokół tematów ekologicznych. Na przykład związkowcy postrzegają pakiet klimatyczno-energetyczny jako hamulec dla rozwoju naszej gospodarki. My pokazujemy, że rozwój „zielonych” miejsc pracy może być szansą dla Polski. Z raportu Pracując dla klimatu, przygotowanego na zlecenie Greenpeace, wynika, że do 2030 roku możemy produkować aż do 46,6 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Jednocześnie może powstać 100-150 tys. nowych miejsc pracy.

Nastawiamy się też na współpracę z lokalnymi społecznościami, czego przykładem jest koalicja „Rozwój Tak – Odkrywki Nie”. W kilku gminach na Dolnym Śląsku, gdzie odkryto pokłady węgla brunatnego, rząd postanowił wybudować kopalnie odkrywkowe, co wiązałoby się z wysiedleniem kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. W gminach przeprowadzono referenda, w których lokalna społeczność wypowiedziała się przeciwko tym pomysłom. Rząd tę demokratycznie podjętą decyzję chciał zlekceważyć, przygotowując specustawę. Wtedy gminy nie miałyby już nic do powiedzenia. Nasi zieloni koledzy, Radek Gawlik i prof. Ludwik Tomiałojć, wsparli mieszkańców, podobnie jak inne organizacje ekologiczne. Zawiązaliśmy z mieszkańcami koalicję, pomagaliśmy im zorganizować pikietę przed kancelarią premiera w dniu, w którym wręczyli list otwarty przeciwko przyjęciu uchwały zatwierdzającej Koncepcję Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030.

Harald Welzer ostrzega w Wojnach klimatycznych, że przyszłe kryzysy i konflikty na świecie będą dotyczyć zasobów naturalnych, na przykład dostępu do wody.

Skutki zmian klimatycznych, np. wielkie powodzie, już nas dotykają. Na to nakładają się efekty podjętych decyzji, na przykład betonowania brzegów rzek. Z kolei brak planów zagospodarowania przestrzennego skutkuje budowaniem domów na terenach zalewowych.

Świadomość, że potrzebna jest „zielona” polityka, wcześniej czy później dotrze do Polski. A właściwie już dotarła: z badań przeprowadzonych przez Fundację im. Heinricha Bölla w 2008 roku wynika, że z punktem widzenia Zielonych zgadza się 25 proc. Polaków.



Zapraszamy do lektury rozmów o sytuacji lewicy po wyborach, o jej programie i przyszłości
:


Aleksander Smolar, Antyklerykalizm to za mało

Janusz Palikot, Nazwę i program możemy zmienić na bardziej lewicowe  

Włodzimierz Cimoszewicz: Nauczmy się ufać, ale nie Palikotowi  

Leszek Miller: Siły ugrupowania nie można odbudować na kolanach

Bartosz Arłukowicz: Proszę uzbroić się w cierpliwość   

Agnieszka Graff: W tych wyborach nie uległam szantażowi  

Wanda Nowicka: Polityczne wahadło idzie w lewo

Wkrótce rozmowy m.in. z Kazimierą Szczuką, Anną Grodzką, Ryszardem Kaliszem.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95566 Seconds