NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graff: Wojna z Kościołem? Drukuj
Z Agnieszką Graff rozmawia Michał Sutowski   
28.09.2010

krzy4.jpgMichał Sutowski, Krytyka Polityczna: Jeszcze kilka miesięcy temu żyliśmy w kraju prawicowej hegemonii. Po katastrofie smoleńskiej wydawało się, że sytuacja jeszcze się pogorszy - spektakl żałoby zwiastował cofnięcie się Polski w otchłań jakiegoś przednowoczesnego mitu martyrologicznego. Tymczasem dziś media mówią o wielkim zwrocie w lewo. Co się tak naprawdę stało?

 

Agnieszka Graff*: Przede wszystkim nastąpiła legitymizacja antyklerykalizmu, powiedziałabym wręcz, jego „uszacownienie”. To, co jeszcze niedawno zamknięte było w wąskich kręgach, kojarzonych - nie do końca sprawiedliwie - wyłącznie z pismem „Nie”, akademickim miesięcznikiem „Bez Dogmatu” czy ostrymi wypowiedziami posłanki Senyszyn, trafiło na salony i do kuchni. Można się zastanawiać, czy media kreują ten przełom, ale sądzę że jest odwrotnie - to szeroką opinię publiczną ogarnęły takie nastroje, a politycy i niektóre media dość szybko je podchwycili. Niedawna dyskusja w Szczecinie, w jakiej brałam udział z okazji spotkania wokół Magmy, szybko zamieniła się w gromadne krytykowanie Kościoła katolickiego. Dość zgodnie atakowano tę instytucję za nadmierne rozpanoszenie się w naszym życiu  politycznym, narzekano na jej zachłanność finansową, której symptomem jest oczywiście Komisja Majątkowa, przywoływano wcześniejsze afery.
Odbiorcy Magmy nie są reprezentatywną próbką polskiego społeczeństwa, to jasne. Ale sami uczestnicy tej dyskusji mówili mi potem, że zaskoczyła ich otwartość własnych i cudzych wypowiedzi, brak autocenzury. Jeszcze kilka miesięcy temu rozmawialibyśmy inaczej. Coś pękło, coś się odblokowało.

 

Jeszcze niedawno nawet liberalne elity nazywały to „tramwajowym antyklerykalizmem”.
Wydaje mi się, że irytacja na Kościół przestała być sprawą wstydliwą. Zaczęłam mieć nawet poczucie, że tezy, które postawiłam w mojej ostatniej książce się niemal zdezaktualizowały. Pisałam o hegemonii Kościoła w Polsce z pozycji radykalnych, a teraz okazuje się, że jestem częścią mainstreamu. Dobrym tego miernikiem jest postawa centrowych dziennikarzy: na antenie TVN24, stacji dość konformistycznej wobec głównego nurtu debaty w Polsce, głosiłam ostatnio tezy mocno antyklerykalne, a Grzegorz Miecugow potakiwał z zatroskaniem na twarzy. Kilka lat temu zostałabym pewnie uznana za wariatkę. Istnieje już zatem gotowość do rozmowy na temat roli Kościoła w polskim życiu publicznym. Nie tylko w niszowej prasie czy na debatach feministycznych, ale także w opiniotwórczym kanale informacyjnym.

 

Czy twoim zdaniem pójdą za tym realne zmiany?
W tym problem. Dyskusja o miejscu Kościoła w Polce nie oznacza jeszcze jego renegocjacji. Musimy pamiętać, że ujawnienie afer to za mało - można wówczas załatwić sprawę opowieścią o złych ludziach, którzy zdarzają się w nawet najszlachetniejszej instytucji. A nam nie chodzi o wentyl bezpieczeństwa, o symboliczne skanalizowanie frustracji przez atak na jednego czy drugiego księdza pedofila albo prawnika defraudanta. Chodzi o kwestie fundamentalne, jak choćby renegocjacja konkordatu. Za kwestię kluczową uważam wyprowadzenie religii ze szkół i przedszkoli.

 

Dlaczego w ogóle możemy o tym rozmawiać? To wszystko przez Smoleńsk? Groteskowy spektakl pod Pałacem Prezydenckim?
Smoleńsk był tylko katalizatorem szerszego zjawiska. Na powierzchni debaty publicznej ujawniła się wreszcie głęboka zmiana pokoleniowa. I nie mam bynajmniej na myśli tego, że wymierają babcie w moherowych beretach, jak pogardliwie lubią je nazywać niektórzy liberałowie.
Dzieje się coś poważniejszego. W dorosłość weszło pokolenie, które urodziło się albo chodziło do przedszkola już w wolnej Polsce – ich doświadczenie Kościoła jest zupełnie inne niż poprzednich generacji. O ile jeszcze dla moich rówieśników Kościół u schyłku PRL stanowił oazę przyzwoitości, dla wielu jedyną dostępną odtrutkę na rzeczywistość realnego socjalizmu, o tyle dla nich jest to instytucja opresyjna. Nie kojarzy im się ze schronieniem przed ZOMO i komunistyczną władzą. Młodsi widzą, że Kościół sam jest przedstawicielem władzy: „starych”, dorosłych, którzy coraz mniej rozumieją ze świata, a mówią młodym jak mają żyć.

 

Dopiero oni mogli to dostrzec? Feministki, Krytyka Polityczna i wiele innych środowisk lewicowych mówiło o tym od początku III RP.
Ale dopiero dziś tamte tezy znalazły drogę do głównego nurtu debaty publicznej. Między innymi dlatego, że starsze pokolenie elit, środowiska opiniotwórcze, naczelni gazet - wszyscy oni mają poczucie długu wobec Kościoła. I z tej wdzięczności nie potrafią zauważyć, a już na pewno przyznać publicznie, że to po prostu konserwatywny moloch. Wciąż chyba wierzą, że istnieją „dwa kościoły”. Tylko że Józef Tischner i Stanisław Musiał nie żyją a Stanisław Obirek, Tadeusz Bartoś czy Tomasz Polak odeszli z Kościoła. I został już tylko jeden - ten endecki, który zaczynają już toczyć przedśmiertne drgawki.

 

Gdy mówisz o młodym pokoleniu, które przełamuje ten klerykalny sojusz starców, przychodzą mi na myśl lata 80. Mało kto dziś pamięta, że sporo ówczesnych kontestatorów atakowało nie tylko komunę, ale i narodowo-katolicką celebrę.
Tak, skojarzenie happeningu internautów „pod krzyżem” z Pomarańczową Alternatywą jest oczywiste. Masowy kabaret pod Pałacem Prezydenckim to wyraz prześmiewczego oporu - ci młodzi ludzie pokazali, że już się nie boją stetryczałej potęgi. Zamiast być jej wdzięczni, są nią po prostu zirytowani. Pokazują, że król jest nagi. I nie chodzi tu o nabijanie się z religii, ale z polskiego katolicyzmu jako pewnej formacji kulturowej. Jej spoiwem nie jest wiara w Boga i wartości chrześcijańskie, ale tradycja i konformizm, wyrażane w pustych, acz społecznie istotnych rytuałach, jak choćby posyłanie dziecka na religię w szkole dla świętego spokoju, nawet jeśli samemu jest się ateistą. Powoli zaczynamy dostrzegać, że religia rzeczywiście nie jest obowiązkowa.

 

Analogia do Pomarańczowej Alternatywy jest o tyle istotna, że to też był to ruch bez projektu politycznego. Protestujący pod krzyżem skrzyknęli się na Facebooku i po chwili rozeszli - to nie jest ruch, który zmieni Polskę. 
Nie doceniasz Pomarańczowej Alternatywy - te wygłupy zmieniły w ówczesnej Polsce klimat, pokazały ludziom że można się nie bać. Ale to fakt, to nie był ruch polityczny, nie proponował alternatywy wobec systemu. Trochę jak dowcip polityczny z końca lat 80. - pokazywał jego pustkę. Pustkę reżimu, który trzymał się już tylko na geopolityce i sowieckich czołgach. Kościół nie ma swojej Armii Czerwonej, ale ma konkordat i bardzo dużo pieniędzy. Na Zachodzie momentem przełomu były skandale pedofilskie. U nas też się zdarzały, ale - ku mojemu rozczarowaniu - nie spowodowały jakiegoś zwrotu w ludzkiej świadomości. Społeczności lokalne wolały zatuszować sprawę, przemilczeć cierpienie dzieci i napiętnować tych co bili na alarm – po to, by ochronić autorytet księdza. Zmianę jakościową uczynił dopiero Smoleńsk, a w zasadzie Wawel i cały spektakl pod krzyżem. Wydaje mi się, że ludzi zirytował ten swoisty zamach symboliczny na narodowe świętości.

 

Zamach Kościoła?
Myślę o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. Nagle wszyscy zrozumieliśmy, jak wielka i przemożna jest jego władza. Nie tylko symboliczna. Okazało się , że strażnikiem i właścicielem narodowego panteonu, miejsca pochówku polskich królów, poetów czy Piłsudskiego, jest właśnie Kościół. A właściwie jedna osoba - kardynał Dziwisz, który może podjąć tak ważną symbolicznie decyzje sam albo z kim zechce, np. z Jarosławem Kaczyńskim.

 

Co może wyniknąć z tego mentalnego przełomu?
To jest tak naprawdę opowieść do napisania. To od nas zależy, czy wydarzenia ostatnich miesięcy - spektakl żałoby, pochówek wawelski, wreszcie spory o krzyż pod Pałacem Prezydenckim – zostaną potraktowane jako przełom w kwestii stosunków państwo-Kościół, jako unaocznienie problemu miejsca Kościoła w sferze publicznej. Dotychczas ten problem skuteczie neutralizowano - kiedy zdarzały się rozmaite ekscesy, oskarżano o nie „skrajne” albo „marginalne” siły w Kościele. Tworzono bezpieczną opowieść o „złej sekcie”, powtarzano wielokroć, że Rydzyk to nie jest cały Kościół. Sugerowano nawet jego odszczepieństwo, sama wierzyłam przez moment, że możliwa jest jakaś schizma, że jego „sekta” wystąpi z Kościoła powszechnego. Ale nic takiego nie nastąpiło. Teraz widać wyraźnie, że siły „skrajne” doskonale odnajdują swoje miejsce w tej instytucji, która zresztą degeneruje się pod ich wpływem. Ale mnie nie jest interesują wewnętrzne problemy Kościoła, tylko problem dominacji Kościoła w życiu publicznym. I tego musi dotyczyć autentyczny przełom.

 

Czy zmiana stosunku opinii publicznej do Kościoła to jednak nie za mało, jak na odtrąbiony powszechnie „zwrot na lewo”?
Uprawomocnienie antyklerykalizmu to wielka zmiana w klimacie politycznym, ale to faktycznie tylko jeden z elementów zmian. Sporo wydarzyło się jeszcze przed katastrofą smoleńską. Latami na to pracowaliśmy. Teksty, wystąpienia na debatach, panelach, w środkach masowego przekazu, książki Krytyki Politycznej - to wszystko trafiało do dziennikarzy i do coraz szerszej grupy ludzi. Udało się wprowadzić na salony część roszczeń feministycznych, w czym wielka zasługa Kongresu Kobiet z roku 2009. Kongres przesunął granice tego, co jest poważne i ważne - sprawił, że dziennikarze centrowi, tzw. ogólnie słuszni, a nie tylko ci kojarzeni z lewicą, zaczęli otwarcie mówić choćby o kwestii parytetów. To zresztą dotyczy również polityków - nawet Donald Tusk przekonał się do tej idei. Zabawne, że musiał w tym celu pojechać aż do Indii - myślę, że jego samcza duma nie dopuszczała sytuacji, w której to polskie kobiety mogłyby go do czegoś przekonać. Nie zmienia to faktu, że idea parytetu nie ośmiesza już jej zwolenników – a śmieszności boimy się w tym kraju najbardziej.

 

Co z kwestią in vitro, prawem do przerywania ciąży?
Nie jestem wróżką, ale nie zdziwię się jeśli in vitro przejdzie, i to w kształcie bardziej „postępowym”, tzn. z refundacją zabiegów przez państwo. W tej sprawie mamy do czynienia z dość szerokim konsensusem społecznym - sztuczne zapłodnienie powszechnie postrzegane jest jako dobrodziejstwo, instrument pomocy parom, które pragną mieć dzieci. W tym sensie in vitro traktowane jest jako coś pro-life, więc mało kto ma wątpliwości. Kościół z uporem tkwi na dogmatycznych pozycjach, które nawet dla większości praktykujących katolików są niezrozumiałe, wręcz oburzające, bo piętnowanie in vitro kłóci się z podstawową intuicją moralną większości Polaków. To jest prorodzinne społeczeństwo także w tym sensie, że piętnuje się bezdzietne kobiety, a niepłodność traktuje się jako życiową katastrofę. Gdy Kościół mówi niepłodnym parom by „niosły swój krzyż”, efektem jest wzruszenie ramion i kolejna wyprawa do kliniki. Oczywiście u tych, których na to stać. Z prawem do aborcji sprawa jest już trudniejsza – zarówno politycznie, jak i na poziomie zbiorowej mentalności. Kościelna ideologia przy bierności SLD, mocno przeorała naszą świadomość - głęboko wryło się przekonanie, że mamy tu do czynienia z naruszeniem paktu człowieka z Bogiem. W kategoriach grzechu, winy i wstydu myślą o tym nawet niewierzący - takie podejście jest normą w naszej sferze publicznej, kulturze popularnej, serialach…

 

Ostatnim filmem, w którym normalnie mówiono o aborcji, był chyba Przypadek Kieślowskiego. Ale to było prawie 30 lat temu…
Wbrew temu, co twierdzi prawica, aborcja nigdy nie była traktowana jak „wyrwanie zęba”, to zawsze była dla kobiet poważna życiowa decyzja, kwestia egzystencjalna, związana z przerwaniem pewnej potencjalności życia. Ale Kościołowi udało się nadać jej otoczkę zbrodni. W III RP hasło aborcji stało się puktem wyjścia do niesłychanej pogardy wobec kobiet, dawało prawo do napiętnowania, poniżenia i zmieszania ich z błotem. Pozwalało na bezkarną nienawiść wobec „morderczyń” co widać choćby w komentarzach internautów na prawicowych portalach. Dzięki pojęciu aborcji można nienawidzić, potępić „zbrodniarki” i jeszcze do tego sądzić, że pozostaje się szlachetnym obrońcą wartości. In vitro na szczęście nie spotyka się z takim odium. Dla hierarchow kościola i częsci prawicy - od Tomasza Terlikowskiego po Jarosława Gowina – nie ma między aborcją a sztucznym zapłodnieniem wielkiej różnicy, ale ten sposób myślenia odcina kler i fundamentalistów od reszty społeczeństwa. 


Jutro druga część rozmowy: o tym, ile Janusz Palikot ma wspólnego z lewicą, o wymuszonym radykalizmie SLD i o tym, czy feministki skręcają na lewo.

 

 

*Agnieszka Graff (ur. 1970)  –  amerykanistka, filolożka, doktor literatury angielskiej, wykładowczyni Ośrodka Studiów Amerykańskich oraz Gender Studies UW, uczestniczka wszystkich Manif 8 Marca oraz obu Kongresów Kobiet, członkini zespołu Krytyki Politycznej. Tłumaczka Własnego pokoju Virginii Woolf oraz autorka licznych artykułów i felietonów (m.in. w „Przekroju”, „Gazecie Wyborczej”, „Zadrze” i „Res Publice Nowej”), a także książek: Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym (2001) i Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie (2008), Magma i inne próby zrozumienia, o co tu chodzi (2010).   

 

Czytaj nową książkę Agnieszki Graff: graff_okladka_m.jpg Czy naprawdę jesteśmy krajem katolickim? Dlaczego polscy liberałowie to zwykli konserwatyści? Czy feministki żyją w gettach? I czy kobiety istnieją realnie?

Komentarze
Dodaj nowy
TT2  - gdzie ten przełom właściwie miał miejsce?   |28.09.2010 04:46:43
Michnik z różnych powodów uznał, że strategia polegająca na próbach
wykorzystywania Kościoła do swoich celów, tworzenia w nim przyjaznej frakcji,
itp. która pojawiła się w "Kościele, lewicy i dialogu" nie ma już
przyszłości i zawiesił całą politykę kurtuazji. Za nim bezwiednie jak zwykle
poszły śledzące pilnie linię poprawności politycznej wytyczną przez Wyborczą
media typu Polityka czy TVN-24. A Pani nazywa to przełomem społecznym? Owszem,
ta zmiana polityki mediów głównego nurtu ma wpływ na nastroje części
społeczeństwa, ale nie należy mylić przyczyny ze skutkiem.
trzeciak   |28.09.2010 09:19:07
Nie należy również mylić spiskowej teorii dziejów i syndromu oblężonej twierdzy
z rzeczywistością.
cursorium  - Na początku przywołam dzieło artysty   |28.09.2010 10:16:18
I niech film w którym normalnie mówiono przemówi


http://www.youtube.com/watch?v=BRwDNwEpKwc
bullshitproduclion   |28.09.2010 10:46:46
Bardzo nie lubię kościoła. Kościół to średniowieczny przeżytek, taki
anachroniczny że aż strach. Wyciska z chłopa i baby dziesięcinę, chociaż nawet
dziecko wie, że najniższa stawka podatkowa to 18% i za mniej już się nie da.
Dlatego kościół nie odprowadza VAT-u od swoich usług i z tego chytrze wciąż
żyje. Ale jego niedoczekanie!

Ponieważ jest on zły to znaczy endecki (lub też
endecki to znaczy zły) zaczynają go już toczyć przedśmiertne drgawki. Drga tak
sobie do melodii "Boże coś Polskę", która jest nawet przyjemna,
zwłaszcza gdy się ją już zna, ale słowa są bez sensu, gdyż w narracji występuje
istota nieistniejąca. Generalnie jednak kościół to wyłącznie tradycja i
konformizm, wyrażane w pustych, acz społecznie istotnych rytuałach, jak choćby
posyłanie dziecka na religię w szkole dla świętego spokoju.

Dlatego jak kto
myśli samodzielnie, to kościołowi robi na złość. I jest tu oferta dla
wszystkich. Można się na przykład rozmnażać na złość kościołowi poprzez in
vitro. I można się też na złość kościołowi nie rozmnażać uprawiając aborcję.
Najbardziej postępowi najpierw zapładniają się poprzez in vitro a potem
abortują. Wtedy kościół toczy z wściekłości pianę z pyska i dobrze mu
tak!

Nie wiem, co dalej o tym myśleć, bo druga część tego wspaniałego wywiadu
będzie dopiero jutro.


A poza tym sądzę, że Gnębonowi, Józefowi oraz
Andrzejowi upiekło się z tym zbanowaniem, gdyż powinno się ich wytarzać w smole
i pierzu, bo to bardzo źli ludzie.
Inż.Karwowski   |28.09.2010 11:01:11
W smole i pierzu. No pewnie.
Czuj, czuj czuwaj!
bullshitproduction  - bullshitproduction//bullshitproduclion   |28.09.2010 11:07:44
Jakiś zbanowany pajac próbuje się tu odegrać, podszywając się pod czyjegoś
nicka. Niezła żenada. Powinienem się posłużyć waszym tekstem: "idźcie na
wate, dzieciaczki".
Machatma   |28.09.2010 14:22:46
Nie wiem, co dalej o tym myśleć

bulszit, to się wie, że nie wiesz.
Jak dalej żyć też nie wiesz.
Ha ha,
jak cię czytam, to nie wierzę własnym oczom.

W zasadzie, obiecywałem
ci już, że za darmo ode mnie edukacji nie dostaniesz, ale że jestem
spełniony w zawodzie, który wykonuję, powiem tylko, żeś nieoczytany
niczym feudalny chłop. Bo gdybyś był oczytany choćby na poziomie
liceum, wiedziałbyś, durny ty, że jedno z pierwszych dzieł polskich to
dzieło o tym, jak chytrze bydlą przeciw pany kmiecie, i jak buntują się przeciw faudałom, panu, księdzu i plebanu, małorolni
chłopi.
To po pierwsze i przede wszystkim.

Ale jako że jestem wręcz
z powołania w swym zawodzie, to powiem ci jeszcze, kołtunie jeden, nawet
więcej, mianowicie, że pierwsze zdanie polskie, jakie
zostało zanotowane, brzmi: daj mi, ać pobruszę, a ty pożiwaj. I wypowiada je raczej staromodny średniowieczny dżentelmen do swojej
zapracowanej kobiety, żeby sobie odpoczęła i że on ją zastąpi, a broń boże
do innego dżentelmena.
Żyjesz w Polsce, uczniaku, a nie w Grecji
Hellenów.
Więc nie zasłużyłeś choćby na dwójkę z plusem.

Idź lepiej na
watę cukrową rozważając w drodze powrotnej kompleks Edypa.
mergiel   |28.09.2010 13:55:59
Ja sobie to tak wymerglowałem: chyli się ku upadkowi socjalistyczny porządek
Sldowsko-PoPisowy, więc trzeba się jakoś wyróżnić, a najprościej w walce z
Kościołem i w obyczajówce. Bo to rzeczy niewymierne, co innego gospodarka,
administracja, infrastruktura, dywersyfikacja źródeł energii, tu można dodać,
pomnożyć i gościów rozliczyć, wytknąć niekompetencje lub zwykłe złodziejstwo,
wykazać bredzenie i ściemnianie. A co najważniejsze ma się gotowe hasło
wyborcze na kilka następnych pokoleń.
Ileż można o tym samym?
Pozdrowienia
Mergiel
mergiel   |28.09.2010 14:03:00
A już było o roślinkach, stawie, rybkach, idźcie w tym kierunku, są jeszcze
setki nieodkrytych gatunków w Puszczy Amazońskiej, botanika ma przyszłość.
Na
pewno to docenią przyszłe pokolenia.
Baobab na prezydenta, nawet na sto czy
dwieście kadencji to dopiero by była ciągłość władzy, a wy tylko o tych
skrobankach i klechach.
Pozdrowienia Mergiel
RAWoko   |28.09.2010 19:28:58
Czy Polska jest jeszcze krajem świeckim?czy moze juz katolickim ?5 lat
igrzysk tuskokaczorków POPISU z udziałem przystawek sld psl ,cyrk z
krzyzem populistyczne obyczajowe zagrywki medialne ,ogromny dług finansów
panstwa korupcja ,emigracja ludzi wykształconych.karanie za narkotyki i
aborcje a jednoczesnie dostępne dopalacze i turystyka aborcyjna.hipokryzja
wyborców PO sięgnęła dna.wystarczy poczytać obietnice i program z
2007 i 2010 mysliwego..zenada..rozpasanie kleru nie ma umiaru..doją
Polske ile się da ,przeciez Polska to kraj katolicki.dalej —  — tanie
państwo i rozkwit biurokracjii jakiej nigdy nie było..gratuluję po20
latach biskup glosi co jest dobre dla Polaków.jakie to smutne
wejder1   |29.09.2010 12:16:45
Prosiłbym o zbanowanie ‘bullshitproduclion’, za prób podszywania się pod
drugiego forumowicza.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.23113 Seconds