NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gdula: Studia tylko dla bogatych? |
|
|
Maciej Gdula w rozmowie z Aleksandrą Pezdą ("Gazeta Wyborcza")
|
|
14.06.2009 |
Ministerstwo Nauki przygotowuje nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z nią od roku akademickiego 2010/11 studenci będą mogli wybrać tylko jeden kierunek studiów za darmo. Za każdy nowy fakultet będą musieli zapłacić. O propozycji napisała „Gazeta Wyborcza” (13-14 czerwca 2009). Projekt komentuje Maciej Gdula (KP).
Aleksandra Pezda: To dobry pomysł?
Maciej Gdula: Ja go oceniam negatywnie. Ministerstwo przedstawia projekt jako decyzję techniczną i cząstkową. Ale ja uważam, że za parę lat pójdzie za tym pełna komercjalizacja studiów.
I tak 60 proc. studentów płaci za studiowanie…
- To powinniśmy skomercjalizować studia dla całej reszty? To niby odwołuje się do sprawiedliwości, ale sankcjonowałoby niesprawiedliwość. Bo kiedy już wszyscy będą płacić za studia, dla dużej części finanse będą stanowiły ograniczenie.
Istnienie publicznej, nieodpłatnej wyższej edukacji określa ścieżki kariery jakiejś grupy ludzi, np. tych z mniejszych miast. Mam takich studentów: mogli zaplanować studia, bo mieli szansę na bezpłatne, wystarczyło zadbać o koszty utrzymania w mieście akademickim. Inaczej wybraliby może gorszą uczelnię w pełni płatną w swoim mieście, a może i na to nie byłoby ich stać.
Ale to właśnie dla takich studentów ministerstwo chce wygospodarować więcej miejsc na bezpłatnych kierunkach.
- Nie jestem pewien, czy tak się stanie. A może te miejsca zajmą gorsi kandydaci z dużych miast?
Znam też kolejny argument - że studiują za darmo głównie bogaci. Ale idea bezpłatnych studiów polega na tym, że są utrzymywane z publicznych środków. Bogaci też płacą te podatki. Wolno im też korzystać z bezpłatnej edukacji.
To jak wykluczyć patologię, że nieograniczeni czesnym studenci przeskakują z jednego kierunku na drugi, nie zaliczając kolejnych studiów?
- A jest ich tak wielu? Nie sądzę. Powinno się najpierw określić rozmiary tego zjawiska. Bo może jego likwidacja przyniesie większe koszty niż tolerowanie go.
Znam studentów, którzy wybierają dwie uczelnie, np. prawo i medycynę. Taki absolwent może zostać prawnikiem specjalizującym się w sprawach medycznych. Czy to problem, że będziemy mieli lepszych specjalistów?
Pozostawienie możliwości próbowania różnych wyjść jest także wartością. Student może spróbować dziennikarstwa, a kiedy uzna, że to nie dla niego, przeniesie się na biologię.
Tylko dlaczego mają za to płacić wszyscy podatnicy?
- Przecież to zaowocuje lepszą alokacją takiego absolwenta w życiu zawodowym.
Tym, o co trzeba się martwić, jest tendencja przekształcania się wszelkich studiów w szkolnictwo zawodowe. To część technokratycznego zarządzania edukacją wyższą, widać je na przykładzie procesu bolońskiego. Pozornie i to było zupełnie techniczną decyzją - chodziło „tylko” o podział studiów na etapy: pierwszy, kończący się licencjatem, drugi - magisterium.
Ale decyzja ta zdemolowała proces kształcenia. Uczelnie przerabiają programy, by po trzech latach móc dać dyplom. To utechnicznia i przyspiesza nauczanie, podporządkowuje je głównie rynkowi pracy.
Jeśli studia są płatne, studenci wybierają takie kierunki, które gwarantują im dobrą pracę, a nie takie, dzięki którym będą służyć dobru publicznemu.
Teraz co dziesiąty student studiuje dwa lub więcej kierunków.
- No i kto powiedział, że to źle? W ministerialnym projekcie widać założenie, że studiowanie powinno się dostosować wyłącznie do potrzeb rynku pracy, a za coś więcej powinniśmy płacić jak za jakąś rekreację.
Jest druga strona tego zjawiska. Doświadczamy patologii multistudiowania niekoniecznie z wyboru studentów. Na nich wymusza to chory rynek pracy - jeden dyplom przestaje być wartością, pracodawcy oczekują kilku. Mimo że wiedzą, iż absolwent i tak więcej się uczy w praktyce zawodowej. To generuje większe koszty i wydłuża okres studiowania.
Jest może i tak, że dwa kierunki studiują właśnie ludzie z mniejszym kapitałem społecznym. Bo chcą mieć dwa fakultety, by lepiej się odnaleźć na rynku pracy. I jeśli uruchomimy mechanizm, który proponuje ministerstwo, może się okazać, że studiować dwa kierunki będą tylko bogaci.
Wywiad ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 15 czerwca 2009.
[fot. Fundacja dla Wolności - pomnik studenta na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego w koszulce z akcji Solidarni z Jackiem Kuroniem]
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.06.2009 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...