NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Studia tylko dla bogatych? Drukuj
Maciej Gdula w rozmowie z Aleksandrą Pezdą ("Gazeta Wyborcza")   
14.06.2009
student.jpgMinisterstwo Nauki przygotowuje nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z nią od roku akademickiego 2010/11 studenci będą mogli wybrać tylko jeden kierunek studiów za darmo. Za każdy nowy fakultet będą musieli zapłacić. O propozycji napisała „Gazeta Wyborcza” (13-14 czerwca 2009). Projekt komentuje Maciej Gdula (KP).

Aleksandra Pezda: To dobry pomysł?


Maciej Gdula: Ja go oceniam negatywnie. Ministerstwo przedstawia projekt jako decyzję techniczną i cząstkową. Ale ja uważam, że za parę lat pójdzie za tym pełna komercjalizacja studiów.

I tak 60 proc. studentów płaci za studiowanie…

- To powinniśmy skomercjalizować studia dla całej reszty? To niby odwołuje się do sprawiedliwości, ale sankcjonowałoby niesprawiedliwość. Bo kiedy już wszyscy będą płacić za studia, dla dużej części finanse będą stanowiły ograniczenie.

Istnienie publicznej, nieodpłatnej wyższej edukacji określa ścieżki kariery jakiejś grupy ludzi, np. tych z mniejszych miast. Mam takich studentów: mogli zaplanować studia, bo mieli szansę na bezpłatne, wystarczyło zadbać o koszty utrzymania w mieście akademickim. Inaczej wybraliby może gorszą uczelnię w pełni płatną w swoim mieście, a może i na to nie byłoby ich stać.

Ale to właśnie dla takich studentów ministerstwo chce wygospodarować więcej miejsc na bezpłatnych kierunkach.

- Nie jestem pewien, czy tak się stanie. A może te miejsca zajmą gorsi kandydaci z dużych miast?

Znam też kolejny argument - że studiują za darmo głównie bogaci. Ale idea bezpłatnych studiów polega na tym, że są utrzymywane z publicznych środków. Bogaci też płacą te podatki. Wolno im też korzystać z bezpłatnej edukacji.

To jak wykluczyć patologię, że nieograniczeni czesnym studenci przeskakują z jednego kierunku na drugi, nie zaliczając kolejnych studiów?

- A jest ich tak wielu? Nie sądzę. Powinno się najpierw określić rozmiary tego zjawiska. Bo może jego likwidacja przyniesie większe koszty niż tolerowanie go.

Znam studentów, którzy wybierają dwie uczelnie, np. prawo i medycynę. Taki absolwent może zostać prawnikiem specjalizującym się w sprawach medycznych. Czy to problem, że będziemy mieli lepszych specjalistów?

Pozostawienie możliwości próbowania różnych wyjść jest także wartością. Student może spróbować dziennikarstwa, a kiedy uzna, że to nie dla niego, przeniesie się na biologię.

Tylko dlaczego mają za to płacić wszyscy podatnicy?

- Przecież to zaowocuje lepszą alokacją takiego absolwenta w życiu zawodowym.

Tym, o co trzeba się martwić, jest tendencja przekształcania się wszelkich studiów w szkolnictwo zawodowe. To część technokratycznego zarządzania edukacją wyższą, widać je na przykładzie procesu bolońskiego. Pozornie i to było zupełnie techniczną decyzją - chodziło „tylko” o podział studiów na etapy: pierwszy, kończący się licencjatem, drugi - magisterium.

Ale decyzja ta zdemolowała proces kształcenia. Uczelnie przerabiają programy, by po trzech latach móc dać dyplom. To utechnicznia i przyspiesza nauczanie, podporządkowuje je głównie rynkowi pracy.

Jeśli studia są płatne, studenci wybierają takie kierunki, które gwarantują im dobrą pracę, a nie takie, dzięki którym będą służyć dobru publicznemu.

Teraz co dziesiąty student studiuje dwa lub więcej kierunków.

- No i kto powiedział, że to źle? W ministerialnym projekcie widać założenie, że studiowanie powinno się dostosować wyłącznie do potrzeb rynku pracy, a za coś więcej powinniśmy płacić jak za jakąś rekreację.

Jest druga strona tego zjawiska. Doświadczamy patologii multistudiowania niekoniecznie z wyboru studentów. Na nich wymusza to chory rynek pracy - jeden dyplom przestaje być wartością, pracodawcy oczekują kilku. Mimo że wiedzą, iż absolwent i tak więcej się uczy w praktyce zawodowej. To generuje większe koszty i wydłuża okres studiowania.

Jest może i tak, że dwa kierunki studiują właśnie ludzie z mniejszym kapitałem społecznym. Bo chcą mieć dwa fakultety, by lepiej się odnaleźć na rynku pracy. I jeśli uruchomimy mechanizm, który proponuje ministerstwo, może się okazać, że studiować dwa kierunki będą tylko bogaci.

Wywiad ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 15 czerwca 2009.

[fot. Fundacja dla Wolności - pomnik studenta na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego w koszulce z akcji Solidarni z Jackiem Kuroniem]
Komentarze
Dodaj nowy
h.caulfield   |15.06.2009 05:49:23
Osobiście uważam, że ograniczenie ilości bezpłatnych ECTSów do wyrobienia
wyjdzie społeczeństwu na plus. Otworzy dostep do bezpłatnych studiów dla
większej liczby ludzi, oferując im (w większości przypadków) edukacje lepszą niż
otrzymaliby na prywatnych uczelniach. Można oczywiście mówić, że ci
"nowi" studenci przed którymi otworzy się nowe możliwości są tymi
"gorszymi" kandydatami, ale zastanawia mnie jak pan Gdula może bronić
systemu, który de facto prowadzi do większej nierówności wśród młodych
pracowników na rynku pracy. Bo właśnie tak jest w tej chwili: z jednej strony
ok. 10% multistudiujących najczęściej z dużych miast (znam osobiście) a z
drugiej strony cała reszta kończąca wyższe szkoły x i y. Poniekąd prawdą jest,
że to rynek pracy wymusza multistudiowanie, ale obecny stan rzeczy jest taki, że
z bezpłatnych studiów bez limitów korzyści większe niż proporcjonalne przypadają
"uprzywilejowanym". Niektórzy powiedzą, że to słusznie bo są zdolniejsi,
zaradniejsi i ambitniejsi; jak dla mnie to jest tak, że częściej niż nie,
multistudiujący blokują możliwości tych startujących z gorszych pozycji. A nowy
system z tego co mi wiadomo i tak miałby zostawiać furtkę do podwójnych
fakultetów dla najwybitniejszych studentów.
Drugim efektem spowodowanym
wprowadzeniem limitu ECTSów, będzie wprowadzenie pewnej dyscypliny w decyzjach o
studiowaniu. Może okazać się to trochę za rygorystyczne, ale ograniczy liczbę
"przeczekujących".
W moim obecnym rozumieniu tej reformy, zgadzam się z
jej postulatami (prawdopodobnie jedyna taka reforma tego rządu) i jakoś nie
widze w jaki sposób miałby to być wstęp do prywatyzacji. Może czegoś nie
zauważam?
ale_akcja  - Większy problem   |15.06.2009 16:04:39
Pani minister otwarcie mówi, że broni prywatnych wyższych szkół przed upadkiem.
Po co? Nie rozumiem, czemu pokolenie niżu demograficznego nie miałoby do
maksimum wykorzystać oferty najlepszych polskich uczelni. Lepiej studiować na
UJ, UWr, UMK, UW i innych U, niż w Wyższej Szkole Czegoś Chwytliwego i Czegoś
Modnego. Jeśli pani minister tak przejmuje się losem prywatnych placówek
oświatowych, to może powinna rekomendować przywrócenie obowiązkowej służby
wojskowej, bo po jej zniesieniu wiele szkół policealnych umarło śmiercią
naturalną.
Zgoda, obecny system nie jest najlepszy. Ale uprzywilejowanie
najbogatszych zaczyna się o wiele wcześniej, niż na studiach. Dlaczego nie ma
żłobków i przedszkoli publicznych, które pozwoliłyby na niwelowanie różnic
kapitału, jaki wynoszony jest przez dzieci z domu? Co państwo robi dla
wyrównania poziomu szkół? Rażącym przykładem nieudolności, tym razem władz
lokalnych, jest to, że bogata Warszawa od dwudziestu lat nie wpadła na to, żeby
sypnąć choćby odrobinę więcej grosza na Pragę Północ. Nikt nie pomyślał, że
inwestowanie w takie przedsięwzięcia, jak świetlica fundacji "Mierz
Wysoko", po prostu się opłacają. Na etapie gimnazjum i liceum, państwo nie
korzysta na przykład z możliwości współpracy ze szkołami społecznymi, które
wielokrotnie wyrażały chęć współpracy i uczestnictwa w programie, który
pozwoliłby przyjąć dzieci z rodzin, które nie ułatwiają młodym startu. A to
tylko kilka przykładów.
Batalia o studia jest ważna, ale przysłania głębszy
problem. Z nierównościami nie uporamy się wprowadzając odpłatność za
"fanaberie" w rodzaju drugiego kierunku. Niestety, jest to trudniejsze.

Chociaż muszę przyznać, że w tym akurat wywiadzie, Gdula nie wypada
szczególnie przekonująco, ma rację. Jeśli studia będą postrzegane jako
techniczne przygotowanie do pracy, skończymy z ręką w nocniku. "Dostosowanie
do potrzeb rynku" (zbyt ścisłe, nie chodzi o całkowitą niezależność, to
utopia) może skutkować, że w sytuacji, gdy zmienią się warunki, nie będzie
ludzi, którzy potrafiliby myśleć.
Na koniec, chciałbym się podzielić
podejrzeniem, czy aby odpłatność drugiego kierunku nie jest "stopą w
drzwiach", których nie będziemy w stanie potem zamknąć? Czy za kilka lat
ktoś nie przyjdzie i nie powie: "przecież płaci się już za drugi kierunek,
wystarczy rozszerzyć istniejące rozwiązanie na pierwszy kierunek". A tego
byśmy nie chcieli.
maciej  - Wyszperane   |15.06.2009 16:50:46
Minister szkolnictwa wyższego w DZIENNIKU
piątek 3 października 2008

Kudrycka: Najważniejsza jest marka szkoły.
"Zaczniemy od takich prostych
kroków jak wprowadzenie obok symbolu Orła na dyplomach, także symbolu szkoły.
Będzie wówczas jasne i mocno wyeksponowane jaką uczelnię skończył absolwent. Ale
ważniejszy jest nasz plan finansowego wzmacniania tych uczelni, które
rzeczywiście reprezentują wysoki poziom naukowy. To ma realizować nasz plan
wyodrębnienia KNOW — ów, czyli Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących, takich
flagowych uczelni i wydziałów, które prezentują najwyższą jakość. KNOW — ami mają
być uczelnie tak publiczne jak i prywatne, które prowadzą badania naukowe na
wysokim poziomie. Takie uczelnie będziemy dodatkowo wspierać finansowo, a to
pozwoli odsiać te szkoły wyższe które działają jak szkoły średnie i prowadzą
wyłącznie działalność dydaktyczną. Przecież bez badań naukowych nie może być też
dobrego nauczania."

W Polsce jest 150 uczelni publicznych i blisko 350
prywatnych. To niemalże tyle samo co w Stanach Zjednoczonych. Być może polski
rynek szkół wyższych jest po prostu przesycony.
"Nie mamy wpływu na liczbę
szkół, za to mamy i chcemy mieć na ich jakość. Stany Zjednoczone to dobry
przykład. Kiedy spojrzy się na światowe rankingi uniwersytetów to jasno widać,
że w pierwszej 50 dominują szkoły z USA. Za to w dalszych setkach tych szkół już
niemal zupełnie nie ma. Wniosek jest jasny: tam są szkoły albo wybitne, albo
mierne. To zapewne również przyszłość polskiego szkolnictwa. Nie da się mieć
kilkuset świetnych uczelni, więc trzeba zmierzać ku temu, by mieć przynajmniej
kilkanaście uczelni na światowym poziomie."
Przekrój 16.04.2009
Czy będą
zamykać wyższe uczelnie?
" Określenie ruszy lawina to oczywiście
przesada. Jednak przygotowując się do procesu likwidacji niektórych szkół
wyższych po prostu przewidujemy problemy i staramy się wskazywać sposoby ich
rozwiązania tak, aby odbywało się to jak najmniejszym kosztem studentów i
uczelni w Polsce. Demografia jest nieubłagana. Dziś w Polsce działa ponad 300
uczelni niepublicznych. Jeżeli dodamy do tego publiczne to okaże się, że mamy
prawie tyle samo szkół co Chiny. Według szacunków GUS za rok zmniejszy się
liczba osób w wieku studenckim (19-24 lata) o około 300 tysięcy i spadnie do 3,3
miliona. W kolejnych latach liczba ta będzie stale malała: do 2015 roku będzie
to zaledwie 2,8 miliona."
Ministerstwo Nauki przygotowuje nowelizację
ustawy o szkolnictwie wyższym.
Gazeta Wyborcza (13-14 czerwca
2009)
Ministerstwo powołuje się też na raport Banku Światowego z 2005 r. - w
Polsce na studia płatne idzie - paradoksalnie - młodzież z rodzin mniej
zamożnych i ze wsi. I by się uczyć, musi pracować. A na bezpłatne stacjonarne
dostają się dzieci rodziców o wyższym wykształceniu i dochodach, których stać na
korepetycje i utrzymanie dziecka w czasie studiów.
Konstytucja gwarantuje
bezpłatną naukę w szkołach publicznych. Czy projekt jest z nią zgodny?
-Konsultowaliśmy z prawnikami. My w zasadzie ten dostęp rozszerzamy.
Studiujących za darmo będzie więcej - mówi rzecznik resortu Bartosz Loba."
Eriverson   |16.06.2009 03:03:40
Nie wiem w jaki sposób tą reformę przeprowadzi PO (czy w ogóle ją przeprowadzi
?), ale sadze ,że są trzy przesłanki za tym ,że rząd ma racje:
1.Bardziej
sprawiedliwe jest to aby studiowało 60 tys studentów na jednym kierunku, niz 30
tys na dwóch kierunkach
2.Dlaczego Państwo ma fiansować studia np. 6 letnie na
Medycynie ,przyszłemu lekarzowi ,który wyjedzie do pracy zagranice lub załozy
sobie prywatny gabinet ?
3. Aspekt stricte doktrynalny, PO sie mieni jako
partia liberalna,wiec nie mozna miec pretensji o to,ze forsuje takie pomysly .
maciej  - Wyszperane 2   |16.06.2009 09:46:22
TVP Info
Kościoły coraz droższe
Autor: Leszek Szymowski
15.06.2009
Ponad
100 milionów złotych rocznie płacą podatnicy na utrzymanie kościołów - wynika z
rachunków Funduszu Kościelnego, do których dotarł serwis tvp.info.
Aż 90
procent tej kwoty przeznaczane jest na ubezpieczenia i składki zdrowotne dla
duchownych. W zeszłym roku przeznaczono na ten cel ponad 90 mln zł. W 2007 roku
85 mln zł, a rok wcześniej 80 mln zł.
Oprócz składek dla duchownych, Fundusz
Kościelny finansuje również działalność charytatywno-opiekuńczą kościołów, ich
działalność oświatowo - wychowawczą i renowację zabytków. Na te trzy cele
Kościół katolicki w ubiegłym roku otrzymał około 12 milionów złotych, a Polski
Autokefaliczny Kościół Prawosławny 1,2 mln zł. Z tych pieniędzy oba Kościoły
wydały około 9 mln złotych na odnowę zabytkowych obiektów sakralnych. Reszta
została przeznaczona m.in. na pomoc dla kościelnych placówek opiekuńczych. W
2000 roku całkowite środki Funduszu Kościelnego wynosiły niecałe 68 mln zł, pięć
lat później już ponad 78 mln zł.
Na mocy konkordatu Fundusz Kościelny
finansowany jest z budżetu państwa. Kontrolę nad nim sprawuje Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych i Administracji.
satkow  - 6 tez   |16.06.2009 19:41:18
1) wyprzedziliśmy Historię, PL w czołówce Procesu Bolońskiego, dlatego tyle u
nas uczelni, segmentyzacja interesów studentów, indywidualne radzenie sobie
pracowników uniwerków z sytuacją niedofinansowania
2) projekt reformy zwiększa
PRZEPUSTOWOŚĆ uczelni, ale nie ma tam mowy o dofinansowaniu, choć Ministerstwo
zarzeka się, że chodzi o to, by po kilka tysięcy osób więcej przebywało na
terenie szkół wyższych!!
3) ograniczenie pkt ECTS wprowadzi Nową Ekonomię
Studiowania http://cia.bzzz.net/nowa_ekonomia_studiowania Wartościowe kursy będą
po 1,5 pkt!!
4) Ta reforma to nie tylko kwestia wieloetatowości studentów i
pracowników naukowych http://okupe.blogspot.com/2009/04/sprawozdanie-z-d
yskusji-o-reformie.html
5) studia to praca, której wartość deprecjonowana jest
przez brak wynagrodzenia http://cia.bzzz.net/studenci_pracownikami_uniwersy
tetow
6) podstawowy dochód społeczny czy też podatek negatywny (Friedman) byłby
rozwiązaniem problemu rynek-wykształcenie, tylko kto o to…?dok
Thome   |17.06.2009 03:12:17
"Tylko dlaczego mają za to płacić wszyscy podatnicy?

- Przecież to
zaowocuje lepszą alokacją takiego absolwenta w życiu zawodowym."


Świetne:)

"Znam studentów, którzy wybierają dwie uczelnie, np. prawo i
medycynę. Taki absolwent może zostać prawnikiem specjalizującym się w sprawach
medycznych"

Albo nawet lekarzem specjalizującym się w operowaniu
prawników. Prawda. Biorąc pod uwagę specyfikę tych kierunków - polecam
studiowanie symultaniczne.
Takie połączenie, o czym Szanowny Autor
doskonale wie, zdarza się niezwykle rzadko. I nie to jest problemem polskiego
systemu edukacji, bo studenci prawa i medycyny (jednocześni) nie cierpią na brak
środków, zapewniam.

"Znam też kolejny argument - że studiują za darmo
głównie bogaci. Ale idea bezpłatnych studiów polega na tym, że są utrzymywane z
publicznych środków. Bogaci też płacą te podatki. Wolno im też korzystać z
bezpłatnej edukacji."
Czyli Autor przyznaje, że takie zjawisko ma
miejsce. Jaki więc sens dalszej obrony idei "bezpłatnych" multi-studiów
dla ludzi z biedniejszych środowisk?

Diagnoza dot. obniżania poziomu
edukacji - słuszna. Tyle, że to zjawisko jest efektem…..masowości i
egalitaryzmu. Co, jak się zdaje, popiera sam Autor.
Thome   |17.06.2009 03:18:00
@ ale_akcja

"Dostosowanie do potrzeb rynku (zbyt ścisłe, nie
chodzi o całkowitą niezależność, to utopia) może skutkować, że w sytuacji, gdy
zmienią się warunki, nie będzie ludzi, którzy potrafiliby myśleć."


Słusznie. Dlatego wszelkie państwowe "instrukcje", żeby np. kształcić na
gwałt inżynierów (i idące za tym konfitury dla wybranych) są bzdurą. Rynek pracy
zmienia się po prostu wielokrotnie szybciej niż informacje w powolnie
przetwarzających zwojach mózgowych urzędnika.
dcio   |18.06.2009 17:11:39
Polska ma zapis konstytucji, ze nauka w szkolach publicznych jest bezplatna a
tymczasem 60% studentow placi za studiowanie , by pozniej rozkladac towar w
tesco lub pracowac na kasie.


Moze by tak najpierw przestrzegac prawa ?
bedzie_dobrze   |19.06.2009 05:32:38
Wlasnie ukonczylem platna, komercyjna uczelnie. Uwazam, ze oprocz papierka bez
ktorego nie moge sie obyc chcac robic to co chce za swoje ciezko zarobione
pieniadze (i odsetki od pieniedzy ktorych nie placilem gdy nie dawalem rady) nie
otrzymalem niczego. Egzaminy polegaly na testach wyboru jednej odpowiedzi z
czterech, cwiczenia praktyczne byly przez cale 5 lat w ilosci nie wiekszej niz
50 godzin, a o praktycznej obserwacji miejsc, gdzie sie dzieje realnie to co
studiowalem w ogole nie wspomne bo nie ma o czym. Zeby przygotowac sie do
egzaminow musialem poswiecic nie wiecej niz trzy dni na kazdy egzamin a uczylem
sie z prezentacji w power poincie i z kserowek. Srednia mam 4,8, a z pracy
magisterskiej szostke. Napisalem ja w poltora tygodnia, a obliczenia
statystyczne zrobil mi za 200 zlotych koles ktory wywiesza ogloszenia na
korytarzu uczelni. Jedyne, co podczas tych studiow bylo trudne, to utrzymac sie
przy zyciu jednoczesnie zarabiajac na nie kase. I z tego, ze zdolalem to zrobic
jestem dumny. To byl prawdziwy egzamin, juz nawet nie magisterski, ale wrecz
doktorski dla mnie. Moge sobie pogratulowac. Udalo sie. Uwazam, ze tylko idiota
moze twierdzic, ze ograniczenie ludziom przez panstwo dostepu do edukacji jest
czyms dla tego panstwa dobrym. Jesli obywatel panstwa chce zdobywac wiedze, to
panstwo powinno mu te wiedze dac. Bo to, a nie jakies idiotyczne autostrady dla
wlascicieli furek 2,5 V16 4x4 jest prawdziwa inwestycja w przyszlosc tego
panstwa. Ktos ma ochote zdobyc jakas umiejetnosc ktorej bedzie uzywal dla
rozwoju ogolu, to rozsadne panstwo powinno mu przyklaskiwac w tym i placic na
to. To sie zwroci. A zmuszanie mnie do tego, zebym zapierdalal na dwu etatach
tylko po to, zeby miec prawo dwa razy do roku wybrac jedna odpowiedz z czterech
to idiotyzm. Z jakiegos powodu nie ma zaocznej platnej chirurgii. Na szczescie.
bedzie_dobrze   |19.06.2009 05:41:55
Jeszcze obserwacja socjologiczna. Panstwowe uczelnie bezplatne prowadza odsiew w
oparciu o egzaminy wstepne. Prywatne uczelnie zaoczne tego nie robia, stosujac
jedynie prosty test analfabetyzmu, ktorego nie sposob nie zdac. Przyjmuja
kazdego kto ma kase. W zwiazku z tym na mojej uczelni mialem mase ludzi w wieku,
w ktorym powinni studiowac na dziennych, ale tego nie robili, bo w zyciu nie
mieliby szans przejsc przez egzamin wstepny a za zaoczne placili im rodzice. W
efekcie obserwowalem takie na przyklad sytuacje, ze wykladowczyni pyta studentke
czwartego roku na cwiczeniach, jakie zna partie lewicowe w Polsce, a studentka
jej odpowiada, ze nie ma pojecia bo sie nie interesuje polityka. Ta studentka
skonczyla przede mna, bo jej rodzice placili za studia regularniej, niz ja
moglem to robic. I jakos nie podejrzewam, zeby ona dzis potrafila ciekawiej niz
wtedy na to pytanie odpowiedziec. To nie powinno tak wygladac. Przed wejsciem na
studia powinien byc wstepny egzamin, ale tez powinna byc zapewniona przez
panstwo bezplatna pomoc w przygotowaniu sie do takiego egzaminu, bedaca
naturalnym przedluzeniem procesu edukacji w (na szczescie wciaz bezplatnych)
szkolach srednich. Jesli ktos jest w stanie udowodnic przejsciem testu, ze warto
ksztalcic go dalej bo jest zdolny do przyswojenia wiedzy i nabrania
umiejetnosci, to tylko idiota by z tego nie skorzystal. Rodzina ksztalci dzieci,
bo wie, ze to sie jej (rodzinie) oplaca. To samo dotyczy panstwa.
blaise   |19.06.2009 20:33:59
Znam też kolejny argument - że studiują za darmo głównie bogaci."
Nie
jestem o tym przekonany. Kiedy ja studiowałem o większości studentów raczej nie
dało sie powiedzieć, ze są bogaci. Jakieś badania statystyczne mogłyby tu coś
wyjaśnić.
"Rynek pracy zmienia się po prostu wielokrotnie szybciej niż
informacje w powolnie przetwarzających zwojach mózgowych urzędnika."
Ten
problem nie dotyczy juz tylko urzędników i państwowych instruckji. Każdy kto
wybiera sobie kierunek studiów,kieruje się często aktualną sytuacją na rynku
pracy. Jednak studia trwają kilka lat i może się okazać, że już nie ma
zapotrzebowania na ten zawód, choć 5 lat temu jeszcze był. Może powołać nowy
kierunek na, którym uczono by samej umiejętności dostosowania się do rynku?
Paweł Jezierski   |20.06.2009 04:13:24
Eriverson:
"Bardziej sprawiedliwe jest to aby studiowało 60 tys studentów
na jednym kierunku, niz 30 tys na dwóch kierunkach"

Hmm sprawiedliwe…
heh, ale mówimy o studiach, więc kryterium powinna być zdolność do przyswajania
wiedzy, a ten pomysł Pani Minister zakłada, że dwa kierunki będą mogli studiować
owszem Ci którzy są wstanie "ogarnąć" dwa fakultety, ale pomniejszeni o
tą grupę, których rodziców nie będzie stać na opłacenie drugiego fakultetu. Na
to zgody być nie może.
bedzie_dobrze   |21.06.2009 02:35:24
Problem w tym, ze narzucono taki sposob rozmowy o tej sprawie, ze mowi sie o tym
jak o wydatku, a nie jak o inwestycji. Panstwo wydaje. Daje cos obywatelowi w
prezencie. No i teraz jest problem jak ten podarunek od swietego Mikolaja
rozdzielic - czy kazdemu dziecku tyle samo, czy jak tam ktore bylo grzeczne.. To
jest absurd, bo studia obywateli panstwa nie sa wydatkiem tegoz panstwa, tylko
inwestycja tego panstwa we wlasny rozwoj. Najlepsza, jaka sobie w ogole mozna
wyobrazic. Dlatego jedynym logicznym rozwiazaniem jest zapewnienie kazdemu
mozliwosci studiowania w maksymalnym wymiarze, jakiego ten ktos chce sie podjac.
Wszystko inne jest ze strony panstwa ograniczaniem perspektyw wlasnego rozwoju.
wojnier  - Ograniczanie perspektyw.   |21.06.2009 12:24:00
No i przypuśćmy że spełnił się sen o powszechnym nieskrępowanym i darmowym
dostępie do studiów wyższych. Państwo się naprężyło i mamy co roku kilkaset
tysięcy absolwentów. Szturm na miejsca pracy powoduje obniżenie płac na
stanowiskach nierobotniczych, co skutkuje pochowaniem superdyplomów do szuflad
lub wyjazdami za granicę.
Bez przygotowania miejsc pracy dla absolwentów te
perspektywy są raczej iluzoryczne. Jak na razie zdecydowana przewaga w tworzeniu
miejsc pracy leży po stronie kapitału zagranicznego, który poszukuje głównie
taniej siły roboczej. Polską specjalizację na miarę Nokii mogą stworzyć tylko
bogate uczelnie nastawione na jakość a nie ilość absolwentów. Tylko że jak
pieniądze pójdą na masowe kształcenie to wiadomo jaki będzie jego poziom.
sweterek w jelonki   |17.10.2010 19:01:05
Sęk w tym, że płatne studia ograniczą dostęp do wiedzy tym, których nie stać na
dobrą szkołę i opłacenie drugiego kierunku, bo drugi kierunek traktowany jest
jako jakaś tam fanaberia leniwego studenta, który nie chce dorosnąć i wyfrunąć z
Nibylandii. Nie ma mowy o jakimś szturmie kandydatów na uczelnie, jeśli zamiast
przyjmować każdego, jak popadnie, zrobi się odsiew tych, którzy nie mają
zielonego pojęcia, co będą na danym kierunku studiować. Przywrócenie egzaminów
wstępnych, na przyzwoitym poziomie, powinno wyłonić z rzeszy chętnych tych,
którzy są najlepsi. Ci zdesperowani mogliby spróbować za rok, jak to jest choćby
na uczelniach artystycznych.
Poza tym, wydaje mi się, że w debacie o
dwukierunkowcach bierze się pod uwagę wyłącznie studentów kierunków typu prawo
lub medycyna. A co z filozofią, filologią klasyczną, etnologią,
kulturoznawstwem? Czy ludzie po takich studiach zarabiają potem kokosy? Zresztą
pomyślmy o zawodzie nauczyciela- większość studentów kierunków humanistycznych
lub tzw. nauczycielskich nie ma innej perspektywy zatrudnienia, no- chyba że
zostaną na uczelni. A nauczyciele, jak wiadomo, to posiadacze domów z basenem i
drogich psów w obrożach z kryształkami…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.44079 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273