Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Fuszara: Co się dzieje z ustawą parytetową? Drukuj
prof. Małgorzata Fuszara w rozmowie z Agatą Szczerbiak   
05.06.2010

Agata Szczerbiak, Krytyka Polityczna: Co dzieje się obecnie z projektem ustawy o wprowadzeniu parytetu płci na listach wyborczych? 

  

prof. Małgorzata Fuszara*: Projekt znajduje się teraz w nadzwyczajnej komisji ds. niektórych projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego (NOW). Na samym początku prac przyjęto zasadę, że każdy klub poselski zgłasza swoich ekspertów. Z naszego punktu widzenia mnożenie ekspertów i odwlekanie w związku z tym podjęcia decyzji, a chodzi przecież o regulację prawną, za którą stoi decyzja polityczna, prowadzi donikąd. Nikt nie rozstrzygnie za polityków losu tej ustawy. 

  

Czy podziela pani wrażenie, że skład tej komisji w bardzo przejrzysty sposób odzwierciedla pozycję kobiet w polskim parlamencie? Na 17 zasiadających w niej osób są tylko dwie kobiety – i to pozbawione funkcji kierowniczych… 

  

Jest pod tym względem nawet gorszy niż skład sejmu. Rzeczywiście jest tak, że o rekomendacji do komisji decyduje zawsze parlament, a jego skład, jak wiadomo, jest zdominowany przez mężczyzn. Co wcale nie oznacza, że wśród przeciwników parytetu są sami mężczyźni, albo że zwolenniczkami są tylko kobiety lub wszystkie kobiety. 

  

Jak pani ocenia prace tej komisji?

  

Trudno powiedzieć, że prace w ogóle się zaczęły. Pierwsze posiedzenie komisji trwało 5-10 minut i ograniczyło się do deklaracji, że wszystkie partie powołają swoich ekspertów i ekspertki. Drugie było dłuższe, bo dostarczono dwie ekspertyzy, z których jedną przedstawił obecny na sali ekspert, a drugą, w skrócie, wiceprzewodniczący. Pozostałe ekspertyzy nie były wówczas gotowe. Kwietniowe zebranie opóźniło się w związku z katastrofą w Smoleńsku.

  

Natomiast my, zwłaszcza podczas drugiego posiedzenia, kładłyśmy nacisk na to, że Kongres Kobiet dysponuje już gotowymi ekspertyzami dotyczącymi zgodności projektu z ustawą zasadniczą. Te opinie przygotowali czołowi konstytucjonaliści, m.in. prof. Roman Wieruszewski, prof. Wiktor Osiatyńskiego oraz dr Adam Bodnara i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Zależało nam na tym, by zostały one włączone do prac komisji i brane pod uwagę.

  

Jakie są najważniejsze wnioski płynące z tych ekspertyz? 

  

Ekspertyzy zwracają uwagę na dwa aspekty sprawy parytetu. Po pierwsze na to, jakie były rozstrzygnięcia trybunałów konstytucyjnych w innych państwach. Przeciwnicy ustawy często mówią, że we Francji uznano takie rozwiązanie za niekonstytucyjne, pomijając ważny fakt, że w związku z tym zmieniono konstytucję, a co jeszcze ważniejsze - we francuskiej konstytucji nie było zapisu, który mówiłby o równości w życiu politycznym, a więc nie uwzględniono w ogóle działalności na rzecz jej wyrównania. Natomiast w Hiszpanii Trybunał Konstytucyjny uznał rozwiązanie kwotowe za zgodne z konstytucją właśnie dlatego, że konstytucja hiszpańska zawierała postanowienia analogiczne do tych, które są w polskiej ustawie zasadniczej. 

  

Jak przebiegało ostatnie posiedzenie komisji?

  

Na ostatnim posiedzeniu nie było powyższego punktu programu - z powodu nieobecności przewodniczącego Waldego Dzikowskiego. Nie wiem, jak sprawa potoczy się dalej, ponieważ termin kolejnego spotkania nie został wyznaczony. 

  

Co dalej stanie się z tym projektem?

  

Uchwalenie i wejście w życie ustawy parytetowej przed wyborami samorządowymi jest coraz mniej realna. Członkowie komisji cały czas próbowali nam powiedzieć, że jest to niemożliwe. 

  

Od samego początku?

  

Od początku nam to sugerowano, natomiast na drugim posiedzeniu był to jeden z ważniejszych elementów porządku obrad. Tłumaczono nam, że jest to niemożliwe ze względu na wyrok TK dotyczący sześciomiesięcznego okresu między wyborami a zmianą w prawie wyborczym. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że gdyby tę ustawę uchwalono na samym początku prac, już w lutym, to ta zasada zostałaby zachowana. Wszystko zależy od woli politycznej. Zmiana w ustawie ma bowiem charakter jednozdaniowy – do wymogów, jakie trzeba spełnić, układając listy wyborcze, należy jedynie dodać zapis o obowiązku zachowania parytetu płci. Można to było uchwalić w ciągu dwóch tygodni od pierwszego czytania. To, co się dzieje teraz, sprawia wrażenie gry na zwłokę, chociaż od strony formalnej trudno jest cokolwiek komisji zarzucić, bo nieuzasadnione wydają się pretensje o to, że partie chcą mieć swoich ekspertów. Zresztą, takie techniki pojawiają się bardzo często, jeśli chodzi o zmianę sytuacji kobiet. Kiedy w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy miał być przedstawiony projekt ustawy przyznającej kobietom prawa wyborcze, parlamentarzyści stosowali taktykę wygłaszania długich przemówień tylko po to, żeby nie dopuścić odpowiedniego punktu pod obrady.

  

Mimo to wszystkie partie mające swoje reprezentacje w polskim parlamencie zadeklarowały, że sprawa większego uczestnictwa kobiet z polityce jest im bliska. Nie było ani jednej wypowiedzi, która by to negowała. Pojawiały się natomiast głosy, że obrana przez nas droga nie jest odpowiednia. Ale przecież prawo wyborcze składa się przede wszystkim z regulacji prawnych, a parytet jest takim samym elementem prawa wyborczego, jak każdy inny. I sejm i senat są konstrukcjami prawno-społecznymi i bezpodstawne są twierdzenia, że natura będzie za nas działać.

  

Na czym polegają problemy związane z układaniem list wyborczych? 

  

Chodzi nie tylko o liczbę kobiet na listach, ale też o różnego rodzaju manipulacje, jakie stosują partie. Są takie ugrupowania, które mają taki sam odsetek kobiet na listach wyborczych, jak inne partie, natomiast w parlamencie jest ich przeważnie mniej: kobiety są bowiem umieszczane na dalekich, niewybieralnych pozycjach albo na pierwszych miejscach w takich okręgach, w których dana partia nie ma szans na zdobycie mandatu. Partie starają się więc spełniać warunki, z których rozlicza się je w dzisiejszych czasach w sensie publicystyczno-społecznym (np. ogólna liczba kobiet na listach), co nie ma odpowiedniego przełożenia na odsetek kobiet w organach decyzyjnych.

Czasem pojawiają się też elementy negatywnej kampanii wobec kobiet. Część kobiet, które mają pewne zasługi, jest pozbawiana szansy dalszej kariery politycznej. W badaniach unijnych nad kobietami w parlamentach, w których uczestniczę, pojawia się np. taki problem: kiedy kobiety dochodzą do jakiejś znaczącej pozycji, „podcina się im skrzydła” i pokazuje, gdzie jest ich miejsce. Uruchamiają się wówczas pokłady agresji, tworzy się problemy, które nie pozwalają kontynuować tej działalności. W Polsce, w wyborach samorządowych w 2002 roku dochodziło do szeregu buntów kobiet, które usuwano z list, mimo że miały za sobą duże osiągnięcia na poziomie lokalnym. To nie oznaczało, że nie było wówczas kobiet w ogóle - na ich miejsce wstawiano kobiety nieposiadające doświadczenia w działalności politycznej. Ten mechanizm nie tylko blokuje dostęp kobiet do procesu decyzyjnego, ale również przyczynia się do utrwalania stereotypu, że kobiety na polityce się nie znają i są nieustannie postrzegane jako te „nowe”, wchodzące dopiero do polityki, które powinny się uczyć od mężczyzn i powtarzać ich wzory.

  

Najważniejsze w tym nierównym podziale dostępu do władzy jest to, na co zwraca uwagę Catherine MacKinnon - kobiety będą miały władzę porównywalną z mężczyznami tylko wtedy, gdy w porównywalnym stopniu będą miały władzę definiowania znaczeń, definiowania ważności spraw, definiowania sytuacji. 

  

Jakie są jeszcze skuteczne i powszechne regulacje służące wyrównywaniu szans kobiet w dostępie do polityki? Np. wewnątrzpartyjne?

  

Regulacje wewnątrzpartyjne dotyczą najczęściej dwóch rzeczy: list wyborczych oraz władz wewnątrz partii. Partie stosują różne, bardzo ciekawe techniki, np. różne ugrupowania chadeckie stosowały zabieg polegający na tym, że w sytuacji wprowadzenia zasady np.  minimum 30% kobiet we władzach partii rozszerzały zarządy po to, by mężczyźni nie musieli ustępować na rzecz kobiet. I nikt nie mówił o tym otwarcie, jako o obawie przed tym, że kobiety mogłyby zająć miejsce mężczyzn, którzy być może byli znaczący dla partii. To taka tajemnica poliszynela, nie mówi się o tym otwarcie, ale wiadomo „o co chodzi”.

  

Mam również ciekawe doświadczenia z badań przeprowadzonych na poziomie rad tych nielicznych zresztą gmin, gdzie kobiety stanowią większość. Dwie rzeczy rzucały się w oczy. Pierwsza dotyczyła tego, że kobiety weszły do władzy stosunkowo wcześnie i bardzo znaczące figury kobiece pełniły funkcję burmistrza, wójta już na początku transformacji, po 1989 roku. Zmiana dokonuje się w przestrzeniach, gdzie kobiety są dyrektorkami oddziałów banków, dyrektorkami szkół – stoją na czele ważnych lokalnie instytucji. Wtedy wejście kobiet do rad gmin jest łatwiejsze.

  

Druga rzecz dotyczy tego, że nie stosuje się tam starych mechanizmów, które powodują, że ciągle te same osoby sprawują władzę. Na najniższych szczeblach partie polityczne mają często bardzo niewielkie znaczenie. Wielu radnych jest wprowadzanych przez lokalne komitety na rzecz gminy, więc nie są one strukturami partyjnymi. Problem z najniższymi szczeblami władzy polega na tym, że możemy tam znaleźć oprócz gmin z największą reprezentacją kobiet, także takie, w których od dawna członkami rady są sami mężczyźni. Przełamanie tej sytuacji bez systemu kwotowego nigdy się nie uda. Natomiast tam, gdzie kobiet jest dużo, o tym, kto znajduje się na liście i w jakiej kolejności decyduje np. zasada pierwszeństwa alfabetycznego. Mechanizm układania list jest, zwłaszcza  w Polsce, najmniej demokratycznym elementem wyborów, bo wybieramy polityków i polityczki, przedstawianych nam przez partie w takiej kolejności, którą ustalają partyjne elity. 

  

Czy kwoty są w takim razie wystarczające?

  

Same kwoty nie wystarczą. Bardzo często systemy parytetowe czy kwotowe są uzupełniane postanowieniami dotyczącymi kolejności na liście. My z tego zrezygnowaliśmy, bo wydawało nam się, że parytet, czyli wysoki system równościowy, wymusi konieczność umieszczania na miejscach biorących także kobiety. Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa twierdzi, że kobiet w polityce jest za mało, więc zrzucanie odpowiedzialności na wyborców za skład obu izb parlamentu jest mydleniem oczu, zasłaniającym mechanizm, który tak naprawdę jest wyznaczany przez partyjny establishment.

Poza tym trzeba wyposażyć kobiety, jako nowo wchodzące do polityki, w wiedzę o instytucjach, których stają się członkiniami, ale również w rodzaj przekonania, odwagi, że mogą reprezentować te interesy, które naprawdę uważają za ważne, a niekoniecznie dostosowywać się do sytuacji, jaką zastaną.

  

Jeśli w ogóle myślimy o parlamencie jako o systemie reprezentacji nas wszystkich, to należy wziąć pod uwagę dwa rodzaje reprezentacji: deskryptywną, czyli ilościową, oraz substancjalną, czyli reprezentację interesów obywatelskich. Badania na poziomie gmin, gdzie kobiet jest stosunkowo dużo, potwierdziły, że kobiety przynoszą inną perspektywę i inne priorytety, które są najczęściej związane ze stereotypowo uznawanymi za kobiece dziedzinami, jak ochrona zdrowia czy edukacja. Ale chyba wszyscy się zgodzimy, że zarówno edukacja jak ochrona zdrowia są niesłychanie ważne. Zatem jeśli kobiety dbają o nie w większym stopniu, a oprócz tego mają wysokie kompetencje, ponieważ są to najczęściej sfery obsługiwane przez zawody sfeminizowane, to powinny być tam, gdzie zapadają decyzje, które nas wszystkich dotyczą. 

  

Czy jakieś partie w Polsce wprowadzały wcześniej systemy kwotowe? Czy przyniosły one zamierzone skutki?

  

Kiedy nie udało się wprowadzić kwot do prawa wyborczego, SLD, UP i UW wprowadziły 30 proc. kwoty, dzięki którym odsetek kobiet w parlamencie zwiększył się z 13 do 20 proc. I od tego czasu stoi. Natomiast tzw. miękką kwotę, czyli zasadę, że w pierwszej trójce powinna znaleźć się kobieta, można powiedzieć, że ostatnio wprowadziła PO. Przy czym ta zasada nie jest zapisana w statucie partii i nie można jej przestrzegania wyegzekwować, ale jeśli będzie stosowana, przyczyni się do zwiększenia, a co najmniej do utrzymania obecnej reprezentacji kobiet wśród parlamentarzystów PO. 

  

Te rozwiązania są skuteczne i jestem przekonana, że gdyby nie one, odsetek kobiet spadłby w polskim parlamencie po ostatnich wyborach, chociaż i tak były takie okręgi w których pierwsza kobieta była na 9. czy 14. miejscu. Należy również podkreślić, że system kwotowy zapisany w prawie wyborczym jest skuteczny tylko wtedy, gdy karą dla partii jest niezarejestrowanie listy. Wówczas ten wymóg jest wszędzie spełniany.

  

Bardzo często przeciwnicy i przeciwniczki ustawy odwołują się do argumentu, że społeczeństwo nie popiera parytetu. Jak dzisiaj przedstawia się poparcie dla tej sprawy w Polsce? 

  

W okresie naszej parytetowej inicjatywy ponad 60%. osób deklarowało się jako zwolennicy i zwolenniczki kwot, natomiast wśród pozostałych przeważają osoby niezdecydowane. Politycy są znacznie gorzej nastawieni niż społeczeństwo.

Znany jest już wstępny program II Kongresu Kobiet. Jakie tematy będą poruszane w szczególności?

  

Na początku Kongresu przedstawimy sprawozdanie z tego, co zrobiłyśmy - podsumowanie akcji parytetowej będzie z pewnością ważnym przesłaniem. Będziemy zajmować się również przygotowywaniem do wyborów samorządowych, bo to czeka w najbliższym czasie zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Musimy się przygotować na oba warianty: wybory z parytetem i bez niego. W tym ostatnim przypadku, w dalszym ciągu będziemy starać się aktywizować kobiety oraz zachęcać je do pracy nad monitorowaniem sytuacji, obecności kobiet listach i w kampanii wyborczej. Będziemy starać się wykorzystać informacje od blisko czterech tysięcy uczestniczek naszej inicjatywy z całego kraju. Zwracamy szczególną uwagę na różne lokalne kobiece inicjatywy, ponieważ zmiana mentalna, o której mówimy, ma nastąpić nie tylko w Warszawie, ale w każdej gminie. 

  

  

 —    

prof. Małgorzata Fuszara - socjolożka, współtwórczyni Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspertka Rady Europy do spraw wprowadzania równości płci do głównego nurtu działań politycznych i społecznych. Prezentowała projekt ustawy parytetowej w sejmie 18 lutego br. 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.21742 Seconds