NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Friszke: To jest smutne i karygodne Drukuj
Z Andrzejem Friszke rozmawia Cezary Michalski   
16.11.2011

Cezary Michalski: Głównymi organizatorami tegorocznego Marszu Niepodległości były Młodzież Wszechpolska i ONR wsparte przez inne organizacje prawicowe, a także przez wielu znanych prawicowych publicystów i polityków. Jedną z najważniejszych imprez organizowanych corocznie przez Wszechpolakow i ONR-owców jest „marsz szlakiem wyprawy myślenickiej Adama Doboszyńskiego”, mający upamiętniać wydarzenie z 1936 roku, które na portalu Młodzieży Wszechpolskiej zostało nazwane „akcją w obronie polskiego rzemiosła”. Czym była ta akcja, którą organizatorzy warszawskiego Marszu Niepodległości tak regularnie upamiętniają? 

  

prof_FriszkeProf. Andrzej Friszke: Adam Doboszyński był bardzo radykalnym działaczem Stronnictwa Narodowego, tak radykalnym, że nawet władze SN nie akceptowały często jego działań. W momencie przeprowadzania akcji na Myślenice Doboszyński funkcjonował co prawda jako ideolog, autor książki „Gospodarka narodowa”, zarazem wybijający się działacz lokalny Stronnictwa Narodowego, ale „marsz na Myślenice” odbył się bez akceptacji kierownictwa, także regionalnego, tej partii. Krótko mówiąc, wybór Adama Doboszyńskiego na patrona oznacza wybór człowieka i metod, które nawet jak na międzywojenny ruch narodowy były skrajne.  

  

Co się dokładnie wówczas w Myślenicach wydarzyło? 

  

Adam Doboszyński zorganizował grupę kilkudziesięciu bojówkarzy, którzy już wcześniej uczestniczyli np. w akcjach pikietowanie sklepów żydowskich. Ta grupa, licząca kilkudziesięciu ludzi, w nocy z 22 na 23 czerwca 1936 wkroczyła do miasteczka Myślenice, uderzyła na posterunek policji, pobito policjanta, bo był tylko jeden, zabrano karabiny z posterunku, wybrano się do starosty powiatu, którego chciano pobić i upokorzyć, ale nie potrafili go znaleźć. Równocześnie inna część bojówkarzy rozbijała żydowskie sklepy, biła znajdujących się tam ludzi, zabierała towar, który następnie złożyli na stos na rynku i podpalili. Próbowali też podpalić synagogę.

  

Kiedy już porozbijali żydowskie sklepy, pobili i publicznie upokorzyli ich właścicieli, wówczas wycofali się z Myślenic, dokąd jechał już oddział policji. Z pewnym opóźnieniem, bo bojówka Doboszyńskiego wcześniej poprzecinała linie telefoniczne. Część tych ludzi policja później wyłapała, Doboszyńskiemu wytoczono proces, który w różnych instancjach ciągnął się do 1938 roku. Został skazany na 3, 5 roku więzienia, ale decyzją ministra sprawiedliwości otrzymał urlop i był na wolności, kiedy zaczęła się wojna.


Czy można nazwać atak Doboszyńskiego na Myślenice „akcją w obronie polskiego rzemiosła”?

  

Użycie takiego określenia w stosunku do aktu przemocy skierowanego zarówno przeciwko Żydom, jak też przeciwko ówczesnemu polskiemu państwu, na pewno jest kłamstwem historycznym. No chyba, że się samemu uważa, iż największym wrogiem polskiego rzemiosła, Polaków w ogóle, są Żydzi. Tak jak to uważali przedwojenni narodowi radykałowie. Bo oni istotnie głosili tezę, że jak się Żydów z Polski wygoni i ich warsztaty pracy, sklepy, własność… trafią w polskie ręce, to się w ten sposób rozwiąże problem biedy Polaków. To był w każdym razie jeden z pomysłów bardzo charakterystycznych dla całej fali antysemityzmu lat 30., formułowany zupełnie oficjalnie przez skrajne skrzydło ruchu narodowego, zarówno przez Doboszyńskiego, jak też równolegle przez ONR. 


Nazywanie przez Wszechpolaków i ONR-owców pogromu w Myślenicach „akcją w obronie polskiego rzemiosła”, urządzanie w rocznicę tego wydarzenia „rajdów” kończących się przemarszem przez myślenicki rynek ludzi w mundurach ONR-Falangi, za co działacze ONR-u byli nawet skazywani, wygląda trochę tak, jakby w Niemczech palenie książek autorów żydowskich czy „liberalnych” na rynku w Norymberdze próbowano upamiętniać jako „akcję w obronie niemieckiej kultury”. 

  

Uczestnicy ataku na Myślenice, podobnie zresztą jak działający równolegle do nich działacze Obozu Radykalno-Narodowego, byli zafascynowani rozmaitymi ruchami faszystowskimi w ówczesnej Europie. Akurat nie nazistami, bo polscy narodowcy byli antyniemieccy, ale faszystami włoskimi, rumuńskimi, francuskimi, hiszpańskimi - i to nie generałem Franco, ale bardziej radykalnymi od niego falangistami. Jest mitem, że w Polsce nie było organizacji o charakterze faszystowskim czy faszyzującym, że nie było sympatii faszystowskich. Oczywiście były. A rajd Doboszyńskiego na Myślenice był jednym z najbardziej spektakularnych aktów przemocy skierowanej przeciwko Żydom. To była próba pokazania w praktyce tego, co było przedstawiane przez skrajne skrzydło ruchu narodowego jako projekt pozbawienia Żydów praw obywatelskich, własności, a w konsekwencji zmuszenia ich do emigracji.

  

Czy to, że Żydów było w II RP kilka milionów, w dodatku część zasymilowanych, nie hamowało jakoś polskich narodowców w ich przekonaniu, że można w ten sposób „problem żydowski rozwiązać”?

  

Dla radykalnych narodowców, takich jak Doboszyński czy ONR, był to dodatkowy dowód na to, że problem jest poważny i należy go „rozwiązać” zdecydowanie. Ale atak na Myślenice miał też pokazać słabość władzy państwowej, a co się z tym wiąże, udowodnić, że jest możliwe obalenie tej władzy i zastąpienie jej silną władzą „narodową”, która wszystkie problemy, łącznie z „problemem żydowskim” umiałaby  rozwiązać skuteczniej niż Sanacja.

  

Właśnie poprzez pozbawienie Żydów praw, pozbawienie ich własności i zmuszenie do emigracji. To miał być krok w stronę stworzenia państwa jednolitego narodowo, wyznaniowo, w którym zostaną zlikwidowane mniejszości, partie, różne organizacje związkowe, i które będzie  kierowane centralnie. Natomiast przed dojściem do władzy, radykalny ruch narodowy zajmował się organizowaniem aktów przemocy przeciwko Żydom, ich organizacjom, ich własności. Napadano też na Polaków żydowskiego pochodzenia, albo broniących Żydów.

  

Ta przemoc pojawiała się także w porachunkach wewnątrz ruchu narodowego. Przyszłemu wybitnemu emigracyjnemu publicyście prawicowemu Wojciechowi Wasiutyńskiemu rozbili czaszkę koledzy z innej frakcji ONR.

  

Owszem, to była bardzo specyficzna forma kultury politycznej odrzucająca demoliberalne zasady, wolne wybory, wolną grę sił politycznych, swobodną dyskusję polityczną. Większość tych form wyrażania różnic poglądów czy interesów miała zastąpić przemoc. Także w sporach wewnętrznych. Oni wielbili siłę, uważali, że tylko siła jest witalna, tylko ona sprawdza się w historii, w stosunkach między narodami. Uważali, że bić się jest lepiej niż dyskutować.

  

Jak pan ocenia nawiązywanie do tej tradycji przez organizacje legalnie działające w demokratycznym państwie?


To jest smutne i karygodne.

  

Czy jawne nawiązywanie do tej tradycji poprzez nazwy, poprzez czczenie rocznic rozmaitych „akcji bojowych” przez organizacje istniejące dzisiaj jest nawiązywaniem do tradycji faszystowskiej lub faszyzującej? 

  

Niestety tak.

  

Także w zachodnich społeczeństwach, o nieco dłuższej demokratycznej tradycji, istnieją ruchy skrajne, których działacze czasem są skazywani przez sądy – tak jak działacze ONR – a jednak same organizacje działają legalnie. Tyle tylko, że są izolowane od głównego nurtu polityki lewicowej czy prawicowej. Dlaczego pana zdaniem w Polsce stało się inaczej? Czemu przed 11 listopada znani publicyści i politycy z prawicowego mainstreamu oficjalnie poparli marsz organizowany przez Młodzież Wszechpolską i ONR? Nawet dzisiaj są z tego dumni.

  

Przesądziły o tym różne interesy polityczne, szukanie politycznego wsparcia, energii, zwolenników. Już wcześniej, w niedawnej kampanii wyborczej do parlamentu, ośmielano różne typy radykalizmu. Jedna z największych polskich partii jawnie odwoływała się do organizacji kibiców o tendencjach narodowych, skrajnych. Broniono ludzi skazanych za chuligańską przemoc na stadionach, nazywając ich patriotami. W ten sposób akceptowano i ośmielano przemoc. To zaowocowało 11 listopada.

  

11 listopada w Warszawie pojawili się także antyfaszyści z Niemiec, bardzo szybko zatrzymani przez policję po szamotaninie z członkami „grup rekonstrukcyjnych”. „Krytyka Polityczna” jednoznacznie dystansowała się od przemocy, sama angażując się w pokojowo przebiegający więc „Kolorowej Niepodległej”. Jednak wielu komentatorów, polityków, publicystów uznało „pojawienie się Niemców” za wystarczające usprawiedliwienie dla przemocy towarzyszącej przez resztę dnia marszowi „narodowców”. W USA pojawiają się także alterglobaliści z Japonii. Kiedy biorą udział w jakichś zajściach czy szamotaninie trafiają do aresztu, tak jak w Warszawie spotkało to Niemców, ale gdyby jakiś poważny dziennikarz czy polityk amerykański chciał się przy tej okazji wypromować i napisałby albo powiedział np., że amerykańskich alterglobnalistów kompromituje to, że przez nich „po Pearl Harbour Japończycy znów pojawili się na ziemi amerykańskiej i zaatakowali Amerykanów” – ludzie umarliby tam ze śmiechu.

  

Jestem przeciwnikiem przemocy politycznej, obojętnie pod jakim znakiem jest egzekwowana, ale ta zmiana akcentów, o której pan mówi, to jest granie na nucie nacjonalistycznej, na przekonaniu, zupełnie niedemokratycznym, a przede wszystkim nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością, że we wspólnocie narodowej nie może być różnic interesów, różnic poglądów, nawet bardzo ostrych. Że jeśli pojawia się konflikt, to musi on być „przyniesiony z zewnątrz”.

  

O. Tadeusz Rydzyk powiedział niedawno, choć akurat w odniesieniu do rozłamu w PiS-ie, że Polacy się nie dzielą, Polacy są jednością. A jak się pojawiają różne poglądy, frakcje, różnice interesów – „to musi działać diabeł”.

  

To jest właśnie przykład takiego myślenia. Konsekwencja wyobrażenia, że naród ma być jednością – w wymiarze etnicznym, wyznaniowym, światopoglądowym, politycznym. A utrzymaniu tej jedności mają służyć od początku życia obywatela organizacje wychowawcze, a później odpowiednio urządzona organizacja państwowa. Ma wszystkich obywateli skupiać w jedno, określać, czym jest polska tożsamość, polska kultura, a jeśli ktoś odpowiedniego cenzusu nie otrzyma, to nie jest Polakiem. Ten mit jedności jest szczególnie popularny wśród narodów, które nie mają zbyt bogatej tradycji demokratycznego wyrażania różnic. A Polacy – z oczywistych historycznych powodów – też takiej tradycji zbyt rozwiniętej nie mają.

  

W zbyt wielu sytuacjach uciekaliśmy się do zupełnie fałszywego mitu jedności. Nawet pierwsza „Solidarność” nie była od tego całkowicie wolna. Ten mit bywa oczywiście potrzebny w sytuacjach zagrożeń zewnętrznych, ale nie w warunkach pokoju. Istnieje oczywiście poczucie jedności narodu, ale dotyczy spraw ogólnych, języka, kultury, istnienia wspólnego państwa. Jest to jednak jedność w wielości poglądów, przekonań, idei, światopoglądów i przy istnieniu różnych konfliktów wewnętrznych, także socjalnych. Państwo jest od tego, by tworzyć ramy dla współistnienia i rozwiązywania problemów wynikających z tej różnorodności.


Czasem ten mit, jak pan powiedział, bywa potrzebny, ale czasem nam ten mit narzucano albo „proponowano”. Jedną z takich sytuacji był Marzec ‘68. Dlaczego wówczas tak łatwo było odizolować od społeczeństwa bardzo szeroki przecież ruch studenckiego i młodzieżowego protestu? Wystarczyło rzucić ideę, że ten protest sprowokowali Żydzi, bo przecież Polak z Polakiem by się nie pokłócił.

  

Chociaż czasy i sytuacje są oczywiście różne, to ówczesna władza z pełną świadomością odwołała się do skojarzeń i nienawiści – które polski nacjonalizm propagował w latach 30. Od 1938 do 1968 roku minęło przecież zaledwie 30 lat. Ci, którzy w 1938 roku mieli 20 lat, więc już mogli oglądać getto ławkowe, akty przemocy, mogli czytać antysemickie pisma, słuchali propagandy o narodowej jedności zakłócanej jedynie przez „obcych”, w 1968 roku mieli 50 lat.


Nawet jeszcze nie byli emerytami.


To była poważna część społeczeństwa, w oficjalnej propagandzie wręcz „ta bardziej dojrzała”, do której wyobrażeń o narodowej jedności władza celowo się odwołała. Tłumacząc, że polska młodzież nigdy by się przecież nie zbuntowała, gdyby nie obcy.  

rozmawiał Cezary Michalski

  

 ***

Andrzej Friszke  – profesor historii, badacz dziejów najnowszych Polski, w latach 80. redaktor „Tygodnika Solidarność”, członek warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Jeden z najważniejszych znawców epok II RP i PRL, życia politycznego emigracji oraz historii opozycji politycznej w Polsce po roku 1944. Autor m.in. książek O kształt niepodległej (1989), Opozycja polityczna w PRL (1994), Oaza na Kopernika. Klub Inteligencji Katolickiej 1956 – 1989 (1997), „Życie polityczne Emigracji (1999), Polska. Losy państwa i narodu 1939 – 1989 (2003), Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL (2007), Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty (2010) oraz Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi (2010) i Czas Koru-u. Jacek Kuroń i geneza Solidarności (2011). W latach 1999 – 2006 był członkiem kolegium IPN z rekomendacji Unii Wolności, obecnie jest pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada również w warszawskim Collegium Civitas.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
mazut  - Faszym bardziej nasz niż różnorodność?   |16.11.2011 04:15:49
Tak samo to widze. Znam historie Myslenic. Widzialem Marsz Niepodleglosci,
kiboli, podpalenia, rzucanie brukiem.
Jeszcze bardziej przeraza mnie, ze Polska
wydaje sie oswojona z takimi zachowaniami.
Nawet TVN, ktoremu kibole spalili
samochod za dwa miliony, nie widzi wielkiej roznicy miedzy ONR a Kolorowa
Niepodlegla. Niepojete.
Zegrze pozdrawia!  - Skąd ten strach?   |16.11.2011 09:00:06
Bardzo dobry wywiad Michalskiego. Czego ludzie się tak boją nazywać haseł, które
krzyczano na Marszu faszystowskimi?
Może ich mniej krzyczano niż kiedyś, ale
sama słyszałam w telewizji "Polska Wielka Narodowa" i "Zakaz
pedałowania". A nazwy ONR i Młodzież Wszechpolska przecież wprost odnoszą
się do tych przedwojennych, które się same przyznawały do faszyzmu. Jeden
Friszke nie boi się o tym mówić?
drobna hiena światowego forexu   |16.11.2011 13:39:09
to jest i smutne i karygodne, ale nieprawdziwe. W opisie brakuje drugiej strony,
dopełnienia. Antyliberalne, totalitarne, faszystowskie tendencje lat
dwudziestych i trzydziestych, miały swoje lustrzane odbicie, równie
antyliberalne i totalitarne - stalinowski antyfaszyzm. Orwell napisał
"1984" przerażony nie faszyzmem, a antyfaszyzmem. Panie Cezary, jak może
pan w czymś takim uczestniczyć, w czymś tak z założenia antyliberalnym i
antydemokratycznym? I jeszcze kwestia estetyczna - nie ma chyba szlachetniejszej
idei niż antyfaszyzm. Jak można łączyć ją z stalinowską tradycją? Dla
zdewaluowania? Rehabilitacji stalinizmu? Czy może zależy panu na
dowartościowaniu faszyzmu? Dostarczanie faszyzoidom z ONR lustrzanego odbicia w
postaci stalinoidów z Porozumienia 11 Listopada czemu ma służyć? Nakręcaniu
przemocy? Rezultat możę być tylko jeden: upadek liberalnej demokracji, opartej
na współuczestnictwie i w tle upadek wolnego rynku. I to jest naprawdę smutne i
karygodne.
yureks  - plucie na bochatera   |16.11.2011 14:07:41
http://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Doboszy%C5%84ski _%28polityk%29
Prosze
przeczytac kim byl Pan Doboszynski ina tej podstawie ocenic (pseudo profesora
tez)
janek   |18.11.2011 06:50:35
Tekst zamieszczony w wikipedi jest do tego stopnia jednostronny ze nawet
indcydent z dewastacja zydowskich sklepow traktuje jako czyn bohaterski. Boje
sie myslec kto to pisal
zewsząd i znikąd  - Rydzyk   |18.11.2011 11:40:53
Nie mogę się zgodzić co do oceny tej wypowiedzi Rydzyka o rzekomym rozbijaniu
PiS przed diabła. To przede wszystkim działanie taktyczne - dużo bardziej
przekonuje mnie przypuszczenie, że Rydzyk cały czas waży, którą partię należy
poprzeć - ta wypowiedź o diable może być po prostu unikaniem opowiedzenia się po
jednej ze stron.
Tomasz   |19.11.2011 19:11:47
Znajdź "zamieszki" na załączonym
obrazie:

http://www.youtube.com/watch?feature=pla yer_embedded&v=8zDBR-ikjIA
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 16.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 27.63490 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273