|
Joanna Jałowiec: Jest Pani zwolenniczką
konsultacji społecznych towarzyszących kształtowaniu miejskiej
przestrzeni. Po co nam demokratyzacja? Czy nie lepiej przyjąć, że w
mieście są organy odpowiedzialne za proces tworzenia lub nadawania
nowego oblicza miejskim placom, rzeźbom, ulicom, budynkom?
Joanna Erbel: Gdyby rzeczywiście było tak, że władzom lokalnym
przyświeca przede wszystkich dobro każdego z użytkowników przestrzeni
miejskiej i gdyby posiadały wszystkie informacje potrzebne do
skutecznego zarządzania przestrzenią publiczną, to można by rozważać,
czy demokratyzacja jest tu potrzebna. Jednak póki co nie jest spełniony
żaden z tych warunków. Dotychczasowa praktyka zarządzania przestrzenią
pokazuje, że rzadko kiedy komfort przebywających w niej różnych grup
ludzi jest sprawą najważniejszą. Znacznie częściej wpływ na
kształtowanie tkanki miejskiej ma obecna polityka historyczna,
ekonomiczny interes deweloperów albo nadmierny pośpiech związany z
koniecznością rozliczenia grantów na rewitalizację. Zdarza się również,
że nawet przy dobrej woli urzędników nie dysponują oni wiedzą konieczną
dla stworzenia przestrzeni dobrej jakości. Dlatego potrzebują
merytorycznego wsparcia osób, które znają daną przestrzeń, bo w niej
przebywają na co dzień, i które znają swoje potrzeby dotyczące
poruszania się po mieście. Dotyczy to zarówno rowerzystów, osób
niepełnosprawnych, ciężarnych kobiet, jak i rodziców z dziećmi. Brak
uwzględnienia ich potrzeb prowadzi do sytuacji przestrzennego
wykluczenia, bo miasto, zamiast być przestrzenią, w której się chętnie
przebywa, staje się torem przeszkód.
Nawet
jeśli jest to pożądane, to i tak trudno włączyć całą społeczność w
dyskusję. Zawsze będzie się wypowiadać jedynie pewna reprezentacja
danej grupy.
- Zgadzam się. Prawie niemożliwe jest
włączenie wszystkich członków danej społeczności. Miastami, w którym
demokracja uczestnicząca się sprawdziła, było brazylijskie Porto Alegre
(na poziomie planowania budżetu) oraz kilka innych miast w Ameryce
Południowej i w Indiach. Jednak alternatywą nie jest odebranie prawa
mieszkańcom i mieszkankom do zabierania głosu w dyskusji i oddanie
spraw miasta w ręce urzędników i ekspertów, ale stworzenie takich
mechanizmów podejmowania decyzji, które dążyłyby do włączenia jak
największej liczby różnych głosów.
Czyli?
- Takimi mechanizmami mogą być zarówno konsultacje społeczne, otwarte
posiedzenia rad dzielnic, tworzenie komisji dialogu społecznego
zrzeszających przedstawicieli różnych organizacji pozarządowych,
włączanie projektów zgłaszanych przez ruchy społeczne, jak i otwarcie
na propozycje artystów działających w przestrzeni miejskiej oraz
nieustanna czujność i życzliwość wobec wszystkich innych ingerencji w
tkankę miejską.
Co oznacza według Pani pojęcie partycypacja społeczna?
- Partycypacja społeczna jest udziałem członków społeczeństwa w
procesie podejmowania decyzji, które dotyczą i w pośredni, i w
bezpośredni sposób. Na poziomie miasta polega na różnych działaniach,
których celem jest przekształcenie przestrzeni miejskiej albo
zachowanie jej w takiej postaci, w jakiej w danym momencie się
znajduje. Partycypacja może przejawiać się w różnych formach: w pisaniu
petycji, projektach obywatelskich, głosach na forach internetowych,
zakładaniu stowarzyszeń i fundacji na rzecz jakiejś sprawy, w postaci
demonstracji, wieców, performansów czy innych akcji w przestrzeni
publicznej, ale również tych działań, które określane są mianem
wandalizmu.
Pytanie tylko, czy zechcemy, jako społeczeństwo, brać w tym udział…
- Problemem może być brak poczucia wpływu. Spotykałam się nieraz z
opiniami, że po co cokolwiek robić, skoro istnieje niewielka szansa, że
to zostanie wprowadzone w życie w takim kształcie, w jakim to sobie
życzymy? Po co protestować i zostać odesłanym z kwitkiem, skoro można
poświęcić czas na życie prywatne? To słuszne obawy, bowiem wciąż wiele
z projektów, które są społeczne konsultowane, zostaje w szufladzie albo
przybiera całkiem innych kształt. Jednak warto pamiętać, że każdy
protest, każda akcja przesuwa granice tego, co normalne i oczywiste.
Niekiedy punktowe działanie może z czasem całkowicie zmienić logikę
myślenia o danej kwestii. W Warszawie szczególnie spektakularne były
losy projektów Joanny Rajkowskiej - palmy na rondzie de Gaulle’a
(projekt „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich”) i stawu na pl.
Grzybowskim, „Dotleniacza”.
Co dzięki nim zyskano?
- Palma sprawiła, że otworzyła się możliwość pojawiania się w
przestrzeni miasta niestandardowych obiektów i przedefiniowała
tożsamość miasta. „Dotleniacz” z kolei zachęcił do przebywania poza
własnym mieszkaniem grupy starszych ludzi, których wcześniej nie było
tam widać, oraz zmobilizował ich, żeby walczyć o to, żeby projekt
został na placu na stałe. Co więcej, był jednym z głównych impulsów,
które sprawiły, że władze miasta zobaczyły, że istnieje społeczna
potrzeba konsultowania projektów, która nie może zostać zignorowana.
Dlaczego mieszkańcy mają opory, by włączać się do dyskusji na temat przestrzeni?
- Zwykle wynika to z tego, że nie ma odpowiednich kanałów
komunikacyjnych. Nie istnieje takie medium, który zmobilizuje
wszystkich. W tym momencie słychać różne głosy. Jednak największe
przebicie mają te, które pochodzą od osób, które umieją czytać ustawy,
komentować plany zagospodarowania miejscowego, mówią tym samym głosem
co urzędnicy i mają czas, żeby chodzić w popołudniowych godzinach na
zebrania różnych rad czy komisji. Czyli posiadają odpowiedni kapitał
kulturowy, a do tego dużo wolnego czasu - takich osób nie ma wiele.
Słychać również głosy z internetu, ale póki co nie można mówić, żeby to
była główna siła nacisku. Istnieją również inne formy zabierania głosu
- poprzez samo działanie. I nie chodzi mi tylko o wcześniej wspomniane
demonstracje i wiece, ale o sam fakt używania (albo nieużywania) danej
przestrzeni albo danego kanału komunikacji.
W jaki sposób można ich zachęcić?
- Jednym ze sposobów byłoby zwiększenie liczby prawomocnych kanałów
komunikacji, które byłyby dostosowane do kompetencji użytkowników. Dla
tych, którzy siedzą w internecie - cyfrowo, dla innych - przez
tradycyjną pocztę albo przez wychodzenie urzędników do parków czy
kawiarni. Na poziomie miasta ważne jest tworzenie trójwymiarowych
modeli, które dla osób bez wykształcenia technicznego są znacznie
bardziej czytelne niż dwuwymiarowy plan zagospodarowania. Innych
sposobem może być otwarcie się na akcje artystyczne w przestrzeni
publicznej, które pozwolą mieszkańcom miasta ucieleśnić inny układ
społeczno-przestrzenny. Ważne jest również włączanie aktywności
społecznej w formie zabawy - ostatnio bardzo popularne są gry miejskie
dotyczące szerokiego spektrum zagadnień: od wiedzy o mieście i historii
po konsultacje społeczne. O to, jakie mogą być inne formy, trzeba pytać
jak najwięcej ludzi przy rozmaitych okazjach, i to nie w formie „Jak
Pan/Pani sądzi, co może skłonić ludzi do większej aktywności
społecznej?”, ale „Jak zapytać Pana/Panią o zdanie, żeby Pan/Pani
odpowiedziała?”.
To jak zapytać Joannę Erbel?
- Ja bym chciała, żeby wszystkie ważne informacje (po odpowiednim
przefiltrowaniu oczywiście) trafiały do mnie e-mailem oraz żeby było
jak najwięcej artystycznych działań w przestrzeni publicznej, na które
można przyjść i samą obecnością zaświadczyć, że są ważne. A pani?
Do
mnie przemawia rozwiązanie zastosowane przy konsultacjach w parku
Skaryszewskim [drugi co do wielkości park w Warszawie - przyp. red.],
czyli punkt dostępny dla wszystkich mieszkańców, którego nie sposób nie
zauważyć. Wracając do głównego wątku. Czy są przedsięwzięcia, które
mogą coś zmienić?
- Tak. I jest ich coraz więcej.
Z jednej strony jest to zwiększająca się liczba festiwali w przestrzeni
publicznej, które są otwarte dla przypadkowego widza - jak Artboom w
Krakowie czy Festiwal Przemiany w Warszawie, które odbywają się pod
patronatem władz miasta. Zmienia się również sposób komunikowania się
urzędów z obywatelami i obywatelkami. Projekt „Wzmacnianie mechanizmów
partycypacji społecznej” realizowany przez Centrum Komunikacji
Społecznej jest jednym z nich. Jego celem jest nie tylko stworzenie w
przestrzeni wirtualnej forum, na którym będą się mogli wypowiadać
mieszkańcy, ale ponadto przeszkolenie urzędników, żeby umieli słuchać.
Z kolei pojawia się coraz więcej inicjatyw oddolnych w postaci
formalnych i nieformalnych grup, które nie mają oporów, żeby wchodzić w
dialog z władzami.
Jak to wygląda w innych krajach?
- W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych stosowane są
rozwiązania, o których wspomniałam wyżej. Z tym że dzieje się to na
znacznie większą skalę, a osoby zaangażowane w dyskusję łączy
przekonanie, że miasto należy do ludzi, i nie tylko mają prawo z niego
korzystać, ale również obowiązek protestować, gdy przestrzeń publiczna
zostaje prywatyzowana, grodzona czy odbiera w inny sposób. Obecnie
Berlin boryka się kłopotami finansowymi, które wynikają ze zbyt
rozrzutnego zarządzania miejskim budżetem. Jednak nie oznacza to, że
interes społeczny przegra z czysto ekonomicznym. Widać to na
przykładzie pustostanów. Aktywiści próbują przekonać władze miasta,
żeby zamiast sprzedawać teren prywatnym inwestorom, przekazały je
wspólnotom, które przekształcą dany budynek w miejsce użyteczności
publicznej (np. otwierając restauracje, żłobki, sklepy czy galerie) i
na przestrzeni lat z czynszów przekażą znacznie więcej pieniędzy niż
zyskałoby miasto na jednorazowej sprzedaży, a co więcej - przyczynią
się do integracji wspólnoty lokalnej.
Są jeszcze akcje artystyczne zwracające uwagę na problem przestrzeni miejskiej.
- Akcje artystyczne, w przeciwieństwie do projektów zagospodarowania
przestrzeni, posiadają wymiar utopijny. Nagle przez chwilę możemy
doświadczyć tego, co wydawało się niemożliwe. Potem, nawet jeśli to
mija, zostaje doświadczenie, do którego możemy się odnieść. Poza tym w
przeciwieństwie do przekazów zwerbalizowanych mogą być interpretowane
na wiele różnych sposób i przez to być atrakcyjne dla różnych grup
społecznych. Na przykład murale Twożywa można czytać jako dzieło sztuki
współczesnej, obraz wizualny na ścianie albo alternatywę dla odrapanej
farby, którymi nikt przez lata nie chciał się zająć czy wiele innych.
A
może problemem jest mentalność urzędników? Nawet najlepsze mechanizmy
nie przyniosą efektu, jeśli druga strona będzie niechętna realizacji
tego, czego chce opinia publiczna. Tak było np. w przypadku wyboru
miejsca, gdzie miała stanąć rzeźba Igora Mitoraja. Mieszkańcy wskazali
na plac przed dworcem PKP. Artysta nie zgodził się na tę lokalizację,
prezydent Majchrowski mu uległ…
- Z doświadczenia
wiem, że wśród urzędników mniej więcej połowa jest otwarta na
mieszkańców, nie boi się nowych sytuacji i wprowadza nowe rozwiązania.
Często jednak nie mają siły przebicia, więc ważne jest, żebyśmy ich
wspierali, zapraszali na spotkania, rozumieli ograniczenia formalne. Co
do sprawy z pomnikiem Mitoraja, to uważam, że opinia mieszkańców
powinna zostać uszanowana, zwłaszcza w momencie, gdy zostali poproszeni
o wyrażenie opinii. Sprzeciw artysty nie powinien mieć tutaj
decydującego znaczenia. W ten sposób władza przekłada interes jednej
osoby nad mieszkańców miasta.
W
Krakowie mamy ostatnio problem z inicjatywami budowy, bez konsultacji,
kolejnych pomników, które budzą opór mieszkańców. Jak rozwiązać ten
problem? Co mogłoby w tej kwestii zrobić miasto?
- Pytać mieszkańców. Zrobić spotkanie, wysłuchać głosów. Być otwarte na alternatywne projekty.
Jaki fragment miejskiej przestrzeni w Krakowie najbardziej się Pani nie podoba?
- Najbardziej plac przed dworcem i Galerią Krakowską, jak i to, że
wyjście z dworca prowadzi wprost do galerii, dając niewielką
alternatywę dla kogoś, kto nie wie, w którym momencie należy skręcić,
by ją ominąć. Sądzę, że zmarnowany jest plac na Podgórzu, gdzie zamiast
ławek albo innych sposobów zaaranżowania przestrzeni ustawiony jest
rząd wysokich metalowych rzeźb krzeseł, które zniechęcają do spędzenia
tam więcej czasu. Problemem wydają mi się również ścieżki rowerowe,
zwłaszcza ta idąca od kopca Kościuszki, która niespodziewanie kończy
się w tunelu pełnym rozpędzonych samochodów.
Rozmowa ukazała się w krakowskim wydaniu „Gazety Wyborczej” 30 października 2009.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...