NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Danecki: Egipskie powstanie ludowe Drukuj
Prof. Janusz danecki w rozmowie z Janem Smoleńskim   
02.02.2011
egipt.jpgJan Smoleński, Krytyka Polityczna: Egipt wrze. Według niektórych szacunków, we wczorajszej demonstracji w Kairze wzięło udział około miliona osób. W innych dużych miastach również doszło do protestów. Co jest powodem tych wystąpień? I czy możemy je nazwać rewolucją ludową?

Prof. Janusz Danecki*: Wolę określenie powstanie ludowe. Jest to przejaw obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec władzy, która nie odpowiada egipskiemu społeczeństwu, bunt mas przeciwko sytuacji, która była nie do zniesienia. Podobne powody protestów były zresztą w Tunezji.

A jakie to konkretnie powody?

Po pierwsze i najważniejsze – ekonomiczne: bieda, bezrobocie, młodzież nie ma właściwie żadnych perspektyw. A proszę zauważyć, że protestują ludzie młodzi, którzy chcą mieć warunki do jakiegokolwiek rozwoju. Zła sytuacja ekonomiczna oczywiście rodzi pytanie, dlaczego jest jak jest i najprawdopodobniej odpowiedzią było to, że władza egipska jest niewydolna i niedemokratyczna. Ulica chce reform, ale nie ma złudzeń, że obecna władza je wprowadzi, bo już zbyt długo słyszeli same obietnice. I Ben Ali w Tunezji i Hosni Mubarak w Egipcie nie dotrzymywali składanych obietnic. Stąd ten bunt.

Czy fakt, że jest to powstanie mas, może mieć wpływ na rezerwę, z jaką podchodzą do tych protestów kraje Zachodu? Gdy przypominam sobie zieloną rewolucję w Iranie, Zachód zupełnie inaczej się zachowywał, ale też tamte wystąpienia to było powstanie klasy średniej przeciwko teokracji. Mam wrażenie, że Zachód obawia się, że masy są pod wpływem ekstremistycznych duchownych.

Masy egipskie i tunezyjskie nie są pod wpływem duchownych. Powody wystąpień są całkiem świeckie, jeśli można użyć takiego słowa. W dodatku, te masy mają pewien wzorzec państwa, który chciałyby zrealizować i jest to zachodnia demokracja. Właśnie w demokracji ulica upatruje lekarstwa na biedę i bezrobocie.

To skąd ta różnica w poparciu dla tych dwóch powstań?

Zachód zawsze bał się ekstremizmów religijnych na Bliskim Wschodzie i teokracja irańska zawsze była uważana za coś niebezpiecznego. Do tego dochodzi oczywiście sprawa broni jądrowej, niebezpieczeństwa zbrojenia się i dlatego państwa Zachodu chętnie by się pozbyły rządu ajatollahów. Dlatego poparły zieloną rewolucję, która w zasadzie była wystąpieniem dość wąskiej grupy społecznej, mianowicie wykształconej klasy średniej. Z tego też powodu zielona rewolucja się nie udała – to nie było powstanie masowe.
W przypadku Egiptu i Tunezji zagrożeń w postaci władzy duchownych nie ma. Państwa egipskie i tunezyjskie były stworzone przez europejczyków na wzór państw europejskich. Mamy prezydenta, mamy premiera, mamy parlament, tylko że wszystko to jest fasadowe, podobnie jak w czasach komunistycznych w Polsce. Oczywiście poczucie frustracji i braku wpływu na swoje życie też wpłynęło na to, że ludzie wyszli na ulice, więc jest to powstanie jak najbardziej demokratyczne. Zachód ma jednak obawy, co się stanie, jeśli egipski reżim nagle upadnie. Dojdzie do chaosu, czy też nie? Być może lepiej, żeby ten reżim trwał lub przygotował się do stopniowego oddawania władzy? Wydaje mi się, że ten drugi wariant jest lepszy niż gwałtowny upadek reżimu. Mam wrażenie, że prezydent Mubarak skłania się do tego drugiego scenariusza i gotuje się na odejście. Wyznacza swoich ludzi na najważniejsze funkcje państwowe, zlecając im rokowania z opozycją, która niejako przyjęła rolę reprezentanta zrewoltowanych mas. Podobny mechanizm zadziałał w Tunezji. Prezydent ustąpił właściwie od razu, ale pojawił się tymczasowy prezydent, tymczasowy premier – obaj z dawnego rozdania – i dołączyła do nich opozycja. W ten sposób powstaje tymczasowa władza, która pokieruje demokratycznymi przemianami, bo nie ukrywajmy, że napisanie nowej konstytucji, rozpisanie nowych wyborów, stworzenie nowych instytucji państwa można załatwić jednym przewrotem z dnia na dzień.

Czy za rezerwą wobec poparcia dla powstania w Egipcie, stoi obawa USA, że stracą sojusznika w kontynuowaniu „wojny z terroryzmem” w przy pomocy tortur? Nie jest tajemnicą, że Mubarak godził się na torturowanie więźniów USA na terytorium swojego kraju. Jeśli w Egipcie pojawi się nowa władza demokratyczna, to wcale nie musi ona być Amerykanom przychylna. Powstanie pokazało też chyba, że USA nie są niezbędne dla demokratyzacji regionu, a właściwie mogą w tym przeszkadzać.

Oczywiście, że istnieje możliwość zmiany polityki zagranicznej Egiptu po pojawieniu się nowej władzy. Właściwie możemy być tego pewni. Natomiast nie jestem pewien, czy USA w swoim odwoływaniu się do demokracji są aż tak cyniczne, jak pan sugeruje. To, co pan nazywa rezerwą ja bym nazwał ostrożnością, a Stany Zjednoczone muszą działać ostrożnie, jeśli nie chcą stracić sojusznika na Bliskim Wschodzie. Wydaje mi się, że ta ostrożność jest uzasadniona, ponieważ gdyby USA domagały się natychmiastowego odejścia Mubaraka, i faktycznie by do tego doszło, to mogłoby to się zakończyć katastrofą. Natomiast, jeśli demokracja zostanie ustanowiona, to USA będą musiały się z nią liczyć.
Ta demokracja nie musi być groźna dla Stanów Zjednoczonych. Oczywiście już mówi się o tym, że władzę przejmie Bractwo Muzułmańskie, że Egipt będzie państwem na wzór Hamasu, wrogiem USA. To jest mało prawdopodobne. Bardzie prawdopodobne jest to, że pojawi się demokracja, w której będzie miejsce na wiele nurtów, od socjalizmu typu nasserowskiego, przez partie liberalne po religijnych fundamentalistów w rodzaju Bractwa. Proszę zauważyć, że dotychczas nie pojawiały się właściwie hasła antyamerykańskie. Były tylko hasła antymubarakowskie, przeciwko korupcji i nepotyzmowi. Jestem przekonany, że – jeśli nie dojdzie do jakiejś katastrofy – to władze demokratyczne się wyłonią. Choć proces przekształcania się w wolne społeczeństwo może być długi, trwający nawet kilka lat.

Czy pana zdaniem dojdzie do zaostrzenia stosunków między Egiptem a Izraelem? Mimo wszystko Mubarak jakoś ze swoim wschodnim sąsiadem współpracował.

Zacznijmy od tego, że na pewno stosunki bilateralne się zmienią, ale nie sądzę, że będzie to zwrot o 180 stopni. Zresztą, jeśli powstanie władza demokratyczna, to będzie ona tworzona przez młodych ludzi, którzy urodzili się w świecie z Izraelem, a „tworem syjonistycznym”, jak mówiono w państwach arabskich.
Pamiętajmy, że stosunki bilateralne będą zależeć też od polityki Izraela i mam nadzieję, że Izrael będzie postępował rozsądnie. Premier Benjamin Netaniahu powiedział, że istnieje niebezpieczeństwo, że władzę obejmą fundamentaliści, którzy będą antyizraelscy. I faktycznie ekstremiści są antyizraelscy, Bractwo Muzułmańskie jest umiarkowanie antyizraelskie, Hamas, który wyrósł z Bractwa, jest skrajnie antyizraelski. Ale nie sądzę, żeby doszli do władzy, ponieważ wśród ludzi protestujących nie widzę i nie słyszę ludzi reprezentujących ekstremistów, więc w nowych władzach też nie o to będzie chodziło.

Widzi pan szansę na to, by protesty, które rozpoczęły się w Afryce Północnej rozlały się na inne państwa? Były już demonstracje w Sudanie, protestowano też w Jordanii.

Krajem, który jest najbliższym kontynuacji tego w gruncie rzeczy ogólnoarabskiego nurtu, jest Algieria. Tam też mamy władzę autorytarną, też były bunty z przyczyn ekonomicznych. Różnica między Algierią a Egiptem i Tunezją polega na tym, że Algieria jest na tyle bogata, że można zatkać usta ludziom pieniędzmi, wprowadzić reformy zmniejszające biedę. Poza tym w Algierii niedawno skończyła się dwudziestoletnia wojna, więc nie wiem, czy ludzie będą chętni znowu wszczynać jakieś niepokoje. Natomiast Jordania, o której pan mówi to jest inny przypadek. To jest monarchia, która z zasady jest dynastyczna. Król wczoraj rozwiązał rząd pod wpływem protestów społecznych przeciwko niewłaściwemu rządzeniu państwem, ale nie wydaje mi się, żeby tam doszło do podobnych wystąpień. W monarchiach takich jak Jordania czy Maroko zmiana będzie polegała na stopniowym zmniejszaniu władzy króla na rzecz demokratycznych instytucji. I te procesy powoli zachodzą.
Nie wiadomo, co z Libią i Syrią, dwiema republikami, które też są w kolejce do zmiany reżimu. Libia jest krajem totalitarnym, można powiedzieć, że jest to absolutyzm nieoświecony totalitarny. W Syrii sytuacja wygląda może trochę lepiej.
Natomiast z Sudanem sytuacja jest nieco inna. To jest bardzo biedny kraj. Ludzie pod wpływem wydarzeń w Tunezji i Egipcie również się buntują przeciw niedemokratycznej władzy, ale trudno powiedzieć, że jest to państwo całkiem autorytarne, skoro pozwoliło na wolne referendum, w wyniku którego powstało nowe państwo. Państwo – dodajmy – które odłączy się ze złożami bogactw naturalnych, więc sytuacja gospodarcza na północy będzie jeszcze gorsza.

Istnieje hipoteza, że powstania te były inspirowane z zewnątrz. Np. Teheran stwierdził, że rewolta w Egipcie pomoże utworzyć „islamski Bliski Wschód”.

Nie wierzę w żadną inspirację zewnętrzną. Przecież nikt się tych rozruchów nie spodziewał, te protesty nie mają nawet przywódcy. Co prawda pojawiają się głosy, że to Iran zainspirował powstanie, ale jak się posłucha telewizji irańskich, to relacje przypominają raczej propagandowe wykorzystanie sytuacji, zresztą przede wszystkim antyizraelskie. I z pewnością Iran będzie próbował tę sytuację wykorzystać, ale to jest zbyt wielkie powstanie ludowe, by wynikało z zewnętrznej inspiracji.


Janusz Danecki* - profesor arabistyki na Uniwersytecie Warszawskim i Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.
Komentarze
Dodaj nowy
Obserwator  - Powstanie ludowe Maghrebu   |03.02.2011 00:20:51
Profesor Danecki trafnie analizuje mającą miejsce sytuację, wysuwa równie trafne
spostrzeżenie na temat sytuacji w Algierii, gdzie prezydent Butfleka
prawdopodobnie czeka z zapartym tchem na rozwój sytuacji, niepewny czy obiecane
młodym absolwentom pieniądze powtrzymają od dalszych rozruchów. Na chwilę obecną
bunt mas przygasł, nie oznacza to jednak że obietnice dojdą do skutku i młodzi
mężczyźni, którzy nocami muszą włuczyć się po ulicach, gdy ich siostry śpią w za
małych by pomieścic całe rodziny mieszkaniach, będą mogli spokojnie utrzymać
siebie i założyć w przyszłości rodziny. Brak mieszkań, brak źródeł utrzymania to
zasadnicze powody ataku na władzę, które są jakże zrozumiałymi pod każdą
szerokością geograficzną.
adahn  - Islamski Bliski Wschód? to raczej nieuniknione…   |03.02.2011 02:00:29
"Masy egipskie i tunezyjskie nie są pod wpływem duchownych. Powody wystąpień
są całkiem świeckie, jeśli można użyć takiego słowa."
Jak w
Iranie…

"W przypadku Egiptu i Tunezji zagrożeń w postaci władzy
duchownych nie ma. Państwa egipskie i tunezyjskie były stworzone przez
europejczyków na wzór państw europejskich."
Jak w Iranie… Szach
zmodernizował i uprzemysłowił kraj a do tego chciał być drugim
Ataturkiem…

"Oczywiście już mówi się o tym, że władzę przejmie Bractwo
Muzułmańskie, że Egipt będzie państwem na wzór Hamasu, wrogiem USA. To jest mało
prawdopodobne. Bardzie prawdopodobne jest to, że pojawi się demokracja, w której
będzie miejsce na wiele nurtów, od socjalizmu typu nasserowskiego, przez partie
liberalne po religijnych fundamentalistów w rodzaju Bractwa."
Tak samo miało
być w iranie… ale jak po tym jak Chomeini (ulubieniec Foucalta i Derridy)
doszedł do władzy to islamiści pomordowali i powsadzali do więźień komunistów.


BM jest jedyną zorganizowaną opozycją. Bez zaglądania do wikipedii nikt nie
zna innych ugrupowań opozycyjnych. A z ust liderów BM słychać już nawoływania do
wojny z izraelem. Granica ze strefą gazy jest otwarta, Hamas juz teraz ma
bezpieczną przystań w Egipcie.

"Ale nie sądzę, żeby doszli do władzy,
ponieważ wśród ludzi protestujących nie widzę i nie słyszę ludzi
reprezentujących ekstremistów, więc w nowych władzach też nie o to będzie
chodziło."
Rewolucja ma swoją dynamikę. Nikt nie wyobrażał sobie w lutym, że
bolszewicy dojdą do władzy po paru miesiącach.

Jak się rewolucja dalej będzie
rozlewać, to w najlepszym wypadku skończy się tylko poważną zmianą geopolityczną
w regionie (amerykanie stracą większość swoich sojuszników, w tym turcje), a w
najgorszym wojna arabów z Izraelem.
obywatel   |03.02.2011 14:22:06
Nie wierzę w to, że większość Egipocjan chce ZACHODNIEJ demokracji. Owszem chcą
demokracji: pluralizmu partii, uczciwych wyborów, sprawiedliwszej redystrybucji
dóbr, być może zaprzestania reform dostosowujących gospodarkę do zachodniego
kapitalizmu, młodzież której jest tam za dużo chce PRACY.
Ale chcą DEMOKRACJI w
RAMACH ISLAMU. Gdzieś widziałem badania, że 77 proc. Egipcjan chce demokracji,
ale 66 proc. chce jednocześnie żeby SZARIAT był jedynym źródłem prawodawstwa.
Nie wiem czy to wynika po prostu z nieznajomości SZARIATU czy nieuświadamiania
sobie czym SZARIAT byłby w praktyce. Być może jest postrzegany bardzo
idealistycznie jako system boskiej i idealnej sprawiedliwości, przeciwieństwo
skorumpowanego sądownictwa Mubaraka. Elementy prawa zachodniego w obecnym
systemie prawnym Egiptu są przez wielu postrzegane za wynik zachodniej
interwencji i "ręcznego sterowania". Masy buntują się przeciwko
zaangażowaniu politycznemu USA i Izraela w sprawy Egiptu, w tym sensie chcą
pełnej niezawisłości władz Egiptu. Co z tej mikstury szariatu i demokracji może
wyniknąć? Myślę, że coś w rodzaju ustroju irańskiego - czyli maksymalnie tyle
demokracji ile można mieć w ramach teokracji - wolność partii, prawdziwe wybory
ale tylko dla poglądów mieszczących się w pewnych ramach - w ramach takiej lub
innej interpretacji religii (choć w ramach szeroko pojętej ortodoksji jednak),
gdzie poglądy społeczno-gospodarcze muszą być wyinterpretowane jakoś z religii,
a ruchy otwarcie nawiązujące do świeckich wartości czy idei są zakazane lub nie
mogą być traktowane jako równouprawnione. Rewolucja irańska 1979 zmniejszyła
rozwarstwienie społeczne jakie było za czasów szaha. Dla muzułmanów
sprawiedliwość społeczna i równość jest wartością wypływającą z samego rdzenia
religii. Dlatego też w demokracji islamskiej możemy się spodziewać działań na
rzecz poprawienia jakości życia ubogich, próby konfiskaty majątków uznanych za
zdrajców bogatych biznesmenów, szczególnie tych związanych z poprzednim reżimem
czy koncernami międzynarodowymi. Ogólnie prostym ludziom może się poprawić, może
być"BARDZIEJ LEWICOWO" - mocniejsze związki zawodowe, prawa pracownicze
itd… (tylko ciekawe czy będą na to pieniądze) ale: mniejszości religijne i
kobiety będą grupami upośledzonymi już nie tylko obyczajowo ale i w większym
stopniu niż do tej pory prawnie, no a homoseksualiści, apostaci i ateiści - będą
się ukrywać, wiadomo czemu. Nie mówią już o różnych ustawach chroniących religię
i jej świętości przed krytyką czy ośmieszeniem.

Oczywiście organizacje i ruchy
lewicowe m.in. komuniści oraz inne o świeckim światopoglądzie też biorą udział w
protestach, ale ich zwolennicy stanowią mniejszość. Liberalny Al-Baradei będzie
jedynie początkową "twarzą" opozycji do pertraktacji z odchodzącym
reżimem i z Zachodem. "Twarzą", która mu uspokajać a nie odstraszać.
Rewolucję w Iranie poza islamistami współwywołali także socjaliści i komuniści.
Ich sojusz skończył się w 1982 gdy zakazano partii socjalistycznych i
komunistycznych, zostały jedynie partie islamskie.
adahn  - sondaż przed wybuchem egipskiej intifady…   |04.02.2011 03:31:07
…pokazuje ze Egipcjanie są za demokracją (59%), wpływem Islamu na politykę
(95%), kamienowaniem cudzołożników (82%), karą śmierci za apostazję (84%) i
amputacją dłoni za kradzież (77%)…
http://www.theglobeandmail.com/news/world
/crisis-in-egypt/poll-shows-egyptians-favour-democ
racy-and-stoning-for-adultery/article1892414/

Ja nie rozumiem jak eksperci
którzy przychodzą do TOK FM (wykształceni arabiści i islamolodzy) mogą z czystym
sumieniem twierdzić, że powtórka z Iranu jest niemożliwa, bo Egipcjanie tylko
chleba chcą i nie ma haseł religijnych. Zupełnie nie bierze się pod uwagę roli
religii w społeczeństwach krajów islamskich, dosłowności Koranu, tego że jest
dla nich słowem bożym podyktowanym Mahometowi, a ten jest doskonałym
człowiekiem, jedynym wzorem do naśladowania. Analiza zredukowana jest tylko i
wyłącznie do tego co widać, do pozoru. Abstrahuje się od tego czego nie widać,
od istoty…

skoro 3/4 Egipcjan popiera poszczególne punkty szariatu, oraz
biorąc pod uwagę specyfikę religii islamskiej, i niechęć do zachodu, można się
spodziewać że poprą szariat jako całościowy program, jak tylko zostanie im
zaproponowany. Ciekawe ile % popiera likwidacje Izraela (fizyczną i/lub
socjopolityczną)…

Demokracja i rząd przedstawicielski, który nie gwarantuje
ochrony praw człowieka i wolności osobistych, jest zwykłą tyranią większości i
nie jest wart funta kłaków. Egipcjanie mają niezbywalne prawo decydowania o
rządzie jaki chcą mieć i jest to ich sprawa. Ale lepiej życzyć im niepowodzenia,
chyba że się bardzo nielubi Izraela, swoją drogą też demokratycznego państwa…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.52981 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273