Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bugaj: Nie musimy zmniejszać deficytu budżetowego Drukuj
Z Ryszardem Bugajem* rozmawia Michał Borowy   
07.09.2010

Michał Borowy, Krytyka Polityczna: Jak się panu podobają propozycje walki z deficytem budżetowym, które rząd ogłosił jakiś czas temu? Podwyżka podatku VAT, zamrożenie płac w administracji czy wprowadzenie reguły wydatkowej (głoszącej, że wydatki budżetu państwa mogą rosnąć co roku maksymalnie o wskaźnik inflacji plus 1 proc.).


Ryszard Bugaj: Raczej mi się nie podobają. Choć bliżej mi do propozycji rządowej niż do tego, co proponuje w obecnej sytuacji Leszek Balcerowicz. Nie uważam, żeby należało zadusić deficyt do samego dna albo bardzo szybko i radykalnie go ograniczyć. Natomiast zgadzam się, że jest on niepokojąco wysoki i powinniśmy go zredukować. To, co zaproponował rząd, nie jest na miarę tego wyzwania. Inna sprawa, że rząd zapewne chce zrobić drugą rundę i uzyskać więcej pieniędzy…

  

Co pan ma na myśli?

  

Plany podwyższenia VAT o kolejne procenty.

  

Propozycja rządu nie podoba mi się z jeszcze jednego powodu. Określiłbym rządowy plan jako próbę sięgnięcia po niewielkie pieniądze do bardzo wielu płytkich kieszeni. Tymczasem w porównaniu z krajami Europy Zachodniej polski system obciążeń publiczno-prawnych zawiera bezprecedensowo rozległe przywileje dla grup zamożnych. Ten kryzys daje rządowi szczególnie dobrą okazję do osiągnięcia celów fiskalnych, a jednocześnie zmniejszenia nierówności w obciążeniach podatkowych. Rząd mógłby teraz sięgnąć do niewielu, ale za to bardzo głębokich kieszeni.

  

Jakie konkretne rozwiązania pan proponuje? 

  

Chociażby sięgnięcie do podatków dochodowych, a także do parapodatków, jak często są nazywane składki ubezpieczeniowe. Mało kto ma świadomość, że w Polsce system składek jest niezwykle przychylny ludziom o wysokich dochodach, a bardzo nieprzyjazny mało zarabiającym. 

  

Pomysł reguły wydatkowej wydaje mi się dość absurdalny. Jest z ducha hayekowski. Hayek przekonywał kiedyś, żeby powołać „rząd mędrców”, którego decyzje przez 10 lat nie podlegałyby demokratycznej kontroli. Rząd taki oczywiście wykonywałby to, co Hayek uważał za korzystne dla gospodarki. Założenie, że wydatki publiczne nie mogą wzrosnąć o więcej niż 1 procent ponad stopę inflacji jest absurdalne. A gdyby ułożyło się tak, że w ciągu następnych pięciu lat będziemy mieli sześcioprocentową stopę wzrostu, a inflację na poziomie dwóch procent? To mało prawdopodobne, ale wersji mniej „skrajnej” na szczęście wykluczać nie trzeba. Wówczas wydatki też nie mogły by wzrosnąć o więcej niż trzy procent rocznie? To jest chore. Mogą być przecież ważne powody (choćby dobra „okazja” do zrealizowania wielkich inwestycji infrastrukturalnych), aby wydatki wzrosły szybciej.

  

Inna sprawa, że czas dobrej koniunktury nie został wykorzystany dla „sanacji” finansów publicznych. Przeciwnie, PiS (przy wsparciu PO), wprowadził zmiany, które zaowocowały obniżką dochodów publicznych w granicach 40 mld zł – bez istotnych korzyści dla rozwoju gospodarczego. 

  

Jestem przeciwny redukowaniu deficytu do zera czy próbom jego gwałtownego zmniejszania – nie ma takiej potrzeby ani takiej realnej możliwości. Często jest uzasadnione, żeby państwo – jak wielkie przedsiębiorstwo – realizowało pewne funkcje w szerszym zakresie niż pozwalaja na to aktualne dochody. Jeżeli gospodarka się rozwija, to ciężar długu nie musi rosnąć. Natomiast jestem obecnie przeciwny zwiększaniu zadłużenia. „Rynki” mogą nas ukarać za to, podwyższając koszt pozyskiwania pieniędzy. Być może w pewnych okolicznościach wzrost wydatków powinien być nawet mniejszy niż 1 procent ponad inflację? Ale samo wprowadzenie reguły wydatkowej będzie w praktyce wymuszać automatyzm działania, wiązać ręce decydentom w polityce gospodarczej. Aby uzasadniać taki krok, trzeba się wykazać kompletnym brakiem zaufania do decyzji obywateli, którzy przecież powinni mieć pośredni wpływ na politykę państwa. Jeśli boimy się lub nie chcemy, aby system wykonywał wolę społeczeństwa, to może należałoby demokrację w ogóle ubezwłasnowolnić, nie tylko w sprawie wydatków? To są oznaki myślenia antydemokratycznego.

  

Chyba jedyne uzasadnienie wprowadzenia takiej regulacji to przekonanie obecnego rządu, że naród oszaleje i wymusi samobójczą politykę zadłużania kraju bez jakiegokolwiek ograniczenia. Że nie będzie słuchał rozsądnych rad. Nie ma powodu, żeby coś takiego zakładać. 

  

Pan uważa, że zmiany te uderzą w najbiedniejszych…

  

Nie tylko w najbiedniejszych. Także w średnich, choć trudno zrobić dokładny bilans. VAT ma to do siebie, że obciąża przede wszystkim konsumpcję. Ludzie o niskich zarobkach wydają większość swoich dochodów, a bardzo niewiele oszczędzają. W związku z tym VAT z natury uderza w najuboższych.
Inna kwestia to struktura tych podwyżek: jednocześnie podwyższa się VAT na żywność nieprzetworzoną (np. na jaja) i obniża na żywność przetworzoną (np. na szynkę) - jak to zadziała? Nie potrafię oszacować konsekwencji tej zmiany. Wszystko jednak wskazuje na to, że podwyżka VAT-u na żywność nieprzetworzoną uderzy przede wszystkim w osoby z małych ośrodków miejskich oraz ze wsi, gdzie dochody są niskie, a ludzie kupują stosunkowo dużo żywności nieprzetworzonej. Natomiast w wielkich miastach ludzie są zamożniejsi i kupują raczej żywność przetworzoną, na którą stawki zostają obniżone. Pewnie więc ta podwyżka VAT-u szczególnie dotkliwie uderzy w ludzi najbiedniejszych, chociaż samo to uderzenie nie będzie potężne. Podobnie zresztą, jak korzyści dla finansów państwa.

  

Można spotkać się z opinią, że ludzie o najniższych dochodach i tak zaopatrują się na bazarach, których VAT nie obejmuje…

  

Moim zdaniem to kompletny margines. Na bazarach sprzedaje się towary, których produkcja jest w gruncie rzeczy dosyć droga. Dostawcy tańszej, masowej produkcji rolnej, z powodów technicznych, obsługują głównie supermarkety, większe sklepy, giełdy towarowe etc. Natomiast nie znam nikogo, kto mógłby na to pytanie odpowiedzieć precyzyjnie. Zawsze będą to tylko intuicje.

  

Co sądzi pan o propozycji zrównania stawek VAT, wysuniętej przez prof. Filara?

  

Moim zdaniem to szalone pomysły. W obecnej sytuacji limitem dla wzrostu gospodarczego jest popyt na produkty krajowe. Jeśli chcemy osiągnąć wzrost dochodów sektora finansów publicznych, żeby ograniczyć deficyt, to trzeba to zrobić przy pomocy takich działań, które najmniej w ten popyt uderzą. Jeśli wyrównamy stawki VAT, to cały przychód, jaki w ten sposób uzyskamy, będzie jednocześnie kwotą utraconego popytu. Myślę, że prof. Filar jest tak bardzo przekonany o zaletach wyrównania stawki podatkowej i tak nie ma zrozumienia dla sytuacji bytowej ludzi o niskich dochodach, że gotów jest się na to zdecydować. 

  

W moim przekonaniu o wiele lepszym pomysłem byłaby podwyżka stawek podatku dochodowego dla grupy zarabiającej najwięcej. Zresztą, są one bezprecedensowo niskie w skali Europy. W żadnym kraju na zachód od Polski nie ma tak niskich obciążeń podatkowych dla wysokich dochodów. Gdybyśmy się na to zdecydowali, to po pierwsze duża część z tej dodatkowej kwoty i tak została by zaoszczędzona (bo ludzie o wysokich dochodach mają wysoką skłonność do oszczędzania). Po drugie, osoby o wysokich dochodach dużą część zarobków wydają na wyroby luksusowe pochodzące z importu. Istnieje w wydatkach coś co się nazywa zapadką (broni się uzyskanego wcześniej standardu). Zaryzykowałbym takie stwierdzenie: jeśli będą mieli do dyspozycji mniejszy dochód, to ograniczą raczej luksusową konsumpcję zewnętrzną, czyli więcej kupią w kraju. I może się okazać, że taka zmiana nie wywiera żadnego wpływu na wielkość popytu, a daje przyrost dochodów w sektorze publicznym. 

  

W propozycji FOR pojawiło się twierdzenie, że nie ma nic złego w zmniejszaniu wydatków na edukację, gdyż powinny być one dostosowane do spadającej liczby uczniów.

  

To oczywiście prawda, przy założeniu, że te wydatki były do tej pory wystarczające. Jestem skłonny w to wątpić. Mamy np. bardzo dużą liczebność klas, polska szkoła wciąż nie robi wystarczających wysiłków, aby zapobiegać odstawaniu edukacyjnemu części uczniów. Niż demograficzny to dobra okazja, aby to naprawić. Redukowanie teraz wydatków na edukację to pomysł fatalny. Tym bardziej, że w wielu dziedzinach mamy do czynienia z wyuzdaną, ostentacyjną konsumpcją, która mogłaby być troszeczkę ograniczona (np. luksusowe dobra nabywane właściwie wyłącznie ze względu na „prestiż”). Widać to choćby na ulicach Warszawy, po których jeździ nieprawdopodobna ilość dwu i pół tonowych SUV-ów, które nie tylko zanieczyszczają środowisko (spalając nawet 20 litrów na 100 km), ale nie służą niczemu poza ostentacją. Czy naprawdę musimy uderzać w coś, co dla rozwoju społeczeństwa i dla demokracji ma zupełnie kluczowe znaczenie? Cięcia w edukacji to powinna być absolutnie ostatnia rzecz.

  

Zresztą, nie zgadzam się też z tym, co FOR pisze o tzw. becikowym. Może to nie jest najlepsze narzędzie, ale kiedy likwidowalibyśmy becikowe, to przecież nie po to, żeby usunąć jakiekolwiek instrumenty polityki ludnościowej, tylko żeby w miejsce tych, ustanowić inne, lepsze. Francja i Szwecja, jedyne dwa kraje w Europie, które nie mają dramatycznych problemów z demografią, przeznaczają na politykę ludnościową gigantyczne środki. My także przed takim wyzwaniem stoimy, w najlepiej pojętym interesie długofalowego rozwoju.

  

FOR skrytykował także program „Rodzina na swoim”, twierdząc, że przyczynia się do tworzenia bańki spekulacyjnej oraz wzrostu cen mieszkań, więc powinien raczej nazywać się „Deweloperzy na swoim”.

  

Tu jestem skłonny trochę się zgodzić. Polska polityka związana z sektorem mieszkaniowym jest silnie nakierowana na posiadanie własnego mieszkania, a zdecydowanie mniej na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych. Wydaje mi się, że jest potrzebna taka polityka, która stwarzałaby możliwość standardu mieszkaniowego w mieszkaniach wynajętych. Marzyło mi się kiedyś, żeby budowano, z silnym wsparciem społecznym, standardowe mieszkania nieluksusowe. Ludzie mogliby je stosunkowo tanio wynajmować, a w długim okresie wykupywać. To by zachęcało do odpowiedniej eksploatacji. Nic się w tej sprawie nie robi. Właściwie małpujemy w Polsce model amerykański, z tym że przy jeszcze niższym zaangażowaniu państwa niż za oceanem.

  

Jak pan ocenia propozycję Marka Borowskiego, aby próg powyżej którego nie są już odprowadzane składki na OFE osób najbogatszych podnieść z 30-krotności średniej pensji do 40, czy 50-krotności?


Podzielam ten postulat, wielokrotnie go formułowałem. Chciałbym tylko zauważyć, że kiedy wprowadzono obecne rozwiązanie, Marek Borowski nie protestował, a był wówczas marszałkiem sejmu z nadania Leszka Millera. Reformę systemu ubezpieczeń społecznych przeprowadził przecież rząd Millera. Ówczesny klub Unii Pracy, któremu przewodniczyłem, był jedynym, który głosował przeciw reformie w takim kształcie.


Obniżenie składki rentowej oraz zniesienie 40% progu dla najbogatszych zostało przeprowadzone w czasie, gdy pan był doradcą prezydenta Kaczyńskiego.


Tak, to prawda. Zawsze to krytykowałem - publicznie i wobec prezydenta. Chciałbym też zauważyć (co już sygnalizowałem), że trzy decyzje o fundamentalnym znaczeniu, czyli zniesienie podatku spadkowego (ewenement w skali świata), obniżenie stopy podatku dochodowego z 40 do 32 %, a także decyzja pani Zyty Gilowskiej, która zmniejszyła składkę rentową, przyniosły wielki ubytek w dochodach sektora finansów publicznych i są jedną z przyczyn obecnych kłopotów. Uchwalono to „ponad podziałami” (protestów Marka Borowskiego nie pamiętam)!  

  

  

*Ryszard Bugaj - doktor nauk ekonomicznych, pracuje w PAN, były przewodniczący Unii Pracy, był społecznym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw ekonomicznych  
Komentarze
Dodaj nowy
pawelpawel   |07.09.2010 09:31:56
Margaret Thatcher podsumowala to w ten sposob: "Najwieksza wada socjalizmu
jest to, ze kiedys koncza sie mozliwosci wydawania pieniedzy nalezacych do
innych ludzi".
A utrzymywanie wysokiego deficytu budzetowego, ktory na
miedzynarowdowych rynkach finansowych przeklada sie na wyzsze koszty kredytu dla
panstwa, jest najbardziej haniebna forma wydawania pieniedzy innych, bo sa to
pieniadze przyszlych pokolen, ktore protestowac jeszcze nie moga - ani
doslownie, ani posrednio, poprzez glosowanie. Zalozenie, ze "Mogą być
przecież ważne powody (choćby dobra okazja do zrealizowania wielkich inwestycji
infrastrukturalnych), aby wydatki wzrosły szybciej." jest mrzonka. Na
urzymaniu deficytu budzetowego korzystaja wszyscy: politycy, ktorzy za odsetki
placone przez przyszle pokolenia, kupuja sobie terazniejsze glosy;
miedzynarodowi wierzyciele polskiego rzadu; prywatne fundusze emerytalne i
inwestycyjne, ktore z polskich obligacji uzyskuja wysoka rentownosc. Tylko nie
sami zainteresowani, tj. obywatele - ktorzy i tak kiedys dostaliby to, co im sie
nalezy (infrastrukture, stadiony, etc) a teraz dostaja to samo, tyle tylko, ze
za duzo wyzsza cene - powiekszona o koszty odsetek od zaciagnietego dlugu, jak i
slonych prowizji dla bankow inwestycyjnych organizujacych emisje tych obligacji,
etc.
Glupota jest kupowanie lodowki czy zagranicznych wakacji na kredyt.
Dlaczego zasada ta nie moze stosowac sie do finansow calego panstwa??
kot   |07.09.2010 10:42:31
Ano nie może. Nie zawsze przeskalowanie jest możliwe.
Powiedziałeś
pawle,
wybacz, wiele głupstw, w tym krótkim tekście.
Powołanie się na Thatcher
autorki
najgłupszej formuły jaka wypowiedział polityk w całym jej stuleciu:
,,Nie ma
społeczeństwa, są tylko mężczyźni i kobiety,,. Skądinąd imponującej
jako
premier rządu.
To nadzwyczajny zator myślowy, nie u Ciebie, bo Ty tylko
powtarzasz:
ta troska o przyszłe pokolenia.
Nikt jakoś tej bzdury nie
kwestionuje, najwięksi mądrale, z namaszczoną troską ją powtarzają.
Gdy
tymczasem problem leży gdzie
indziej.
Wszystkiego już jest za dużo! To znaczy,
że przy racjonalnej organizacji tego co potrzebne powinno z naddatkiem starczyć
dla każdego (bez nieporozumień,
nie nawołuje do obalenia kapitalizmu. Ale jak
najbardziej, do obalenia władzy
rynków finansowych).
Jakoś nikt nie zauważył!
Że
w ostatnim dwudziestoleciu
przybyło wszystkiego, powiedzmy dwa razy, I dalej
jest bieda.
Coś tu k. nie gra.
Nie uważasz?
Technologia pędzi, i coraz
szybciej, że problemy przyszłych pokoleń , to nie problem zadłużenia ojców, to
problemy związane z nadmiernym rozwojem, niedostosowanymi do niego regulacjami,
nie wykształceniem nowych form organizacji bytu społecznego w technologicznie i
gospodarczo coraz bardziej jednoczącym się świecie.
pawelpawel   |07.09.2010 12:02:51
Przeraza mnie stwierdzenie, ze wszyscy wlasciwie wszystkiego mamy juz za duzo.
To potwierdzenie klasycznego zarzutu przeciw lewicowej polityce gospodarczej:
piekne hasla, jesli sprobujemy je wcielac w zycie, nieuchronnie prowadza do
niekontrolowanego rozrosniecia sie wladzy panstwa, a w skrajnej postaci -
terroru. Kim jestes, by decydowac, czy moje mieszkanie, samochod czy cokolwiek
zdecyduje sie posiadac, to juz za duzo?? Czy chcialbys dokwaterowywac
"potrzebujace" rodziny do mieszkan tych "pasozytow", ktorzy
wybili sie ponad przecietnosc M-3?? Konfiskowac rodzinom ponadliczbowe ipody??
WON od mojej swietej wlasnosci!!

Zniesienie wladzy rynkow finansowych, ktora
proponujesz, jest kolejna mrzonka (jak zreszta wiekszosc lewicowych postulatow,
pieknych w swoich utopijnych zalozeniach, lecz niemozliwych do zrealizowania w
jakiejkolwiek spolecznosci wiekszej niz jakas komuna kilkunastu podobnie
myslacych lewakow). Jesli glosujesz w Polsce, zmieniac mozesz jedynie lokalna
rzeczywistosc. Na miedzynarodowe rynki finansowe mozesz sie ewentualnie obrazic,
ale myslenie, ze to my bedziemy zmieniac reguly gry jest iluzja. Kilku obrazic
sie juz probowalo, Allende albo niedawno Grecy chociazby. W dzisiejszej
globalnej gospodarce to niestety nie wychodzi. Utopijne pomysly tego rodzaju sa
w porzadku, poki takie eksperymentowanie nie kosztuje calego spoleczenstwa
miliardy.

Twoja odpowiedz jest zreszta zupelnie nie na temat, moze krocej i
bez dygresji napiszesz - uwazasz, ze obecny deficyt powinno sie (1) zwiekszac,
(2) zmniejszac ,(3)udawac ze nie istnieje?
tommek   |08.09.2010 22:31:51
I think we have gone through a period when too many children and people
have been given to understand"I have a problem, it is
the Government’s job to cope with it!" or"I have a problem, I
will go and get a grant to cope with it!" "I am homeless, the
Government must house me!" and so they are casting their problems
on society and who is society? There is no such thing! There are individual
men and women and[fo 1] there are families and no government can do
anything except through people and people look to themselves first. It is
our duty to look after ourselves and then also to help look after our
neighbour and life is a reciprocal business and people have got the
entitlements too much in mind without the obligations, because there is
no such thing as an entitlement unless someone has first met an
obligation and it is, I think, one of the tragedies in which many of the
benefits we give, which were meant to reassure people that if they
were sick or ill there was a safety net and there was help, that many of
the benefits which were meant to help people who were unfortunate

To cytat z M.Thacher, o którym mowa. Nie uważam, że to największa bzdura,
wręcz przeciwnie. Uważam, że społeczeństwo nie istnieje w
sensie podmiotowym, bo jest pojęciem całkowicie abstrakcyjnym i jako
takie nie może być zestawione obligatoryjnie z jednostką, która abstraktem
nie jest. Nie mamy powinności wobec ‘społeczeństwa’ jako jednostki i
‘społeczeństwo’ nie ma powinności wobec jednostek.
tommek  - re:   |08.09.2010 22:53:18
[/quote]
Wszystkiego już jest za dużo! To znaczy, że przy racjonalnej
organizacji tego co potrzebne powinno z naddatkiem starczyć dla każdego
(bez nieporozumień,
nie nawołuje do obalenia kapitalizmu. Ale jak
najbardziej, do obalenia władzy
rynków finansowych).
Jakoś nikt
nie zauważył!
Że w ostatnim dwudziestoleciu
przybyło wszystkiego,
powiedzmy dwa razy, I dalej jest bieda.
Coś tu k. nie gra.
Nie
uważasz?
Technologia  pędzi, i coraz szybciej, że problemy
przyszłych pokoleń , to nie problem zadłużenia ojców, to problemy
związane z nadmiernym rozwojem, niedostosowanymi do niego regulacjami,
nie wykształceniem nowych form organizacji bytu społecznego w
technologicznie i gospodarczo coraz bardziej jednoczącym się
świecie.[/quote]

Mówisz o wielu rzeczach. Po pierwsze nie uważam, jakoby ‘wszystkiego było
za dużo’- pachnie to keynesizmem na odległość. Jak jeszcze dodasz,
że wszystko jest ‘przeinwestowane’, to będzie już komplet. Problemu
nie ma dopóki właśnie nie podlega to ‘racjonalnej organizacji’. Dlatego
nie zgadzam się również na proponowaną przez Ciebie redystrybucję, że
niby ma ‘z naddatkiem wszystkim starczyć’- otóż słyszałem już kiedyś coś
podobnego ‘każdemu według potrzeb…’ Winisz za to system finansowy i
z tym się zgadzam. Dziś już również w pełni podporządkowany polityce i
państwu, niesie za sobą dawne, obecne i przyszłe kryzysy.
Nie wiem
też o jakim rodzaju biedy mówisz: ilościowym czy jakościowym? Wcale nie
jest bowiem prawdą, że jeśli jest czegoś dwa razy więcej, to
jest jednocześnie dwa razy lepiej. Nie rozumiem też Twojej
argumentacji o tym, że niby technologia i jej tempo rozwoju ma tu jakiś
swój udział negatywny, że niby trzeba ‘dostosowywać byty społeczne’ do
tego tempa. Dopóki państwo tego nie regulowało, postęp następował w miarę
równolegle z przystosowaniem się ‘bytów społecznych’ (cokolwiek przez
to rozumiesz). Dziś faktycznie następuje opóźnienie rozwoju
technologicznego. Wystarczy drobna ustawa, albo kolejna regulacja,
dodatkowe, kosztowne biurokratyczne obostrzenia i całe gałęzie
przemysłu padają jak podcięte. Najwytrwalsi z czasem padają pod naporem
machiny regulacji i…idą na zasiłki. (to może przesada, ale to co
dzieje się obecnie w przemyśle lotniczym czy motoryzacyjnym może być dobrą
ilustracją)
KrzysztofMazur   |07.09.2010 11:21:58
Pan Bugaj wewnętrznie sprzeczny.
Z jednej strony jest przeciw zmniejszeniu
deficytu a z drugiej przeciw zwiększeniu długu, a to dokładnie jest tym samym.
Deficyt jest zwiększeniem długu. Trzeba się na coś zdecydować. Ale wszyscy wolą
bajki.
Polska po prostu strzeli plajtę, jak Grecja albo Węgry, za kilka lat, a
wtedy wszyscy będą znajdywać winnych (już ich znaleźli, każdy innego).
Wtedy
rząd obetnie wszystkie wydatki i podniesie wszystkie podatki. Można by to
stopniowo zrobić teraz, ale nie, lepiej zaczekać i zrobić szok w ramach walki z
doktryną szoku. Gratuluję wszystkim.
(Polityka ludnościowa Francji i Szwecji
koryguje jedynie politykę emerytalną, czyli zwraca młodym część tego, co im
zabrano z drugiej strony. Jest to zmniejszenie antyrodzinnej polityki
emerytalnej.)
kot_w_golebniku   |07.09.2010 11:30:36
Ot kolejny komuszek, co tylko by wsadzał ręce do cudzych kieszeni. Nic
nadzwyczajnego.
Ale rzucił jedno zdanie, które jest kluczem socjalistycznej
mentalności:
"Polska polityka związana z sektorem mieszkaniowym jest silnie
nakierowana na posiadanie własnego mieszkania, a zdecydowanie mniej na
zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych"
No tak, nie chcecie mieć obywateli
posiadających majątek, tylko miliony dziadów żyjących na nieswoim, dlatego że
człowiek posiadający własne mieszkanie jest już dużo bardziej niezależny.
Trudniej jest go przystosować do swoich celów, trudniej rabować i trudniej
wpajać do głów socjalistyczną ideologię. Ideałem dla lewicy jest masa ludzka
zarabiająca identyczną bardzo niską pensję, która starcza wyłącznie na proste
utrzymanie się do końca miesiąca oraz nie posiadająca na własność niczego
droższego niż rower.
To smutne.
KrzysztofMazur   |07.09.2010 11:43:01
Czy feminiści są za podniesieniem wieku emerytalnego kobiet, czy wolą, żeby
kobiety po storokatolicku siedziały w domu?
kot   |07.09.2010 13:02:20
Nie odpowiem, choć odpowiadam każdemu.
Zadałeś Piątkowi ciosy poniżej
pasa.
Możemy porozmawiać jeżeli odszczekasz.
Na tym forum nie jeden to robił,
ja też.
Powiesz, że robisz to samo co On.
Nieprawda. W Polski Kościół jest
,,osobą publiczną,, , Piskorski jest osobą publiczną, prezydentowa Warszawy jest
osobą publiczną. I gdy Piątek jest agresywny, to nie dla tego aby kogoś
skrzywdzić, ale po to aby ukazać w ostrym świetle niewłaściwość działań w
sferze publicznej osoby publicznej.
ubik   |07.09.2010 13:45:27
Pełno niedorzeczności u forumowiczów-neoliberałów. Panu Mazurowi odpowiadam jako
feminista, bo przyzwoity człowiek - wyrównanie wieku emerytalnego jest słuszne,
nie ma powodów, aby kobiety pracowały krócej (ech, pamiętam te bajki prawicy za
czasów gawędziarza Buzka jak to będzie fajnie z nowym systemem emerytalnym).
Kot_w_gołębniku nic nie zrozumiał ze słów Bugaja. W Polsce tylko 30% rodaków
posiada zdolność kredytową mieszkaniową, dla większości mieszkanie jest
niedostępne (skąd się mają więc brać dzieci, jeżeli rodzina nie ma mieszkania?).
Wobec tego trzeba utworzyć sektor mieszkań pod wynajm dostępny dla mniej
zasobnych. Poniał???
Co do Bugaja, to jest zmarnowana szansa na polską lewicę
solidarnościową, która się nazywała Unia Pracy. Mam książkę jednego z jej
liderów Karola Modzelewskiego, świetnego historyka, "Dokąd od
komunizmu?" z 1993 - warto to dzisiaj czytać. Neoliberałowie wtedy zadeptali
Unię Pracy, ośmieszając ją (GW!) jako populistów i nieudaczników, to oni są
winni zwycięstwu Kwaśniewskiego i SLD, i konserwacji okrągłostołowego układu w
Polsce.
kot_w_golebniku   |07.09.2010 16:07:36
Żeby było jasne, nie popierałem nigdy programu Rodzina na swoim. Pomimo, że
Bugaj też nie popiera, to doskonale zdaję sobie sprawę z jakich ideologicznych
powodów. Socjalista to socjalista, jeśli pisze że chodzi mu o dobro ludzi, to
mówi prawdę - należy swoje dobra wtedy głęboko schować.
To, że 30% społeczeństwa
ma zdolności kredytowe nijak ma się do tego jak ten rynek powinien wyglądać.
Taka dyskusja to trochę dyskusja o odbiciu gwiazd w wodzie.
Rząd nie powinien w
żaden sposób ingerować w rynek mieszkaniowy. Obecnie ingeruje bardzo szeroko od
decydowania komu i gdzie wolno budować przez różne normy, zezwolenia, koncesje
aż po dociskanie Polaków absurdalnie wysokimi podatkami. W takim układzie to nic
dziwnego, że cena mieszkania to kilka tysięcy złotych za metr kwadratowy i
również nic dziwnego, że większość Polaków nie ma oszczędności. Skąd mają mieć,
skoro ich dziadkom skonfiskowali je komuniści, ich rodzice dostawali
socjalistyczne pensje w socjalistycznych zakładach, a im rząd zabiera 2/3
dochodów w postaci podatków.
W sumie nie wiem po co to piszę, i tak nikogo na
tym portalu nie przekonam, ale skoro ktoś pyta, to kulturalnie odpowiadam, że
tak - wiem że obraz jest szerszy, tylko Ty chyba patrzysz na niego ze złej
strony.
kot_w_golebniku   |07.09.2010 16:11:18
W jednym się zgadzam. Tak, układ okrągłostołowy zniszczył Unię Pracy, która
mogła być normalną lewicą w Polsce. Podobnie jak zniszczył normalną liberalną
prawicę (UPR). Teraz rządzą cztery podobne do siebie partie okrągłostołowe i
jest nieciekawie. Jedni nazywają ich neoliberałami inni socjaldemokratami, a de
facto to hołota bez żadnych poglądów, która jest zainteresowana wyłącznie
utrzymaniem się przy władzy. Dwie strony tej samej chorągiewki jak śpiewał
trafnie Kazik. I poglądy też u nich jak chorągiewki…
HAŁEWER   |07.09.2010 17:46:51
pawelpawel zgrabnie cytuje M. Thatcher. I jeśli się nie zastanowić, to można
uznać jej słowa za słuszne. Ale jeżeli ktoś się zastanowi, to spyta: A co pan
rozumie przez słowo "należących"?
AndrzejRoztocki   |07.09.2010 18:37:43
ja to prosto mysle tak. Janek sie umowil z Tadkiem ze mu zaplaci za reperacje
samochodu stowke. Tadek robil i zreperowal i wzial stowke i ta stowka teraz do
niego nalezy. Nalezy czy nie?

Ale teraz do Tadka przychodzi lewy Slawek ze
swoimi kilerami i mowi ‘Tadek daj mnie pol tej stowki. Mnie jest ona potrzebna
dla biednego Jurka. Ja zaniose Jurkowi trzy dychy a dwie sobie potrace za
fatyge.’ No i to jest panstwo opiekuncze w ktorym Slawek zabiera pieniadze
nalezace do Tadka nosi je do Jurka i sam z tego zyje.
AndrzejRoztocki   |07.09.2010 18:29:45
Kto mnie wytlumaczy co to jest ta ‘wyuzdana konsumpcja’ . Ktora jest wyuzdana a
ktora nie. Czy ciastko jak jem to jest wuzdane bo to ciastko przeciez nie ma
szczegolnych wartosci odzywczych. No to jak?
obwieś   |07.09.2010 20:18:06
Opieranie prosperity ogólnospołecznego na jak największej ilości pochłanianych
‘ciasteczek’,produkcja tychże z coraz większego G(228),ślepa wiara w szczęśliwy
finał tego rodzaju "diety" ,ot co!"Człowiek z gówna"ostatnia
odsłona trylogii znanego reżysera,być może nigdy nie powstanie,ale już sam
tytuł trafnie oddaje ducha czasu.
wejder1   |07.09.2010 21:12:54
Hmmm…
ubik   |07.09.2010 23:33:08
Andrzej Roztocki: z pewnymi niedokładnościami oddał Pan ideę państwa
opiekuńczego. Opiera się ono na solidarności. Biedny Jurek stracił pracę i
trzeba mu pomóc w postaci zasiłku, więc Janek z Tadkiem się na to składają.
Dlatego, że kiedy indziej sami mogą stracić pracę i potrzebować pomocy.
Natomiast Sławek nic z tego proszę pana nie ma. Państwo opiekuńcze zostało
wymyślone nie przez socjalistów, tylko przez konserwatystów (Bismarck), którzy
wystraszyli się, że socjaliści zrobią rewolucję i wszystko im zabiorą. Pan nie
wie jak popularni byli socjaliści w końcu XIX w., kiedy panował naprawdę dziki
kapitalizm. Niech pan sobie obejrzy Ziemię Obiecaną - taka, "agitka
komunistyczna" z 1976 r. nominowana do Oskara. Wtedy to się zdarzało polskim
filmom. Natomiast pojęcie konsumpcjonizmu, powiązane jest także z kreowaniem
potrzeb. Jest taki kawał: na wyprzedaży za 50% kupuje Pan to, czego nie wziąłby
pan za darmo. Spece od marketingu wciskają Panu rzeczy, których Pan nie
potrzebuje.
pawelpawel   |08.09.2010 11:56:14
Kontrargument wobec idei panstwa opiekunczego jest dwojaki: (1) praktyczny i (2)
moralny.
Praktyczny jest taki, ze po prostu nigdy nikomu to jeszcze nie
wyszlo. Zostawmy go na chwile, bo inaczej zaczniemy sie wszyscy licytowac z dupy
wzietymi statystykami rozwarstwienia spolecznego, korupcji i poziomow szczescia
w spoleczenstwie.

Wiec argument moralny. Solidarny to ja chetnie jestem z
moja potrzebujaca ciocia ze Srodmiescia. Ale dlaczego mam sie solidaryzowac z
Tadkiem-dresiarzem z drugiego konca Polski? Albo z Azulem Abdullahem z jakiejs
dziury pod Newcastle? Nie z powodow wspolnej tozsamosci kulturowej, to na pewno.
Tozsamosci panstwowej - no to chyba lewica (jak czytam w manifestach, chociazby
tym tutaj na portalu) odrzuca, np. pomoc spoleczna dla wszystkich w kraju, bez
wzgledu na obywatelstwo. Wiec w takim razie, jak juz zabiora nam powiedzmy te
100tys GBP podatkow, dlaczego ma to pojsc na roczne utrzymanie jednej
"najgrubszej rodziny w UK", a nie na przyklad na wybudowanie tysiaca
studni w Burkina Faso? Kto o tym decyduje i dlaczego? No bo jesli decydujemy sie
pomoc jednym, ale nie drugim, nie z powodow kulturowych i nie tylko dlatego ze
jedni maja ten sam co my paszport a drudzy nie, to wychodzi na to, ze pomagamy
tym pierwszym, bo razi nas widok biedoty na naszym podworku, a te afrykanska
biedote mozemy szybko przelaczyc pilotem w telewizorze. Czyli hipokryzja.
ubik   |08.09.2010 15:36:08
Pan pawelpawel nie ogarnia chyba problemu państwa opiekuńczego, bo nie jest w
stanie wyjść poza horyzont swojej cioci ze Śródmieścia. Niestety procesy rozwoju
indywidualizmu i egoizmu posunęły się u niektórych bardzo daleko. Ale tym
pozostaje argument ubezpieczenia wzajemnego. Ktoś płaci składkę na ubezpieczenie
zdrowotne i z niej nie korzysta, bo jest zdrowy, a ja choruję i dzięki temu mam
możliwość leczenia, na które nie byłoby mnie stać prywatnie. Podobnie z innymi
sprawami.
pawelpawel   |08.09.2010 15:49:57
wyjsc poza horyzont, bardzo ladnie powiedziane. Bez sensu i bez zwiazku z tym co
napisalem, ale ladnie brzmi.

To jak z argumentami po zdaniu o cioci ze
srodmiescia (ktora byla zartem i przenosnia, ale ok jesli nie zalapales).
ubik   |08.09.2010 23:20:45
Pan porusza różne problemy, np. kwestia niesprawiedliwej pomocy społecznej.
Np.
dominikanin Domingo de Soto w XVI w. powiadał, że lepiej udzielić pomocy
każdemu, nawet jeśli wśród dopominających się o nią znajdzie się dwudziestu
oszustów na czterech prawdziwych nędzarzy, niż wyrzucić wszystkich, ryzykując,
że odtrąciło się ubogiego. To jest może przesada, ale prawda, że wśród ludzi
potrzebujących zawsze mogą się znaleźć oszuści, a to nie jest jeszcze powód, aby
nie pomagać. Natomiast warto zauważyć, że powołuję się nie na źródła lewicowe,
tylko kościelne.
Nie zgadzam się, że państwo opiekuńcze było porażką - to była
pozytywna zmiana w poziomie życia zwykłych ludzi po drugiej wojnie światowej, a
trochę i wcześniej, bo przecież reformy zaczęły się już pod koniec XIX w., w
Ameryce emerytury wprowadził Franklin Delano Roosevelt w New Dealu.
pawelpawel   |09.09.2010 11:31:38
Niesprawiedliwej, albo raczej nieefektywnej. Zwolennicy redukcji roli panstwa
opiekunczego niekoniecznie sa bezdusznymi bogaczami, ktorzy nie chca pomoc
potrzebujacym. Kwestia nieefektywnosci takiego systemu jest tutaj kluczowa.
ubik   |09.09.2010 13:56:47
Złote lata Europy to były lata 50-60 te, wzrost PKB wynosił wtedy powyżej 5%
rocznie w zachodniej Europie, a bezrobocia prawie nie było. Był to okres dużego
udziału państwa w gospodarce i silnego państwa opiekuńczego. Problemy zaczęły
się z innych powodów - to był kryzys naftowy w 1973 i demontaż systemu
finansowego opartego na złocie. Ale można się zgodzić i z tym, że państwo
opiekuńcze rozwinięto do przesadnych rozmiarów i od Thatcher nastąpiła pewna
jego redukcja, również w krajach skandynawskich. Nie znaczy to jednak, że w
Polsce jest go za dużo, bo po 1989 r. w znacznym stopniu je
zdemontowano.
Krytyki nieefektywności państwa opiekuńczego są przesadzone i
wynikają z niechęci do płacenia na nie podatków.
pawelpawel   |09.09.2010 15:33:14
nikt do tej pory nie odpisal na moje pytanie o zasady, wedlug ktorych pomoc
z tych podatkow trafia do jednych, a nie do drugich.
Warto
sobie uswiadomic, ze w przypadku imigrantow z takiej Somalii czy
Pakistanu, ci, ktorym udalo sie najpierw dotrzec, potem otrzymac pomoc
spoleczna, mieszkanie komunalne i obywatelstwo w takiej np. Wlk
Brytanii (a czeka to i Polske w niedlugim terminie), ci ludzie, z
perspektywy swoich krajow, sa - zalezy jak na to spojrzec - albo
najbardziej zaradnymi z zaradnych, albo wielkimi szczesciarzami. Czyli
nasza pomoc bynajmniej nie trafia do najslabszych,
najbardziej potrzebujacych. Dlaczego natomiast ograniczamy sie do
pomagania tym, ktorych los akurat rzucil na terytorium naszego kraju? Z
perspektywy dostajacego glos (czyli polityka) odpowiedz jest b.
prosta, somalijczyk w Somalii nie moze oddac glosu na Labour czy SPD,
somalijczyk w Londynie czy Hamburgu moze. A za pare lat
splodzi dziesiatke dzieciakow, ktore za dwadziescia pare lat oddadza
dziesiec glosow. Nie bez powodu Labour nawpuszczala mase imigrantow w
czasie dwoch kadencji swoich rzadow - to w koncu zelazna
baza wyborcow. Przyklad z imigrantami jest jeden i wybrany, ale mowiac
krotko, argument o pomaganiu najslabszym, "strong shoulders can
carry more" etc, z perspektywy dostajacego glos jest zazwyczaj
zwykla sciema. A z perspektywy oddajacego - jak ponizej. No wiec jak?
Cytat:
dlaczego mam sie solidaryzowac z
Tadkiem-dresiarzem z drugiego konca
Polski? Albo z Azulem Abdullahem z jakiejs
dziury pod Newcastle? Nie
z powodow wspolnej tozsamosci kulturowej, to na pewno.
Tozsamosci
panstwowej - no to chyba lewica (jak czytam w
manifestach, chociazby
tym tutaj na portalu) odrzuca, np. pomoc
spoleczna dla wszystkich w kraju, bez
wzgledu na obywatelstwo. Wiec w
takim razie, jak juz zabiora nam powiedzmy te
100tys GBP podatkow,
dlaczego ma to pojsc na roczne utrzymanie jednej
"najgrubszej rodziny
w UK", a nie na przyklad na wybudowanie tysiaca
studni w Burkina
Faso? Kto o tym decyduje i dlaczego? No bo jesli decydujemy
sie
pomoc jednym, ale nie drugim, nie z powodow kulturowych i nie
tylko dlatego ze
jedni maja ten sam co my paszport a drudzy nie, to
wychodzi na to, ze pomagamy
tym pierwszym, bo razi nas widok
biedoty na naszym podworku, a te afrykanska
biedote mozemy szybko
przelaczyc pilotem w telewizorze. Czyli hipokryzja
ubik   |09.09.2010 21:03:51
Pawelpawel: osobno prowadzi się politykę pomocy dla krajów trzeciego świata i
dla własnych potrzebujących w każdym kraju. Tak to już jest, że w naszej
kulturze najpierw jesteśmy solidarni z mieszkańcami swojego kraju (oczywiście
najbardziej z własną rodziną i ciocią ze Śródmieścia), a w następnej kolejności
z innymi potrzebującymi, ale może rzeczywiście należałoby rozwiązać problemy u
źródła, czyli w trzecim świecie, ale czy to możliwe? Co do imigrantów w Europie,
to sprawiedliwie będzie powiedzieć, że wielkie zasługi w ich sprowadzeniu miał
biznes, któremu potrzebna była tania siła robocza, której po II wśw w Europie, w
okresie wielkiego wzrostu (prawie zerowe bezrobocie) brakowało.
lagesag   |09.09.2010 16:00:40
A dlaczego ta niechęć nie może zostać uszanowana, tylko jest traktowana jak
przestępstwo bądź wykroczenie?
obwieś   |07.09.2010 23:53:52
Jak stopniowo przemieniano nas w
baraninę:

http://www.freemoviescinema.com/documen
tary/2472-century-of-the-self-e01-happiness-machin
es.html

http://www.freemoviescinema.com/documenta
ry/2473-century-of-the-self-e02-the-engineering-of
-consent.html

http://www.freemoviescinema.com/doc
umentary/2474-century-of-the-self-e03-there-is-a-p
oliceman-inside-all-our-heads-he-must-be-destroyed
.html

http://www.freemoviescinema.com/documentary
/2475-century-of-the-self-e04-eight-people-sipping -wine-in-kettering.html
manyrecipes   |08.09.2010 00:27:35
@ Krzysztof Mazur

co do sprzeczności u prof. Bugaja, to przydałby się Panu
jakiś porządny kurs ekonomii. Deficyt budżetowy w danym roku niekoniecznie musi
oznaczać większy dług publiczny w stosunku do PKB. Zależy to od skali deficytu i
tempa nominalnego wzrostu gospodarczego (to znaczy: inflacja plus realny
wzrost).
KrzysztofMazur   |09.09.2010 15:35:36
"Jeżeli gospodarka się rozwija, to ciężar długu nie musi rosnąć. Natomiast
jestem obecnie przeciwny zwiększaniu zadłużenia."

W powyższym zdaniu nie ma
wzrostu w stosunku do PKB, tylko samego wzrostu. Przeczytałem dosłownie. Być
może autor miał co innego na myśli. Ale i to niewiele zmienia, bo wzrost będzie
raczej słaby.

Moim zdaniem Bugaj świadomie manipuluje. Mówi: nic nie róbcie, a
jak już będzie klops, to wtedy się wycofam i powiem, że ostrzegałem przed
wzrostem długu. Cokolwiek nie zostanie zrobione pan Bugaj powie, że miał rację i
że mało być inaczej.
Mandark   |09.09.2010 10:39:54
Bugaj jest doktorem habilitowanym.

Więcej takich tekstów na KP.
kot_w_golebniku   |09.09.2010 10:50:39
Tytuł naukowy nie czyni z nikogo automatycznie mędrca i wyroczni. Trzeba też
jeszcze odróżnić wiedzę (często wyniesioną z marksistowskich wydziałów ekonomii)
od poglądów, które też mogą być różne. Ekonomia to jednak nie matematyka i
własne poglądy rzutują na to co kto uznaje za właściwe. Oceniajmy co kto mówi
(czy czasem raczej bredzi) a nie jakie literki ma przed nazwiskiem.
Mandark  - re:   |09.09.2010 11:33:12
@kot_w_golebniku
Oczywiście, zgadzam się. Szkoda, że wiele osób tego nie
rozumie. Ja chciałem tylko zwrócić uwagę na mały błąd w informacji o Bugaju
podanej pod wywiadem.
Sympatyk lewicy   |09.09.2010 14:39:37
Deficyt brzmi lepiej niż zadłużenie, ale faktem jest, że jak się pożycza to
trzeba kiedyś oddać. Rozumiem sens żeby pożyczyć, zainwestować, zarobić, oddać
dług i żeby jeszcze coś zostało. Ale pożyczyć i przejeść to głupota. Nie można
wydawać więcej niż się zarabia. Tę oczywistą prawdę zna i prosty rolnik i
rozsądna gospodyni domowa, tylko nie trafia to do ekonomistów z bożej łaski.
Odnośnie zabierania bogatszym i oddawania słabszym to przypomina mi się film
"Sól ziemi czarnej" jak dzieciak zwinął ojcu górnikowi kotleta. Chodzi o
to by ten kotlet trafiał do tego, który zarobi na następne kotlety. Tak się
składa, że pieniądze zabrane tym, którzy zarabiają najwięcej kotletów, trafiają
w całości na pokrycie kosztów rosnącej administracji rządowej i samorządowej
tudzież innych zachcianek polityków.
AndrzejRoztocki   |09.09.2010 14:47:56
Bardzo dobry i prosty przyklad z tym kotletem. Tez ogladalem ten film i podobna
mysl mi wtedy przeszla ze tam we wlasnej rodzinie nikt nie wpadal na pomysl zeby
kotletem dokarmiac slabszych i wykluczonych bo kotlety same na drzewach nie
rosna. Ale jak sie mowi o braniu z podatkow to nawet rozsadni ludzie jakby
wierza ze to samo rosnie i tylko glupi by nie bral.
ubik   |09.09.2010 23:02:15
Sympatyk lewicy pisze: "Rozumiem sens żeby pożyczyć, zainwestować, zarobić,
oddać
dług i żeby jeszcze coś zostało. Ale pożyczyć i przejeść to głupota."
Gospodarstwo domowe i ekonomia kraju to nie to samo. Amerykanie pompują w
gospodarkę pieniądze właśnie po to, żeby przejeść i pobudzić produkcję. Właśnie
jak się przeje będzie wzrost produkcji i dług będzie można oddać. Nie mam
pojęcia czy to prawda, nie jestem ekonomistą.
mergiel   |09.09.2010 23:27:55
Ad Ubik
"Złote lata Europy to były lata 50-60 te, wzrost PKB wynosił wtedy
powyżej 5%
rocznie w zachodniej Europie, a bezrobocia prawie nie
było….."
Odchodzenie od systemu opartego na złocie rozpoczęło się już
przed I Wojną Św. Kryzysy surowcowe dotyczą wszystkich krajów, które ich nie
mają, nie tylko opiekuńczych. W latach 50-60 nie było Chin z ich wzrostem
gospodarczym,a w Korei była wojna.Obecnie zaś państwa opiekuńcze przegrywają z
Chinami, Tajwanem, Koreą, a nie długo z Indiami, Brazylią itd. Wszyscy uczą się
jak robić
interesy, źródła know-how nie są już tylko w Europie i w Stanach.
Długi z lat rozrzutności się skumulowały i nie ma z czego ich spłacać przy
permanentnych deficytach budżetowych i symbolicznym wzroście. Korporacjonizm i
etatyzm paraliżują przedsiębiorczość uniemożliwiając odwrócenie trendu. To są
faktyczne przyczyna kryzysu państwa opiekuńczego w tej europejskiej postaci.
Po
prostu nie wytrzymamy konkurencji gospodarczej. Pamiętam jeszcze jak w 1989r dr
Ryszard Bugaj namawiał w czasie dyskusji w TV żeby pomoc finansową, jaką wtedy
Polska miała dostać po prostu przejeść (tak dokładnie się wyraził), podobnie
"profesjonalne" są wpisy na jego blogu. od tego czasu nie traktuję
poważnie wypowiedzi tego ekonomisty.
Pozdrowienia Mergiel
ubik   |10.09.2010 00:17:26
Eee tam, opiekuńcza Szwecja czy Finlandia świetnie sobie radzą.
Sympatyk lewicy   |10.09.2010 13:13:05
Na razie radzą sobie ale kiedyś muszą spłacić długi. Ciekawe jak gdy firmy
przeniosą się do innych krajów o niższych podatkach i niezadłużonych. Wydatki na
konsumpcję wprost, owszem pobudzają gospodarkę ale przeważnie ogólny bilans jest
ujemny. Dodatkowe wpływy związane z przyrostem PKB są na ogół niższe niż
pieniądze wpompowane w konsumpcję szczególnie gdy dochodzą odsetki od długu. Co
innego inwestycje celowe np. w naukę, innowacje techniczne a nawet kulturę.
Trzeba pamiętać, że my w przeciwieństwie do Amerykanów nie drukujemy dolarów
tylko złotówki. Pożyczając walutę musimy uważać żeby nie stracić wiarygodności,
bo po osłabieniu złotówki może się zdążyć, że za pożyczone kupimy rower, a
oddać będziemy musieli samochód.
kot   |10.09.2010 14:21:37
Ot i problem z Chinami!
Wymienionymi jako przeciwny biegun państwa
opiekuńczego. Zobaczymy Chiny za dziesięć lat!
I trochę - Brazylia Luli.
Jeden i
drugi kraj wyciągają ludzi ze straszliwej nędzy. W Chinach to już ponad sto
milionów.
Nasi ,, goście krzykną,, , że to dzięki rynkowi. Rzecz w tym,że NIE
ŻYJEMY
w XX w.- wszystko się pokomplikowało.
Chiny mają kapitalizm bez
hegemonii kapitalistycznej. I dlatego maja szanse aby niedługo stać się państwem
opiekuńczym, bo to państwo bardziej nowoczesne, innowacyjne, lepiej rządzone,
wydajniejsze i bardziej konkurencyjne.



Myślenie dołują niewłaściwe
nazywania.
mergiel   |10.09.2010 21:58:06
"I dlatego maja szanse aby niedługo stać się państwem
opiekuńczym, bo to
państwo bardziej nowoczesne, innowacyjne, lepiej rządzone,
wydajniejsze i
bardziej konkurencyjne."
Co ma opiekuńczość państwa do innowacyjności,
jakości rządzenia i konkurencyjności? Jakim cudem masowa redystrybucja dóbr
poprawia konkurencyjność i innowacyjność. Od kiedy to,od przekładania z kieszeni
do kieszeni przybywa pieniędzy.:))
Nie wiem co będzie w Chinach, czy Brazylii,na
pewno miłośnicy europejskiego wzoru państwa modlą się ,aby poszły europejską
drogą i stały się przez to dla Eurolandu mniej konkurencyjne. I nie mam złudzeń,
że temu, a nie szczerej trosce o człowieka, ma służyć popieranie przez
europejskie rządy i Amerykę walki o prawa człowieka w tych krajach. Opiekować
się trzeba tylko faktycznie potrzebującymi, a nie wszystkimi, czy tego chcą, czy
nie chcą.
Skończyło się kupowanie surowców za paciorki lub inną tandetę i kraje
Eurolandu i USA są w kłopotach.
A Szwecja i Finlandia pomimo świetnej,
kompetentnej biurokracji i zdyscyplinowanych obywateli, oraz czołowych miejsc w
rankingach wolności gospodarczej,są w czołówce dłużników jak się przeliczy
zadłużenie na głowę mieszkańca. Tak, że przykład raczej dowodzi czegoś
odwrotnego niż konkurencyjności państwa opiekuńczego w europejskim wydaniu.
kot   |10.09.2010 23:58:09
…ano ma !
XXI wiek ma zupełnie inne priorytety.
Z jednej strony mnóstwo
zagrożeń, nierównowag i napięć: nie tylko społecznych, ale biologicznych,
ekologicznych, żeby na tym skończyć wyliczanie.
Czeka nas bankowo kryzys
międzynarodowych finansów.
Państwa i Regiony będą musiały mieć mocne narzędzia
aby stawiać czoło zagrożeniom.
Dlatego rola silnej władzy wyposażonej w środki
sprawcze będzie pierwszorzędna.
Oligarchie, korporacje, będą musiały być
trzymane na krótkiej smyczy.
Wzrost gospodarczy rośnie wykładniczo dlatego
zadłużenie pokoleniowe to piękna bajka dla niegrzecznych dzieci.
ubik   |11.09.2010 00:23:48
Wielbicielom neoliberałów polecam książkę Paula Masona "Finansowy kataklizm.
Koniec wieku chciwości" WUJ 2010. Na zachodzie kryzys finansowy wyleczył
wielu z neoliberalizmu u nas te bajki ciągle w modzie? Oj już nie całkiem: coraz
więcej ekonomistów nie zgadza się z Balcerowiczem (zob. Trzej panowie B.
Żakowskiego)
mergiel   |11.09.2010 12:23:22
"Państwa i Regiony będą musiały mieć mocne narzędzia
aby stawiać czoło
zagrożeniom.
Dlatego rola silnej władzy wyposażonej w środki
sprawcze będzie
pierwszorzędna.
Oligarchie, korporacje, będą musiały być
trzymane na krótkiej
smyczy. " To hasła ordoliberałów z czasów Republiki Weimarskiej i później
(Wilhelm Ropke, Ludwig Erhard i inni) i mogę się pod nimi podpisać.
Tylko, że
obecne europejskie państwa opiekuńcze postępują dokładnie odwrotnie, to obywatel
jest ubezwłasnowolniany, a korporacje finansowe,zawodowe czy biznesowe mają się
świetnie. Politycy włażą w dupę sieciom handlowym czy koncernom, które łaskawie
decydują gdzie postawić fabrykę, lub gdzie ulokować produkcję(np.FIAT). Ale
najlepiej mają się bankierzy, mają stałego klienta w postaci państwa, a w
wypadku własnych problemów finansowych mogą na nie zawsze liczyć (Too big to
fail) bo straty koncernów czy korporacji w obecnych państwach opiekuńczych są
uspołeczniane, odwrotnie od zysków.
Długi niestety rosną wraz ze wzrostem
gospodarczym, a czasem szybciej np. Grecja, Japonia.
Pozdrowienia Mergiel
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.36271 Seconds