NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Bratkowska: Każda ekipa ta sama lipa |
|
|
Katarzyna Bratkowska w rozmowie z Przemysławem Prekielem
|
|
07.03.2009 |
Kasiu, wiemy już pod jakimi hasłami wystartuje tegoroczna Manifa.
Hasła „Biskup nie jest Bogiem” oraz „Chcemy zdrowia nie zdrowasiek” są
bardzo antyklerykalne.
Wbrew pozorom to nie są główne hasła tej Manify. Nie są też praktycznie
nawet antyklerykalne, bo odnoszą się tylko do nadmiernego wpływu władz
kościelnych na życie polityczne i ustawodawstwo. Tzw. ustawa Gowina
jest tego jaskrawym przykładem, ale nie pierwszym i nie jedynym. Jeśli
domaganie się utrzymania konstytucyjnie gwarantowanego rozdziału
Kościoła od państwa jest przez ten Kościół odbierane jako
antyklerykalizm to nie nasza wina. Te hasła miały rzeczywiście skłonić
do przedmanifowych rozważań, co wg ZTMu okazało się naganne.
Natomiast główne hasło 10 Manify jest raczej podsumowawcze: „Każda
ekipa ta sama lipa”. Trudno chyba o zwięźlejsze i lepsze podsumowanie
ostatnich 9 lat rządów różnych koalicji. Na zebraniu jak zwykle padło
zawsze aktualne hasło w rodzaju - „panom z Wiejskiej dziękujemy”, tylko
w mniej cenzuralnej formie, której tu nie przytoczę. Kasia Czeczot
zrymowała je w przypływie manifowej weny. Nikt się nie sprawdził, nikt
tak naprawdę nie zadbał o poprawę sytuacji kobiet. Nawet te ekipy,
które mianowały odpowiednie osoby na stanowisko pełnomocniczki ds.
kobiet i równego statusu, wsławiły się różnymi fatalnymi decyzjami, jak
choćby likwidacja Funduszu Alimentacyjnego. LPR próbowała wpisać
konstytucyjną ochronę życia zarodka - przeciw kobietom. PO popisuje się
co i rusz pomysłami w rodzaju absurdalnej pseudopełnomocniczki, pomysłu
zakazu cesarek czy właśnie ustawy Gowina. Przypomina mi się słynny
dowcip: jeszcze niedawno Polska stała na skraju przepaści, a teraz
zrobiliśmy duży krok naprzód. My pilnujemy władze, żeby nie zrobić tego
kroku. Wciąż się trzeba bronić przed jakąś groźną głupotą i złą wolą.
To niestety oznacza ciągłą defensywę. Kasia Nowakowska lepiej to ujęła,
mówiąc, że ruch kobiecy biegnie schodami ruchomymi do góry pod prąd.
Schody jadą w dół, a my żeby być w tym samym miejscu musimy bardzo
szybko przebierać nogami. Być może to by się zmieniło, gdyby każda
rozsądna osoba zrozumiała, że trzeba zacząć masowo wychodzić na ulice w
swoich sprawach.
Uważasz, że dziś kobiety są ograniczane przez Kościół? Ustawa Gowina
budzi ostry sprzeciw, mówi się, że jest to ustawa pisana pod dyktando
Kościoła.
Tak, tak właśnie została napisana. Gowin miał do dyspozycji fachowców,
lekarzy, naukowców i prawników. A stworzył absurdalny i groźny bubel
medyczno-prawny. Dlaczego? Opinia społeczna była przeciwna niszczeniu
skuteczności in vitro. Starsze panie wychodzące z mszy po liście
biskupów mówiły: tym razem to już chyba przesada. Powiedział mi to
dziennikarz, który wsłuchiwał się w nastroje społeczne pod kościołem.
Gowin doskonale o tym wiedział. Jednocześnie episkopat urządza
konferencje, na której informuje jak powinna wyglądać ustawa dot. in
vitro. To jedyny głos, jaki usłyszał twórca ustawy.
Ale to nic nowego. Po 89 roku zakaz aborcji wynikał ze ścisłego sojuszu
środowisk opozycyjnych z Kościołem. Wcześniej, jak wiadomo, praktycznie
zdelegalizowano Krajowa Komisję Kobiet w „Solidarności” - właśnie
dlatego, że sprzeciwiała się zakazowi aborcji. I to się wciąż powtarza.
W sprawie najściślej i najdotkliwiej dotyczącej kobiet odzywają się
zawsze dwa glosy: kobiet i Kościoła. Brany pod uwagę jest tylko ten
drugi. Za bohaterstwo uznawano decyzje Ewy Kopacz, która ośmieliła się
spełnić swój fundamentalny prawny obowiązek - wskazać klinikę, gdzie
nieletnia Agata z Lublina mogła mieć przeprowadzony zabieg. Kościół
zagroził ekskomuniką. Przecież to jakieś jaja z prawa są. (O, chyba mi
się jakaś dwuznaczność tu wdała). Natomiast jeśli przyjmiemy, że
państwo jest dorosłym rodzicem a władze kościelne histerycznym
członkiem rodziny, który próbuje całkowicie przejąć kontrolę i rządzić
całym domem - to powinniśmy - zgodnie z naukami superniani zastanowić
się nad tym co robi rodzic, że tak się dzieje. Bo to znaczy, że rodzic
nie umie postawić granic. Większe pretensje mam do władz państwowych,
do świeckich instytucji, że dają sobie włazić na głowę, w wiecznym
strachu przed reakcja histeryka, niż do samych władz kościelnych, które
rozlubowały się w tej sytuacji.
Jak oceniasz działania ZTM, który ocenzurował tegoroczną Manifę? Widzisz tu jakiś podtekst polityczny?
Dla mnie sprawa jest prosta - to hasło nie obrażało ani biskupów (wszak
każdy z nich musi się zgodzić, ze jednak nie jest Bogiem) ani tym
bardziej Boga, który z pewnością nie uważa się za biskupa. Nie obrażało
uczuć religijnych, bo nie odnosiło się do religii - tylko do polityki.
Mogło obrażać co najwyżej czyjeś poglądy, ale jeśli z takiego powodu
odmawia się umieszczenia hasła w przestrzeni publicznej - to jest to
cenzura polityczna.
I to jest sytuacja paradoksalna, bo gdybyśmy były korporacją albo
partią polityczną - mogłybyśmy pozwolić sobie na znacznie więcej.
Reklamy telefonów komórkowych mogą obśmiewać kobiecy wrodzony debilizm
i kobiecą niższość, partie polityczne mogą puszczać w Polskę hasła typu
schowaj babci dowód, albo obrzucać inwektywami w przestrzeni publicznej
swoich oponentów, telewizja może emitować czyjeś prywatne rozmowy bez
znaczenia politycznego, i tak dalej i tym podobnie. Tylko jeśli jest
się demokratycznym ruchem oddolnym - właściwie niczego nie wolno. Nie
mówiąc już o tym, ze reklama społeczna jest tak samo droga jak reklama
rynkowa, samo to eliminuje większość niezależnych głosów społecznych z
przestrzeni publicznej.
Powiedz nam, jak wygląda dziś sprawa praw kobiet w Polsce? Gdzie
czujecie się najbardziej dyskryminowane? Mobbing w miejscu pracy?
Pytanie czy chodzi o poczucie dyskryminacji czy o sam fakt
dyskryminacji. Ja bym to rozdzieliła. Jeśli kobieta mając takie same
kompetencje jak mężczyzna na podobnym stanowisku zarabia o 1/3 mniej -
to dla mnie jest to faktyczna dyskryminacja, nawet jeśli ta kobieta ma
się za mniej wartościową i uważa, że taki podział dóbr jest słuszny.
Jeśli inna kobieta ma pieniądze na zabieg aborcyjny - wyjeżdża
zagranicę, albo idzie do dobrego lekarza w tzw. podziemiu aborcyjnym to
z pewnością czuje się źle z faktem, że w każdej chwili ktoś może zrobić
nalot na gabinet, ale najczęściej nie myśli o dyskryminacji. Problemów
kobiet na rynku pracy jest cała masa począwszy od tych, które dzielą z
mężczyznami, czyli zwyczajnego wyzysku, braku respektowania praw
pracowniczych, zwalczania zalążków organizacji związkowych. Ale są też
te szczególne problemy kobiet - wszystko, co się wiąże z macierzyństwem
i praca zawodową, szklanym sufitem, molestowaniem seksualnym, niższymi
emeryturami, niższymi placami, gorzej płatnymi zfeminizowanymi
zawodami. A poza pracą - brak refundacji znieczulenia porodowego, zakaz
aborcji, przemoc wobec kobiet, przemoc symboliczna w przestrzeni
publicznej, miasto niedostosowane do potrzeb matek, nawet kanon lektur,
można by długo wymieniać, gdzie nie spojrzeć tam dyskryminacja. Nawet w
przestrzeni domowej można być dyskryminowaną. Jeśli mąż uważa za
oczywiste, że żona po pracy posprząta i zrobi mu obiad - to dla mnie
jest dyskryminacja. O tym, że przecież ona sama może tak woleć będę
myślała, kiedy zmienią się statystyki i przesądy dotyczące „naturalnego
powołania kobiety” do opiekowania się wszystkimi wokół własnym kosztem.
Czy nie obawiasz się, że Manifa jest akademią ku czci? Wszyscy
ładnie mówią o prawach kobiet, a później ich idee rozejdą się po
kościach.
Tak, zawsze jest taka obawa. Co prawda Manify od samego początku
poruszają trudne i bolesne problemy, ale od początku maja tez w sobie
pierwiastek ludyczny. Ja bym tego może nie nazwała akademią ku czci,
ale raczej wspólnym świętem, radością z tego, że jesteśmy znów razem,
że przez chwilę nie czujemy takiej alienacji jak na co dzień, że jest
nas coraz więcej. Niemniej zawsze pojawiają się ciężkie i poważne
postulaty, zaś z faktu, że władza nie słucha głosu społecznego trudno
nam czynić zarzut.
Bardziej mnie martwi fakt, że jest wiele kobiet i mężczyzn, którzy
chodzą na Manifę, jak na Love Parade. I potem odhaczają sobie w
kalendarzyku obowiązek feministyczny na ten rok. W Paryżu demonstracje
bywają czasem dzień po dniu, długimi seriami, i jakoś ludzi tam stać na
to, żeby się ruszyć z domu. U nas w ciągu całego roku jest (w
Warszawie) tylko kilkanaście pikiet, no, może z pracowniczymi dwa razy
tyle, i to tylko w tych naj-najważniejszych sprawach. A frekwencja jest
żałosna. Wiec choć ja wiem dobrze, że kilkaset kobiet działa bardzo
aktywnie przez cały rok w przeróżnych organizacjach - to jednak mam w
sobie żal do tych pozostałych, które mogłyby przyjść na pikietę pod
Sejm, robioną po godzinach pracy, albo specjalnie w weekend. Wiem, ze
to nie jest zła wola i że wszyscy jesteśmy przepracowani, ale jak się
nie nauczymy walczyć o swoje prawa, nikt nam ich nie da.
A kto jest dziś największym przeciwnikiem praw kobiet? Kościół?
Myślisz,że przebijecie się w konserwatywnej Polsce ze swoimi hasłami?
Największym problemem wszystkich w Polsce jest teokratyczny feudalizm.
Dlaczego teokratyczny to chyba wiadomo, a feudalizm, bo kiedy słyszę od
przedstawicieli rządu, w tym premiera, że rząd nie może ULEGAĆ
nastrojom społecznym - to mam wrażenie, że cofneliśmy się w czasie.
Nawet samo nazewnictwo jest feudalne. Co znaczy rząd? Rząd rządzi. No,
może wg PO rząd zarządza, kiedy my mamy grilować. Ale to bez znaczenia,
władza ma reprezentować społeczeństwo, a nie nim rządzić, dlaczego ja w
ogóle mówię coś tak potwornie oczywistego? Może dlatego - odpowiem
sobie - że do tej władzy trzeba jak do dziecka? Halo halo droga władzo,
ty właśnie MASZ „ulegać” nastrojom społecznym. Panie Premierze, pan nie
został koronowany. Czy ktoś mnie słyszy? Pewnie nie. Swoja droga - może
stad ten strach władzy przed Kościołem, że z braku mandatu społecznego
(co to jest te 30 proc. z 40 proc. glosujących?) potrzebuje sankcji
boskiej?
Czy kobiety w Polsce w walce o swoje ideały mają jakiegoś sojusznika? Jakaś partia, pojedyncze postacie?
Mamy sporo sojuszników, nawet wśród obecnych posłanek i posłów, ale
oni, one nie mogą się realnie przebić w procesach decyzyjnych w swoich
partiach, bo nawet jak te dochodzą do władzy zapominają zaraz o prawach
kobiet.
Natomiast jeśli chodzi preferencje partyjne w ruchu kobiecym różnimy
się. Dla mnie jedynym sensownym sojusznikiem jest Polska Partia Pracy.
Ale umowa jest taka, że każda mówi za siebie, nigdy za cały ruch.
Natomiast po okresie rządów PO - chyba żadna już nie zagłosuje na tę
partie, nawet pod groźbą jakiegoś Romana z bliźniakami.
Czy feministka może być socjalistką? Pytanie trochę retoryczne, ale
większości ludzi taka mieszanka kojarzy się jak jakaś katastrofa. Jak
Ty byś opisała feministkę-socjalistkę?
Wiele feministek uważa się za socjalistki. Cześć uważa się nawet za
komunistki. Tu chodzi poprostu o solidarność społeczną. I o to czy
wierzymy, ze wolny rynek da się socjaldemokratycznie oswoić czy uważamy
to za miłą bajkę podtrzymującą status quo. Choć nawet neoliberalki
zdarzają się w ruchu tu i owdzie. Co do socjalizmu - powiem najkrócej
jak się da - jeśli będziemy żądać troszeczkę - wywalczymy figę z
makiem. Trzeba żądać tego co jest naszym prawdziwym celem - równości,
wolności, szacunku - nawet jeśli nie wierzymy, że to się da osiągnąć w
tym stuleciu. A tych ideałów nie da się pogodzić z wolnym rynkiem,
który z definicji zakłada relacje wyzysku. Ale znów mówię za siebie,
nie za ruch. Poza wszystkim myślę, że ta katastrofa o której mówisz -
to przerażenie: aaa! feministka socjalistka - zaraz nas babochłop jakiś
rozjedzie traktorem z wizerunkiem Stalina na masce - bierze się z
kompletnego niezrozumienia tego czym jest naprawdę jest czy raczej czym
ma być socjalizm. Swoja droga jednak jakoś rozmarzyłam się tą wizją
traktora, choć bez Stalina raczej, bo w sumie to fajnie byłoby paru
osobników porozjeżdżać.
Wiem, że działasz w Komitecie Pomocy i Obrony Represjonowanych
Pracowników. Dlaczego właśnie tam? Skąd Twoje zainteresowanie prawami
pracowniczymi?
No właśnie tak naprawdę to od roku nie działam, i mam z tego powodu
nieustający wyrzut sumienia. Ale nie opanowałam bilokacji, ani
umiejętności rozciągania czasu - z szamanizmem u mnie słabo - a ciągłe
pikiety czy Manifa są naprawdę kosmicznym czaso-odkurzaczem. Plus praca
zawodowa. No i tym sposobem KPiORP niestety poległ w konkurencji z
obroną praw kobiet. A taki np. Wojtek Orowiecki działa na parę frontów,
i w KPiORPie i przy Manifach, więc mi głupio, że ja się wyczerpałam
energetycznie i czasowo. Mam nadzieje, że kiedyś wrócę i będę mogła
pomóc. Bo prawa pracownicze to dla mnie walka o elementarna godność
ludzi. I kobiet i mężczyzn.
Rozmowa ukazała się na portalu Lewica.pl.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.03.2009 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...