NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bilewicz: Potrzeba prawdziwej demokracji Drukuj
Z Michałem Bilewiczem* rozmawia Mikołaj Syska   
23.11.2011

Mikołaj Syska, Krytyka Polityczna: „Oburzeni to syci, którzy chcą sytymi pozostać” – takie opinie można było usłyszeć w mediach. Zgadzasz się z takim opisem buntu, który wybucha w całej Europie?


Michał Bilewicz: To nie są ludzie syci, tylko tacy, którzy nie godzą się na to, żeby odbierać im prawo do życia na poziomie, do którego wszyscy się przyzwyczailiśmy w krajach szeroko rozumianego Zachodu. Zmiany, które obserwujemy, polegają na stopniowym wyrównywaniu poziomu życia chińskiego robotnika z wykształconym mieszkańcem europejskiej metropolii, na niekorzyść tego drugiego. Standardem staje się zawieranie coraz bardziej śmieciowych umów, brak ochrony praw pracowniczych. Dochodzimy do sytuacji, gdy amerykański pracownik przemysłu samochodowego jest tak samo pozbawiony praw, jak pracownik przemysłu samochodowego w Indiach. I temu się Oburzeni sprzeciwiają, nie godzą się na to równanie w dół. Woleliby, żeby warunki pracy w krajach Trzeciego Świata upodobniły się do tych z krajów globalnego Zachodu, a nie odwrotnie.


Dlaczego więc buntują się nie najbiedniejsi, tylko najczęściej ludzie młodzi pochodzący z klasy średniej?

  

Dlatego że członkowie klasy średniej najsilniej doświadczają efektów obecnego kryzysu i zmiany warunków pracy. Po raz pierwszy spotykają się z sytuacją, że nie kontrolują swojego życia. Ich rodzice i dziadkowie, którzy kończyli studia wyższe, byli pewni zatrudnienia. Dzisiejsze pokolenie jako pierwsze tej pewności nie ma. Bunt wybucha najczęściej wśród tych, których sytuacja cały czas się poprawiała i nagle zaczyna się pogarszać. Psychologowie społeczni taką dynamikę nazywają „krzywą J relatywnej deprywacji” – to pozwala z dużą pewnością przewidzieć moment wybuchu protestów, rewolucji i zamieszek.

  

Jednak Amerykanie nie popierają masowo okupacji Wall Street, mimo że kryzys dotknął w Stanach tak wielu ludzi.

  

Rzeczywiście. Ten ruch wyraża interesy większości obywateli i większość zgadza się z jego postulatami, ale nie jest gotowa do aktywnego poparcia.

  

 Dlaczego?

  

Bo uważają, że to jest młodzież, która żyje w zupełnie innym świecie. Typowy nowojorski hipster z Bushwicku czy Wiliamsburga nie będzie przekonujący dla człowieka, którego cała rodzina pracowała w fabryce samochodowej w Detroit. Mogą mieć te same problemy, ale raczej nie pójdą demonstrować razem. 

  

Byłeś na proteście Oburzonych w Warszawie. Miałeś poczucie, że to był bunt hipsterów z bogatych rodzin?

  

Wydaje mi się, że to jest zróżnicowane środowisko. Spotkałem tam ludzi działających w organizacjach pozarządowych, pracujących na uczelniach. Oburzeni muszą jednak pamiętać, że jedyne protesty, które mają szansę powodzenia, to te, które są w stanie włączyć ludzi spoza inteligencji. Dopóki nie wyjdą do Polaków z mniejszych miast, dopóki nie zaczną się z nimi komunikować, dopóty nie zorganizują skutecznej rewolucji. W ten sposób upadła rewolucja studencka w Iranie i szereg innych podobnych protestów.
Oburzeni powinni być ruchem, do którego będzie należał zarówno świeżo upieczony absolwent socjologii na UW, jak i absolwent Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej ojca Rydzyka w Toruniu. Obaj stają przed takimi samymi problemami, kiedy chcą wziąć kredyt, znaleźć pracę, a zatrudnia się ich na umowę śmieciową za 400 złotych miesięcznie. Los ludzi z obu tych środowisk jest w zasadzie identyczny.

  

A jak polscy Oburzeni mają przełamywać granice między tymi różnymi grupami?

  

Pierwszym krokiem byłoby nieakcentowanie różnic światopoglądowych, unikanie estetyki, która nie pozwalałaby tym drugim włączyć się do protestu. Skądinąd zmiany w sferze obyczajowej są nie do zatrzymania w Polsce i prędzej czy później nastąpią. Już następują.

  

Tylko czy to jest możliwe? Czy możemy iść wspólnie w marszu Oburzonych, a potem stanąć po przeciwnych stronach 11 listopada?

  

Większość badań pokazuje, że rasizm, ksenofobia są również wynikiem frustracji. Już August Bebel pisał, że antysemityzm to jest socjalizm głupców. Ludzie, których sytuacja ekonomiczna jest bardzo trudna, starają się znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego. Badania uprzedzeń, które prowadzimy w Polsce, wskazują, że wiara w spiski żydowskie jest najbardziej rozpowszechniona właśnie u osób, których sytuacja gwałtownie się pogorszyła. A w chwilach spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego, np. bezpośrednio po transformacji czy na początku ubiegłego dziesięciolecia, popularność tych poglądów wzrasta. Myślenie spiskowe jest więc taką drogą na skróty, uproszczonym wyjaśnieniem kryzysu, zastąpieniem dokładnej diagnozy globalnych rynków finansowych jakimiś konkretnymi nazwiskami – jakimś Goldmanem, Sachsem czy Lehmanem. A tych panów nie ma już w tych bankach od dziesięcioleci. Dziś za kryzysem stoją interesy tysięcy rozproszonych inwestorów i spekulantów. Wierzę, że jeżeli wszystkie polskie ofiary kryzysu znajdą swoje miejsce w ruchu Oburzonych, a Oburzeni będą z kolei skutecznie wywierać wpływ na decydentów i będą w stanie zaoferować nowe procedury demokratyczne i zmiany w systemie ekonomicznym, to ci wszyscy ludzie, o których teraz mówimy, na pewno nie będą szli w neofaszystowskim marszu 11 listopada. To, że kibice dzisiaj w nim idą, moim zdaniem odbija naszą niemoc i fakt, że nasze środowiska nie są w stanie trafić do tych sfrustrowanych ludzi z mniejszych miejscowości.

  

Chyba jednak w Polsce dominującym sposobem myślenia jest cały czas: „Mam czwórkę dzieci i nie mam czasu się buntować, bo muszę zarobić na ich utrzymanie”, jak to powiedział Tomasz Lis.

  

Tak mówi szczęśliwy dziennikarz, który ma pracę. Doświadczenie pokolenia Lisa, czyli dzisiejszych czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, jest takie, że oni kończyli studia i rynek ich zasysał. Cała gospodarka wolnorynkowa dopiero powstawała i zapotrzebowanie na ludzi dynamicznych, wykształconych, młodych, znających języki było ogromne. Moje pokolenie, trzydziestolatków, wchodziło na rynek pracy, kiedy jeszcze tych miejsc trochę było. Ale wasze pokolenie jest w sytuacji, kiedy tych miejsc już nie ma, bo są zajęte. Poza tym kryzys powoduje, że nowe miejsca pracy nie powstają.

  

To dlaczego to „nasze pokolenie” nie pojawiło się masowo na demonstracji Oburzonych?

  

  

Bo jeszcze nie jest tak źle. Teraz przyszło kilkaset osób, ale mogę sobie z łatwością wyobrazić, że w ciągu dwóch lat będą ich tysiące. Polskę nie trafił jeszcze kryzys w takim stopniu, jak doświadczają go mieszkańcy południowych krajów Europy czy USA. Rzeczywiście byliśmy zieloną wyspą przez te ostatnie trzy lata, ale wszystko wskazuje na to, że już nie będziemy.

  

A nawet jeśli Polska pozostanie tą zieloną wyspą, to czy nie warto się buntować? Nierówności cały czas narastają, zwiększa się liczba osób żyjących na granicy minimum egzystencji, a klasa polityczna cały czas się demoralizuje. Czy młodzi ludzie, nawet jeśli nie będą mieli problemów ze znalezieniem pracy, nie powinni się temu wszystkiemu sprzeciwić?

  

Wszystkie protesty czy bunty wybuchają wtedy, kiedy nie ma indywidualnych strategii mobilności. Jeśli urodziłem się w grupie, która jest w jakiś sposób dyskryminowana, ale istnieje szansa indywidualnego awansu dzięki ciężkiej pracy, to się nie zbuntuję. Ale jeżeli kanały awansu są zamknięte, to tworzy się potencjał do buntu.
Dopóki w Polsce istniała szansa, że młody człowiek z biednej popegeerowskiej wioski po studiach dostanie pracę, to się nie buntował. Jeśli tej szansy nie ma, to żaden kulturowy indywidualizm nie powstrzyma go od buntu. 

  

A awans z PGR-u to już w Polsce nierealny scenariusz?

  

Indywidualne strategie radzenia sobie jeszcze jakoś tam działają. A przynajmniej żyjemy w iluzji, którą tworzą między innymi media, że są możliwe, jeżeli tylko będziemy ciężko pracować. Ale ta iluzja prawdopodobnie się skończy w wyniku kryzysu.

  

Trochę to smutne, że nie jesteśmy w stanie zbuntować się w imię czegoś, co nas bezpośrednio nie dotyczy, ale wyklucza dużą część społeczeństwa. Wobec nierówności, biedy, w imieniu ludzi, którzy sobie w tym systemie nie radzą. Czy to nie świadczy o zaniku jakichś podstawowych wartości: empatii, sprawiedliwości społecznej, solidarności?

  

Dla pewnej małej grupy te wartości są ważne i będą dla nich motywacją do działania. Ale ludzi, którzy kierują się głęboko altruistycznymi pobudkami, jest raczej niewielu. Mało było osób, które pomagały Żydom w czasie wojny, mało jest takich, którzy pomogą osobie napadniętej w metrze. Na izraelskie demonstracje antyrządowe w obronie Palestyńczyków przychodziła zwykle garstka osób. Dopiero prawdziwy kryzys mieszkaniowy, który masowo uderzył w klasę średnią, wyprowadził setki tysięcy mieszkańców Tel Awiwu na ulice.

  

Protesty Oburzonych mają szansę stać się masowe, kiedy ludzie dostrzegą, że walka o prawa tych grup, które dzisiaj są wykluczone, może poprawić sytuację nas wszystkich. No i kiedy pogorszy się sytuacja klasy średniej. Rozwarstwienie samo w sobie nie doprowadzi do zdecydowanych fal protestu. Ono raczej kanalizuje protest. Jest zresztą sporo badań psychologicznych, które pokazują, że dopiero gdy dostrzegamy wspólnotę z ofiarami, jesteśmy gotowi im pomóc. W innym wypadku korzystamy z całego arsenału mechanizmów obronnych, które pozwalają nam podtrzymać dobre samopoczucie nawet wtedy, gdy widzimy ludzi cierpiących i biednych.

  

Polskim Oburzonym media zarzucały, że są z bogatych rodzin i chodzą do najdroższych warszawskich liceów. Odbierano im prawo do buntu. To samo mówiono o komandosach w PRL-u: że to są dzieci z komunistycznych rodzin, którym powodzi się całkiem nieźle w tym systemie. Próbowano w ten sposób ich zdyskredytować, uczynić mniej wiarygodnymi.

  

Tak, PRL-owska propaganda bardzo chętnie podkreślała obcość etniczną i społeczną tej „bananowej” młodzieży, żeby ją jakoś zohydzić. Prawdą jest, że wychowanie w rodzinie inteligenckiej sprzyja zaangażowaniu. Pamiętajmy jednak, że pokolenie komandosów w pewnym momencie spotkało się z liczną grupą Józefa Dajczgewanda i Macieja Czechowskiego, czyli studentów z akademika na Kickiego, którzy pochodzili z prowincji, z niedużych miast, a czasem wsi. Gdyby nie udział tej grupy, to podejrzewam, że w marcu ‘68 nie widzielibyśmy rzeszy studentów protestujących przeciwko systemowi na ulicach.

  

Będę się upierał: dopóki grupa osób, które można opisać jako myślące altruistyczne, nie będzie zainteresowana tym, żeby rozpowszechnić swoje postulaty wśród osób z innych środowisk, z małych miast, z mniej elitarnych publicznych szkół, dopóty te protesty nie będą masowe i skuteczne.

  

Media przeciwstawiały Oburzonym tych ludzi z małych miasteczek, którzy ciężko pracują i dzięki temu jakoby osiągają sukces: „Jeśli nie masz pracy, to nie obwiniaj banków, tylko siebie”.

  

Żyjemy w świecie, w którym masowe media starają się zwiększać sprzedaż i muszą używać populistycznego języka, który trafi do odbiorców. Ludzie wolą słyszeć, że te wszystkie protesty nie są warte złamanego grosza. Większość cały czas ma wiarę w sprawiedliwy świat:  jeśli będę pracować, to na pewno się dorobię, a jak będę słaby, to mnie wyrzucą. A żyjemy w specyficznych czasach: niezależnie od tego, czy pracujemy dużo czy mało, czy uczymy się dobrze czy źle, to i tak pracy nie znajdziemy. Taka sytuacja jest już w USA, Hiszpanii, Grecji i niedługo pojawi się też w Polsce. Ludzie w końcu przestaną wierzyć w sprawiedliwy świat i wtedy masowe media nie będą mogły wciskać tego rodzaju kitu.

  

Wydawałoby się, że pokolenie Marca będzie zadowolone z Oburzonych, bo oni w pewnym sensie wyrastają z tradycji i idei pokolenia KOR-u. Tymczasem usłyszeliśmy, poza kilkoma wyjątkami, raczej krytyczne głosy i nawoływanie do zachowania status quo. Czemu nikt ze starszych nie powie młodym tak jak Hessel: „Buntujcie się, oburzajcie, bo jest o co. I angażujcie się w zmianę świata na lepszy”.

  

W maju ‘68, kiedy wybuchły na Zachodzie protesty, mówiono, żeby nie wierzyć ludziom po trzydziestce. Ja bym upatrywał symboli tego dzisiejszego buntu w osobach jeszcze młodszych, takich jak np. Camila Vallejo, która stała się twarzą protestów studenckich w Chile. Młodzi mogą się spokojnie obejść bez poparcia starszego pokolenia, chociaż podejrzewam, że tacy ekonomiści jak Tadeusz Kowalik czy Ryszard Bugaj mogliby odegrać podobną rolę jak Joseph Stiglitz w USA. Nie oczekujmy jednak, że ci, którym się powiodło, są zatrudnieni na umowach o pracę na czas nieokreślony, dawno już spłacili swoje kredyty i mieszkają we własnych domach, z entuzjazmem przystąpią do protestów, które wasze pokolenie dzisiaj proponuje.

  

Ale Oburzeni protestują też przeciwko zanikowi idei i wartości moralnych w obecnym systemie. To nie jest wspólne?

  

Mam kolegę, który bardzo intensywnie gra na Foreksie, i drugiego, który zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich. Są bliskimi przyjaciółmi. Kiedy załamał się kurs franka, ten pierwszy zarobił gigantyczne pieniądze kosztem drugiego, który stanął wobec poważnych trudności ze spłaceniem kredytu – a może i ryzyka utraty mieszkania. Myślę, że jeśli zrozumieją oni, w jak trudnej etycznie sytuacji stawia ich dzisiejszy globalny kapitalizm, to chętniej dołączą do Oburzonych. To jest rzeczywiście ogromny dylemat moralny: błyskawiczny zysk jednej osoby powoduje bardzo poważne straty innej; bogacenie się 1 procentu społeczeństwa pociąga za sobą problemy pozostałych 99 procent. Takie sytuacje będą coraz częstsze. I myślę, że potrzeba prawdziwej demokracji, prawdziwej przyjaźni, prawdziwych, niespieniężonych relacji miedzy ludźmi, mogą połączyć Oburzonych z tym jednym procentem beneficjentów, którzy w którymś momencie zrozumieją bezsens chowania się za murami grodzonych osiedli i zjednywania sobie życzliwości za pieniądze.

  

Slavoj Žižek mówił do osób okupujących Wall Street, że bardzo ważne będzie to, co nastąpi później, gdy wszyscy wrócą do domów. Co zrobić, żeby bunt przełożył się na siłę sprawczą w polityce? Czy Oburzeni powinni założyć jakieś struktury?

  

Te struktury już istnieją. Są wirtualne, ale takie muszą teraz być. Moim zdaniem Oburzeni na razie powinni się skupiać na protestach ulicznych. Badania psychologiczne pokazują, że osoby, które raz wyjdą na ulicę, najczęściej wychodzą po raz kolejny. Oni się już policzyli i wiedzą, że są siłą. Na wiosnę spodziewałbym się kolejnej fali protestów.

  

Natomiast ich postulaty muszą się jeszcze wykrystalizować. Na razie są bardzo eklektyczne.  Muszą włączać do ruchu wszystkich ludzi, niezależnie od ich światopoglądów i etnicznego pochodzenia. Jeżeli znajdziemy postulaty, które wyrażą interes zarówno człowieka pracującego na śmieciowej umowie w fabryce samochodowej, jak i absolwenta wyższej uczelni, który nie może znaleźć pracy, to ruch ma szanse na realną zmianę.

  

Będzie to możliwe bez stworzenia przez ruch własnych instytucji?

  

Pod naciskiem społecznym istniejące już instytucje są w stanie zrealizować takie postulaty. Pewnie skuteczniej niż powstające oddolnie struktury. Wiele pomysłów, które dziesięć lat temu, w czasie poprzedniej recesji gospodarczej, podnosiliśmy w trakcie protestów antyglobalistycznych – jak na przykład podatek Tobina – nadal nie zostało zrealizowanych. Miejmy nadzieję, że Oburzeni będą mieć więcej szczęścia. Myślę, że istniejące struktury rządów czy organizacji międzynarodowych, muszą prędzej czy później odpowiedzieć na obecne protesty. I jeśli ich odpowiedź będzie adekwatna, wówczas zamiast zamieszek i nacjonalizmów mamy szansę na nowy ład społeczno-ekonomiczny, oparty na zaufaniu i współpracy, a nie na chciwości i wyścigu szczurów.

*Michał Bilewicz  –   psycholog społeczny, publicysta.
Komentarze
Dodaj nowy
foe   |24.11.2011 00:12:43
Wszystko jest pięknie, ale w Polsce Oburzeni nie zrobią wielkiej kariery. O ile
zachowają swój lewicowy charakter. Mamy młodzież nastawioną bardzo liberalnie i
zakochaną w kapitalizmie. To nie jest dobry grunt, żeby szukać jakiś alternatyw
dla tego systemu.
Twórzmy idee, nie CO2  - dobry wywiad   |24.11.2011 04:12:08
Bardzo pouczający wywiad i bardzo dobra ocena sytuacji. Dobrze, że publikuje go
KP, bo powinno się tutaj wiele z tych celnych wypowiedzi zrewidować, i
przemyśleć od nowa. Bilewicz nie mówi, że jedni dobrzy a drudzy źli i to jest
bardzo duży pozytyw tego, co ma do zaoferowania.
kot   |24.11.2011 16:06:45
Michał Bilewicz reprezentuje wszystko to czego brakuje polskiej współczesnej
socjologi. Gdy sięgnęłam do informacji
potwierdziło się: "Ja również do
psychologii
KjKing  - MIESZKAM w Hiszpanii   |24.11.2011 17:47:10
Witam.
Mieszkam w Hiszpanii i byłem na pierwszej manifestacji w dniu moich
urodzin(taki zbieg okoliczności, hehe).
Popierałem ten ruch na początku.
Co do wywiadu.
Zgadam się z pierwszym
zdaniem, dokąd zmierza świat -wyrównanie w dół- między zachodem, a
resztą świata. Ja widzę to tu na zachodzie tak: 
młodzi ludzie głównie, ale
nie tylko młodzi NIE mają pojęcia o współczesnym świecie. Przez lata
w miarę dobrobytu, stali się -tłustymi kotami-. Teraz NIE wiele im się
chce, nie wiele potrafią i wciąż oczekują, że ktoś za nich powalczy o
ich prawa. Jeszcze wyraźniej widać to w Polsce. A prawda jest taka, CZEMU ludzie zachodu mają zarabiać więcej skoro NIE są
lepiej wykształceni, czy lepiej zorganizowani niż ci ze
wschodzących rynków!
Żebyś mógł żądać za swoją pracę więcej, to musisz też więcej sam oferować.
Niestety tak nie jest. Słuchając hiszpańskich demonstrantów czasem
chce mi się śmiać z ich NIE wiedzy i naiwności. To nie wina
KAPITALISTÓW, że masy na zachodzie są zwyczajnie głupie. Oczywiście
kapitalizm dołożył od siebie, ale najpierw musiały powstać odpowiednie
warunki w społeczeństwie. Przestańmy kupować chińskie towary, ograniczmy
prymitywną konsumpcje. Daliśmy sobie wmówić, że musimy wszystko JUŻ
mieć - hipoteki i kredyty.
A może zwyczajnie nas na to nie stać!
Prawdą
jest, że kapitalizm od 20 lat postawił na MAKSYMALIZACJĘ zysków,
ale
jeszcze większą prawdą jest, że społeczeństwo zachodnie(w tym polskie)
jeszcze wcześnie postawiło na MINIMALIZACJĘ zaangażowania w cokolwiek
poza własnymi problemami. Nie jesteśmy zwyczajnie tacy dobrzy jak nam się
wydawało. To czemu żądamy więcej niż nam się należy? Prawda jest
okrutna.
Podstawowym obowiązkiem obywatela jest
NIE wierzyć władzy i
zawsze ją kontrolować. Mówię tu o tzw. konstruktywnej krytyce. To
jest podstawowy obowiązek! Jeśli na wybory demokratyczne NIE chodzi w
Polsce większość społeczeństwa, to NIE POWINNO dziwić, że demokracja
nie jest prawdziwa. TO NASZA WINA a nie kapitalizmu. TO my głosujemy, a
właściwie NIE głosujemy, bo nam się nawet nie chce iść do urny, a
potem
płacz jaka ta demokracja nie jest prawdziwa.
Dopóki społeczeństwo nie walnie się w swoje własne piersi i nie zacznie
rozumieć choć trochę świata, to zawsze będzie -oszukiwane- bo głupcy zawsze
są oszukiwani, nawet w demokracji!

Pozdrawiam.
właśnie  - ok, ale   |24.11.2011 18:02:06
dobry wywiad, dobrze, że w KP.
dwie uwagi: nie podoba mi się określenie
"dotrzeć do mniejszych miejscowości" (czy jakoś tak), wolę: otworzyć się
na tych z prowincji, bez wyższości jaka kryje się w ‘docieraniu’, a jeszcze
lepiej: wejść z nimi w kontakt.
no i nie organizować pod szczytnymi hasłami
blokady ludzi sfrustrowanych. nie tędy! droga by szczuć(nomen omen:
szczuć;))

pewnie jeszcze coś napiszę, bo wywiad warty uwagi.

P.S.
charakterystyczne, że pod latrelkowatymi felietonitkam CM jest pełno komentarzy
- ha!
Twórzmy idee, nie CO2  - @ właśnie   |24.11.2011 19:52:23
Dobra uwaga z tym zastąpieniem "docierania do mniejszych" na rzecz
"otwierania się" a jeszcze lepsze byłoby po prostu "wyrównywanie
szans w stosunku do tych, którzy mają mniejsze", bo wówczas to niejako
demokracja zwraca dług tym, którzy ją jakoś wspólnie tworzą. Nie stawiało by to
poprzeczki i nie komponowało presupozycji, że jacyś dobrzy, więksi, bo ze
stolycy, pomagają (ach, jacy oni są dobrzy!) tym, co gdzieś tam indziej.

Gdyby
KP zaproponowała szerzej to, co mówi Bilewicz i komentujący, miałaby za sobą
rzesze ludzi. I nie byłoby drobiazgowych kłótni o kolory czy upodobania
seksualne. A tak czasem powstaje po prostu siekanka ideologiczna, jak to wyszło
ostatnio Dunin, mimo że właśnie tego nie chciała, nie mówiąc o kłótniach i
przepychankach personalnych gejów przeciwko hetero czy feministek przeciwko tym
złym mężczyznom. Jest dziś taki poziom porozumienia gdzie wszyscy się rozumiemy
mniej więcej tak samo, trafnie to zresztą wyraził KjKing, i na tym poziomie
powinna odbywać się praca. Kto chce przejść z PiSu na łamy KP po prostu to
zrobi, i to będzie prawdziwe zwycięstwo.

A propos, skoro już sie to pojawiło,
ad @właśnie: "latrelkowatymi" czy ratlerkowatymi?
mimi   |24.11.2011 20:22:28
@właśnie: a "otwieranie się na prowincję" Ci nie przeszkadza? :))
Józef Robotnik   |24.11.2011 22:43:52
Najpierw pytanie , dlaczego w Polsce i innych krajach dawnej demokracji ludowej
płace stanowią 1/4 płac np niemieckich ? Kraje demokracji ludowej to 90 mln
ludności . Gdyby te 90 mln zarabiało tak samo jak niemcy , to można powiedzieć
że w europie przybyłoby 270 mln ludzi więcej z płacami po 1/4 płac niemieckich .
Łącznie UE liczy 500mln ludności .To byłaby bardzo poważna siła rynkowa która
podniosłaby europę . Ale ten ruch jest w rękach dyrektorów banków i
przedsiębiorców . Na nich więc spoczywa ratowanie europejskiego systemu , ja
robotnik mogę się jedynie bać i ze strachu wcześniej umrzeć . Ten wszechwładny
jeden procent ludzkości prowadzi świat na krawędź przepaści by tam zrobić
"wielki krok naprzód" , jak powiedział jeden z dawnych naszych
przywódców .
viking   |25.11.2011 01:39:57
@ Twórzmy idee

To, co dla Ciebie jest "drobiazgową kłótnią", dla
kogoś innego jest treścią życia. Jak ktoś ma w swoim środowisku
"przerąbane" ze względu na swój kolor skóry/pochodzenie etniczne czy
orientację seksualną, to z całą pewnością nie będzie się z nikim łączył na
jakimś abstrakcyjnym "poziomie porozumienia".
Od pewnego czasu, na
Krytyce średnio jeden post dziennie, poświęcony jest klasycznej lewicowej
(cholernie tandetnej) dyskusji: obyczajowość czy kapitał?
Można odnieść
wrażenie, że gdyby nie parę rzuconych tu czasem słów na temat neutralności
światopoglądowej państwa, kilka artykułów na temat rasizmu a przede wszystkim
oraz ta jedna podnoszona przez gejów kwestia związków partnerskich, to lewica
już dawno zbawiłaby świat.
Nawiasem mówiąc, z dużym zaciekawieniem
przeczytałbym artykuł "o złych hetero", ale jakoś żadnego takiego nie
pamiętam.
Nie przypominam też sobie żadnej dyskusji na temat "upodobań
seksualnych". To akurat straszna szkoda. Np. taka dyskusja, w której pan
Sutowski broniłby blondynek, Piątek brunetek (przykładowo oczywiście) a pani
Graff wspólnie z panem Nowakiem (który nota bene prawie w ogóle nie pisze o
kwestiach HBT) opowiedzieliby nam czy wolą umięśnionych sportowców czy
intelektualistów zaczytanych w Zizku… . To by było coś.
Zwłaszcza gejów
zaprosiłbym do tej rozmowy, szczególnie serdecznie. Mają bowiem niesamowitą moc.
Jest ich ok. 5% a i tak nie może ich zabraknąć ani w dywagacjach prawicy na
temat upadku rodziny ani w dywagacjach lewicy na temat walki z kapitalizmem.

Każda ich prośba o lepsze uregulowanie związków partnerskich według jednych
rozbija automatycznie kilka rodzin polskich a według drugich skutecznie
zniechęca tutejszych "oburzonych" do głośnego oburzania się w konkretnym
politycznym ruchu.
Choć całkiem bez ironii trzeba przyznać, że obecność gejów
w KP, wielu posłów PiS rzeczywiście może odstraszać. Tylko mam wrażenie, że
problemem w tej konstelacji jest mentalność tych posłów a nie geje.
CopLobo   |25.11.2011 11:52:43
Ciekawy wywiad z człowiekiem posiadającym ogromną wiedzę, ale z jednym
poglądem zupełnie się nie zgadzam.
Na pytania o możliwość włączenia w
te protesty środowisk agresywnych nizin społecznych pan Michał
odpowiada:

Pierwszym krokiem byłoby nieakcentowanie różnic światopoglądowych, unikanie
estetyki, która nie pozwalałaby tym drugim włączyć się do
protestu. Skądinąd zmiany w sferze obyczajowej są nie do zatrzymania w
Polsce i prędzej czy później nastąpią. Już następują.


Kompromisem ma być nieakcentowanie różnic światopoglądowych? Przecież
rzesze upośledzonej społecznie młodzieży potrafi się
konsolidować tylko i wyłącznie w okół ideologii. I ogromną
rolę odgrywa tutaj polska, patriotyczna edukacja. Przeciętny polski
uczeń jest przekonany że polska literatura należy to światowej czołówki, co
z tego że nie wie kim była rodzina Buddenbrooków, wie za to że była
"Lalka", czytał o tym w Bryku. Tak samo jest z nauczaniem historii.
I efekty są jak na dłoni, większości młodych ludzi nie postrzega
społeczeństwa jako struktury składającej się z grup mających sprzeczne
interesy - młodzi wierzą, że Polska to naród. A Naród jeśli ma wrogów,
to tylko "obcych" czyli sąsiednie narody, Żydów albo gejów.

To
własnie dlatego chociaż kibice mogą być sfrustrowani i
kiepsko zarabiać to i tak kochają ojczyznę, więc nie są wstanie zająć
postawy holistycznie antysytemowej. Nie możliwe jest by (jak w Londynie
kilka miesięcy temu) wyszli na ulice niszczyć sklepy i
samochody, chociaż są nie mniej sfrustrowani. Więc jadą do lasu albo
na mecze bić się wzajemnie. Ponieważ dla nich wrogiem nie jest i nigdy nie
będzie Polska wraz z jej klasą polityczną - dla nich wrogami może być
tylko osoba na przeciwnym biegunie poglądów politycznych. Tu nie mam mowy
o porozumieniu na gruncie "nieakcentowania różnic
światopoglądowych".

Agresywna upośledzona społecznie młodzież z
nizin społeczenych nigdy w Polsce nie przyłączy się do młodzieży z
klasy średniej. Bo nie są w stanie przyjąc idei, że za ich złą sytuacje
społeczną odpowiada… Polska. Oni znają prawdziwego winowajce: są nim
wrogowie Polski.

Transfer oburzenia kiboli do ruchu Oburzonych
jest niepoważny, bo ci pierwsi musieli by utracić jedyne co daje im
poczucie wiary w siebie: swoją tożsamość.
A ta jest zbudowana na wrogości
wobec wszystkiego co afirmuje m.in. kolorowa młodzież z klasy
średniej. Tu toczy się wojna cywilizacyjna, a "następujące zmiany
obyczajowe" nie prowadzą do załagodzenia, one ten konflikt karmią.
kot   |25.11.2011 15:33:55
CopLobo -bardzo cenny głos w dyskusji.
Pokazujący trudności i aspekty
problemu.Bo sytuacja jest paradoksalna. Z jednej strony lewica upomina się o
wykluczonych,z drugiej faszyzująca młodzież w jakiejś niepoliczonej części
rekrutuje się z wykluczonych, którym został tanio sprzedany przekaz kto jest
winien ich parszywej sytuacji. Lewica zwalczając objawy: zachowania
faszyzujące zwalcza w istocie wykluczonych.
Z zatem: "Nie palcie komitetów
budujcie swoje"
Coś mi się wydaje,że formy walki z Systemem (oni po
swojemu też z nim walczą,tylko że tą swoją walką nie rozwiązują żadnego
problemu) w Polsce powinny być inne niż to ma miejsce na Zachodzie. Takie ,
które nie dostarczają paliwa tym ruchom. Bo one żywią się oporem i tym,że się je
w ogóle zauważa.
I ta Polska specyfika, która np. nie pozwala aby Polscy
antyfaszyści korzystali z pomocy niemieckich antyfaszystów. I dodatkowa
trudność, że łatwo dochodzi do pomieszania manifestacji faszystowskich z
narodowymi i wówczas już zupełnie nie wiadomo w kogo się zwalcza.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ viking   |25.11.2011 15:38:58
Nie wiem dla jakiego konkretnego "innego" coś jest treścią życia, bo
mowa była wyraźnie o Krytyce P. jako pewnej złożonej strukturze, która gdyby -
moim zdaniem - próbowała szukać wspólnego mianownika dla tych i dla tych, i
jeszcze dla innych, doprowadziłaby do tego, że i gej, i ksiądz, a nawet i taki
co szedł w marszu albo co jest z odległego miasta czy innej odległej prowincji,
znalazłby tutaj swoje miejsce.
No cóż, chcesz być socjalistą to nim bądź do
końca, nie wyśmiewaj biednych i nie gardź nieoczytanymi (na równi z Tobą), bo
później gdy walczysz o prawa gejów stajesz się niewiarygodny. Jak ktoś wyśmiewa
księdza za jego "sukienkę", to inny pokazuje, że gej mu wadzi. To
przecież stara historia.
Dla jednych, co mi wytykasz w przypływie natchnienia
przedweekendowego, faktycznie jest treścią życia kupienie kajzerki po 4gr taniej
na rogu w sklepie a nie pod domem w sklepie, a dla innego jedzenie kaszanki co
piątek, masz słuszną rację viking. Ale to nie znaczy, że coś takiego jak KP musi
się tym zajmować w ogólności. Wręcz przeciwnie, nie powinna, bo powinna ustalać
i wyznaczać nieco inny poziom, tak samo jak nie powinna wyśmiewać pod postacią
innych ludzi wprost, jak np. Dunin tego księdza w "białej sukience". Coś
takiego nie bardzo przystoi, w sensie, że mnie na przykład od niej odpycha i jej
nie ufam, bo takie teksty może sobie mówić we własnym towarzystwie, ale mówiąc
szczerze, to w ogóle nie powinna. Czy nie na tym także polega trochę myślenie?
Niech sobie Dunin mówi o "sukienkach" księży, ale we własnym gronie,
niech się gej spotyka z gejem, ale we własnym towarzystwie, i każda grupa
(powtarzam - grupa), jest jakoś tam zadowolona. Choć tak być nie
powinno.
Nowaka, o którym wspomniałeś, także nie czytam, bo to faszysta gorszy
niż inni, poza tym komentujący powinni go wybitnie hołubić i wówczas ich posty
się ukazują pod jego, skądinąd najsłabszymi tutaj, felietonami. Inaczej nie ma
szans. Ale z pewnością On wie swoje a inni wiedzą swoje, powstaje linia napięcia
którą można jedynie przerwać siłą.
Powiadasz, że nie ma "wspólnego
porozumienia" pomiędzy ludźmi? A ja Ci mówię, że jest, poczekaj jeszcze
chwilę, jeśli będzie większy kryzys i ludzie wyjdą na ulicę, to będzie wspólne
porozumienie. Solidarność znajdowała wspólny mianownik. Gdy pewni ludzie doszli
do władzy wszystko się skończyło. Chrześcijaństwo, jako system uniwersalny oraz
nauka Pawłowa, jest takim wspólnym mianownikiem, a przynajmniej było wówczas,
kiedy - i tu jest clu - pewnie faceci nie przejęli władzy i nie zaczęli
rozporządzać duszami. Był wspólny mianownik między gejem a hetero, Grekiem a
Żydem.
W zasadzie kapitalizm to też wspólny mianownik, tyle że zsekularyzowany
i ekonomiczny; a co się dziś robi na ulicach, jak nie szuka wyjścia z
kapitalistycznego impasu? Szuka wspólnego porozumienia. Więc gdy widzę na KP
takie a nie inne odezwy, to nie widzę tutaj tego, co powinno stanowić istotę, o
czym mówię.
No, należy przestać uogólniać i powiedzieć, że C. Michalski jest
zupełnie inny, bo nawet jeśli odnosi się do kogoś wprost, z nazwiska, mówi o
konkretnej rzeczy (i nie jest ważne, że przedstawia ją w perspektywie, z którą
można się na przykład nie zgodzić), to co jest tu ważne to idiomatyczność tego,
o czym pisze, doświadczenie pewnego kontaktu z pewnymi ludźmi, na własnej
skórze, i mówienie im w oczy, jak on to widzi. To jest fair bardziej niż
powiedzenie na wejściu: "odbyłem rozmowę z księdzem, takim tam facetem w
białej sukience…" albo: "katolicy są z reguły źli, bo rządzi nimi
papież".
No ale Michalski to jest ktoś zupełny sam w sobie, choć z drugiej
strony - i może w tym się zawiera to Jego wysunięcie - jakoś wystaje głową ponad
ideologiczny sufit Krytyki: jest, i czyta się go dla niego samego, ideologia
jest mu raczej obca.
kot   |25.11.2011 17:06:35
"społeczne tworzenie rzeczywistości"
-11 listopada
i wielkie medialno-
polityczne zamieszanie.
Czy można ocenę tego zjawiska zostawić
w rękach
manipulujących rzeczywistością
polityków i dziennikarzy,opierających się w
swoich ocenach na poglądach opartych o: ignorancje, interesy i przypadek.
Nie
znany jest socjologiczny charakter uczestników manifestacji 11
listopada.
Tymczasem mamy do czynienia z ważnym
socjologicznie zjawiskiem,które
nie było przez socjologów monitorowane.
Nie znamy opisu głównych
aktorów
biorących udział w rozruchach.
Korelacji ich zachowań,wyobrażeń i
oczekiwań.
Obok ocen polityków, dziennikarzy powinniśmy znać opis rzeczywistości
dokonany w ramach dyscypliny naukowej.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ kot   |25.11.2011 18:07:03
Dobra uwaga z tym, że KP broni wykluczonych ale gardzi - no przecież kim -
wykluczonymi "inaczej"?
Dość łatwo to zweryfikować, za pomocą języka
choćby. O ile można być tutaj kompetentnym, wystarczy wpisać słówko
"faszystoidzi" w google, i pojawi się tylko witryna KP. Tzn. że ktoś to
słówko ukuł na potrzeby własnego dyskursu oraz interesów. A po co to zrobił? A
wiadomo po co. By zyskać w dyskursie przewagę.
Albo-albo, tutaj nie można
inaczej, jeśli się chce naprawdę zmieniać rzeczywistość. Albo bronisz gejów
(którzy wypełniają Twoją czasoprzestrzeń i niejako pewne osoby lobbują obronę
gejów, no bo trochę nie masz ani wyjścia, ani możliwości innego działania), ale
i bronisz wszystkich wykluczonych, pokrzywdzonych, znieprawowanych (przez
system), analfabetów, etc., albo bronisz tylko jednych, bo drudzy nie wpisują
się w estetyczny i intelektualny paradygmat.
Ale wówczas jest to, co jest.
viking   |25.11.2011 18:54:09
@ Twórzmy idee

O.K. Rozumiem, że Tobie bardziej chodziło o język, jakim się
posługuje KP niż o pretensję do "obyczajowej lewicy" o zajmowanie się
"nie tym co trzeba"?
W takim razie mogę się z Tobą zgodzić, ale
odniosłem się w zasadzie nie tylko do Twoich postów.

Osobiście ani nie walczę
aktywnie o prawa gejów, ani nie jestem socjalistą. Bliżej mi do liberałów.

Między innymi dlatego, że to, czego właśnie w socjalizmie nie lubię to ta bajka
o "kolektywach", "wspólnotowości" itp.
W dzieciństwie, które
spędziłem w Szwecji, nikt mnie wprawdzie nie mobbował za polskie pochodzenie,
ale w wielu kwestiach czułem się inny. Dlatego trochę rozumiem pewne
psychologiczne mechanizmy, zachodzące u osób, które tę inność odczuwają w swym
życiu bardziej niż ja.
Weźmy prosty przykład. Jakiś chłopak jest odbierany w
swoim otoczeniu, jako "pedał" i faktycznie podobają mu się faceci. W
kościele słyszy, że geje to "zboczeńcy" a robotnicy wśród których się
wychowuje wyzywają go od "pedziów", może nawet biją.
I teraz Ty mu
powiesz, żeby postanowił szukać wspólnego mianownika z księżmi a Piątek go wyśle
do fabryki i zaapeluje o solidarność z "klasą pracującą"?

Człowiek,
który jest dyskryminowany/poniżany/wyśmiewany, nie marzy o niczym innym tak
bardzo, jak o tym, żeby się wyrwać ze swojego środowiska i móc o nim zapomnieć.
I to jest jego zakichane prawo.
Organizacje LGBT, organizacje antyrasistowskie,
walczące z antysemityzmem, nie będą widziały swoich problemów, jako mniej
ważnych od "problemu globalnego kapitalizmu". Nie dlatego, że mają
dziwaczną predylekcję do opowiadania o swoim kolorze skóry, pochodzeniu lub
upodobaniach seksualnych, tylko dlatego, że doskonale wiedzą jedno:
człowiek
jest w stanie żyć mniej zarabiając; mieszkając dłużej u rodziców i nie mając
własnego mieszkania; nawet poszukując z trudem pracy. Ale nie może żyć, kiedy
nie ma wsparcia w osobach najbliższych, w przyjaciołach, kiedy się musi bać, że
zostanie wyśmiany czy poniżony za to, kim jest.
Sam w Szwecji, pomagałem kilku
polskim robotnikom. I wiem, że byli w stanie znieść niższe pensje, beznadziejną
robotę, nawet kapitalistyczny wyzysk. Ale jak ich ktoś obraził za to, że są z
Europy Wschodniej, dotknął ich jako ludzi, to kompletnie sobie z tym nie umieli
poradzić… .
no  - @ właśnie   |01.12.2011 02:43:07
dobre to!
właśnie  - c.d. DEKONSTRUKCJA:)   |01.12.2011 04:09:53
"Rzeczywiście byliśmy zieloną wyspą…" - kto dał sobie skutecznie
wcisnąć tę ‘zieloną wyspę’, cyba tylko "warszawka", to tam jest wyspa z
palmą :), palmą pierwszeństwa ;)
"a nawet jeśli Polska pozostanie tą zieloną
wyspą, to czy nie warto się buntować? Nierówności cały czas narastają, zwiększa
się liczba osób żyjacych na granicy minimum egzystencji, …" - a kto na to
uwrażliwi: Kościuł? Balcerowicz? jakiś bard? KP próbuje, ale… (tu można
by,trzeba by dłuższy tekst. to na habilitację ;))
"Wszystkie protesty czy
bunty wybuchają, wtedy, kiedy nie ma indywidualnych strategii mobilności." -
tak, tak, to taka wiedza jak o zygzaku giełdowym :)
"Dopóki w Polsce
istniała szansa, że młody człowiek z biednej popegeerowskiej wioski po studiach
dostanie pracę, to się nie buntował." - czepiam się: a istniała? bo se jakoś
nie przypominam. ale rozumiem o co autorowi chodzi, więc: sorry
"Protesty
Oburzonych mają szansę stać się masowe, kiedy ludzie dostrzegą, że walka o prawa
tych grup, które dzisiaj są wykluczone, może poprawić sytuację nas
wszystkich." - czekaj tetka latka :)
"Jest zresztą sporo badań
psychologicznych, które pokazują, że dopiero gdy dostrzegamy wspólnotę z
ofiarami, jesteśmy gotowi im pomóc. W innym wypadku korzystamy z całego arsenału
mechanizmów obronnych, które pozwalają nam podtrzymać dobre samopoczucie nawet
wtedy, gdy widzimy ludzi cierpiących i biednych." - tak postmodernistyczne:
to prawda i nieprawda, ale zdanie słuszne
"Prawdą jest, że wychowanie w
rodzinie inteligenckiej sprzyja zaangażowaniu." - którego kibolom nie sposób
odmówić
‘…Pokolenie komandosów…" "…z licną grupą Józefa
Dajczewskiego i Macieja Czechowskiego, czyli studentów z akademika na
Kilińskiego, którzy pochodzili, z nidużych miast, a czasem wsi." - pokolenie
z grupą :(
"Media przeciwstawiały Oburzonych tych ludzi z małych miasteczek,
którzy ciężko pracują i dzięki temu jakoby osiągają sukces:"Jeśli nie masz
pracy, to nie obwiniaj banków, tylko siebie./M.B./Żyjemy w świecie, w którym
masowe media starają się zwiększyć sprzedaż i muszą używać populistycznego
języka, któru trafi do odbiorców." - gdzie tu populizm?
"Wydawałoby się,
że pokolenie Marca Będzie zadowolone z Oburzonych,…" - punkt widzenia i
siedzenia :(
"…Ryszard Bugaj mogliby odegrać…" - byłam w UP; on
schematycznie myśli, to wada i trochę zaleta, ale wrażliwość ma więc może. ale
już nic w nim z rewolucjonisty :(
"Nie oczekujmy jednak, że ci, którym się
powidło, są zatrudnieni na umowach o pracę na czas nieokreślony, dawno już
spłacili kredyty…" - perfidia sytuacji w tym: większość jest lub mają z
premedytacją rozbudzaną nadzieję, że będzie dobrze i "oni" mają mają
środki na walkę, dlatego demokratycznymi sposobami trudno (nie niemożliwe)
wygrać.
"Mam kolegę, który bardzo intensywnie gra na Foreksie, i drugiego,
który zaciągną kredyt we frankach szwajcarskich. Są bliskimi przyjaciółmi.
…" - TO NAJLEPSZY AKAPIT, tu się kryje tajemnica. czepię się, ale z
sensem: nie chodzi by zrozumieli, ale odczuli i podjęli. wszak psycholog
społeczny pisze.
"Pod naciskiem społecznym istniejące już instytucje są w
stanie zrealizować takie postulaty. …" - ostatni akapit z liczeniem na
szczęście i zaufanie istniejącym strukturom jesr podejrzany i groźny. wraz ze
zmianą systemu, hierarchii wartości muszą buć zmodyfikowane
struktury!

P.S.
@Twórzmy idee, nie CO2 - tak. ratlerek. a lepiej pinczer
miniaturowy :) to przewaga ujadania nad treścią
@mimi - dla mnie ‘prowincja’
brzmi dumnie, ale miałem obiekcje, więc dodałem: o wejściu w kontakt
[nie żeby
od razu pluska :)]
właśnie  - początek: DEKONSTRUKCJA:) (czemu c.d. poszło pier   |01.12.2011 15:32:29
"To nie są ludzie syci,tylko tacy, którzy nie godzą się na to, żeby odbierać
im prawo do życia na poziomie, do którego wszyscy się przyzwyczailiśmy w krajach
szeroko rozumianego Zachodu." - syci? czy niesyci?
"Zmiany, które
obserwujemy, polegają na stopniowym wyrównywaniu poziomu życia chińskiego
robotnika z wykształconym mieszkańcem europejskiej metropolii, na niekorzyść
tego drugiego." - podkreśliłbym korzyść pierwszego
"Standardem staje się
zawieranie coraz bardziej śmieciowych umów, brak ochrony praw
pracowniczych." - samo się staje
"Dlaczego więc buntują się nie
najbiedniejsi, tylko najczęściej ludzie młodi pochodzący z klasy średniej?"
- aby napewno tej klasy? we Włoszech jest taka zwana zabawnie ‘klasą średnią
myślącą’, nie sądzę, że to ta ani inna średnia, a odpowiedzi: dlaczego nie
najbiedniejsi? nie ma
"… jedyne protesty, które mają szansę powodzenia, to
te, które są w stanie włączyć ludzi spoza inteligencji." - by wygrać, czy
dlatego, że zobaczy się w nich bliźniego?
‘nieakcentowanie różnic
światopoglądowych, unikanie estetyki, która nie pozwalałaby tym drugim włączyć
się" _ ale i wyzbycie się pogardy dla innych przez dostrzeżenie jej w
sobie
"Tylko czy to jest możliwe? Czy możemy iść wspólnie w marszu
Oburzonych, a potem stanąć po przeciwnych stronach 11 listopada?" -
odwrotnie! stanąć przeciw 11 listopada i iść w marszu Oburzonych, czy to!
możliwe!?
"… że rasizm, ksenofobia są również wynikiem frustracji." -
a hipstersi to nie wynik frustracji? niech psycholog społeczny się zastanawia?
różni ich "tylko" system wartości, ale mechanizm powstawania
podobny.
"… drogą na skróty … zastąpieniem dokładnej diagnozy globalnych
rynków finansowych …" - nawet o dostatecznie dobrą trudno! :)
"…
neofaszystowskim marszu 11 listopada." - subtelniej: stosunkowo małej
neofaszystowskiej cząstki marszu 11 listopada. subtelniej!! - proszę. jakiego
typu osobowości Panie psychologu społeczny tak uogólniają i wyolbrzymiają,
etykietują? jeśli nie osobowości typu …
"…kryzys powoduje, że nowe
miejsca pracy nie powstają." - tak, tak. bezimienny choć sperssonifikowany
‘kryzys’. a 99% do 1% to bezpodstawne hasło. a może to psucie języka jest
przyczyną: ‘zarobiłem na giełdzie’ zamiast ‘zyskałem’. to chyba odpowiedni
portal by upomnieć się o znaczenie słów: ‘zarobić’, ‘robić’, ‘praca’. idiotyczny
prymat finansów nad gospodarką i jego efekt w osobie Posła Pawlaka, festiwal
karbowych typu Pan Mordasewicz.

P.S.
czemu c.d. jest pierwszy niż początek?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.29570 Seconds