NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Balicki: Nie stójmy w miejscu Drukuj
Z Markiem Balickim rozmawia Jakub Szafrański   
09.12.2011
Jakub Szafrański: 9 grudnia weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Będzie można teraz odstąpić od ścigania osoby złapanej po raz pierwszy na posiadaniu niewielkiej ilości narkotyków na własny użytek. Czy to wystarczy do zmiany nawyków prokuratury i policji, które dzięki łapaniu okazjonalnych użytkowników podwyższały sobie statystyki?

polityka_narkotykowa_120.jpgMarek Balicki: Trudno to przewidzieć. Głosowałem za tą nowelizacją, bo każdy krok w dobrym kierunku jest pożądany, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że w niewielkim stopniu zmienia ona stan prawny. Wcześniej też można było umarzać postępowania. Według badań prof. Krajewskiego 60-70 procent spraw, którymi zajmowały się sądy, dotyczyło posiadania zaledwie kilku gramów marihuany. Niska szkodliwość społeczna jest w tych wypadkach ewidentna i jako takie nadają się one do umorzenia.

Na pewno nowelizacja nie wpłynie na sposób działania policji: zatrzymywanie i przeszukiwanie, na ulicy czy w domu. A jest to tylko jeden ze złych skutków naszej represyjnej ustawy. Posiadanie broni bez zezwolenia jest także penalizowane. A przecież policja nie zatrzymuje ludzi na ulicy w celu przeszukania, chociaż broń może być użyta przeciw innym osobom i jest rzeczywiści niebezpiecznym narzędziem. Tymczasem dzisiaj przeszukuje się młodych ludzi, żeby znaleźć narkotyki, które bezpośrednim zagrożeniem nie są.

Nowelizacja zakłada też, że prokurator będzie mógł przerwać wykonywanie kary lub od niej odstąpić, jeśli oskarżony podda się leczeniu. To oznacza więcej obowiązków dla służby zdrowia.

To jest bardzo ważny zapis w przypadku osób uzależnionych, ale przypomnijmy, że większość skazanych nie potrzebuje leczenia, co najwyżej jakichś działań o charakterze profilaktyczno-edukacyjnym. W potocznym rozumieniu, jeśli ktoś używa środków psychoaktywnych, to jest narkomanem. Takie myślenie ciąży niestety również na regulacjach ustawowych.

Przerzucenie większej odpowiedzialności na służbę zdrowia jest w porządku, o ile nie wymaga się, by w pewnym momencie zastąpiła pomoc społeczną. A to ostatnio nagminne. Osoby potrzebujące leczenia w związku z problemem narkotykowym są zazwyczaj również społecznie zmarginalizowane. Stacjonarne ośrodki dla uzależnionych pełnią nierzadko funkcję schronisk, a przecież nie o to chodzi. Tu potrzebne jest odpowiednie działanie w ramach pomocy społecznej, ale już nie w szpitalu czy przychodni; pomocy społecznej trzeba udzielać tym ludziom tam, gdzie żyją na co dzień. Nie spotkałem się jednak z tym problemem w dyskusjach o narkotykach.

To jaki pana zdaniem powinien być postulat minimalny w polityce narkotykowej?

Depenalizacja, czyli powrót do rozwiązań sprzed 2000 roku: zgadzamy się, że posiadanie niewielkich ilości narkotyków na własny użytek jest czynem zabronionym, ale nie ma kary za jego popełnienie. Trzeba to tylko rozbudować o to, czego nie było do 2000 roku i z czego Ministerstwo Sprawiedliwości świadomie zrezygnowało przy okazji tej ostatniej zmiany ustawowej: czyli określenia maksymalnej ilości najczęściej używanych narkotyków, której posiadanie nie byłoby karane, w postaci tabeli wartości granicznych. W przeciwnym wypadku po jedenastu latach obowiązywania restrykcyjnej ustawy aparat ścigania mógłby uznać, że na przykład dwa gramy marihuany to już jest więcej niż „niewielka ilość”.

Ale to nie jest optymalne rozwiązanie?

Bardziej racjonalna byłaby dekryminalizacja, czyli stwierdzenie, że posiadanie niewielkich ilości nie jest przestępstwem. Jeśli jednak pozostajemy przy depenalizacji, to z tabelą wartości granicznych. Są już konkretne propozycje legislacyjne w tej sprawie, uwzględniające nawet wyjściowe wartości, na przykład piętnaście gramów, jeśli chodzi o marihuanę. Takie wartości są ustalone w większości krajów Unii Europejskiej.

Dopiero wtedy nastąpi faktyczna zmiana: pokażemy, że nie interesują nas represje, tylko model profilaktyczno-społeczno-leczniczy rozwiązywania problemów związanych z narkotykami.

A to jest do wywalczenia jeszcze w tej kadencji Sejmu?

Tak.

Ruch Palikota mówi w mediach o legalizacji marihuany.

To oznaczałoby legalizację obrotu narkotykami. Ten postulat jest dzisiaj nierealny i służy Palikotowi raczej do politycznego marketingu.

Może jednak opłaca się go wysuwać i ostatecznie zgodzić się na mniej?

Nie, to szkodliwe, bo wchodzimy w rozważania ekstremalne: albo pełna legalizacja, albo karanie. Przy takim postawieniu sprawy większość Polaków opowie się za karaniem, a politycy nie będą skłonni do racjonalnego podejścia. I będziemy stać w miejscu. Ale nie spodziewam się, że Palikot zacznie od zgłoszenia projektu legalizacyjnego, bo byłoby to niezgodne z międzynarodowymi konwencjami.

Depenalizacja z określeniem wartości granicznych plus legalizacja medycznego użycia marihuany –   to bardzo proste i możliwe dzisiaj rozwiązania. Gdyby Ruch Palikota zszedł na te rozsądne pozycje, to byłoby to znacznie bardziej korzystne społecznie.

A która z pozostałych partii mogłaby wesprzeć takie rozwiązania?

W SLD gotowy do rozmów jest Ryszard Kalisz; wypowiedzi Millera są niejednoznaczne. Również w Platformie Obywatelskiej jest duża grupa osób, którym bliskie są rozwiązania zdroworozsądkowe. I to od niej będzie teraz wszystko zależeć.

Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości, którego trudno posądzić o lewicowo-liberalne odchylenie, dostrzegał potrzebę usunięcia sprzeczności w prawie dotyczących medycznego użycia marihuany. Poparcie dla zgłoszonej przeze mnie w zeszłej kadencji Sejmu poprawki deklarowała też reszta Platformy, ale ostatecznie zrezygnowali ze względu na zbliżającą się wówczas kampanię wyborczą i zarzuty PIS-u, że „mafia ustawia prawo”. Merytorycznie byłem zrozumiany, zadecydowały przyczyny PR-owe.

Na czym właściwie polegają te sprzeczności?

To absurd, że morfina, która może powodować uzależnienie i szkody dla organizmu, może być przepisana przez każdego lekarza, a marihuana – choć nie stwierdza się przypadków uzależnienia –   nie. To kwestia wolności i praw człowieka: państwo nie może stosować zakazów tak wyraźnie naruszających zasadę proporcjonalności. Aspekt medyczny jest też ważny, bo zmienia przeświadczenie, że narkotyk to wyłącznie wcielone zło, a alkohol jest OK.

W dyskusjach o polityce narkotykowej używa się różnych argumentów: prawnych, społecznych, ekonomicznych i zdrowotnych. Które z nich są najskuteczniejsze?

Wszystkie są bardzo ważne, ale jest jeden rozstrzygający: państwo musi oceniać co jakiś czas, czy jego polityka przybliża nas do założonych celów. Taka ocena została dokonana i wiemy, że represyjne i restrykcyjne podejście do narkotyków nie przynosi efektów. To zresztą tylko połowa prawdy – ale już wystarczy, by zmienić prawo.

A jaka jest druga połowa?

Taka, że obecne prawo nie tylko nie działa, ale na dodatek przynosi dodatkowe szkody. I chodzi nie tylko o przepisy karne. Bo pośrednim skutkiem modelu restrykcyjno-represyjnego są problemy z rozwojem programów redukcji szkód. Mamy w kraju trzysta zgonów rocznie, którym można by zapobiec dzięki terapii substytucyjnej – czyli podawaniu metadonu czy buprenorfiny, które są również opioidami, ale nie mają w działaniu komponenty euforyzującej, jak na przykład heroina, a pozwalają się od niej uwolnić. Dzisiaj ludzie umierają, czekając w kolejce na to leczenie, bo jest obłożone absurdalnymi restrykcjami i są mu niechętne ośrodki prowadzące terapię na zasadzie „drug free”. Nielegalne opiaty można kupić na ulicy, ale metadon traktowany jest przez państwo jak bomba atomowa.

Jednocześnie wydajemy pieniądze na metody, które są nieskuteczne, ale pasują nam ideologicznie, jak stacjonarna terapia w ośrodkach, która polega na całkowitej abstynencji. Te ośrodki skutecznie lobbują u lokalnych władz, pokazując, że u nich przecież leczy się narkomanów, i nikt tego nie podważy. Tymczasem ta terapia odbywa się bez standardów postępowania i oceny efektów, a czasem z naruszeniem praw jednostki –   no i nie działa.

Wreszcie koszty społeczne: zamknięta i starzejąca się grupa opiatowców w wyniku ignorancji utożsamiana jest z okazjonalnymi użytkownikami miękkich narkotyków – młodymi ludźmi, którzy uczą się lub pracują, a zamiast bardzo szkodliwego alkoholu okazjonalnie używają marihuany. Są przeszukiwani, aresztowani, odbywają kary. Stają się przestępcami. Dlaczego alkoholu i papierosów, które wyrządzają nieproporcjonalnie większe szkody niż marihuana, nie tylko się nie zakazuje, ale jeszcze czerpie z obrotu nimi zyski pod postacią akcyzy?

Kto to wszystko wytłumaczy posłom?

Organizacje pozarządowe – działające oddolnie – i autorytety. Rozpoznawalne, szanowane postacie. Wałęsa, Szymborska i Kwaśniewski, którzy podpisali się pod listem otwartym w sprawie liberalizacji polityki narkotykowej, to dobry początek. Jeśli celebryci, to tacy, którzy są traktowani poważnie, żeby nie dodawać temu problemowi ekstrawagancji i błahości. Kształtowaniu racjonalnych postaw w społeczeństwie szkodzą na przykład masowo oglądane przez Polaków seriale. We wrażliwych politycznie kwestiach, jak narkotyki, in vitro czy aborcja, reprodukują one stereotypowe myślenie.

Żeby skutecznie rozmawiać z posłami, trzeba dobrze nakreślać cele. Hasło „palić, sadzić, zalegalizować” zamyka dzisiaj dyskusję i drogę do polityków, bo wokół marihuany narosły bardzo silne przesądy. Lepiej im przypominać, że w latach 50. i 60. nadmierne ograniczenia w dostępie do alkoholu powodowały ogromne szkody w postaci zgonów i uszkodzeń wzroku, bo ludzie kupowali alkohol na czarnym rynku, a nierzadko był to alkohol metylowy pochodzący z kradzieży. Dzisiaj alkohol może jest zbyt łatwo dostępny, ale zatrucia alkoholem metylowym w zasadzie się nie zdarzają. Sukces dopalaczy też w dużym stopniu wynikał z nadmiernej restrykcji w stosunku do marihuany.

Doświadczenia ostatnich lat w polityce narkotykowej potwierdziły znany od dawna fakt, że ludzie zawsze będą używać substancji psychoaktywnych. Żadne zakazy i kary tego nie zmienią. Polityka narkotykowa oparta na represjach i restrykcjach okazała się nieskuteczna we wszystkich krajach. Natomiast można zmienić podejście i główny nacisk położyć na redukcję szkód. Daje to pozytywne efekty w tak różnych krajach, jak Portugalia i Szwajcaria. Dlaczego Polska nie miałaby pójść tą drogą?

*Marek Balicki - dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie, były minister zdrowia
Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |10.12.2011 10:26:28
Na wstępie zaznaczę, że nie korzystam z narkotyków i nie mam zamiaru korzystać
(przynajmniej na razie). Uważam jednak, że podejście do nich cechuje ogromna
hipokryzja, zarówno u nas, jak i w większości cywilizowanego świata.
Mam pełne
prawo pójść do sklepu, kupić dziesięć butelek wódki, wrócić do domu i zapić się
na śmierć, ale jeżeli będę próbował przenieść się na tamten świat za pomocą
heroiny lub kokainy, to popełniam przestępstwo i
austriak   |10.12.2011 13:56:01
Oczywiście, że cechuje ogromna hipokryzja. Narkotyki to taki wdzięczny temat, bo
niby poważny, robi się z niego wielki problem (ok. 300 zgonów rocznie z powodu
zażywania narkotyków, proszę sobie teraz spojrzeć na liczbę zgonów spowodowanych
spożywaniem alkoholu), dlatego doskonały dla polityków, którzy mogą pokazać w
sejmie jakimi doskonałymi są mówcami i jak wspaniale dbają o przeciętnego
obywatela, żeby ten nie zrobił sobie czasem krzywdy. Gorzej, kiedy ten zechce
sam świadomie tę krzywdę sobie wyrządzić. Wtedy, żeby go chronić przed samym
sobą, trzeba go wpakować do więzienia na kilka lat, żeby mu to z głowy wybić.
Nie widzę powodu, żeby obywatelowi zakazywać w ogóle spożywania czegokolwiek, bo
to on jest właścicielem swojego ciała i jak je potraktuje, to powinna być
wyłącznie jego sprawa. Jeżeli ktoś przyjmuje szkodliwą dla siebie substancję, to
gdzie jest ofiara poza nim samym na własne życzenie? Pan Balicki mówi o
tabelkach i ilościach granicznych. Dlaczego to ma być właśnie 15 g? W czym 15 g
jest lepsze od 20 g albo 10 g? A gdzie tabelki, ile obywatel może posiadać w
domu alkoholu, papierosów, tłuszczów trans, soli czy glutaminianu sodu? Czy
państwo w ogóle powinno bawić się w "depenalizację", czyli tworzyć
przepisy, które z założenia mają być nieprzestrzegane?
Spokojny   |10.12.2011 15:42:11
Srodki psychoaktywne odmienne od alkoholu są nielegalne, ponieważ
doświadczenia po ich zażyciu nie mieszczą się w dyskursie i nie dają
się zagospodarować ani przez politykę, ani przez dominujące religie
ani przez rynek. Jeśli propaganda polityczna, religijna lub
rynkowa wysyła przekaz, to człowiek pod wpływem alkoholu jest w swoich
reakcjach przewidywalny. Człowiek pod wpływem marihuany czy LSD odbiera
takie przekazy w sposób, który dużo trudniej przewidywać czy
kontrolować. Dlatego tego typu środki będą zawsze spostrzegane przez władzę
jako zagrożenie. 

http://spokojny-blog.blogspot.com/
coffinek   |11.12.2011 01:24:00
Zgadzam się, że cechuje ogromna hipokryzja. Natomiast pewien sens w tym,
"żeby obywatelowi zakazywać w ogóle spożywania czegokolwiek", jest, jak
sądzę. Jestem w stanie wyobrazić sobie ludzi silnie uzależnionych (twarde
narkotyki, alkohol - marihuana jak raz raczej nie) stanowiących konkretne
zagrożenie na ulicach (kradzieże/wymuszanie w celu zdobycia środków na
podtrzymanie nałogu, na przykład).
Taki absolutny liberalizm w tej kwestii ma,
niestety, swoje dosyć poważne minusy.
austriak  - re: coffinek   |11.12.2011 04:52:38
Przecież kary za kradzieże i wymuszanie są przewidziane i je należy w takich
przypadkach stosować. Zakazywanie narkotyków tylko dlatego, że mogą (ale wcale
nie muszą!) być przyczyną dokonania przestępstwa jest niedorzeczne. Od seksu też
można się uzależnić, co może być powodem np. popełnienia gwałtu - też go należy
ograniczać albo kontrolować? Od wielu rzeczy można się uzależnić np. od gier
komputerowych czy jedzenia, co może nieść ze sobą przykre konsekwencje, a
których zakazywanie bądź regulowanie byłoby po prostu nadmierną interwencją
państwa w życie prywatne obywatela.
kot   |11.12.2011 09:59:41
Spokojny -trzeba skorzystać czwartej ikonki na pasku powyżej! Nie wiesz?
Paweu   |11.12.2011 22:54:53
"To kwestia wolności i praw człowieka: państwo nie może stosować zakazów tak
wyraźnie naruszających zasadę proporcjonalności." Najważniejsze, zasługujące
na wytłuszczenie słowa tekstu.
viking   |11.12.2011 23:12:12
@ austriak

Nie ma żadnej prostej zależności pomiędzy uzależnieniem od seksu
a gwałtem.
Pomiędzy zażyciem narkotyku a agresją i niebezpieczeństwem dla
otoczenia, natomiast jak najbardziej jest. Szczególnie dotyczy to amfetaminy
(psychoza amfetaminowa) oraz kokainy.
austriak  - re: viking   |11.12.2011 23:49:50
Oczywiście, że w przypadku narkotyku też nie ma prostej i koniecznej zależności.
Nie każde spożycie amfetaminy czy kokainy = agresja lub niebezpieczeństwo dla
otoczenia. Może spowodować, ale nie musi.
Stanisia   |12.12.2011 10:09:18
"Dlaczego alkoholu i papierosów, które wyrządzają nieproporcjonalnie większe
szkody niż marihuana, nie tylko się nie zakazuje, ale jeszcze czerpie z obrotu
nimi zyski pod postacią akcyzy?" Według mnie to właśnie wyjaśnia istotę
problemu. Dodałabym tylko, że alkohol, w przeciwieństwie do tytoniu (i
marihuany), wyrządza poważne szkody społeczne (choćby problem współuzależnienia
i DDA, nie mówiąc o przestępstwach popełnianych pod wpływem alkoholu), ale ze
względu na interes państwa i kulturowe uwarunkowania picia, wydaje się sprawą
nie do ruszenia. Alkohol to przecież taki swojski, wręcz narodowy narkotyk, a
marihuana jest obca i dlatego be.
Spokojny  - @ Austriak   |12.12.2011 10:15:07
Każdy jest właścicielem swojego ciała więc decyduje sam. To jest dobre. Tylko
pojawia mi się taka wątpliwość. A co z 9 latkiem? Czy 9 latek też jest
właścicielem swojego ciała? A 3 latek? Od kiedy zaczyna być właścicielem? Od 18
roku życia? A w czym 18 lat lepsze jest od 17,5 a 17,5 od 14,5?
Spokojny  - @ Stanisia   |12.12.2011 11:03:55
Przy okazji że wspomniałaś o DDA warto powiedzieć, że tzw. syndrom DDA w
takim sensie w jakim posługują się nim spece od leczenia uzależnień
w ogóle w rzeczywistości nie istnieje. Dynamika Jego wyodrębnienie to
efekt Barnuma. Tu nie jest miejsce, żeby to rozwijać, ale polecam na
przykład ten tekst:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level…
Dynamika psychiczna tzw. współuzależnienia opisywana tak jak ją się
rozumie w ruchach typu AA także nie do końca daje się empirycznie
uchwycić. To się raczej osobowością zależną lub masochistyczną
wyjaśnia.
viking   |12.12.2011 11:11:29
@ austriak

Uzależnienie od seksu, jeśli w ogóle istnieje (jest na ten temat
spór) jest uzależnieniem psychicznym. Nigdy nie spotkałem się też z opisem,
który by mówił, że istnieje jakaś korelacja pomiędzy nim a skłonnością do
gwałtu, który to najczęściej ma inne przyczyny psychologiczne.
Uzależnienie od
amfetaminy jest uzależnieniem fizycznym i związek pomiędzy nim a psychozą i
typową dla niej agresją, jest wykazany naukowo.
To, że coś określamy potocznie
tym samym terminem, nie oznacza, że ten termin określa porównywalne
zjawiska.
"Uzależnienie" od seksu/hazardu/gier komputerowych/pracy jest
zupełnie innym rodzajem uzależnienia, niż narkomania czy alkoholizm.
Zestawianie
ich razem, pokazuje niestety, że ktoś nie ma pojęcia, o czym mówi. Pozorny
absurd, jaki wyłania się z takich porównań i, który tak cieszy porównującego,
wynika tu właśnie z tego, że "uzależnienie od seksu", jest jedną z tych
problematycznych jednostek chorobowych, podobnie jak ADHD czy "syndrom
wypalenia zawodowego". Narkomania do nich nie należy i jeśli można ją z
czymś zestawiać, mówiąc o polityce państwa, to co najwyżej z alkoholizmem.
Mandark  - @viking   |12.12.2011 12:17:45
Uzależnienie od amfetaminy też jest uzależnieniem psychicznym. Zależność
fizyczna występuje tylko w przypadku niektórych narkotyków, np. heroiny. Przy
uzależnieniu psychicznym, czy to od substancji psychoaktywnej, czy gier
komputerowych/hazardu, dochodzi do zaburzenia funkcjonowania układu nagrody w
mózgu. Albo przez manipulację chemiczną, albo bardziej pośrednią.
Stanisia  - @ Spokojny   |12.12.2011 13:50:43
Dzięki za to uściślenie, ja również uważam, że problem jest dużo szerszy, np.
podobne cechy jak DDA wykazują dzieci pochodzące z innych rodzin dysfunkcyjnych.
Tak samo jak współuzależnienie oraz sam alkoholizm nie są prostymi pochodnymi
picia alkoholu.
Chodziło mi raczej o tę "proporcjonalność", o której
mówi Balicki: robi się wielki szum wokół marihuany, która jest u nas, w
porównaniu z alkoholem, spożywana w niewielkim stopniu, a uzależnienie od niej
co najmniej budzi wątpliwości, gdy tymczasem spożycie alkoholu, jak najbardziej
obarczone ryzykiem uzależnienia, pozostaje poza zainteresowaniem rządzących (dla
uspokojenia sumienia przeznacza się spore sumy na mało skuteczną profilaktykę i
terapie).
Spokojny   |12.12.2011 14:11:44
To rozróżnianie uzależnień na prawdziwe i umowne, fizyczne i psychiczne czy
jak tam jeszcze bywa bardzo grząskie. Spór o ich realność kryje
jednak coś dużo głębszego, z czego opcja intelektualna austriaka nie
chce sobie zdawać sprawy, bo uświadomienie sobie tego o czym teraz
wspomnę doprowadza całą ich koncepcję w krzaki. Otóż oni wierzą w coś
takiego, jak świadomy, odpowiedzialny sam za siebie podmiot który sam
decyduje i w dodatku pewnie jeszcze kieruje się
racjonalnością. Tymczasem to byt bardziej jeszcze wirtualny niż słynny
socjalistyczny "przeciętny klient". Żeby tego dowieść nie trzeba
nawet wołać na pomoc kogoś chorego na nerwicę natręctw, kto myje
ręce po sto razy dziennie aż mu skóra nie zejdzie, albo sprawdza drzwi
i okna tak długo, aż w ogóle już nie ma po co z domu wychodzić. On też
podejmuje sam te decyzje, choć chciałby przestać. Ale on nie jest
potrzebny. Wystarczy pokazać takich, co sobie tysiące razy coś przysiegają
i nie dotrzymują. Wkrótce nowy rok, więc znów tych
postanowień noworocznych będzie pełno. Albo takich, co się wiecznie
spóźniają choćby nie chcieli. I są wściekli sami na siebie, ale nie dają
rady. Czemu? Bo oprócz świadomego jest w nas jeszcze Nieświadome. Co
zrobi Nieświadome mogąc mieć dowolne leki bez recepty? Co zrobi
Nieświadome anorektyczki mogąc kupować środki na obniżenie apetytu na
kilogramy, albo Nieświadome chłopaczka w którego domu dzień w dzień ktoś
kogoś leje po łbie, jeśli mu dać swobodny dostęp w tym samym sklepie
do sterydów, amfetaminy i karabinów maszynowych? Ja nie muszę zgadywać, bo
wiem.

http://spokojny-blog.blogspot.com/
Łysy   |12.12.2011 15:09:22
Niezależnie od mądrych wywodów powyżej, mnie, jako prostego chłopaka,
najbardziej denerwuje to, że moje państwo dyktuje mi jak mogę spędzać wolny
czas. Czy taternictwo lub skoki spadochronowe powodują mniejsze skutki zdrowotne
od (okazjonalnego) palenia marihuany czy tripowania kwasowego? Śmiem wątpić. To
mój wybór, moje ryzyko i nikomu nic do tego! Problem narkotyków/używek z tego
punktu widzenia to wolnościowy problem fundamentalny
austriak   |12.12.2011 17:33:47
@Spokojny
Oczywiście, że 9-latek jest właścicielem swojego ciała, tak samo
jak 3-latek. Nigdzie też nie broniłem też granicy 18 lat jako pełnoletniości ani
też sensowności jej istnienia w takiej formie. Nawet jeśli zechcemy w ten sposób
ustalać kto jest już dorosły, a kto nie, to nie oznacza to przyzwolenia na
regulację wszystkiego tą samą arbitralną metodą.

@viking
Rozróżnienie na
uzależnienie psychiczne i fizyczne oraz klasyfikacja danej używki jako
powodującej to drugie nie jest usprawiedliwieniem dla istnienia zakazu, bo
uzależnienie jest problemem osoby zażywającej i samo w sobie nie czyni krzywdy
drugiemu człowiekowi, a więc nie wkracza w jej sferę wolności. Owszem, naukowo
udowodniono, ale tylko możliwość zaistnienia agresji (nie konieczności), która
jest tym bardziej prawdopodobna, im bardziej spożyta ilość zbliża się do
określonej wielkości dawki lub częstotliwości zażywania, które mogą takie skutki
spowodować. Nie każde jedno przyjęcie narkotyku do organizmu powoduje powstanie
agresji.
Spokojny   |12.12.2011 22:30:36
Zgoda. Z drugiej strony jak się zaczynam nad tym zastanawiać, to czasem myślę,
że jedzenie legalnych kwasów byłoby jakieś bez sensu.
Łysy   |13.12.2011 08:50:42
@Spokojny - faktycznie:)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.14618 Seconds