|
Wygrał Barroso, przegrała Unia |
|
|
Jan Smoleński
|
|
16.09.2009 |
Tak można skwitować wybór Portugalczyka na szefa Komisji Europejskiej. Parlament głosami europejskiej prawicy wybrał na drugą kadencję bodaj szefa najgorszej Komisji w historii Wspólnoty Europejskiej. Barroso pozwalał na socjalny dumping i ograniczanie praw związkowych, bezrefleksyjnie realizował neoliberalne dogmaty, narzucając krajom biedniejszym wymogi „konkurencyjności”, a także zachowując stoicki spokój (czytaj: bierność) wobec kryzysu, wreszcie z uporem godnym lepszej sprawy ignorował kwestie związane z ochroną środowiska. To tylko najpoważniejsze z całej litanii zarzutów, jakie postawiono Barroso. Nic nie wskazuje na to, by w drugiej kadencji szef Komisji miał coś w swojej postawie zmienić. Tym samym szanse na budowę Unii socjalnej, stojącej na straży praw człowieka, oddalają się o co najmniej pięć lat.
Jedną z najgorszych konsekwencji rynkowego fundamentalizmu Barroso będzie dalsza depolityzacja instytucji unijnych (w imię przekazania ich w ręce „ekspertów”). Komisja Europejska pozostanie polem walki lobby wielkich kapitałów, ciałem zupełnie obcym obywatelom UE. Skutkiem tej neoliberalnej nieufności wobec obywateli (bo czym innym można tłumaczyć osłabianie ich wpływu na unijnych decydentów?) będzie pogłębienie obecnego kryzysu legitymizacji całego projektu Unii. Obrońcy Barroso twierdzą, że sprzeciwiał się narodowemu protekcjonizmowi wewnątrz UE w reakcji na kryzys, ale to właśnie jego działania grożą odrodzeniem nacjonalizmu (skoro tylko poprzez państwo narodowe da się „załatwić coś dla siebie”). Doskonałym przykładem tej logiki jest Polska: „wszyscy Polacy” cieszyli się z wyboru Buzka na szefa PE, bo dzięki temu Polska będzie miała „ważne stanowisko”.
Mleko się rozlało, ale jest po czym płakać. Europa nie ma kolejnych pięciu lat do stracenia. Dlatego europejska lewica powinna przemyśleć przyczyny swojej porażki (a leżą one w tym, że swego czasu starała się być bardziej liberalna od liberałów) i stworzyć program oparty o wartości bliskie lewicy: solidarność społeczną i troską o dobro wspólne. Przestać mówić językiem swoich wrogów i szykować się do kolejnych eurowyborów. Wtedy będzie szansa na odzyskanie Brukseli.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.09.2009 )
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...