|
Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: „Gazeta Wyborcza” opublikowała dziś list Władimira Putina do Polaków. Premier Rosji napisał m.in., że pakt Ribbentrop-Mołotow był błędem, ale też powstał już po podpisaniu podobnych dokumentów z hitlerowskimi Niemcami przez państwa europy zachodniej. Jak pan ten list ocenia?
Prof. Andrzej Walicki*: Oceniam go bardzo dobrze. Nie widzę w nim nic specjalnie kontrowersyjnego. Był on napisany tonem pojednawczym.
Pamiętajmy, że najważniejsze są jutrzejsze obchody 70. rocznicy ataku na Westerplatte, które – jeśli wszystko dobrze pójdzie - mogą być dla Polski wielkim sukcesem. Toczy się spór o to, kiedy faktycznie wybuchła II wojna światowa: czy 3 września, gdy Francja i Anglia wypowiedziały wojnę Niemcom, czy może w momencie włączenia się do wojny USA i ZSRR? W Polsce uważa się, że rozpoczęciem był 1 września 1939 i z okazji tej rocznicy udało się zaprosić i kanclerz Angelę Merkel i premiera Rosji Władimira Putina. Jest to niewątpliwy sukces polskiej dyplomacji. Celem tych uroczystości jest podniesienie prestiżu Polski, na tym powinniśmy się koncentrować, a nie na sprawach historycznych, które mogą dzielić.
Już w kwietniu w Parlamencie Europejskim część polskich europosłów proponowała, by za początek drugiej wojny światowej uznać podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i uczynić ten dzień dniem ofiar obydwu totalitaryzmów. Niestety od jakiegoś czasu pojawiają się regularnie w polskiej prasie nawoływania, by jutro premier Donald Tusk powiedział coś o pakcie Ribbentrop Mołotow. W przypadku Tuska jestem raczej spokojny, ale na obchodach będzie również prezydent Kaczyński, który może coś powiedzieć. Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie do żadnego skandalu.
Jak należy oceniać list Putina w kontekście choćby filmu stawiającego tezę, że to Polacy odpowiadają za pakt Ribbentrop-Mołotow?
Po pierwsze, należy pamiętać, że Rosja potępiała już pakt Ribbentrop-Mołotow i właściwie nigdy nie był on tajemnicą, o czym świadczą choćby powieści Ilji Erenburga.
Po drugie, tak jak rządu polskiego nie można obarczać odpowiedzialnością za wszystkie antyrosyjskie rzeczy, które pojawiają się w prasie czy w telewizji, tak samo nie można obarczać Putina czy Miedwiediewa o każdy antypolski wybryk. Widziałem niedawno francusko-polsko-litewski film, w którym Putina przedstawiano jako spadkobiercę Stalina i imperialnych carów i nikt nie obarczał odpowiedzialnością za to premierów. To nie jest tak, że każdy program telewizyjny emitowany jest z polecenia Putina, aczkolwiek może być mu on na rękę.
A jak należy interpretować zapowiedź ujawnienia dokumentów, które Rosjanie zapowiedzieli na jutro?
Jest to moim zdaniem reakcja na antyrosyjskie komentarze w prasie polskiej, zachowanie, które ma udowodnić, że my też możemy zrobić coś przykrego. Nie wiemy, jakie to będą dokumenty i ich weryfikacja zajmie trochę czasu. To jest taka gra, w której każdy pokazuje, że ma po swojej stronie osoby, które byłyby zadowolone, gdyby nic dobrego z tej wizyty nie wyszło.
W sytuacji, gdy kanclerz Niemiec i premier Rosji przyjeżdżają do 1 września do Polski, powinniśmy unikać prowokacji. W dyskusje na trudne tematy historyczne możemy wdawać się później. Putin w liście do Polaków bardzo dyplomatycznie przedstawił stanowisko Rosji i należy sobie życzyć, aby nie doszło do żadnych prowokacji. Udana współpraca jest w interesie Polski, Rosji i Niemiec.
*prof. Andrzej Walicki - historyk idei, wybitny znawca myśli rosyjskiej, autor kilkuset publikacji naukowych, w tym m.in. podręcznika Zarys myśli rosyjskiej. Od Oświecenia do Renesansu religijno-filozoficznego oraz książki Marksizm i skok do królestwa wolności, należących do kanonu światowej humanistyki XX wieku.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...