|
Reforma rolna z 1944 roku doprowadziła do zniszczenia elity „rozporządzającej potencjałem materialnym i intelektualnym, związanej z Kościołem katolickim, oddanej idei niepodległości Polski” - przekonuje we wczorajszej „Rzeczpospolitej” Marcin Schirmer, szef Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. W efekcie brutalnie przeprowadzonego wywłaszczania wieś stała się jakoby „kulturową pustynią”. „To do dziś przemilczana zbrodnia na narodzie polskim”- patetycznie konkluduje Schirmer.
To prawda, że reformy nie przeprowadzono delikatnie, a wywłaszczonym ziemianom nie wypłacono odszkodowań. Prawdą jest nawet to, że przed wojną ziemiaństwo polskie dysponowało potencjałem materialnym (cokolwiek to znaczy). Kłamstwem jest jednak, co zdaje się sugerować Schirmer, że ziemianie byli przed wojną dobrodziejami polskiej wsi. Stosunki społeczne na wsi do połowy XIX w. bardzo przypominały porządki panujące na niewolniczym południu Stanów Zjednoczonych, a i w II RP nierówności społeczne były na wsi porażające. Robotnicy rolni zarabiali złotówkę dziennie (sic!), a gospodarstwa chłopów przypominały zachodnim dyplomatom skansen, czego nie zapomnieli odnotować w swych wspomnieniach np. rezydujący w Polsce Szwedzi. Polska arystokracja z kolei nie widziała nic złego w pławieniu się w dostatku, podczas gdy za bramami dworów ludzie żyli w skrajnej nędzy.
Reforma rolna nie była inspirowaną przez Stalina zbrodnią komunistów na polskich ziemianach i narodzie. Jej przeprowadzenie podczas II wojny światowej obiecywało podziemie niepodległościowe, obiecywał też rząd w Londynie. Wykonały ją władze komunistyczne po prostu dlatego, że miały w Polsce realną władzę (dlatego nazywały się władzami). Oczywiście mogły dokonać tego delikatniej, lecz sam projekt parcelacji ziemi był unowocześnieniem archaicznych stosunków własności na polskiej wsi. Wbrew temu, co pisze Schirmer, doprowadził on też do polepszenia się poziomu kultury na wsi. Faktem jest, że przed wojną arystokracja w dworach miała biblioteczki i zbiory portretów rodzinnych, ale to władza ludowa skuteczniej zwalczała wśród chłopów analfabetyzm niż kultywujący sarmatyzm ziemianie.
Z tą niepodległością to również nie do końca tak. Przed 1918 rokiem to socjaliści domagali się niepodległości i o nią walczyli (choćby Rewolucja 1905 roku). To socjaliści ryzykowali życiem w walce o niepodległość. Konserwatywni ziemianie, którym np. carat nie odbierał ziemi, woleli podówczas wspominać Jana III Sobieskiego pod Wiedniem niż tworzyć organizacje konspiracyjne. Ciekawe więc, ile w tym ziemiańskim spóźnionym przywiązaniu do niepodległości, o którym pisze Schirmer, było faktycznie przywiązania do własnych przywilejów, osadzonych w stosunkach klasowych sanacyjnej Polski?
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...