NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Proponowane zmiany w Konstytucji |
|
|
Michał Syska
|
|
25.11.2009 |
Gdy Zhou Enlai zapytano o ocenę Rewolucji Francuskiej, chiński premier miał stwierdzić, że jest jeszcze za wcześnie, aby – po dwustu latach – oceniać jej konsekwencje.
Polska konstytucja została przyjęta w ogólnonarodowym referendum dwanaście lat temu. Dla Donalda Tuska ten krótki okres był wystarczający, aby zaproponować znaczące zmiany w jej zapisach. A przecież to stabilność ustawy zasadniczej powinna być – według konstytucjonalistów – jedną z jej podstawowych cech.
Dopiero w dłuższej perspektywie czasowej można rzetelnie ocenić zawarte w konstytucji rozwiązania ustrojowe oraz działania ustanowionych na jej podstawie instytucji. Ewentualne zmiany powinny być efektem namysłu i pracy specjalistów z dziedziny prawa konstytucyjnego, otwartej debaty publicznej oraz w miarę szerokiego konsensusu głównych sił politycznych. Nie mogą być one w żadnej mierze dyktowane bieżącym interesem danej partii czy polityki. Nie powinny one w końcu stanowić panaceum na niezdolność elit politycznych do przestrzegania dobrego obyczaju i ich skłonność do nadinterpretacji przepisów tak, by służyły one za oręż w walce z politycznym przeciwnikiem.
Propozycje Donalda Tuska na pewno nie płyną z troski o ustrój państwa. Ich publiczną prezentację należy traktować jako element bieżącej polityki. Choćby tylko z tego powodu nie zasługują one na miano poważnego projektu. Sama istota zgłaszanych postulatów jest również mocno dyskusyjna. Chciałbym zwrócić uwagę na jeden z nich.
Donald Tusk zaproponował zmniejszenie liczby parlamentarzystów. Pomysł ten można potraktować jako ciąg dalszy trwającej od powstania Platformy Obywatelskiej kampanii „antypartyjnej”.
Przypomnijmy, że PO powstawała jako antyestablishmentowy (choć tworzony przez członków establishmentu) ruch społeczny budujący swój wizerunek jako antypartia wymierzona w ówczesną elitę polityczną, według słów Tuska „klasę próżniaczą” (choć od samego początku PO stawała się klasyczną partią przy udziale prominentnych przedstawicieli „klasy próżniaczej”). Owa antyelitarna i antypartyjna retoryka jest charakterystyczna dla populistycznych partii prawicowych, które chcą budować swój wizerunek jako rzeczników ludu (obywateli).
Postulat zmniejszenia liczby parlamentarzystów doskonale pokazuje, jak pod populistycznymi hasłami antyelitarnymi (uderzenie w „klasę próżniczą”) wprowadza się tak naprawdę rozwiązania osłabiające pozycję tzw. zwykłych ludzi.
Na początek zaznaczmy, że polski Sejm pod względem liczby posłów nie odbiega od parlamentów krajów o podobnej do Polski wielkości. We francuskim Zgromadzeniu Narodowym zasiada 577 deputowanych, w Bundestagu ta liczba jest ruchoma, ale oscyluje w okolicach 600 osób, w hiszpańskich Kortezach zasiada 259 senatorów i 350 deputowanych.
Zmniejszenie liczby parlamentarzystów uderzy w niezamożnych ludzi w średnich i małych miejscowościach. W wielu filiach biur poselskich, które funkcjonują w powiatach i gminach, można uzyskać bezpłatną poradę prawną. Dzięki poselskim interwencjom zwykły obywatel często kończy sukcesem swoje batalie z urzędniczą znieczulicą w lokalnej administracji, skutecznie domaga się należnych świadczeń od instytucji samorządowych czy państwowych. W poczekalniach biur poselskich często spotkać można starszych, zdesperowanych ludzi, dla których pomoc ze strony posła jest ostatnią deską ratunku.
Skuteczna pomoc w rozwiązywaniu ich problemów nie tylko oznacza dla nich realne wsparcie, ale także przełamuje zakorzeniony w społeczeństwie, negatywny stereotyp o „klasie próżniaczej”. Wzbudza też zaufanie do demokratycznych instytucji.
Gdyby Donaldowi Tuskowi udało się zrealizować swój zamysł dotyczący zmniejszenia liczby parlamentarzystów, tysiące ludzi zostałoby pozbawionych dostępu do bezpłatnych porad prawnych. Swoich demokratycznie wybranych przedstawicieli mogliby oglądać jedynie w coraz bardziej tabloidalnych telewizjach. W ten sposób osiągnęlibyśmy postęp w pogłębianiu nieufności społeczeństwa wobec polityków i samej demokracji.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 25.11.2009 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...