Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Obama: Podatek za kryzys |
|
|
Adam Leszczyński
|
|
15.01.2010 |
Nie znamy szczegółów planu Obamy, tylko jego założenia.
Po pierwsze - chodzi o to, żeby zwrócić amerykańskim podatnikom część pieniędzy, które otrzymały banki w ramach pomocy publicznej w czasie głębokiego kryzysu finansowego. Wtedy ta pomoc była uzasadniona. Wiemy jednak, że później banki miały rekordowe zyski i dziś wypłacają ogromne premie swoim pracownikom. Amerykanie - którzy borykają się z rekordowym jak na ich warunki bezrobociem - uważają zatem, że podatnikom potrzebna jest rekompesata. Jest powszechna świadomość - także wśród wielu komentatorów liberalnych - że płace w bankach są absurdalnie wywindowane i nie mają społecznego ani biznesowego uzasadnienia. To przemawia na rzecz wprowadzenia podatku.
Po drugie - podatek został tak pomyślany, żeby zmniejszyć dominację kilku największych banków w amerykańskim systemie finansowym. Duża koncentracja kapitału w kilku wielkich instytucjach stwarza ryzyko dla całego systemu. Stwarza bowiem dla bankierów pokusę, aby podejmować ryzykowane operacje finansowe. Wiedzą, że ich instytucje są tak duże, że cokolwiek zrobią, to rząd nie pozwoli im zbankrutować. Bankierzy wykorzystują tę uprzywilejowaną pozycję i pozwalają sobie na duże ryzyko, bo mają pewność, że jak im się nie uda, i tak zapłacą podatnicy. Podatek ma objąć największe banki. Jeżeli przesuną go na swoich klientów - każąc im płacić więcej - będą oni mieli motywacje, żeby przejść do mniejszych banków, które tego podatku nie będą musiały płacić. To sposób na zmniejszenie koncentracji kapitału w kilku największych instytucjach.
Po trzecie - warto mieć świadomość, że z kwot setek miliardów dolarów przeznaczonych na ratowanie banków tylko niewielka część została naprawdę wydana. Realne nakłady podatników z tytułu ratowania banków są rzeczywiście duże - przekraczają 100 mld dolarów - ale w skali gospodarki amerykańskiej nie są to niewyobrażalne kwoty. Część z tych pieniędzy w dodatku pewnie uda się odzyskać. Oczywiście podatnicy poniosą straty, ale będą one mniejsze, niż wcześniej oceniano.
Pytanie, co amerykańscy podatnicy za swoje pieniądze kupili. Jedna korzyść jest oczywista - uratowano system finansowy, a więc i całą gospodarkę, przed zapaścią. Być może jednak można było wykorzystać chwilową władzę państwa nad instytucjami finansowymi, aby narzucić im korzystniejsze ze społecznego punktu widzenia zasady działania, np. utrudniając prowadzenie ryzykownych operacji finansowych. Nacjonalizacja banków, które miały problemy, nie wchodziła w grę od początku. Zaplecze administracji Obamy to pierwszy szereg światowych ekonomistów. Dominował wśród nich pogląd, że lepiej, aby banki pozostały w rękach prywatnych. Uważano, że państwo fundamentalnie gorzej się sprawdzi w zarządzaniu bankami. Możemy się z tym zgadzać, czy nie - ale taki był pogląd administracji Obamy. Decyzja o tym, żeby nie nacjonalizować - tylko dofinansować - została podjęta z pełną świadomością konsekwencji.
Miała jednak swoje koszty: sektora finansowego nie udało się postawić na trwalszych podstawach. Dziś bankierzy wracają do nawyków sprzed kryzysu, o czym najlepiej świadczą premie sięgające milionów dolarów na osobę. Podatek, o którym mówi Obama, ma przekonać opinię publiczną, że nie ma powrotu do ekscesów, jakie miału miejsce przed wybuchem kryzysu. Wątpię, żeby to się udało.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 16.01.2010 )
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...