|
Pokojową Nagrodę Nobla dla prezydenta USA komentują Jarosław Lipszyc, Janina Ochojska, Mikołaj Pancewicz, Jan Smoleński.
Mikołaj Pancewicz, KP: Dlaczego podoba mi się Nobel dla Obamy?
Komitet przyznający Pokojową Nagrodę Nobla chce najwyraźniej kreować
rzeczywistość a nie tylko post-factum ją opisywać. Tylko czy jest w tym
coś złego? Przyznawane w przeszłości często nagrody dla rozmaitych
dysydentów też nie były nagrodami za osiągnięcia na arenie
międzynarodowej, ale za sprzeciw i wykonaną pracę. Lech Wałęsa w 1983
roku był byłym przywódcą ruchu społecznego, który w tamtym momencie
wydawał się porażką (miałem wtedy 7 lat, więc nie pamiętam, ale wydaje
mi się że mało kto wówczas liczył na zwycięstwo Solidarności).
Przeglądając na szybko historię Pokojowych Nobli odnoszę wrażenie, że
często były one przyznawane za starania bardziej niż osiągnięcia. Choć
z pewnością osoby te do rozpowszechniania idei pokoju się przyczyniały.
Nie rozumiem dlatego świętego oburzenia jakie wywołał Nobel dla Obamy.
Dalajlama, Aung San Suu Kyi, Misje Pokojowe ONZ (!), Międzynarodowa
Agencja Energii Atomowej, Al Gore i Międzyrządowy Zespół ds. Zmian
Klimatu – to wszystko przykłady szlachetnych działań, których efekty są
trudne do oszacowania. W każdym z tych przypadków przyznanie nagrody
miało na celu polityczne wsparcie. Czymże od nich wszystkich
różni się ten Obamy?
Obama ma władzę. Oczekiwania wobec ludzi władzy są znacznie większe.
Ale takie docenienie i próba wsparcia czy też wpłynięcia na politykę
Prezydenta USA jest wg mnie oznaką politycznej odwagi i przenikliwości.
To w rękach Baracka Obamy znajduje się pokojowa egzystencja wielu
narodów.
Jarosław Lipszyc, KP: Przedwczesna nagroda
Nagroda jest pryncypialna, więc i reakcja powinna być pryncypialna. W bazie Guantanamo - i nie tylko - nadal przetrzymuje się ludzi bez prawomocnych wyroków sądowych, trwają wojny w Afganistanie i w Iraku, tortury są nadal legalne. Nie wiem co Obama zrobi w przyszłości, ale na nagrody jest zdecydowanie za wcześnie.
Można by oczywiście uznać coś, że to wielkie zobowiązanie dla Obamy, ale z takimi zobowiązujacymi Noblami - jak w przypadku Nobla dla Peresa, Rabina i Arafata - do tej pory bywało słabo. A przyzwoitych, naprawdę zasłużonych kandydatów nie brakuje.
Janina Ochojska, PAH: Dobre chęci to za mało
Barack Obama podoba mi się jako prezydent USA, podobają mi się jego deklaracje, ale uważam, że przyznawanie mu Nobla zanim jeszcze coś osiągnął jest przedwczesne. Życzę Obamie, żeby wszystkie swoje obietnice spełnił, wierzę też w jego dobrą wolę. W moim przekonaniu jednak na nagrodę bardziej zasługiwali chińscy dysydenci czy organizacja Memoriał, ich dokonania warto pokazać. Moje wątpliwości budzi również samo uzasadnienie. Jeżeli miałabym powiedzieć, czego obawiam się najbardziej w świecie, to raczej nie broni nuklearnej. W tym momencie na świecie toczy się około 50 konfliktów, mamy ileś reżimów, mamy klęski żywiołowe, z którymi ludzie bardzo dzielnie walczą. Ich niestety się pomija. Co przeciętny Polak wie o konflikcie w Demokratycznej Republice Konga?
Obama, jeśli miałby dokonać czegoś wielkiego, to i tak tego dokona, ma władzę, która mu to umożliwi. Ale są ludzie którzy narażają swoje zdrowie, nieraz życie, dla pokoju w świecie. Moim zdaniem taki wybór jest jednoznacznym przekazem, że tylko wielcy w świecie mogą coś zrobić, a ty szary człowieczku, jeśli chcesz, trudź się, ale to nie ma takiego znaczenia. Zamknęliśmy się w świecie VIP-ów a pominęliśmy inny, moim zdaniem ważniejszy wymiar walki o pokój. Niestety Pokojowa Nagroda Nobla traci na znaczeniu. Obama czy Gore to są ludzie, których zadaniem jest robienie tego, co robią. Prezydent USA ma pewne obowiązki, wśród nich robienie wszystkiego, by w świecie był pokój. Tylko czy na pewno zagraża nam wojna nuklearna? Ja się bardziej martwię tym, co się dzieje w Kongo lub w Palestynie.
Jakoś tak się ostatnio dzieje, że Nobla dostają ludzie, wobec których ma się pewne oczekiwania. Mnie to dziwi. Przypomina mi się Nobel dla Arafata, Peresa i Rabina. Czy ktoś dziś przyznałby Nobla Arafatowi? Choć widać, że Barack Obama zerwał z polityką Goerge’a Busha, to na razie ma tylko dobre chęci, a wobec niego są spore oczekiwania. Tylko, czy za to należy dawać Nobla? Wg mnie przyznanie tej nagrody nie spowoduje jakichś zmian w polityce Obamy.
Notował Jan Smoleński
Jan Smoleński: Zdziwienie reakcją zdziwionego
Przyznanie Nagrody Nobla Barackowi Obamie wprawiło mnie w lekkie
zdziwienie, lecz w jeszcze większą konsternację wprawił mnie komentarz
Romana Imielskiego z „Gazety Wyborczej”. Imielski uznał, że tegoroczna
nagroda to piąty „NieNobel” w tym stuleciu. Poprzednie to nagrody za
działalność ekologiczną dla Ala Gore’a (2007) i Wangari Maathai (2004),
dla Międzynarodowej Agencji Atomowej (2005) oraz Muhammadowi Yunusowi
za mikrokredyty.
O ile w kwestię Nobli dla MAA i Obamy nie wnikam, o tyle warto by
wyjaśnić pozostałe. Już teraz woda - związana z ekologią jakkolwiek by
patrzeć - staje się powodem przemocy, zabójstw, a jej brak, spowodowany
zawłaszczaniem źródeł i kanałów dystrybucji m. in. przez korporacje
wywodzące się z bogatej północy, prowadzi do wieluset tysięcy zgonów
rocznie. Coraz większe niedobory wody są spowodowane właśnie zmianami
klimatycznymi, do których kraje bogatej północy proporcjonalnie
przykładają się najbardziej. Klimatolodzy i hydrolodzy mówią, że już
niedługo o wodę będzie się walczyć jak o ropę. Czyli również rozpętując
wojny.
Z kolei mikrokredyty to próba rozwiązania problemów biedoty w slumsach,
wynikających z wymuszania przez międzynarodowe instytucje finansowe
wdrażania programów dostosowania strukturalnego (nie muszę chyba
przypominać, że w tych instytucjach najwięcej mają do powiedzenia
przedstawiciele krajów zamożnych). Mikrokredyty to nie jest oczywiście
panaceum i wymaga również dodatkowych interwencji państwa, ale tam,
gdzie działają, zazwyczaj jakoś pomagają. Dodatkowo należy pamiętać o
tym, że osiedla biedy są bardzo podatne na ekstremizm. Dział
zagraniczny GW chyba wie, że co to jest Strefa Gazy i czym się różni od
Zachodniego Brzegu (podpowiem: w Gazie mamy katastrofę humanitarną i
dlatego rządzi tam islamistyczny Hamas, a nie skorumpowany, lecz
bardziej skłonny do negocjacji z Izraelem Fatah). Nie bez powodu też
wszystkimi sprawcami zamachów samobójczych w Maroko byli mężczyźni
wywodzący się z dzielnic nędzy w Casablance.
Sprzeciw wobec pokojowych Nobli za działania ekologiczne i ekonomiczne
pokazuje, że wrażliwi liberałowie z bogatych krajów chcieliby
ograniczyć działanie na rzecz pokoju do sprzeciwu wobec totalitarnych
reżimów, które dość łatwo można zredukować do barbarzyństwa konkretnych
państw. Jednak pokój na świecie wymaga czegoś więcej: rozwiązywania
globalnych problemów, które dotkną wszystkich na całym świecie i do
których liberałowie z krajów bogatych również się przyłożyli.
Czytaj też komentarz: Wbrew intencjom
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...