|
Gdula: Przyjaźń polsko-ukraińska? |
|
|
Maciej Gdula
|
|
08.09.2009 |
Dla Julii Tymoszenko ważniejsza od spotkania z Donaldem Tuskiem była wizyta u Muammara Kaddafiego i rozmowy o projekcie powołania strefy wolnego handlu. Lech Kaczyński odwołał wizytę w Sahryniu, gdzie uczestniczyć miał w odsłonięciu pomnika ofiar Ukraińców pomordowanych przez AK. Wiktor Juszczenko nie otworzy z Lechem Kaczyńskim Domu Ludu w Przemyślu, oddanego Ukraińcom po wielu latach przez władze miasta. Trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć, że polskie i ukraińskie deklaracje o strategicznym partnerstwie są już tylko pustymi frazesami.
Przez ostatnie lata obie strony wolały raczej idealizować obraz sąsiada, niż zmierzyć się z rzeczywistością. Polacy przymykali oko na ukraiński nacjonalizm, niedemokratyczne tendencje podczas rządów Kuczmy (np. zabójstwo Gongadze) i oligarchizację życia gospodarczego. Ukraińcy nie stawiali zbyt wysokich wymagań debacie nad historią polskiej polityki wobec Ukrainy i nie zadawali pytań o nasze zaangażowanie międzynarodowe, przybierające postać uczestnictwa w nielegalnych misjach wojennych lub przymykania oka na naruszanie praw człowieka - a byłyby to pytania bardzo zasadne wobec kraju obiecującego wprowadzenie Ukrainy do świata „zachodniej demokracji”.
Zamiast tworzyć realne więzi gospodarcze, ułatwiać przekraczanie granic i wspólnie podejmować znaczące przedsięwzięcia kulturalne, budowano dom od dachu, licząc, że dobre kontakty na najwyższych szczeblach pozwolą nawiązać bliskie relacje z Ukrainą. Dziś ta polityka doszła do ściany. Pewne jest, że jeśli ma istnieć przyjaźń polsko-ukraińska, obie strony muszą być gotowe coś dla niej poświęcić.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 08.09.2009 )
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...