Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Deficyt przedwyborczy |
|
|
Piotr Kuczyński, Xelion
|
|
07.09.2009 |
W sobotę minister finansów Jacek Rostowski zamieścił w gazetach list, w którym informuje, że deficyt budżetowy planowany na rok 2010 wyniesie 52,2 mld złotych, czyli o 25 mld więcej niż na ten rok i o 14-20 mld więcej niż oczekiwali ekonomiści. Co takiego się stało, że rząd zrezygnował z obrony świętej krowy, jaką był deficyt? Media informują, że nie wiadomo, że przychody są niskie i, że zaczął się dramat. Nie do końca tak jest.
Wzrost deficytu spowodowany jest w dużej części włączeniem do budżetu centralnego kilku składników (m.in. Krajowego Funduszu Drogowego). Deficyt finansów publicznych (szersza kategoria) ma wzrosnąć z 6 do 7 procent PKB, czyli o około 13 mld złotych, a deficyt budżetu centralnego (węższa kategoria) o 25 mld złotych. Wniosek jest prosty – minister urealnił deficyt. Gdyby nie stosowano kreatywnej księgowości, już w tym roku wyniósłby on dużo więcej niż 40 mld złotych, a nie 27 mld. Owszem, zwiększył też deficyt, ale o dużo mniej niż 25 mld.
Po co minister finansów to zrobił? Odpowiedź jest prosta. Rok 2010 jest rokiem wyborów prezydenckich. Taki deficyt daje możliwości manewru. W przypadku problemów zawsze będzie można znowu zmusić KFD i FUS do wzięcia kredytów, co zmniejszy deficyt budżetu centralnego. Jeśli w tym roku zadłużenie przekroczy 50% PKB, to stosunek deficytu do przychodów w budżecie na 2011 rok musi być mniejszy bądź równy tegorocznemu. Nawet jeśli deficyt przełamie pierwszy próg ostrożnościowy, to na 2011 rok – rok wyborów do sejmu – również będzie można wstawić deficyt niewiele mniejszy niż 50 mld. Ważne jest też to, co działoby się z budżetem na 2012 rok szykowanym przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku. Tutaj można zastosować to samo rozumowanie – oczywiście pod warunkiem, że zadłużenie nie przekroczy 55 proc. Inaczej mówiąc: minister przygotował bazę na lata 2010-2011. To bardzo przemyślana taktyka.
Wysłanie w piątek wieczorem listu do gazet było przemyślanym posunięciem. W czasie weekendu politycy się wyzłośliwili, ekonomiści (niektórzy) powiedzieli, że to było tylko urealnienie, o którym wspominałem powyżej. Nic dziwnego, że giełda informację o deficycie w ogóle zlekceważyła (indeksy rosły), a złoty stracił kosmetycznie. We wtorek rząd ma przedstawić projekt budżetu na rok 2010. Najważniejsze może być to, co powie minister finansów na temat deficytu budżetowego i ścieżki schodzenia z dużego deficytu. Nie wykluczam, że zapowie, iż rząd pracuję nad dużą reformą finansów tak, żeby po wyborach prezydenckich w 2010 roku można ją było wprowadzić w życie, co uchroni nas przed późniejszą katastrofą. Takim stwierdzeniem minister ubiłby dwa gołębie jednym strzałem – dał powód do radości rynkom finansowym i dostarczyłby wyborcom dodatkowego argumentu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.09.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...