Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem. Daniel Cohn-Bendit
Alicja Tysiąc wygrała, ale dyskurs publiczny nie zmieni się szybko. Ksiądz Gancarczyk powtarza, że opublikowałby ponownie takie artykuły, jakie ukazały się w „Gościu Niedzielnym”. Strona pozwana zapowiada apelację.
Zgodnie z wyrokiem gazeta musi opublikować na swoich łamach przeprosiny, a Alicja Tysiąc tytułem zadośćuczynienia otrzyma 30 000 zł. Sąd oddalił jednak częściowo pozew. Uznając zarzuty, oparł się przede wszystkim na skrajnych stwierdzeniach, porównujących postępowanie Alicji Tysiąc do działań faszystowskich zbrodniarzy. Nie uznał jednak (przynajmniej w wyroku, choć uczynił to w uzasadnieniu) za równie obraźliwe dla powódki takie opinie opublikowane w ”GN”, które sugerowały, że chciała ona zabić swoje dziecko, że nie chciała swego dziecka oraz że skoro otrzymała za nie zadośćuczynienie od polskiego rządu, to powinna je oddać.
Uzasadnienie brzmiało tak, jakby dotyczyło nieco innego wyroku, bardziej korzystnego dla powódki. Sąd potępił jako wyjątkowo obraźliwe stwierdzenie, że Alicja Tysiąc chciała zabić swoje dziecko, ale nie wyciągnął z tego konsekwencji w sentencji wyroku. Tym samym stanął raczej w obronie Polski i jej ewentualnej opinii w świecie (piętnując wypowiedzi negatywistyczne) niż Alicji Tysiąc jako kobiety i matki, która ma prawo walczyć o swoją godność, zdrowie i własną ocenę moralną. Wyrok pójdzie w świat. Uzasadnienie, które zawierało powyższe stwierdzenia, przeniknie do opinii publicznej w wersji okrojonej, zinterpretowanej, pociętej.
To rzetelne, szczegółowo analizujące wszystkie dziesięć szkalujących Alicję Tysiąc artykułów uzasadnienie wyroku było jednak z kilku względów przełomowe:
- jasno i zwięźle wykazywało, że poglądy katolickie nie są jedyne i powszechne w Polsce oraz że nie są one ponad prawem;
- pokazywało na przykładach pogardę i upokorzenia, z jakimi spotkała się Alicja Tysiąc; posłużono się w nim nowym w Polsce i zbyt rzadko stosowanym pojęciem „mowa nienawiści”;
- zwracało uwagę, że wolność mediów nie powinna być rozumiana jako ekspresja agresji oraz że jako taka nie rozwija ona dyskursu społecznego ani nie rozwiązuje konfliktu, a raczej go eskaluje.
– Proces Alicji Tysiąc spełnił swoją rolę – powiedział Marcin Górski, adwokat powódki. I dodał: – Nie chodziło w nim przecież wyłącznie (choć to oczywiście jego pierwszoplanowa funkcja) o domniemane naruszenie dóbr osobistych powódki, ale również o pokazanie, że istnieje problem stosowanej przez Kościół mowy nienawiści wobec kobiet, że istnieje problem języka wykluczenia, a także że choć Kościołowi bezspornie udało się narzucić język debaty publicznej („mordowanie nienarodzonych”, „aborcjoniści” itd.), to istnieje wobec tego ideologicznego języka sprzeciw. Zapewne jest to pierwsza, ale nie ostatnia, sprawa o poszanowanie standardów w debacie publicznej”.