Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
20 lat po planie Balcerowicza Drukuj
Dr Maciej Gdula w rozmowie z Janem Smoleńskim   
17.12.2009
Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: W grudniu obchodzimy rocznice wprowadzenia stanu wojennego i rozpoczęcia terapii szokowej. Czy źródeł tego, że społeczeństwo biernie przyjęło coś, co teraz określamy mianem reform Balcerowicza, można szukać w fakcie, że stan wojenny zdusił zryw obywatelskiej wolności i samoorganizacji?

Dr Maciej Gdula: Stan wojenny brutalnie położył kres marzeniu o samoorganizacji i równości. Rozbijając ruch społeczny pozbawił ludzi nadziei i wtrącił w zniechęcenie. Oprócz czysto negatywnej działania zrobił jednak coś jeszcze – usankcjonował myślenie w kategoriach koniecznych działań nadzwyczajnych podejmowanych bez pośrednictwa ludzi i ich decyzji. W 81 roku te decyzje polegały na powstrzymywaniu, ale bardzo szybko, bo już w połowie lat 80., w obozie władzy zaczynają kiełkować pomysły na reformy gospodarcze, które realizować się będzie na ludziach, ale nie z ludźmi. Plan Balcerowicza był jednym z akordów reform zapoczątkowanych jeszcze przez PZPR i zrealizowanych bez pełnej demokratycznej legitymizacji, bo przecież ustawy planu zatwierdzał sejm kontraktowy a podpisywał je prezydent Jaruzelski. Stało się tak ze względu na rozbicie ruchu społecznego na początku lat 80., ale także dlatego, że stan wojenny pokazał, że można nie słuchać się ludzi.

Wielu prawicowych publicystów i komentatorów uważa, że plan Balcerowicza był powrotem do normalności. Powrotem skąd i co jest tu normalnością?

Kiedy słyszę, że potrzebujemy silnego, odważnego człowieka, który doprowadziłby do końca dzieło Balcerowicza bez oglądania się na opinię publiczną i poparcie społeczne, to jest to właśnie normalność właściwa dla planu Balcerowicza. To normalność rządu technokratów wprowadzających swoje rozwiązania bez szerszego poparcia i bez wypracowywania ich przez aktywizowanie ludzi do zmian. To jest normalność strachu przed społeczeństwem, które rzekomo nie dorosło do samodzielnego rządzenia. Tylko, że nie był to żaden powrót, a na pewno nie taki, o jakim myśli prawica, bo to myślenie brutalnie uprawomocnił jeszcze stan wojenny stawiając tamę „roszczeniowym związkom zawodowym”. Nie jest według mnie przypadkiem, że gen. Jaruzelski mówi, że nie mógł dobrze urządzić PRL-u, bo Solidarność nie pozwoliłaby mu na prywatyzację i bezrobocie.

Jak głębokie były konsekwencje społeczne terapii szokowej? Czy fakt, że była ona przeprowadzana bez żadnych konsultacji społecznych nie pogłębił apatii społeczeństwa polskiego?

Polskie społeczeństwo nie było aż tak apatyczne na początku lat 90., ale zostało skutecznie zdemobilizowane przez elity rozgrywające jeszcze konflikt komunistów z Solidarnością. Na 1992 rok przypada szczyt protestów przeciw efektom reform Balcerowicza. Te protesty przynoszą zmianę rządów, ale nie radykalną zmianę kierunku reform. Na początku lat 90. funkcjonuje też duży ruch społeczny wokół niedopuszczenia do ograniczenia prawa do usuwania ciąży. Ten ruch został spacyfikowany przez elity, które po prostu zlekceważyły zebrane podpisy ludzi domagających się referendum. Rozbrajanie kolejnych inicjatyw, upadek zakładów pracy i bezrobocie a jednocześnie wprowadzanie „koniecznych reform” utwierdziło ludzi w przekonaniu, że nie warto się starać i organizować, bo i tak sprawy będą urządzone nie po ich myśli. 
Komentarze
Dodaj nowy
klik   |17.12.2009 17:37:31
Samobój, droga Krytyko, zupełny samobój…nawet w oczach stałego czytelnika i
symaptyka.A szkoda,bo zamiast takiej naprawdę niskich lotów propagandy można
było zainicjować naprawdę rzetelną dyskusję o reformach Balcerowicza, której tak
zabrakło w 20 rocznicę przemian.
Oby dalej było lepiej i bardziej
przemyślanie,
arnaldos  - Dziecko z kąpielą   |18.12.2009 18:41:56
Wbrew pozorom, oprócz histerycznych reakcji, są tez argumenty za tym, ze sprawa
jest trochę bardziej skomplikowana niż Maciej Gdula to przedstawia.

Mówiąc o
ciągłościach, należy przede wszystkim oddzielić sprawę złamania ruchu
społecznego od domniemanej prehistorii terapii szokowej.
No właśnie,
domniemanej. Argument Maćka opiera się na tym, że (1)reformy gospodarcze były
przeprowadzane "na ludziach, a nie z ludźmi", czyli, że gdyby zapytać
ludzi o zdanie, to wypowiedzieliby się przeciwko radykalnym reformom
gospodarczym; (2) że terapia szokowa była ‘akordem’ melodii wymyślonej przez
PZPR jeszcze w latach 80.

No więc owszem partia zapoczątkowała reformy
zmierzające, jak się następnie okazało, do kapitalistycznej transformacji. Ale
przypomnijmy, władza usiadła do stołu z opozycją dlatego, że w 88’ przegrała
referendum na temat ‘drugiego etapu reformy gospodarczej’, co oznaczało nie tyle
brak społecznej legitymizacji dla reform, ile delegitymizację partii. Strona
solidarnościowa nie postulowała kosmetyki socjalizmu, a jej program gospodarczy
został przecież przyjęty w czerwcu 89. Jasne, że nie był to plan Balcerowicza,
ale zarówno David Ost jaki i Tadeusz Kowalik wskazują, że wówczas poparcie dla
kapitalizmu było raczej powszechne, a pytanie polegało tylko na tym, jak owo
poparcie się wykorzysta (np. poprzez prywatyzacje pracowniczą). Więc odchodząc
od scholastycznych, acz ciekawych rozważań o prawnomocności sejmu kontraktowego,
jest duże prawdopodobieństwo, że referendum na temat planu Balcerowicza by
przeszło.
Jest sporo racji w tym, że brak takiego referendum było naruszeniem
zasad demokracji, ale wyjście na przeciw tym zasadom zapewne nie przesądziłoby o
odrzuceniu reform. Zaś sam fakt, że alternatywne wizje reformy nie zaistniały w
sferze publicznej są konsekwencją pewnej dynamiki politycznej, ale niczym co
można krytykować z pozycji normatywnych.

Co do tezy na temat ‘komunistycznej
prehistorii’ terapii szokowej, to cóż… wystarczy przypomnieć ostatnią dyskusje
o krytyce państwa Izrael, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy formułowanie
podobnych idei oznacza tożsamość pozycji.

Natomiast Gdula ma zupełną rację
wskazując, że zajmując pozycję władzy, byli opozycjoniści rozpoczęli naszą
przygodę z demokracją zachowując się dość podobnie jak Jaruzelski, tzn. zaczęli
od demontażu ruchu społecznego, jasne że nie za pomocą czołgów, ale równie
efektywnie. W 88’ doradcy Lecha Wałęsy mieli poparcie społeczne, które postawiło
partię w stan nierządu, ale to poparcie społeczne starali się za wszelką cenę
studzić. Podobnie, komitety obywatelskie powstałe przy okazji wyborów
czerwcowych po wyborach zostały wkrótce rozmontowane.
Tutaj też analogie mają
swoją granice - w przeciwieństwie do Partii, która w grudniu 81 działała jak
najbardziej rozmyślnie, w przypadku OKP było to efektem walk o hegemonie w
obrębie obozu solidarnościowego, którego wynik nie był z góry przesądzony. Nikt
już chyba nie pamięta, że początkowym pomysłem Michnika był ‘ruch społeczny’ ze
skrzydłem obywatelskim i związkowym, w przeciwieństwie do demokracji partyjnej.


W każdym razie, wydaje się klucz do zagadki dlaczego w 89 rozum
technokratyczny wygrał nad rozumem obywatelskim leży po stronie polityki, raczej
niż ekonomii, oraz po stronie solidarnościowej raczej niż po stronie władzy. I
nie napisze się tej historii od "dupy strony", jakkolwiek - zgoda - dupa
ta wydaje nam się anty-powabna.
arnaldos  - Dziecko z kąpielą   |18.12.2009 18:41:57
Wbrew pozorom, oprócz histerycznych reakcji, są tez argumenty za tym, ze sprawa
jest trochę bardziej skomplikowana niż Maciej Gdula to przedstawia.

Mówiąc o
ciągłościach, należy przede wszystkim oddzielić sprawę złamania ruchu
społecznego od domniemanej prehistorii terapii szokowej.
No właśnie,
domniemanej. Argument Maćka opiera się na tym, że (1)reformy gospodarcze były
przeprowadzane "na ludziach, a nie z ludźmi", czyli, że gdyby zapytać
ludzi o zdanie, to wypowiedzieliby się przeciwko radykalnym reformom
gospodarczym; (2) że terapia szokowa była ‘akordem’ melodii wymyślonej przez
PZPR jeszcze w latach 80.

No więc owszem partia zapoczątkowała reformy
zmierzające, jak się następnie okazało, do kapitalistycznej transformacji. Ale
przypomnijmy, władza usiadła do stołu z opozycją dlatego, że w 88’ przegrała
referendum na temat ‘drugiego etapu reformy gospodarczej’, co oznaczało nie tyle
brak społecznej legitymizacji dla reform, ile delegitymizację partii. Strona
solidarnościowa nie postulowała kosmetyki socjalizmu, a jej program gospodarczy
został przecież przyjęty w czerwcu 89. Jasne, że nie był to plan Balcerowicza,
ale zarówno David Ost jaki i Tadeusz Kowalik wskazują, że wówczas poparcie dla
kapitalizmu było raczej powszechne, a pytanie polegało tylko na tym, jak owo
poparcie się wykorzysta (np. poprzez prywatyzacje pracowniczą). Więc odchodząc
od scholastycznych, acz ciekawych rozważań o prawnomocności sejmu kontraktowego,
jest duże prawdopodobieństwo, że referendum na temat planu Balcerowicza by
przeszło.
Jest sporo racji w tym, że brak takiego referendum było naruszeniem
zasad demokracji, ale wyjście na przeciw tym zasadom zapewne nie przesądziłoby o
odrzuceniu reform. Zaś sam fakt, że alternatywne wizje reformy nie zaistniały w
sferze publicznej są konsekwencją pewnej dynamiki politycznej, ale niczym co
można krytykować z pozycji normatywnych.

Co do tezy na temat ‘komunistycznej
prehistorii’ terapii szokowej, to cóż… wystarczy przypomnieć ostatnią dyskusje
o krytyce państwa Izrael, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy formułowanie
podobnych idei oznacza tożsamość pozycji.

Natomiast Gdula ma zupełną rację
wskazując, że zajmując pozycję władzy, byli opozycjoniści rozpoczęli naszą
przygodę z demokracją zachowując się dość podobnie jak Jaruzelski, tzn. zaczęli
od demontażu ruchu społecznego, jasne że nie za pomocą czołgów, ale równie
efektywnie. W 88’ doradcy Lecha Wałęsy mieli poparcie społeczne, które postawiło
partię w stan nierządu, ale to poparcie społeczne starali się za wszelką cenę
studzić. Podobnie, komitety obywatelskie powstałe przy okazji wyborów
czerwcowych po wyborach zostały wkrótce rozmontowane.
Tutaj też analogie mają
swoją granice - w przeciwieństwie do Partii, która w grudniu 81 działała jak
najbardziej rozmyślnie, w przypadku OKP było to efektem walk o hegemonie w
obrębie obozu solidarnościowego, którego wynik nie był z góry przesądzony. Nikt
już chyba nie pamięta, że początkowym pomysłem Michnika był ‘ruch społeczny’ ze
skrzydłem obywatelskim i związkowym, w przeciwieństwie do demokracji partyjnej.


W każdym razie, wydaje się klucz do zagadki dlaczego w 89 rozum
technokratyczny wygrał nad rozumem obywatelskim leży po stronie polityki, raczej
niż ekonomii, oraz po stronie solidarnościowej raczej niż po stronie władzy. I
nie napisze się tej historii od "dupy strony", jakkolwiek - zgoda - dupa
ta wydaje nam się anty-powabna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.12.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76704 Seconds