|
Benjamin Barber, sławny amerykański politolog, przedstawił swoje poglądy podczas wykładu w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Swoje wystąpienie zaczął od żartu: - Dziękuję organizatorom, że specjalnie na czas mojej wizyty wystarali się o kryzys gospodarczy na świecie. Dzięki temu moje poglądy zabrzmią o wiele mocniej - śmiał się.
Później nie było już tak wesoło. Barber ze swadą opowiadał o źródłach obecnego kryzysu finansowego. Na ławie oskarżonych posadził ideologię neoliberalną, mamiącą ludzi mirażem nieskrępowanej konsumpcji, oraz „nowy kapitalizm”, wraz z jego ogłupiającym etosem infantylizmu. Te dwa czynniki - zdaniem Barbera - odpowiadają za krach zaufania w kapitalizmie, a w efekcie za groźne załamanie gospodarcze. - Po upadku komunizmu gospodarka wolnorynkowa została uznana za źródło powszechnego szczęścia. Tymczasem była to mitologia, podobnie ślepa jak wiara w komunizm - krytykował.
Zdaniem Barbera, dzisiejsza sytuacja kapitalizmu jest niemal identyczna jak latach 80. XIX wieku. Opowiadał, jak po wojnie secesyjnej w USA powstało mnóstwo monopoli i trustów. Przez to kapitalizm pozbawił się swojej podstawy, czyli wolnej konkurencji. Dopiero interwencja prezydenta Theodore’a Roosevelta ujarzmiła rozbestwionych przedsiębiorców.
Podobnie stało się w latach 20. XX wieku, kiedy też konsumpcja stała się nieograniczona, a finansiści zupełnie beztroscy. Jak to się wówczas skończyło, wiadomo - gigantycznym kryzysem na Wall Street, ruiną gospodarki USA, kryzysem na świecie. Także wtedy kapitalizm postawiła na nogi interwencja państwa. Wprowadzony przez prezydenta Franklina Roosevelta New Deal dał systemowi nowy zastrzyk energii i usprawnił go.
Okres optymalnego działania kapitalizmu trwał zdaniem Barbera do lat 70. Wtedy i w USA, i w Wielkiej Brytanii wprowadzono szeroko zakrojone reformy liberalne. Kontrolne funkcje państwa zostały zredukowane do minimum. Rynki zaczęły działać bez nadzoru. Profesor przypomniał maksymę prezydenta USA Ronalda Reagana z tamtego czasu: Jeśli gdzieś są kłopoty, to na pewno problemem musi być rząd.
Te właśnie reformy i „zaczadzenie” neoliberalizmem doprowadziły, zdaniem Barbera, do dzisiejszych problemów. - Jaki z tego wniosek? Że kapitalizm pozbawiony kontroli zjada własny ogon. Niszczy nie tylko państwo, ale i sam siebie - puentował.
Drugie miejsce na liście oskarżonych o wywołanie kryzysu zajęły „nowy kapitalizm” i ideologia konsumpcji. Barber przypomniał, że kiedyś głównymi cnotami kapitalizmu były oszczędzanie, ciężka praca, inwestowanie, a przede wszystkim umiar. - Kiedyś kapitalizm odpowiadał realnym potrzebom. Ale gdy już je zaspokoił, musiał jakoś funkcjonować. Dlatego zaczął sprzedawać potrzeby, a nie produkty - analizował. Kapitalizm stał się motorem konsumpcji, a nie produkcji. Jego clou to teraz wydawanie, a nie oszczędzanie. Jego etyka to już nie etyka umiaru, opisana przez Maxa Webera, lecz etyka infantylizmu. - Przez to dorośli zachowują się jak dzieci. „Chcę tego, chcę tego!”, krzyczą, nawet jeśli towar jest im niepotrzebny - szydził.
Przeciwko tej nieskrępowanej konsumpcji Barber wytoczył najcięższe działa. Stwierdził, że ideologia konsumpcjonizmu niczym się nie różni od komunizmu. - Konsumpcjonizm też jest wszędzie, podobnie jak partyjna propaganda komunistów. Próbuje zawłaszczyć wszystkie dziedziny życia. Reklamy atakują zewsząd. I my nazywamy to wolnością! - grzmiał. Zastrzegł przy tym, że oczywiście wie, iż obecnie nikt nie wsadza ludzi do gułagów. Ale rynek, choć pozornie niewinny, jest równie groźny. Z prostego powodu: bo ogłupia ludzi.
Barber śmiał się, że czasem też jest mu trudno oprzeć się zakupom i niekiedy sprawia sobie modne gadżety. Jego zdaniem problem nie tkwi jednak w samym kupowaniu, lecz w nieskrępowanej i obłędnej konsumpcji. Przytaczał statystyki mówiące, że w USA prawie 20 milionów osób deklaruje się jako zakupoholicy, kupujący „bo tak”, bez wyraźnej potrzeby.
Nie obserwujemy więc obecnie kryzysu stricte ekonomicznego. To nie jest problem ze śmieciowymi kredytami, które są jak swego rodzaju trądzik systemu finansowego - do szybkiego wyleczenia. Aktualne zawirowania gospodarcze to już kryzys polityczny. Jego korzeni należy upatrywać w załamaniu kapitału społecznego i totalnym braku zaufania na rynkach. Barber wskazywał, że banki nie wierzą już nawet w pomoc od rządów, tak dalece przeżarły je strach i nieufność.
- Kapitalizm to jedyny wydolny system ekonomiczny, jaki znamy. Należy go bezwzględnie wspierać. Ale kapitalizm bez regulacji, bez społeczeństwa obywatelskiego i solidnych ram prawnych niszczy wszystko wokół - przekonywał Barber.
Amerykański politolog nie sformułował jednoznacznej recepty na obecną chorobę - wynika to z jego wiary w różnorodność demokracji. I tak jak system demokratyczny ma niejedno oblicze, tak i wolny rynek jest zależny od ram kulturowych czy społecznych. Jedno rozwiązanie można jednak z myśli Barbera wydestylować - nie wolno dać się omamić neoliberalnym szamanom. Państwo powinno aktywniej regulować funkcjonowanie gospodarki. Przede wszystkim przez wymuszanie na kapitalistach większej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Nie może być tak, że w okresie prosperity chcą oni działać bez kontroli, a w czasie kryzysu oczekują pomocy od państwa i podatników.
Tekst ukazał się na witrynie dlastudenta.pl.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...