NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wielki Cthullu i złe kobiety Drukuj
Jakub Majmurek   
16.10.2011

Howard Philip Lovecraft nie miał szczęścia do kina – trudno wskazać jakąkolwiek udaną adaptację prozy tego autora. Filmowe medium, nadając widzialne kształty wykoncypowanym przez Lovecrafta potwornościom, zbyt łatwo wpada w dosłowność; ukazane na ekranie, animowane komputerowo czy skonstruowane z drewna i gumy postacie „Pradawnych” raczej bawią, niż przerażają. W konwencji gatunkowego widowiska atrakcji trudno ukazać pesymistyczną wizję filozoficzną Lovecrafta – jego mroczny „naturalizm rozpaczy” opisany przez Michela Houellebecqa. Dodatkowo proza Lovecrafta zakorzeniona jest w charakterystycznych dla anglosaskiej elity początku wieku rasowych fantazmatach, które wymagałyby we współczesnej ekranizacji solidnego przepracowania.


Sean Branney, reżyser Szepczącego w ciemności, adaptując opowiadanie Lovecrafta, przyjął ciekawy klucz: nakręcił film tak, jak kręciło się horrory klasy B w latach 30., jak jedną z wielu ówczesnych produkcji Universalu (właśnie to studio specjalizowało się w latach 30. w produkcji kina grozy) z ekspresjonistycznymi czarno-białymi zdjęciami. Branney konsekwentnie trzyma się stylizacji: aktorzy grają tak, jak grało się w latach 30., nawet sceny walk i przemocy pokazywane są w sposób zgodny z ówczesną konwencją – dziś raczej śmieszący widza. Szepczący po raz pierwszy został opublikowany na łamach Weird Tales w 1931 roku – tym samym, w którym Universal wypuścił klasycznego Frankensteina w reżyserii Jamesa Whale’a z Borisem Karloffem w roli Monstrum. 

  

Przyjęta przez Branneya konwencja nie zawsze działa, film jest za długi, niektóre sceny dłużą się niemiłosiernie – tempo akcji także rozwija się zgodnie z konwencjami z czasów, gdy w Białym Domu zasiadał Herbert Hoover. A mimo to, głównie dzięki świetnemu, przewrotnemu zakończeniu, film się broni. Paradoksalnie, to właśnie jego skrajna stylizacja, która od początku ma sugerować widzowi, by nie niczego nie brał do końca poważnie, nie szukał realistycznych motywacji i po prostu cieszył się filmowym cackiem, jakie otrzymał, pozwala ocalić mroczną, pesymistyczną wizję świata, natury i człowieka obecną w stanowiącej pierwowzór filmu prozie. Tu wizja ta podana jest w ironiczny, szyderczy sposób, pozbawiona przenikającej dzieła Lovecrafta ekstatycznej rozpaczy – i może właśnie dlatego nie reagujemy na nią mimowolnym śmiechem. Film Branneya jest dziwny, raczej ciekawy, niż zachwycający, nie wiem, czy jego eksperyment da się powtórzyć – ale jako pomysł na zmierzenie się z tak trudnym do filmowej adaptacji autorem jak Lovecraft zasługuje na uznanie. 

  

Tego samego dnia trafiłem na świetny film z Korei Południowej – Morze Żółte No-Hong Jina. Film zaczyna się jak realistyczne kino gangsterskie w stylu Chłopców z ferajny, by w ciągu 2,5 godziny projekcji zmienić się efektowną, krwawą filmową baśń (bazującą na motywach kina noir) pełną efektownych mordów, pościgów samochodowych czy pojedynków na noże, siekiery i pięści – w całości podporządkowane zasadzie filmowego widowiska, nie nudnej zasadzie rzeczywistości. Dwa pierwsze akty rozwijają się powoli, utrzymane są w realistycznej estetyce. Potem film nagle gwałtownie przyspiesza i porzuca realistyczne motywacje, na rzecz zwariowanego filmowego widowiska w stylu Tarantino czy Old boya.

  

Pierwszy akt zaczyna się w obskurnym chińskim mieście położonym w prowincji na granicy między Chinami, Rosją i Koreą Południową. Prowincja jest największym ośrodkiem skupiający koreańską mniejszość w Chinach – biedną, terroryzowaną przez rodzimą mafię. Kto może ucieka stamtąd pracować na czarno do Korei Południowej. Do Seulu uciekła żona głównego bohatera – taksówkarza Gu-nama. Teraz musi on spłacić mafii 60 tysięcy yuanów w zamian za jej wizę. Nie jest w stanie tyle zarobić, pracując jako taksówkarz, próbuje zdobyć pieniądze grając w madżonga, ale tylko jeszcze bardziej się zadłuża. Dostaje propozycję nie odrzucenia: zostanie przerzucony do Seulu, zabije tam człowieka, na którego jest zlecenie, a jego dług nie tylko zostanie darowany, a i dodatkowo coś na tym zarobi. Gdy Gu-nam przybywa na miejsce, okazuje się że zlecone morderstwo to dopiero początek jego kłopotów, że zamieszane w nie jest kilku potężnych graczy, z których każdy chce zlikwidować niewygodnego taksówkarza. Jak się okazuje, zgodnie z wzorcami filmu czarnego – za wszystkim stoją kobiety. W tym filmie każda kobieta jest fatalna, to kobiece „zdrady” uruchamiają mechanizm przemocy, który zniszczy większość bohaterów. 

  

Morze Żółte to debiut reżysera, do klasy Old Boya jeszcze mu trochę brakuje, ale film zdradza wielki reżyserski talent, wspaniałe wyczucie kina i konwencji – nazwisko No-hong Jin warto zapamiętać. 

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 16.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84113 Seconds