|
Oleksiy Radynski
|
|
01.06.2011 |
 Strajk robotników transportu publicznego w Wenecji i jej okolicach nie tylko utrudnił dostęp publiczności do weneckich Giardini i Arsenalu, gdzie właśnie rozpoczęło się weneckie biennale. Nadał również zupełnie nowy wydźwięk najważniejszemu wydarzeniu w świecie sztuki. Jeśli przyjmiemy tezę, że współczesne sposoby przekazu artystycznego (jak na przykład kino, które od lat dominuje w artystycznych przestrzeniach wystawienniczych) są oparte przede wszystkim na współczesnych sposobach poruszania się (kino – to synteza kolei i fotografii, jak mawiał Deleuze), to Wenecja pod tym względem okazuje sie miastem bardzo charakterystycznym. Powszechnie wiadomo, że historia Wenecji leży u podstaw współczesnego porządku kapitalistycznego. Jednocześnie jest to chyba pierwsze w historii miasto quasi-filmowe – jeśli przyjrzymy się Wenecji z perspektywy dominującego tutaj sposobu poruszania się, zrozumiemy, że pasażerowie renesansowych gondoli byli pierwszymi widzami widowiska, które później rozwinęło się w sztukę filmową. Jej związek z podstawowymi mechanizmami działania współczesnego kapitalizmu najczęściej ujawnia się właśnie w przestrzeniach galerii oraz muzeów. Zamieszanie transportowe w Wenecji zaburza jednoczesnie „bazę” i „nadbudowę” współczesnego społeczeństwa. Obecny strajk, dedykowany początkowi największego na świecie przeglądu sztuki współczesnej, nie tylko podważył jeden z filarów tegorocznego biennale, którym według jej dyrektora Paolo Baratta miała być „coraz wieksza troska o publiczność”. Wskazał też na na wyparte, niezauważane na co dzień warunki produkcji artystycznej. Zamiast narzekać na komplikacje związane z dojazdem do najważniejszych placówek biennale, publiczność dzięki temu strajkowi ma okazję zwrócić uwagę na te relacje sztuki z rzeczywistością, które najczęściej umykają naszemu spojrzeniu.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.06.2011 )
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...