NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pułapki filmowej publicystyki Drukuj
Jakub Majmurek   
09.05.2011

Dokumenty prezentowane co roku na Planet Doc regularnie podejmują tematy społeczno-polityczne: wojny, wykluczenie społeczne, działalność wielkich korporacji. Filmy podchodzą do tych tematów w popularyzatorski sposób, starają się przedstawić je widzom w miarę przystępnej formie, zajmując przy tym określone stanowisko polityczne. Taka formuła ma swoją bardzo ważną funkcję, w polskim dokumencie nie jest ona szczególnie silnie reprezentowana, dobrze więc, że festiwal Artura Liebhardta nieprzerwanie pokazuje warszawskim (i nie tylko warszawskim) widzom szeroki wybór tego rodzaju filmów.

  

Także w tym roku program wypełniają filmowe wypowiedzi na takie tematy jak np. globalny kryzys energetyczny, wzrost imperialnej potęgi Chin, wojna w Afganistanie itd. Jednak w nadmiarze ta publicystyczna forma może męczyć. Zwłaszcza widza, który od dłuższego czasu, głębiej interesuje się poruszanymi przez poszczególne filmy tematami i dla którego samo popularyzatorskie przedstawienie danego zagadnienia w ogólnym świetle już nie wystarczy. Nikt przecież nie chce siedzieć w kinowym fotelu przez półtorej godziny tylko po to, by oglądać oczywiste oczywistości.


Seansem takich oczywistości okazał się niestety film Nabici w ropę Scotta Robertsa i Jeremy’ego Wegenera. Film przedstawia historię rosnącego uzależnienia amerykańskiej gospodarki od ropy naftowej, której większość złóż znajduje się w wysoce politycznie niestabilnych rejonach świata. Zależność amerykańskiej gospodarki od ropy zmusza Stany do układania się z nieprzewidywalnymi, mniej lub bardziej krwawymi dyktaturami. Autorzy filmu starają się badać zespół czynników, odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Przede wszystkim interesuje ich rola wielkich korporacji naftowych, zarabiających olbrzymie pieniądze na rosnących cenach ropy, które nie tylko korumpują polityków, ale – zdaniem autorów filmu – prowadzą politykę zmierzającą do ograniczenia podaży ropy na rynku, oraz blokują (uciekając się nawet do działań o charakterze jawnie przestępczym) wprowadzenie do gospodarki wszelkich technicznych innowacji, które pozwalałyby na zmniejszenie zużycia ropy np. w transporcie.


Niestety, cały ten wywód, choć porusza ważne problemy, jest mieszaniną oczywistości, naiwności i teorii spiskowych. Film zaczyna się od historii dwóch amerykańskich wynalazców, którzy rzekomo mieli wynaleźć silnik spalinowy pozwalający na znaczne zmniejszenie zużycia paliwa. Ale patent jednego z nich został podobno wykupiony przez Shella, gdzie zalega gdzieś głęboko w magazynach, zaś drugi z genialnych wynalazców miał zostać zamordowany na zlecenie któregoś z naftowych gigantów. Tego rodzaju historia umieszczona na samym początku filmu zniechęca sceptycznych widzów i osłabia wiarygodność całego filmu. Gdyby choć podać ją na końcu, po tym, gdy widz przebrnie już przez dość solidnie udokumentowany przez Scotta i Wegenera opis różnych nieczystych praktyk przemysłu naftowego… Wówczas widzom łatwiej byłoby potraktować poważnie to, co mówią o skrytobójczych działaniach naftowych baronów.


Brak umiejętności uwiarygadniania stawianych przez siebie tez nie jest jedynym problemem autorów. Mówiąc o rosnących w ostatnich latach cenach ropy, w ogóle nie przyglądają się temu, jaką rolę odgrywał w tym system finansowy, przede wszystkim nadmuchujące bańkę spekulacyjną wszystkich surowców fundusze hedgingowe. Jako podstawowe rozwiązanie obecnych problemów energetycznych autorzy filmu wskazują na biopaliwa, nie zauważając w ogóle problemów, jakie ekonomiczny nacisk na uprawę roślin nadających się do produkcji biopaliw wywiera na gospodarkę żywnościową, zwłaszcza w krajach globalnego Południa. Jeden z wypowiadających się w filmie amerykańskich kongresmenów mówi, że nauka (nowe techniki budowy silników spalinowych, biopaliwa itd.) pozwala na zachowanie obecnego, amerykańskiego stylu życia („nie musimy rezygnować z Hummerów”). Jego zdaniem cały problem polega na tym, że „lobby naftowe” używa swoich wpływów i pieniędzy do tego, by blokować rozwój innowacji naukowych, a przynajmniej ich wdrażanie do gospodarki. Choć bez wątpienia korporacje uciekają się do takich praktyk, to sprawa jest nieskończenie bardziej skomplikowana. Niestety, twórcy filmu wydają się podzielać dość naiwne przekonanie kongresmena. Dlatego też w ogóle nie zajmuje ich np. problem tego, na ile amerykański model transportu (oparty o indywidualny samochód dla każdego) w ogóle jest racjonalny i czy sposobem na ograniczanie zależności od ropy nie jest np. dobrze zorganizowany transport publiczny. Problem, z jakim się mierzą (rola ropy we współczesnej gospodarce), ma wiele wymiarów i zmusza w końcu do zadania pytań o to, na ile sensownie zorganizowany jest współczesny kapitalizm. Nabici w ropę nie podejmują ich, wywód obecny w filmie jest mniej więcej taki, że wszystko byłoby w porządku, gdyby nie złe, naftowe korporacje. Niedobre wrażenie pogłębia jeszcze niechlujna forma filmu.


Lepiej z podobnym tematem radzi sobie film Kraj gazem płynący Josha Foxa, pokazujący ekologiczne i zdrowotne koszta eksploatacji gazu łupkowego w Stanach. Fox z kamerą w ręku odwiedza księżycowe krajobrazy obszarów, gdzie wydobywa się gaz łupkowy, rozmawia z zastraszonymi przez wielkie korporacje, zmuszonymi do picia skażonej, nasyconej gazem wody mieszkańcami, śledzi działalność „lobby gazowego” w ciałach ustawodawczych i jego relacje z władzą wykonowczą. Film jest bez wątpienia ciekawy dla polskiego widza, który ciągle słyszy o szansach, jakie stwarzają nam bogate złoża gazu łupkowego. Tym niemniej wszystkie prezentowane w filmie argumenty były już obecne na łamach polskiej prasy.


Paradoksem Planet Doc jest to, że jako widzowie z roku na rok stajemy się coraz bardziej kompetentni w tematach zwyczajowo obecnych w pokazywanych tam filmach (globalizacja, problemy globalnego Południa itd.). Jeśli więc filmy zatrzymują się jedynie na popularyzatorskim przedstawieniu tematu, coraz częściej przestają być dla nas poznawczo interesujące.


Dobrze więc, że na festiwalu trafiają się też filmy zupełnie z innego klucza, takie jak Bezsenni Jacqueline Zünd. To portret czterech ludzi, z czterech kontynentów cierpiących na chroniczną bezsenność: pielęgniarka z Szanghaju, amerykańska bezrobotna z Tuscon w Arizonie, były kołchoźnik z Ukrainy, teatralny woźny z Wagadugu, stolicy Burkina Faso. Film wypełniają wspaniale sfotografowane przez Nikolaia von Graenevitza obrazy wyludnionych, niesamowicie wyglądających w sztucznym świetle przestrzeni: całodobowych sklepów w Tuscon, szanghajskich ulic, spelunek z Wagadugu, typowego posowieckiego, wiejskiego domu na Ukrainie. Film Zünd jest czasami dość pretensjonalny, można odnieść wrażenie, jakby reżyserka nie zdawała sobie sprawy z siły uchwyconych przez siebie obrazów, zbyt nachalnie dążąc do nadania im formy poetyckiej metafory (np. szarżując na ścieżce dźwiękowej), co nie pozwala im przez to w pełni wybrzmieć. Ale i tak, jak dotąd, jest to najciekawszy film, jaki udało mi się zobaczyć na tegorocznym festiwalu.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94901 Seconds