NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Zbawienna moc konwencji Drukuj
Jakub Majmurek   
23.07.2011
Pewnego razu w Anatolii, najnowszy film Nuri Bilge Ceylana, pokazuje, jak zbawienne dla niektórych autorów może być sięgnięcie po gatunkowy schemat, oparcie się na konwencji. Ceylan stał się głośnym nazwiskiem w światowym kinie, gdy jego trzeci film, Z oddali, zdobył Grand Prix na festiwalu w Cannes w 2002 roku. Krytyka zaczęła wtedy porównywać Ceylana do Antonioniego i innych mistrzów europejskiego modernizmu. Skłaniała do tego zarówno estetyka jego filmu, jak i podejmowane przez niego problemy: samotność i alienacja człowieka w nowoczesnym społeczeństwie, powołanie artysty, relacja między sztuką i światem.

Niestety w następnym filmie Ceylana, Klimatach, cały ten modernistyczny idiom zmienił się w nużącą pretensjonalność – film zapadał się pod swoim własnym ciężarem, nadmiarem znaczeń, nachalną ambicją, by każda scena była metaforą egzystencjalnego kryzysu człowieka XXI wieku. Widać było, że kino Ceylana potrzebuje świeżego powietrza, zmiany estetyki, bez której stanie się równie nieznośne, co najgorsze momenty z późnych filmów Kieślowskiego.

Pewnego razu w Anatolii idzie właśnie tą drogą: to najbardziej „amerykański” film tureckiego twórcy. Opiera się on na gatunkowym schemacie czarnego kryminału czy, ściślej rzecz ujmując, jego współczesnej (rozwijającej się od końca lat 80.) wersji, w filmoznawczym żargonie zwanej neo-noir.

Miejscem akcji jest głęboka turecka prowincja. W trakcie alkoholowej libacji zamordowany został mężczyzna. Problemem napędzającym fabułę nie jest jednak tradycyjne dla kryminału pytanie „kto zabił?”. Widzowie i policja od początku znają sprawców. W noc mordu byli oni jednak tak pijani, że na drugi dzień nie pamiętają, gdzie ukryli ciało swojej ofiary. Grupa policjantów, prokurator i lekarz mający wykonać autopsję przez całą noc przeszukują okoliczne pola, szukając trupa koniecznego do dopełnienia formalności i zamknięcia sprawy.

Cała sytuacja jest dość absurdalna – i robi się taka coraz bardziej z każdą godziną poszukiwań. Ceylan nie był wcześniej szczególnie znany z poczucia humoru i pod tym względem jego najnowszy film stanowi miłe zaskoczenie. Na uwagę zasługuje także to, jak Ceylan i jego operator Görhan Tiryaki filmują nocne sceny, mistrzowsko wygrywając kontrast ciemności i różnych rodzajów świateł: samochodowych reflektorów, latarek, świec.

Ale Pewnego razu… to nie tylko operatorski popis. Zapis policyjnych poszukiwań staje się dla Ceylana pretekstem do odmalowania stosunków władzy na prowincji, działania różnego rodzaju aparatów (policja, prokuratura, medycyna) produkujących efekty „prawdy”, „wiedzy” i władzy. W klasycznym kryminale „prawda” jest pewnym obiektywnie istniejącym stanem, który można poznać za sprawą operacji umysłu – praca detektywa takiego jak Sherlock jest przede wszystkim pracą intelektualną.

Ceylan, zgodnie z regułą konwencji, którą przyjął, pokazuje, że „prawda” jest nie tyle „odkrywana” przez umysł, ile „produkowana”: przez policjanta bijącego podejrzanego w celu uzyskania informacji; prokuratora podpisującego raport, który dla porządku Prawa ostatecznie usankcjonuje wersję wydarzeń; lekarza przeprowadzającego autopsję. I to ta wyprodukowana i usankcjonowana przez władzę „prawda” ma większą społeczną realność niż „prawda” rozumiana jako zgodność z rzeczywistością („to, co było”).

Lekarz i prokurator to dwie najważniejsze postacie tego filmu. Przypominają bohaterów z poprzednich filmów Ceylana – albo prowincjonalnych inteligentów z klasycznej literatury rosyjskiej. To nie przypadek, Ceylan jest zakochany w Czechowie i otwarcie przyznaje się do inspiracji jego twórczością, także w tym filmie. Anegdotki i wspomnienia, jakie w ciągu długiej, bezsennej, pracowitej nocy wymieniają lekarz i prokurator, wprost wzięte są z dzieł twórcy Wiśniowego sadu.

Lekarz i prokurator, ci dwaj przedstawiciele wiedzy i władzy, skrywają pewne tajemnice. Na końcu niepotrzebnie zostają one (jak wszystkie inne zagadki i niejasności) niemal do końca wyjawione i wyjaśnione. Ostatni akt jest najsłabszą stroną filmu, wracają w nim pewne pretensjonalne tony. Właściwie Ceylan najlepiej by zrobił, gdyby w ogóle go usunął. Pewnego razu… mogłoby wtedy okazać się jego najlepszym filmem. Ale nawet słabszy ostatni akt nie zmienia faktu, że to znakomite kino, doskonałe na otwarcie Nowych Horyzontów.
 
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.74635 Seconds