|
W polskiej historii są dwie postacie, których biografie już dawno, koniecznie powinno nakręcić polskie kino. Pierwsza to Bruno Jasieński – i to nie tylko dlatego, że w jego życiowej drodze splatają się wszystkie tragiczne paradoksy ideowego zaangażowania radykalnej inteligencji w radziecką wersję komunizmu. Życie Jasieńskiego całe było dziełem sztuki, nieustającą prowokacją. Już sama rozpiętość społecznych i geograficznych przestrzeni, w jakich poruszał się autor Słowa o Jakubie Szeli (prowincjonalny, ubogi Klimontów, międzywojenna warszawska bohema, teatr robotniczy w Saint-Denis, moskiewska prasa, Tadżykistan, Syberia – miejsce prawdopodobnej śmierci na zesłaniu), przyprawia o zawrót głowy i daje materiał na wielkie, barwne, epickie kino. Mogłoby ono być nie tylko bardzo oryginalną (dziś ciągle jeszcze niewypowiadaną) interwencją w polskie spory o komunizm, ale także głosem w dyskusjach o polsko-rosyjsko-żydowskich stosunkach, poplątanych losach tych trzech narodów.
Druga postać, na film o której od zawsze czekam, to Jakub Frank, XVIII-wieczny mistyk żydowski z terenów Rzeczpospolitej. Usunięty z gminy żydowskiej Frank wyjechał na tereny Imperium Osmańskiego, gdzie około 1754 roku ogłosił się mesjaszem. Frank nakłaniał Żydów do przyjmowania chrztu w Kościele katolickim (wiele osób posłuchało tego wezwania) i życia, jakby już dokonało się zbawienie i zniesiono prawo (frankiści głosili i praktykowali moralność antynomiczną). Pociągnął za sobą setki tysięcy wyznawców, wygnany z Polski zamieszkał na zamku w Austrii, gdzie sprytnie grał z wiedeńskim dworem, łudząc Marię Teresę obietnicą skłonienia społeczności żydowskiej habsburskiej monarchii do przyjęcia katolickiego chrztu.
Zanim pojawi się dobra, filmowa biografia Jasieńskiego, środowisko KP będzie pewnie musiało wykonać dużo pracy wychowawczej i ideowej, ale film o Jakubie Franku, Daas, debiut Adriana Panka, znalazł się w konkursie tegorocznego festiwalu w Gdyni. Mam bardzo mieszane uczucia wobec tego dzieła. Choć na pewno jest to dobre kino, zrobione przez twórcę bardzo rzemieślniczo sprawnego, to jednak film chyba mnie nie przekonuje. Przede wszystkim nie jest to do końca film o Jakubie Franku ani o tym bardziej o frankizmie. Frank jest tu postacią trzecioplanową. Bohaterami filmu są dwie stykające się z nim pośrednio osoby – młodszy radca wiedeńskiego dworu Klein (Mariusz Bonaszewski w końcu w roli godnej jego talentu), prowadzący śledztwo w sprawie wpływających do jego kancelarii skarg na Franka, oraz Jakub Goliński (Andrzej Chyra), dawny wyznawca Franka, zamieszkały na ziemiach zabranych Rzeczpospolitej przez Austrię w pierwszym zaborze. Goliński jest apostatą, opuścił grono wyznawców Franka, po tym gdy ten związał się z jego żoną i nie był w stanie zapobiec śmierci jego ukochanego synka. Dziś, prześladowany przez dawnych wyznawców, nie może znaleźć miejsca dla siebie ani wśród chrześcijan, ani wśród Żydów. Próbuje szukać sprawiedliwości, śląc donosy na Franka do wiedeńskich urzędów.
Pomysł ten (Jakub Frank widziany oczami austriackiej policji politycznej, ówczesnej bezpieki) wydaje mi się znacznie mniej ciekawy niż film po prostu o Franku i frankistach, tym niemniej kupuję go. Wierzę, że jest to materiał na dobre kino. Jednak debiut Panka ma poważną konstrukcyjną wadę, oba wątki (Kleina i Golińskiego) idą obok siebie, słabo się zazębiają, przy czym wątek Golińskiego nie bardzo pasuje formalnie (narracyjnie, gatunkowo) do wątku Kleina. Gdyby autorzy filmu pozostali tylko przy wątku wiedeńskim (historię Golińskiego albo znacznie skracając, albo po prostu z niej rezygnując), mogłoby z tego wyjść ciekawe, gatunkowe kino – dobry pastisz thrillera spiskowego w historycznym kostiumie. Klein zauważa bowiem, że jego zwierzchnicy chcą ukręcić sprawie Franka łeb: niszczą akta, uciszają potencjalnych świadków itd. Zauważa przy tym, że wzór na kieszonkowych zegarkach wielu jego przełożonych – gwiazda i półksiężyc – nawiązuje do motywu charakterystycznego dla frankistów. Dochodzi więc do wniosku, że frankiści opanowali jego urząd, który ma się stać dla nich narzędziem spisku, prowadzącego do zabójstwa następcy tronu i wywołania społecznej rewolucji. Na dodatek w spisku zdaje się brać udział lekarz radcy (ten sam motyw na zegarku). Medyk nie był w stanie pomóc ciężko chorej żonie urzędnika i poradził mu zwrócenie się o pomoc do „pewnego żydowskiego uzdrowiciela”. Frank, grając z Kleinem, cały czas kusi radcę obietnicą uzdrowienia małżonki.
Ale jak na thriller spiskowy intryga jest zbyt mało rozbudowana. O ileż ciekawszy byłby to film, gdyby do końca mylił tropy, zwodził widza, pozostawiając nas w niepewności co do faktycznego istnienia frankistowskiego spisku; w niepewności co do tego, czy Frank jest mesjaszem, wielkim politycznym graczem posługującym się dla swoich celów religią, czy po prostu błazeńskim, drugorzędnym hochsztaplerem.
Nie przekonuje mnie także inscenizacyjny klucz, jaki Panek przyjął razem z operatorem (Arkadiusz Tomiak) i ekipą scenograficzną. Scenografia jest bardzo skromna, umowna, raczej sugeruje epokę, niż odtwarza ją z całym jej bogactwem. Wszystko sfotografowano nieruchomą na ogół kamerą. Przypomina to oczywiście ostatnie filmy Wojciecha Jerzego Hasa (Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego spisany, Niezwykła podróż Baltazara Kobera), ale u niego umowność dekoracji i pewne „kinetyczne wyciszenie” planów dawały miejsce dla swobodnej gry wyobraźni. Tu nie doświadczamy tego efektu, a wszystko przypomina miejscami teatr telewizji.
Nie odrzucam tego filmu w całości, jest świetnie zagrany (doskonałe epizody Macieja Stuhra, Jana Nowickiego, Danuty Stenki), a niektóre sceny są naprawdę wyśmienite (najbardziej hasowska w filmie scena przyjęcia z okazji Święta Poczty). Na pewno na kolejne filmy Panka – tu sam pisał sobie scenariusz, widać, że przy drugim filmie bardzo pomógłby mu ktoś, kto zająłby się porządnym, literackim opracowaniem materiału – będę czekał z zainteresowaniem i nadzieją. Tak jak na film, który wreszcie na poważnie zajmie się Frankiem i frankistami.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...