NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Dwie postpolityki Drukuj
Jakub Majmurek   
09.10.2011

Trudno o bardziej oczywisty symbol degrengolady współczesnej demokracji liberalnej niż Silvio Berlusconi – całkowite wyparcie jakichkolwiek politycznych treści przez marketing; nowy populizm odwołujący się nie do gniewu wykluczonych, ale egoizmu klas średnich; podporządkowanie państwa nawet nie wielkiemu biznesowi, ale jednemu przedsiębiorcy; a na dodatek finansowe, kryminalne i obyczajowe skandale. Berlusconi i berlusconizm wydaje się idealnym tematem dla kina. Jednak z przyczyn oczywistych (pozycji Berlusconiego jako szefa rządu i medialnego potentata) kino nie podejmowało zbyt często tej tematyki (wyjątkiem jest Kajman Nanniego Morettiego).


Prezentowany na WFF film Giulio Manfredoniego Jakiśtam, choć o Berlusconim nie wspomina ani słowem, to nie daje się czytać inaczej niż alegoria berlusconizmu. Bohaterem filmu jest Cetto Jakiśtam (po włosku Cetto Quelunquemente) szemrany przedsiębiorca z południa Włoch, powiązany z miejscowym środowiskiem przestępczym i Kościołem. W pierwszej scenie filmu grupa notabli (przestępców, przedsiębiorców, księży, urzędników) z rodzinnego miasteczka Cetto – nadmorskiego kurortu w Kampanii – decyduje się wystawić go jako swojego kandydata na burmistrza przeciw kandydatowi startującemu pod hasłami walki z korupcją i praworządności. Trudno nie dopatrzyć się tu analogii z postawą włoskich elit gospodarczych, które po tym, jak w wyniku walki z korupcją w ramach akcji „czyste ręce” rozwalił się we Włoszech system partyjny zabezpieczający ich interesy, postawiły na Berlusconiego – człowieka znikąd, już wówczas powszechnie oskarżanego o mętne interesy. Cetto, wracając z przymusowej emigracji w jakiejś z południowoamerykańskich republik, gdzie czekał na przedawnienie się zarzutów urzędu skarbowego, przyjmuje oczywiście propozycję kolegów i staje do wyborów.


Postać Cetto, odtwarzana przez Antonio Albanese, pochodzi z nadawanego na Rai 3 programu satyrycznego Che tempo, che fa – w tym sensie Cetto przypomina Borata, czy Aliego G. Estetyka telewizyjnej satyry, ostrego, niesilącego się na dobry smak i subtelności politycznego kabaretu bardzo ciąży nad filmem. Przez pierwszy kwadrans ciężko było mi kupić tę konwencję, gdy jednak ją już zaakceptowałem, zacząłem się naprawdę nie najgorzej bawić. W filmie Manfredoniego polityczna satyra wali grubo, nie troszcząc się przy tym o zachowanie jakkolwiek pojmowanej zasady rzeczywistości, prawda Cetto tkwi w jego przesadzie.

  

Cetto jednocześnie głosi rodzinne wartości, jest bigamistą, a przy tym również stałym klientem domów publicznych. Swój „kurort” (kilka walących się, betonowych ruder, do których przyjeżdżają skuszeni pięknymi zdjęciami zagraniczni turyści) buduje na ruinach miasta Etrusków, z zasady nigdy nie płaci podatków, głosi, że południe Włoch wcale nie potrzebuje więcej miejsc pracy, tylko tego, by policja nie wtrącała się w jego sprawy itd. Także estetycznie film wygląda nawet nie jak parodia estetyki Berlusconiego, ale jak najgorszy koszmar śniony na jej temat przez jakiegoś wyrafinowanego estetę z kart prozy Prousta. Na ekranie nie ma ani jednej nie obwieszonej złotem, nie tandetnie ubranej postaci, wszędzie pełno ostentacyjnie pozbawionego smaku bogactwa: najefektowniejsza jest zdecydowanie wielka łazienka w domu Cetta: pojemna złota wanna, a na ścianach półpornograficzne zdjęcia i dewocyjne obrazy z Madonnami. Do tego pełno skąpo ubranych młodych kobiet, a z głośników ciągle rozbrzmiewają piosenki, jakie obecny premier Włoch śpiewał w młodości jako pilot na statkach wycieczkowych. 

  

Jednak gdy Cetto, postać tak groteskowa, że zupełnie nieprawdopodobna, zaczyna wygłaszać w trakcie kampanii hasła, które głoszą politycy głównego nurtu w całej Europie („biednym w ogóle nie należy pomagać – sami są sobie winni, dość już mówienia o biednych”), czy podobnie jak szef rządu jednego z państw grupy G8 publicznie, podczas kampanii wyborczej zaczyna przechwalać się własną potencją i liczbą seksualnych podbojów, to przestaje nam być do końca wesoło. Cetto-Berlusconi to tylko symptomy pokazujące, na czym polega problem ze współczesną postpolityczną demokracją, gdzie jakkolwiek rozumianą władzę ludu wypiera „nowy stan natury”, ucieleśniany przez Cetta.


Zupełnie inną, a jednak, co do pewnych podstawowych mechanizmów podobną, twarz dzisiejszej postpolityki przedstawia rewelacyjny (prezentowany w tym roku w Cannes w ramach Tygodnia Krytyków) film z Chin Sauna na księżycu Zou Penga. Akcja toczy się w delcie Rzeki Perłowej, jednym z symboli chińskiej modernizacji, tuż przy granicy prowincji Guandong z dawną portugalską kolonią Makau. Rzeczywistość tego regionu obserwujemy z punktu widzenia domu publicznego prowadzonego przez dwóch mężczyzn i pomagającą im kobietę, obsługującego rozwijającą się chińską klasę średnią i zachodnich turystów.


Można powiedzieć, że Peng, zaglądając za kulisy domu publicznego, pokazuje, jak najbardziej dosłownie, proces „produkcji pragnienia”. Kamera z uwagą, na zimno, dokumentuje wszelkie zabiegi, dzięki którym pracujące w domu publicznym młode kobiety co wieczór mogą stać się ucieleśnieniem fantazji swoich klientów. Od budowania przez właścicieli zakładu przyjaznych, opartych na korupcji relacji z policją; przez zabezpieczanie źródeł kapitału i wdrażanie ciał młodych kobiet w określone dyscypliny; aż po szycie dla nich strojów i wyszukiwanie erotycznych gadżetów. Peng nie moralizuje, nie wiktymizuje ani nie dehumanizuje żadnej ze swoich postaci. Nawet dwaj, średnio udolni stręczyciele mogą budzić sympatię – widać, że pracują ciężko, często na darmo, że ich praca wiąże się ze stresem i ryzykiem, a oni sami – ze strony osób wyżej stojących od nich w hierarchii społecznej – także doświadczają niezliczonych upokorzeń i aktów różnego rodzaju przemocy.

  

Świat współczesnych Chin w kamerze Penga to świat zupełnie pozbawiony ideologii, wszystkim rządzi pieniądz, oficjalną ideologią jest cynizm. Jeśli w świecie tym nawet nie ma zbyt dużo fizycznej, bezpośredniej przemocy (czego moglibyśmy się spodziewać, po filmie o takim środowisku), to tylko dlatego, że założycielski akt przemocy – który określił kto będzie ofiarami, kto nadzorcami ofiar, i kto będzie z cierpienia ofiar czerpał korzyści – już dawno się dokonał i w żaden sposób nie można przeciw niemu walczyć, odwołać się od wyroku jaki wydał.


Sauna na księżycu to film dopieszczony w najmniejszych szczególe, wspaniale opowiada przez posługiwanie się detalem, obraz i dźwięk. Peng doskonale wygrywa kontrast między paradokumentalnymi fragmentami ukazującymi codzienną pracę przygotowującą spektakl płatnego seksu i oniryczne, zatopione w odrealniającym wszystko świetle sceny, gdy kobiety stają przed swoimi klientami zmuszone odgrywać ich fantazję. Chińską rzeczywistość społeczną, soundscape dzisiejszych Chin, celnie oddają pojawiające się w filmie piosenki: dudniący w radiach rosyjski pop, śpiewane przez kobiety współczesne chińskie hity, ciągle gdzieś pobrzmiewające w oficjalnych sytuacjach maoistyczne hymny. 

  

Portret Mao wisi zresztą w domu publicznym. Stanowi on część swoistego „ołtarzyka”: pod portretem przywódcy Długiego Marszu stoi posąg Konfucjusza, właściciel domu publicznego przed oboma co dzień pali kadzidełka i urządza jakieś modły. Trudno o lepszą metaforę współczesnych Chin i odpolitycznienia, jakich doznają po okresie rewolucyjnych burz, rozciągającego się od ruchów studenckich z lat 20. ubiegłego wieku. Mao z symbolu radykalnej opozycji wobec kapitalizmu i chińskiej tradycji zmienia się w jednego z opiekuńczych duchów chińskiego społeczeństwa, część kultu przodków, patrona kapitalizmu „z azjatyckimi wartościami” (nie tylko bez demokracji, ale w zasadzie bez polityki), którego skromną placówką jest dom publiczny, w którym rozgrywa się film. 

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
ale_akcja   |10.10.2011 01:27:39
Niestety, jako laik i leń wybierający filmy bardzo pobieżnie, nie miałem
szczęścia trafić na filmy dające się zgrabnie spiąć jakimś zawołaniem.
Natomiast
warto może przestrzec widownię festiwalu przed koszmarnie złym filmem. Kino
duńskie i w ogóle skandynawskie stoi na dość wysokim poziomie i raczej wiadomo,
czego się po nim spodziewać. Tak sądziłem dotychczas.
Niestety film Beast
wyprowadził mnie z błędu. Miał to być obraz opowiadający o tym, jak obsesja męża
na punkcie żony doprowadza go do skrajnych zachowań. Tymczasem mamy filmik,
którego autorzy są egzaltowanymi nastolatkami. Reżyser wrzuca nas od razu w
kompletnie poronioną relację faceta, który przez cały film chodzi w piżamie,
gada głupoty i straszy oraz jego żony, o której trudno powiedzieć coś ponadto,
że robi biżuterię i dyszy. Poważne w zamierzeniu dialogi wywołują tylko śmiech.
Jeśli aktorzy są zawodowcami, to genialnie odgrywają amatorów. A już zupełnie
kuriozalne są sceny, gdy główny bohater wypija trochę krwi z palca swojej żony i
jest w pseudociąży. Nie warto.
Osoba, która wpuściła ten film do konkursu albo
ma skłonności sadystyczne, albo zwyczajnie tego dzieła nie obejrzała.
Jakub Majmurek   |10.10.2011 11:17:08
Film Beast też widziałem i jakoś bym go bronił, choć sam nie wiem jak go oceniać
i trochę go muszę - śmiesznie to brzmi w kontekście tego właśnie filmu -
przetrawić, zanim coś napisze. Ale skoro budzi tak negatywne odczucia, czuję się
zobowiązany.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.42779 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273