|
Oleksiy Radynski
|
|
02.06.2011 |
Jednym z ważniejszych wydarzeń pierwszego dnia biennale w Wenecji stał się wykład Jacquesa Rancière’a zatytułowany W jakich czasach żyjemy?. Rancière skupił się na pytaniu, do którego na różny sposób odwołują się najważniejsi współcześni mysliciele (m.in. Slavoj Žižek, gdy mówi, że zanim zaczniemy zmieniać swiat, filozofowie muszą go jednak wyjaśnić): „W jakich czasach żyjemy? – czyli, czym jest ten czas, który jest nam współczesny?”. Odpowiedź Rancière’a nie jest zbyt zaskakująca – ten czas jest tylko konstrukcją, medialną fikcją, ponieważ naprawdę żyjemy w bardzo różnych wymiarach czasowych jednocześnie. Wystarczy porównac czas pracy i czas odpoczynku, czas wyborów politycznych i czas pomiędzy nimi, czas „pierwszego” i „trzeciego” świata (nie wspominając już o tym „drugim”). Wyobrażenie o homogenicznosci czasu, w którym żyjemy, pochodzi od takich instytucji jak media masowe albo władza państwowa. Prawdziwym sposobem emancypacji jest zatem kwestionowanie tej rzekomej homogenicznosci czasów, uświadomienie sobie wielości różnych czasów istniejących równolegle, nauczenie się żyć w kilku czasach jednocześnie.
Choć sposoby praktycznej realizacji postulatów Rancière’a pozostały niewyjaśnione, jeden z utworów przedstawionych w głównym programie biennale okazał się niezwykle trafnym kontrapunktem do jego tez. To 24-godzinna produkcja found footage Christiana Marclaya zatytułowana The Clock. Składa się ona z kilku tysięcy kawałków filmów, w których – w ten czy inny sposób – pojawiają się zegary. Czas pokazywany na tych filmowych zegarach ściśle odpowiada czasowi realnemu. Za pomocą mistrzowskiego montażu ten niekończący się ciąg filmowych fragmentów składa się w dosłowne „życie w kilku czasach jednocześnie” (a może nawet w kilku tysiącach czasów). A jednak symptomem tej produkcji, który ujawnia ograniczoną możliwość pomyślenia o „innym” czasie, pozostaje sam wybór filmowych kawałków: w 99 procentach pochodzą z filmów anglosaskich.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...