|
1. Witaj w sali samobójców, Bela!
Nagrodzony w Berlinie Koń turyński podzielił festiwalowych widzów. Podczas gdy część z nich wybiegała z seansu z prędkością zwycięzcy Wielkiej Pardubickiej, inni doznawali na sali nihilistycznego objawienia. Wszyscy zgodzą się chyba jednak, że jednym z najważniejszych wydarzeń festiwalu okazała się wizyta reżysera filmu – Beli Tarra. Węgierski twórca łaskaw był ponoć zacząć jeden z wywiadów od złowieszczego stwierdzenia „świat się kończy”, a w ramach masterclass wygłosił wykład pod hasłem „Jak popełnić samobójstwo, wykorzystując taśmę z filmu Szatańskiego tanga, na 96 niezawodnych sposobów”.
2. Egzorcyzm potrzebny od zaraz
Konkurs Nowe Filmy Polskie stał w tym roku na wyjątkowo dobrym poziomie. Niedowiarkom polecam choćby Lęk wysokości w reżyserii Bartosza Konopki. Jednak miłośnicy uczt złego smaku w stylu Klątwy doliny węży także mieli szansę na zaspokojenie apetytu. Wszystko dzięki W imieniu diabła Barbary Sass. W filmie inspirowanym historią zbuntowanych betanek z Kazimierza Dolnego demoniczny ksiądz Franciszek wykonuje niekontrolowane ruchy frykcyjne, a zakonnice tańczą w teledysku do nieistniejącej piosenki ABBY. Całość stanowi psychodeliczny eksperyment, przy którym Diabły Kena Russella przypominają szeregowy odcinek Plebanii. Nie zdziwię się, jeśli wychodzący z filmu widzowie masowo zapiszą się na pielgrzymkę do Lourdes. Aby ponownie uwierzyli teraz w polskie kino, potrzebny będzie prawdziwy cud.
3. „Egoiści 2: K MAG Party”
Tak, w trakcie festiwalu wybrałem się na towarzyszącą Nowym Horyzontom imprezę magazynu „K MAG”. Pierwszą propozycję seksualną otrzymałem, zanim zdążyłem powiedzieć „Jameson z żurawiną”. Potem było jeszcze lepiej. Wylansowani podrywacze i dziewczęta wyglądające jakby oczekiwały na casting do „Top Model” nie pozostawiali wątpliwości. Warszawka zjechała do Wrocławia, a Mariusz Treliński mógłby wreszcie zrobić coś pożytecznego, czyli nakręcić Egoistów 2.
4. Krwawy Nick
Tuż przed zakończeniem Nowych Horyzontów pojawiła się we Wrocławiu prawdziwa gwiazda – Nick Cave dał czadu z chłopakami z Grindermana. Zgodnie ze staropolską gościnnością należało podjąć gościa z odpowiednimi honorami. Ambitnego zadania podjęli się chłopcy z jednej ze stacji telewizyjnych, którzy dostali cynk, że muzyk właśnie spożywa śniadanie w pewnym wrocławskim hotelu. Ku rozczarowaniu reporterów, zamiast wrzucać kwasa i popijać go eterem, Cave pałaszował zwykłą jajecznicę. Mimo wszystko nie był zadowolony z wizyty nieproszonych gości i podobno dał temu wyraz za sprawą ataku na jednego z operatorów. Czy po tym wszystkim ktoś będzie jeszcze w stanie bronić tezy, że rock jest martwy?
5. Arirang, arirang, arariyo…
Zwycięzcą tegorocznego Konkursu Filmów o Sztuce okazał się Kim Ki – Duk. Znakomity koreański reżyser zaprezentował we Wrocławiu Arirang, a więc „totalnie autorską, bezkompromisową spowiedź jednego z czołowych reżyserów kina artystycznego”. Zaczerpnięta z festiwalowego katalogu formuła oznacza w praktyce półtorej godziny, w ramach których reżyser rozbija namiot we własnym pokoju, pije wódkę i jeździ koparką po okolicy. Przede wszystkim jednak kilkanaście razy próbuje śpiewać tytułową koreańską pieśń ludową. Efekt przypomina co najmniej Toma Waitsa wykonującego Mazurka Dąbrowskiego w manierze Piotra Szczepanika. Kim, uwielbiam twoje filmy, ale przenigdy nie zamieniaj już kamery na mikrofon!
6. Lekcja ateizmu
W tym roku po raz pierwszy zawitał do Wrocławia ulubieniec nowohoryzontowej publiczności- Bruno Dumont. Nagradzany w Cannes francuski reżyser szybko okazał się jednym z najbarwniejszych gości festiwalu. Twórca Poza szatanem dowodził wyższości kina nad filozofią, z kamienną twarzą znosił nawet najbardziej kuriozalne pytania publiczności, a polskiemu dziennikarzowi radiowemu powiedział: „Jeśli wierzy pan w Boga, to tylko pański problem”. No i jak tu go nie kochać?
7. Wroclove by night
Quentin Tarantino nie jest może twórcą zbyt nowohoryzontowym, ale za to z powodzeniem mógłby nakręcić we Wrocławiu Grindhouse: Death Proof. Rolę Kaskadera Mike’a zagrałby Taksówkarz Zdzisiek, który wiózł mnie do domu po pracowitym wieczorze w klubie festiwalowym. Żeby umilić podróż, Zdzisiek uraczył mnie anegdotą o działającej wśród nielegalnych taksówkarzy mafii, która porywa przypadkowych ludzi, wywozi do Berlina, a tam sprzedaje ich organy. Jeśli uda się zainteresować tą historią sprawnego scenarzystę, mam już swojego faworyta w przyszłorocznym konkursie Nowe Horyzonty.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...