|
Czwarty dzień festiwalu to dobry moment na pierwsze podsumowanie. I tak wśród filmów, które okazały się ciekawe i zaskakujące, jak Ki Leszka Dawida, Młyn i krzyż Lecha Majewskiego czy Pewnego razu w Anatolii Ceylana, znalazły się przynajmniej dwa świetne obrazy. Przede wszystkim Cold Blue Urszuli Antoniak i Wulkan Rúnar Rúnarssona. Jestem pewien, że o pierwszym filmie, szalenie wciągającym i ascetycznym dramacie będzie jeszcze głośno, dlatego chciałbym skupić się na produkcji duńsko-islandzkiej.
Trzeba przyznać, że wybierając ten film, a potem biegnąc w strugach deszczu, by się na niego nie spóźnić, nie miałem specjalnie wygórowanych oczekiwań. Myślałem, że to pewnie kolejny neurotyczny, skandynawski film o samotności zakończony samobójstwem w pięknych okolicznościach przyrody. Jednak nie! Warto było marznąć i moknąć po drodze do kina. Wulkan to wybitny film pełen zaskoczeń. Film Rúnarssona to przede wszystkim skomplikowana emocjonalnie historia Hannesa, pozornie gburowatego, emerytowanego pracownika szkoły i bezwzględnego egzekutora własnych zasad, który nie może odnaleźć się w sytuacji, gdzie zamiast uspokajającego rytmu codziennych obowiązków, ma mnóstwo wolnego czasu.
Hannes nigdy nie był specjalnie rodzinny, nie odczuwał też przyjemności w przebywaniu w towarzystwie innych ludzi. Lubił pracować, a potem spędzać czas na wysłużonej łodzi, łowiąc ryby. Po przejściu na emeryturę mężczyznę czekają jednak prawie same niemiłe niespodzianki. Najpierw dowiaduje się, że naprawdę rodzinę: żonę, z którą łączy go skomplikowana relacja emocjonalna; dzieci, których chyba nie lubi i na pewno nie rozumie; wnuki, które za nic mają jego zasady. Hannes, zdezorientowany codziennością domownika, wyraźnie poszukuje przełomu w swoim nowym-starym życiu. Oczekuje zmiany, która ponownie dałaby mu siłę do codziennego wstawania z łóżka. Jednak przełom, którego doświadcza, nie jest tym, czego się spodziewał, ani tym bardziej, czego oczekiwał. Najpierw awaria ukochanej, starej łodzi, którą odziedziczył po ojcu. Potem nagłe zbliżenie z żoną przerwane udarem, który zupełnie zmienia życie starszego mężczyzny.
W filmie Rúnara Rúnarssona najciekawsze są drobne szczegóły, które czynią ten obraz wyjątkowym na tle podobnych historii. Ważne jest przede wszystkim wyjątkowe spojrzenie na związek Hannesa i Anny, które proponuje widzom islandzki reżyser. Z jednej strony jest to ten typ małżeństwa, gdzie żona podporządkowana jest mężowi, stara się mu schodzić z drogi, byle ten mógł rozwijać swoje zainteresowania. Hannes nie jest miły, nie oczekuje też, albo tak przynajmniej mogłoby się wydawać, miłości i ciepła. Z drugiej strony jednak Rúnarsson bardzo silnie akcentuje nagłe zbliżenie Anny i Hannesa. Długa erotyczna scena jest jednym z najważniejszych momentów w filmie. Nie ma w niej żadnej estetyzacji, żadnej metafory ani przesady. Niemal czujemy fizyczność bohaterów. Reżyserowi udało się pokazać nowy początek silnego i świeżego uczucia w momencie, w którym nikt się tego nie spodziewał.
To jednak nie koniec. Świadoma próba naprawy relacji z Anna zostaje przerwana przez rozległy udar, który dla Hannesa oznacza zamknięcie dawnego życia i rozpoczęcie czegoś zupełnie nowego. Nagle, ten mężczyzna, który dotychczas koncentrował się tylko na pracy lub swojej łodzi, odkrywa zupełnie inny świat, które współrzędne określają cierpliwość i wsparcie. Wbrew radom dzieci, którzy odwiedzając matkę tylko na chwilę, oczywiście, najlepiej wiedzą, czego jej potrzeba, Hannes decyduje się zabrać Annę do domu. Opiekując się sparaliżowaną żoną, próbuje jednocześnie wrócić do dawnych zajęć. Bezskutecznie. Mimo dwójki dzieci, mimo wnuków, Hannes i Anna tak naprawdę zostają sami. Jedyną bliską osobą, z którą naprawdę się spotykają, jest odwiedzająca chorą Annę pielęgniarka. W ostatniej części filmu jesteśmy świadkami dramatycznie silnego uczucia, które zostaje wystawione na próbę cierpienia. Stan zdrowia sparaliżowanej Anny stale się pogarsza, Hannes, mimo tytanicznego wysiłku nie jest w stanie jej pomóc. Dla mężczyzny, Anna, w przeciwieństwie do tego, co mówią ich dzieci, nie jest tylko obiektem, którym należy się opiekować. Hannes, którego własny syn obarcza winą z chorobę matki, fizycznie współodczuwa cierpienie żony. Stanowią wtedy (nareszcie?) bolesną jedność, którą jednak Hannes zmuszony jest przerwać.
Wulkan Rúnarssona, młodego Islandczyka, zaskakuje dojrzałością i wrażliwością. Nie ma w tym filmie prostych gestów ani łatwej w odbiorze pornografii emocji. Jest spokój i obserwacja postępującego przywiązania Hannesa i Anny w okolicznościach, które mogą potencjalnie dotyczyć każdego. Reżyser udowodnił, że z wiekiem uczucia nie tylko nie gasną, ale przeciwnie – ich temperatura i znaczenie rośnie.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...